Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Pomniki i miejsca pamięci » Pomniki II WŚ » Pomniki II WŚ - Śląskie




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 26 gru 2009, o 11:55 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 23:11
Posty: 455
Lokalizacja: Jankowice
Imię: Ania
Właśnie dziś mija 65 lat od chwili, gdy 26.12.1944r. spadł na pola między Marklowicami i Jankowicami amerykański bombowiec B-17 (Latająca Forteca).

Na kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Marklowicach (woj. śląskie, pow. Wodzisław Śl.) znajduje się tablica pamiątkowa ku czci poległych lotników z tego bombowca.

Obrazek

Obrazek

Tak pisze o tym Józef Kłosok w "Kurierze Marklowickim" :

Cytuj:
Tablica poświęcona jest pamięci załogi amerykańskiego samolotu bombowego B-17G nr ser. 44-663 zestrzelonego w trakcie misji bombowej na niemieckie zakłady przemysłu zbrojeniowego w Kędzierzynie 26 grudnia 1944 r. w czasie ostatniego, osiemnastego nalotu 15 US Air Force, stacjonującej w południowych Włoszech. Maszyna wraz z załogą wchodziła w skład 99 Skrzydła Bombowego. Z 11 osobowej załogi zestrzelonego bombowca na terenie Marklowic zginęli: pilot Lt. Robert Flake z Arizony, II pilot Ist Lt. John Reese z Pensylwanii, nawigator S/Sgt. Harold Mitchell z Minnesoty, mech. pokł. Sgt. Paul Yarley z Ohio, strzelec Sgt. Sherwood Griswold z Kalifornii, radiooperator Sgt. Carlis Morton z Pensylwanii, strzelec Sgt. Clyde Plants z Pensylwanii, strzelec Sgt. Theodore Gilson z New Jersey, fotograf Sgt. Seymour Apt z Pensylwani. Z katastrofy uratowało się dwóch członków załogi: strzelec sierżant Merle Smith wyskakując na spadochronie w okolicach Kędzierzyna oraz bombardier sierżant Frederick Weiss lądując na spadochronie w Marklowicach naprzeciw kościoła. Obaj przeżyli wojnę i powrócili do USA. Pozostali, pochowani na cmentarzu w Marklowicach członkowie załogi zostali ekshumowani w październiku 1947 r. przez Ekipę Ekshumacyjną i pochowani z honorami na cmentarzu wojskowym dla lotników amerykańskich i alianckich.

Marklowickiego finału amerykańskiegobombowca ciąg dalszy

W dwóch kolejnych numerach "Kuriera Marklowickiego" z 2002r. ukazał się artykuł o podobnie jak wyżej brzmiącym tytule, będącym próbą odtworzenia tragedii amerykańskich lotników, którzy zginęli w Marklowicach Górnych 26 grudnia 1944 roku. W numerze z kwietnia 2002 r. przybliżono okoliczności amerykańskich nalotów na zakłady przemysłowe Górnego Śląska w drugiej połowie 1944 roku oraz przedstawiono relacje świadków i zebrane przez autora informacje dotyczące samej tragedii amerykańskich lotników w Marklowicach. W numerze czerwcowym "Kuriera" autor przytoczył wnioski oraz wątpliwości i pytania czekające na odpowiedź, a dotyczące samolotu i jego załogi. Po dwóch latach poszukiwań, dokładnie w 60 rocznicę powyższych wydarzeń, można już zamknąć ten prawie nieznany epizod II wojny światowej. W oparciu o obszerną dokumentację raz oryginalne merykańkie raporty uzyskane przez autora dzięki uprzejmości historyka lotnictwa, badacza i członka "Aircraft Missing In Action Project" Pana Szymona Serwatki, zaistniała możliwość, w miarę szczegółowego odtworzenia tych tragicznych wydarzeń z grudnia 1944 r. Interesujący nas samolot bombowy typu Boeing B-17 G o numerze seryjnym AAF-44-6663 należał do 99 Skrzydła Bombowego 15 US Air Force stacjonującego na lotnisku Tortorella w pobliżu Foggi, w południowych Włoszech. B-17 G "Flying Fortress"był wyposażony w 4 silniki o mocy 1380 PS, rozwijał prędkość 480 km/h przy pułapie osiągającym 9000 m, miał zasięg 2900 km z dwoma tonami bomb. Zwyczajowo każdemu samolotowi załoga nadawała uroczyście nazwę własną, wypisując ją po obu stronach kabiny pilotów. Interesujący nas bombowiec został ochrzczony "Mono". W ów feralny dzień 26 grudnia 1944 r., w dzień Bożego Narodzenia
w godzinach rannych załoga "Mono" wystartowała z lotniska Tortorella, by w składzie formacji złożonej ze 134 bombowców typu Fortres i Liberator dokonała bombardowania zakładów IG Farbenindustrie AG Heydebreck okreśanych w źródłach amerykańskich jakoBlechhammer Sauth. Nadmienić należy żepoza interesującą nas formacją wystartowały jeszcze z innych lotnisk dwie formacje, z których jedna miała zbombardować zakłady Kokerei Odertal w Zdzieszowicach,
natomiast druga, złożona ze 111 Liberatorów, pod osłoną ponad 100 myśliwców typu Lightning i Mustang miała zbombardować zakłady chemiczne w Oświęcimiu-Dworach. Trasa przelotu prowadziła nad Adriatykiem, terytorium okupowanej Jugosławii, Niziną Węgierską, Protektoratem Czech i Moraw nad Górny Śląsk.
Załoga "Mono" w tym dniu składała się wyjątkowo z 11 osób (normalnie 9-10 członków załogi): I pilot Lt. Robert H. Flake pochodzący z Mesy (stan Arizona), II pilot Ist. Lt John E. Reese z Pensylwanii,nawigator S./Sgt. Harold E. Mitchell z Minnesoty, bombardier S./Sgt. Frederick E. Weiss z Massachusetts, mech. pokładowy Sgt.Paul T. Yarley z Ohio, strzelec boczny Sgt. Griswold T. Sherwood zKalifornii, radiooperator Sgt. Carlis Morton z Pensylwanii, strzelec wieżyczki Sgt. Clyde S. Plants Jr z Pensylwanii, strzelec boczny S./ Sgt. Marie D. Smith z Nebraski, strzelec ogonowy Sgt. Theodore Gilson z New Jersey. Dodatkowo w skład załogi w tym dniu, wszedł również sierżant Seymour Apt z Pensylwanii, który jako fotograf miał wykonać zdjęcia zbombardowanych zakładów dla dowództwa amerykańskiego, na podstawie których określić miano efekty bombardowania. Wszyscy byli ludźmi bardzo młodymi. Weteranami lotów bojowych nad Niemcy byli II pilot John Reese, bombardier Frederick Weiss i boczny strzelec Merle Smith. Dla pozostałych była to pierwsza
misja bojowa. Trzech miało żony. Cała jedenastka pochodziła z siedmiu różnych stanów.
Tymczasem nad cel w Kędzierzynie-Blachowni ze 134 bombowców dotarło 78 fortec i 43 liberatory, czyli łącznie 121 maszyn. Formacja,w skład której wchodził B-17 G "Mono", znalazła się nad celem o godzinie 12.18. Pierwsza fala uderzeniowa bombowców z 485 Grupy bombardowała zakłady w Kędzierzynie systemem wizualnym i ponadto rozsiała w powietrzu prawie 274 tys. ulotek i pasków cynfolii by zakłócić funkcjonowanie urządzeń namierzających cele dla niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. Druga grupa bombowa stosując tzw. metodę "offsetową" dokonała zrzutu 500 funtowych bomb burzących. 99 i 460 grupa bombowców, w skład której wchodził "Mono", rozpoczęła atak wedle synchronizacji PFF, jako ostatnia fala uderzeniowa.
Formacje atakujących bombowców powitane zostały silnym ogniem artylerii przeciwlotniczej. Z powodu bardzo wysokiego pułapu nadlatujących eskadr bombowych, ogień zaporowy rozpoczęły ciężkie baterie artylerii przeciwlotniczej kalibru 12,8 cm, rozlokowane w rejonie Leśnicy, Rudzińca, Koźla-Portu, Kędzierzyna (baterie dział kalibru 10,5 cm) wieś Starczew, Stary Ujazd oraz wszystkie baterie Heimatflak kalibru 8,8 cm rozlokowane wokół zakładów. Dalsze losy "Mono" można w dużym przybliżeniu odtworzyć na podstawie oświadczeń i raportów innych załóg, dołączonych do "Missing air crew raport" oznaczonego numerem 10939, a dotyczącego zestrzelenia bombowca AAF-44-6663. Jak już wyżej wspomniano, "Mono" z numerem 663 na stateczniku przystąpił do ataku o godzinie 12,18. Dokonał zrzutu bomb, ale w chwilę później otrzymał
trafienie w silnik numer dwa. Oto jak opisuje ostatnie minuty "Mono" T/Sgt. James H.Jackson inżynier pokładowy bombowca o numerze 729 formującego szyk: "Zauważyłem samolot 663, którego drugi silnik zapalił się. W tym samym czasie zauważyłem jeden spadochron opuszczający samolot, którym prawdopodobnie ratował się tylny strzelec. Maszyna odsunęła się od formacji, a pilot starał się ciągnąć dziób w górę i w dół, by ugasić pożar".
Z oświadczeniem Jacksona pokrywa się relacja porucznika Wiliama Harlesona. Najobszerniej jednak ostatnie 5-6 minut bombowca opisał porucznik Morris S. Wood który to opis warto przytoczyć w całości: "Po bezpośrednim trafieniu przez artylerię w jednym z naszych samolotów zapalił się silnik numer dwa. Samolot zboczył w prawo od naszej formacji o około 600 jardów i leciał w tej pozycji przez około 5 min. Silnik ciągle się palił. W tym samym czasie pojawił się spadochron. Uważam, że był to strzelec z tylnej części który zdołał wyjść przez właz. Samolot po utrzymaniu swojej pozycji z prawej strony przez około 5 minut, rozpoczął nurkowanie. W ten sposób pilot próbował zgasić ogień. Manewr ten trwał aż do
momentu, kiedy osiągnął około 70 stopni. Około 7000 stóp poniżej nas samolot przełamał się przy podstawie wieżyczki, wtedy trzech ludzi zostało wyrzuconych, a spadochrony otwarły się. Kilka sekund później dwa następne spadochrony pojawiły się w przedniej części i byli to prawdopodobnie nawigator i bombardier. Przed samym uderzeniem w ziemię oraz wybuchem, obiekt który pojawił się również mógł być spadochronem lub też kawałkiem rozerwanego samolotu. Kiedy samolot rozleciał się, część ogonowa spadała w dół jak liść i jest prawdopodobne, że przeżyli ci, którzy byli w tej
części samolotu".
Jaki był los załogi zestrzelonego bombowca?
We wszystkich oświadczeniach mowa jest o spadochronie, który pojawił się zaraz po trafieniu maszyny nad Kędzierzynem. Porucznicy Jackson i Harlison sugerują w swoich oświadczeniach, że był to tylny strzelec. Okazało się jednak, że po trafieniu wyskoczył na spadochronie z palącego się bombowca boczny strzelec sierżant Merle Smith, który wylądował szczęśliwie na zalesionym terenie na południe od Kędzierzyna i został ujęty przez Niemców dopiero 27 grudnia (czyli w dniu następnym) między godziną 7 a 8 rano. Dokumentuje to telegram z dnia 28 grudnia 1944 r. do Dulag Luft-Oberursel koło Frankfurtu nad Menem, dokąd odsyłano w trybie natychmiastowym zestrzelonych lotników amerykańskich i brytyjskich w celu przesłuchania.
Przenieśmy się teraz do Marklowic. Na wysokości Marklowic-Chałupek płonący samolot eksplodował w powietrzu. Sprawdziły się przypuszczenia autora wysnute na podstawie relacji, że samolot nie przygotowywał się do awaryjnego lądowania. Eksplozja uprzedziła ten zamiar załogi. W wyniku eksplozji i rozłamania się kadłuba, załoga została wyrzucona na zewnątrz, a ci którzy wyskoczyli na spadochronach, ze względu na małą wysokość zginęli, uderzając o twardy zmarznięty grunt. Szczęśliwie udało się wyskoczyć i wylądować jednemu z członków załogi, który według relacji miał nazywać się Ferdynand Weiss lub Wajs. To nazwisko było właściwie jedyną nitką prowadzącą do rozwiązania zagadki. Poszukiwania dalszych losów Ferdynanda Weissa w Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu w lutym 2003 r. zakończyły się niepowodzeniem.
Nie znaleziono również żadnych informacji w archiwum szpitala w Rydułtowach czy też w dokumentacji obozu jenieckiego w Cieszynie, gdzie miał podobno przebywać wyżej wspomniany, uratowany lotnik.
Dopiero korespondencja autora z Panem Michałem Muchą z Poznania, historykiem zajmującym się lotnictwem, współautorem książki "Z ziemi włoskiej do polskiej" zasugerowała temu ostatniemu, że być może chodzi nie o Ferdynanda a Frederika Weissa, uratowanego członka załogi AAF-44-6663. Sierżant Frederick Weiss, uratowany bombardier
z zestrzelonego bombowca został ujety w Marklowicach w chwilę po katastrofie samolotu czyli około 12.30. Po kilkunastogodzinnym pobycie na posterunku żandarmerii w Marklowicach (mieścił się on w budynku obecnego przedszkola ) sierżant Frederick Weiss odtransportowany został do Rybnika, a stamtąd transportem wojskowym bezpośrednio do Dulag Luft Oberursel k/Franfurtu nad Menem.
Spośród dziewięciu ciał zwiezionych z miejsc upadku przez Pana Bolesława Ochojskiego zidentyfikowano jedynie zwłoki dowódcy samolotu porucznika Roberta Flake"a, mechanika pokładowego sierżanta Paula Varley'a, oraz strzelca bocznego sierżanta Sherwooda Griswolda. Pozostałych sześciu ciał, ze względu na częsciowe zwęglenie i spalenie nie zdołano zidentyfikować. W raporcie niemieckim jest mowa, że "Jedyny żyjący spośród załogi nie udzielił informacji o zabitych". Ze względu na pożar i eksplozję dokumenty pokładowe i mapy uległy zniszczeniu. Części garderoby zostały w większości zebrane i z iście niemiecką dokładnością zinwentaryzowane przez policję. Znaleziony film do aparatu fotograficznego został odesłany do Rybnika w celu przechowania, a następnie gońcem zawieziony doOberursel k/Frankfurtu.
Ciała zabitych lotników amerykańskich pogrzebano z polecenia ówczesnego urzędnika gminnego Adamka na nowym cmentarzu, pod płotem, w północno-zachodniej jego części. W dwa lata po zakończeniu wojny, w październiku 1947 r., groby ekshumowała Ekipa Ekshumacyjna USA posługując się odręcznie sporządzonym, na podstawie raportów niemieckich, planem pochówków amerykańskich lotników.
Józef Kłosok


Cyt. z :
http://pliki.marklowice.pl/kurier/kurier40.pdf str. 10

Pozostałe część tej historii na:

http://pliki.marklowice.pl/kurier/kurier26.pdf str. 10

http://pliki.marklowice.pl/kurier/kurier27.pdf str. 6

Wg rodzinnej legendy, już po wojnie, mój dziadek z kolegami zaniósł znalezione mniejsze części samolotu do szkoły w ramach akcji zbiórki złomu.


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strona główna forum » Eksploracja » Pomniki i miejsca pamięci » Pomniki II WŚ » Pomniki II WŚ - Śląskie


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.201s | 16 Queries | GZIP : Off ]