Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 12 lip 2018, o 15:28 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 22:24
Posty: 2982
Pochwały: 1
Do Albanii chcieliśmy się wybrać już od dawna, tylko ciągle coś stawało na przeszkodzie. Dlatego kiedy jesienią zeszłego roku nasz kolega powiedział, że montuje ekipę na to lato powiedzieliśmy sobie teraz albo nigdy… Przygotowania ruszyły początkiem tego roku i ani się obejrzeliśmy jak nadszedł czas wyjazdu.

Przed nami ponad 1200 km, więc przyjmujemy, że w pierwszy dzień musimy dotrzeć jak najdalej – jedziemy przez Słowację, Węgry, Chorwację i pod wieczór docieramy do Bośni. W okolice Doboj docieramy po 20.00, zaczyna się ściemniać a my jeździmy po jakiś zadupiach szukając kampingu-widma, o którym nawet miejscowi nic nie wiedzą. W końcu nie pozostaje nam nic innego jak poszukać jakiegoś hotelu w Doboj, co nie będzie proste - ekipa jest liczna, a na dodatek ma w składzie 2 pieski. Na szczęście jakoś się udaje, próbujemy jeszcze wyśmienitej Malvaziji i idziemy nyny.

Rano szybka kawusia w knajpce obok hotelu i ruszamy. Po minięciu Sarajewa zaczyna się malownicza trasa drogą wijącą się w kanonie. Szkoda, że zdjęcia nie potrafią tego oddać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pogoda dopisuje, więc postanawiamy zatrzymać się na obiad nad jeziorem. Miejsce może niezbyt wygodne ale za to z widokami :mrgreen:

Obrazek

Stąd już niedaleko do granicy z Czarnogórą

Obrazek

Chyba wiemy skąd ta nazwa ;)

Obrazek

Droga przez góry prowadzi nas w kierunku Zatoki Kotorskiej – z daleka wygląda przepięknie, przy bliższym poznaniu wiele traci – ciasno, tłumnie, głośno i jarmarcznie…

Obrazek

Wleczemy się w korkach marząc o pustej plaży i wypatrując jakiegoś kampingu. W końcu jest! Z dala od tego całego zgiełku. I tuż nad plażą!
Rano zdążamy uskutecznić krótki spacer po plaży i znów w drogę.

Obrazek

Obrazek

Na granicy pan celnik życzy nam „dobrej drogi” i jesteśmy. W Albanii. Przed nami Góry Przeklęte. I pola lawendowe.

Obrazek

Wąska, jeszcze póki co asfaltowa droga, pnie się powoli w górę, za każdym zakrętem stając się coraz bardziej stromą. Widoki zapierają dech w piersiach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Asfalt i barierki kończą się na przełęczy – dalej już tylko wąska i kamienista droga nad kilkusetmetrową przepaścią… Staram się nie patrzeć w dół. Wiele emocji dostarczają mijanki z autami jadącymi z naprzeciwka – wydaje się, że koła zjeżdżają z drogi i zaraz osuniemy się w przepaść. A wystarczy jeden błąd i - jak to powiedział mój syn - „ jak będziemy lecieć w dół to tu jest tak wysoko, że jeszcze zdążymy sobie zrobić pożegnalne selfie i wysłać na fejsa” ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


(w tle skrócona historia „królowej górali” – Edith Durham, której pomnik widać na początkowych kadrach – zdjęć nie zdążyłam zrobić :mrgreen: )

Dojeżdżamy do Teth, znajdujemy fajne miejsce na obozowisko – dzisiaj wyjątkowo wcześnie. W pobliskiej knajpce próbujemy miejscowych specjałów – szczególnym wzięciem cieszy się „mazë” (?) – serowo-ziemniaczana masa zalana oliwą.
Niebo zaciąga się chmurami, ale mimo to ruszamy na zwiedzanie wioski – chcemy zobaczyć jedną z nielicznych zachowanych w Albanii wież chroniących przez prawem zemsty. Wioska jest niezwykle urokliwa, a wąska ścieżka między „ogródkami” prowadzi nas w kierunku, jak się nam początkowo wydaje, wieży. Wieża okazuje się być „muzeum etnografii”. Większość grupy udaje się w kierunku wodospadu, a my uparcie szukamy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest! Miły pan w ichnim wdzianku i fajnej czapeczce zaprasza nas do środka. Co ciekawe nie chce od nas zapłaty mimo, iż na tablicy wyraźnie napisano, że wstęp trzeba płacić.
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oryginalny mostek ponoć zaznaczony na mapie jako most

Obrazek

Mijając kolejną knajpkę nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to nie jest już niedostępna górska wioska, że powoli zaczyna wkradać się tu komercja i za dwa, trzy lata miłośnicy dzikich miejsc nie będą mieli już tu czego szukać – szkoda…

Obrazek

Wieczorem zaczyna padać. Leje całą noc.

Rano szybkie pakowanie i ruszamy w kierunku Szkodry – przed nami ponad 50 km do asfaltu. Dzisiaj wąskie drogi i przepaście już nie robią na nas takiego wrażenia – chyba się już powoli przywyczajamy… Mijamy zamieszkane i opuszczone budynki (chociaż nigdy nie można być pewnym czy te na pierwszy rzut oka opuszczone nie są zamieszkane) i oczywiście osiołki i kozy i konie. Z rzadka mijani ludzie machają do nas z uśmiechem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na obiad zatrzymujemy się na elegancko „wykoszonej” polance. Jak się chwile później okazało nie tylko nam przypadła do gustu ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dość często, zwłaszcza przy zakrętach mijamy tablice i krzyże z nazwiskami tych co czuli się na tej drodze zbyt pewnie – później na asfalcie będzie ich jeszcze więcej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

„zginęli w wypadku” – to musiał być busik, jak taki jeden co pędem mijał nas kiedy staliśmy

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po ponad 8 godzinach jazdy docieramy do Perkal, gdzie zaczyna się asfalt. Tu można trochę przyśpieszyć, chociaż zakręty nadal nam towarzyszą.

Obrazek

W Boks zatrzymujemy się na chwilę, aby obejrzeć XVIII-wieczny kamienny most MESIT na rzece Kir.

Obrazek

Potem pędzimy do Szkodry na kamping na którym mamy zanocować. Przejazd przez to miasto okazuje się być nie lada wyzwaniem – Albańczycy nie znają pojęcia prawa ruchu drogowego – każdy jeździ jak chce i gdzie chce. Pędzące pod prąd skuterki i rowery, auta znienacka wpychające się przed maskę, wyprzedzające na trzeciego czy czwartego, ronda na których panuje wolna amerykanka. Cały czas wszyscy na wszystkich trąbią – także po to, żebyśmy na nich spojrzeli bo właśnie nam machają. Z ulgą docieramy do kampingu…

Obrazek
Foto by Kamila M.

cdn.

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 13 lip 2018, o 14:53 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 22:24
Posty: 2982
Pochwały: 1
Rano kierujemy się do Koman, skąd promem po ponad 2-godzinnym rejsie docieramy do Fierze. Rejs, jak rejs, chociaż wiele sobie po nim obiecywaliśmy – miały być piękne widoki i piękne zdjęcia – nie bez powodu jezioro Koman bywa określane mianem „albańskich fiordów”. Widoki były piękne, choć mogłyby być piękniejsze gdyby zaświeciło słońce, zdjęcia wyszły tak jak wyszły, a na dodatek straszliwie wiało :rotfl3: Na pokładzie zostali tylko najwytrwalsi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaczyna padać. Pakujemy się do aut i w drogę – dzisiaj tylko asfalt, chociaż bardzo kręty i „górzysty”. Raz po raz mijamy fajne opuszczone, niestety ekipa nie jest zainteresowana. Będzie powód, żeby tu kiedyś wrócić…

Obrazek

Obrazek

Po drodze podjazdy i zjazdy – całe szczęście, że nie ma upału, bo auta zagotowałyby się na bank. Zaczynamy czuć hamulce, dobrze, że już dojeżdżamy do autostrady. Czasu coraz mniej i już wiemy, że nie dotrzemy dzisiaj do plaży, gdzie mieliśmy zanocować. Trzeba znaleźć jakiś kamping w okolicach Kruje…

Rano jedziemy zwiedzić zamek. Droga prowadząca do niego jest oczywiście wąska i kręta, wciśnięta między domy i każdy nadjeżdżający z przeciwka samochód powoduje spore zamieszanie – trzeba cofać, przyklejać się do bram.

Obrazek

Obrazek

Sam zamek nie zachwyca, tym badziej, że jego centralna część to współczesna rekonstrukcja, w której mieści się muzeum. Odpuszczamy go i idziemy poszwędać się po murach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki stąd fajne, gdzieś czytałam, że Kruje potocznie nazywane jest „albańskim Krakowem”, ale jakoś nie mogę dopatrzyć się związku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy na bazar, który wydaje się być znacznie ciekawszy. Oprócz masy typowych „wyciągaczy pieniędzy” zwanych pamiątkami jest tu też parę antykwariatów – w większości w stylu – „mydło szydło i powidło”. Jeden z nich nas zainteresował – sporo w nim ciekawych „eksponatów”, które można w spokoju obejrzeć, bo nikt nie nagabuje. Właściciel dyskretnie nas obserwuje i podchodzi tylko wtedy, kiedy widzi, że coś zwróciło naszą uwagę, pozwala zrobić fotkę ponoć oryginalnej sukni z przed 200 lat.

Obrazek

Natomiast sprzedawcy „pamiątek” nie odpuszczają, próbują nam wcisnąć różne badziewia, ze „srebną” biżuterią włącznie – zagadując nas po polsku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jarek oczywiście nie może się oprzeć, żeby nie kupić sobie albańskiej czapki filcowej, takiej jakie widywaliśmy na głowach ludzi mijanych w górach.

Obrazek

Życie lubi płatać figle, więc powyższe zdjęcie o mały włos nie okazało się ostatnim. Godzinę później, parędziesiąt kilometrów dalej, na skrzyżowaniu prowadzącym na autostradę jakiś Albańczyk nagle zaczyna trąbić próbując zajechać nam drogę. Jarek przyzwyczajony już do albańskiego stylu jazdy stara się mu to uniemożliwić, blokując możliwość przejazdu. Albańczyk otwiera okno i zaczyna coś się drzeć pokazując na nasze koło. Jarek zaczyna mieć wątpliwości co do zamiarów Albańczyka, więc patrzy na niego pytająco, a ten się drze „….. falling down! …. falling down!” (kropki to coś po albańsku). Stwierdzamy, że trzeba gdzieś zjechać i sprawdzić o co mu chodzi – na szczęście zaraz obok jest stacja. Krzyczymy na radyjku, że coś się stało. Zjeżdżamy.

Okazuje się, że Albańczyk widział jak wypada nam śruba z koła – trzecia…

Obrazek
Foto by Grzegorz K.

Chwila jazdy po autostradzie i kto wie jakby to się skończyło. Lecę poszukać śruby, a chłopaki sprawdzają koło. Przekręcają po jednej śrubie z przednich kół i dokładają tę, którą znalazłam – uff, na tylnych kołach mamy komplet. Wszyscy jeszcze profilaktycznie sprawdzają swoje śruby w kołach. Można jechać dalej.

Obrazek
Foto by Grzegorz K.

Nasz plan na ten dzień zakładał wizytę na lotnisku w Kucovej – w necie można znaleźć zdjęcia niezdatnych do lotu Migów – więc też chcieliśmy zobaczyć je na żywo. Niestety na miejscu, od strony drogi witają nas tabliczki pt. „Military Area. No entry”, więc próbujemy podjechać do migów od drugiej strony. Polnymi drogami dojeżdżamy do pasa startowego oddzielonego od drogi niskim ogrodzeniem z otwartą bramą. Z dala wygląda to zachęcająco, niestety po zbliżeniu dostrzegamy kolejną tabliczkę „millitary area, no entry, obiekt monitorowany”… Zastanawiamy się co robić dalej, w Polsce nie mielibyśmy problemu, ale tu, wiadomo. Wypatrujemy tych kamer, ale nic nie widać. Nagle pojawia się cywilny samochód, więc mamy nadzieję, że może jednak te tabliczki to tylko takie straszaki i będzie dało się przejechać. Po chwili okazuje się, że jednak myliliśmy się – z samochodu wyskakuje żołnierz z kałachem z dłoniach. Podchodzi do ogrodzenia i zamyka bramę patrząc groźnie w naszym kierunku. Ktoś próbuje go zagadać, ale gościu kręci głową i potrząsając kałachem wyraźnie daje nam do zrozumienia, że mamy stąd spadać. Zniechęceni zawracamy.

Zaczyna padać deszcz. Jedziemy do Berat.

cdn.

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 16 lip 2018, o 16:43 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 22:24
Posty: 2982
Pochwały: 1
Berat – prześliczne miasto tysiąca okien wita nas - a jakże - deszczem ;) Błądzimy wśród wąskich i rozkopanych uliczek w poszukiwaniu hotelu, w którym mamy spać, a on stoi sobie spokojnie przy głównej :rotfl3:

Obrazek

Przestaje padać, wszyscy głodni, bo po drodze jakoś nie było miejsca i chęci na posiłek (jedno miejsce nad rzeką się nawet trafiło, tylko rzeka okazała się być prywatną :rotfl2: ), więc cel na teraz jest jeden – jakaś knajpka. Znajdujemy – całkiem klimatyczyna, tylko z właścicielem nie można się dogadać, a co byśmy nie spróbowali zamówić z karty to tego nie ma. Coś nam dzisiaj nie idzie… Dobrze, że chociaż piwo jest. Właściciel pokazuje, żebyśmy poszli za nim do kuchni – a w kuchni wyciąga wielką brytfannę z faszerowanymi czymś papryczkami, drugą z zapiekanymi warzywkami, trzecią z qoftą. Bierzemy! Jedzonko jest wyśmienite! Warto było. Tak dobrego już nigdzie nie znajdziemy. Na koniec, widząc nasze zadowolone miny przynosi jeszcze bukłaczek domowej raki. Też przepysznej. Humory nam się poprawiają i jesteśmy gotowi na nocne zwiedzanie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Berat o poranku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed wyjazdem postanawiamy jeszcze zobaczyć średniowieczną twierdzę górującą nad miastem. W obrębie jej murów mieszka do dziś 10 rodzin.

Obrazek

Obrazek

Zapuszczamy się w urokliwe uliczki

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście do tajemniczego ogrodu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruiny białego meczetu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oraz czerwonego

Obrazek

Praktycznie z każdej strony wzgórza można podziwiać przepiękne widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak można by jeszcze i jeszcze – te parę wieczornych i porannych godzin to zbyt mało aby wszystko zobaczyć. Niestety czas nagli – przed nami znowu góry oraz osmański most i gorące źródła w Benje.

Obrazek

Krótki przystanek przy kanionie rzeki Osumi.

Obrazek

Obrazek

W pewnym momencie kończy się asfalt, mimo, iż na mapie droga zaznaczona jest na żółto – w ekipie budzi to spory entuzjazm. Wjeżdżamy w góry zupełnie inne niż Góry Przeklęte – w naprawdę dzikie góry. Tak dzikie, że nie udało mi się ustalić nazwy pasma, wzdłuż którego jedziemy :mrgreen: Droga prowadzi z Lapanj, poprzez Raban, Frasher, Ogren i Gostivisht do Benje, gdzie mamy nadzieję zanocować.

Obrazek

Obrazek

Ciekawy rodzaj skały

Obrazek

Przystanek na podziwianie widoków

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znów zaczyna padać, robi się błotniście, coraz bardziej błotniście. Jadące z nami Suzuki ma spore problemy, w pewnym momencie prawie staje w poprzek drogi.
Dojeżdżamy do Ogren. Na drodze stoi babcia i zaprasza nas na kawę, mówiąc, że dalej nie da się jechać („słuchajcie, ona coś pokazuje, że ta droga chyba nie bardzo, że mamy nią nie jechać”, „eee, może o pogodę jej chodzi, że ślisko”, „mamy tę drogę na mapie, musi dochodzić do źródeł”, jedziemy” ) Dziękujemy i śmiejąc się mówimy, że spoko, damy radę. Pani uśmiecha się i macha na pożegnanie. W „centrum” wioski pan na osiołku krzyczy coś do nas po albańsku – jedyne co rozumiemy to „bum, bum” i chyba pokazuje, że jak dalej pojedziemy to zrobimy rolkę bo tak ślisko i wąsko. Jedziemy dalej, pokonując niebezpieczny przechył na wąskiej drodze ("pewnie mu o to chodziło")

Obrazek

Obrazek

W końcu zatrzymuje nas pastuch machając rękami – i teraz już wiemy o co im wszystko chodziło – na skutek deszczów droga się obsunęła i nie da się dalej jechać – paręnaście kilometrów od celu…
Nie pozostaje nam nic innego jak nawrócić i jechać z powrotem. Mijamy babcie (czekała na nas skubana ;) ) uśmiechającą się z satysfakcją – „a nie mówiłam”, ale nadal zapraszającą nas na kawę. Zaczyna się ściemniać, zastanawiamy się, czy się nie rozbić gdzieś na łące. Ale ktoś rzuca – „A co będzie, jak się obsunie ta droga, którą tu przyjechaliśmy?” Jedziemy. Przed nami jeszcze jakieś 30 km górami.

Obrazek

Zjeżdżamy w niższe partie, gdzie już, jak się nam wydaje, bezpiecznie można się rozbić. Znajdujemy jakąś łąkę – niestety jest podmokła, jeden z samochodów się zakopuje…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A mi cały czas lata po głowie, że jadąc w tamtą stronę wyczytaliśmy na tablicy informacyjnej, że tutejsze okolice licznie zamieszkują niedźwiedzie i wilki... :rotfl2:
Zjeżdżamy jeszcze niżej – jest sucho, można się rozbijać… Rano okaże się, że w całkiem przyjemnych okolicznościach przyrody.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 18 lip 2018, o 10:19 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 22:24
Posty: 2982
Pochwały: 1
Okazuje się, że znajdujemy się parę kilometrów od wioski Alipostivan, bardzo polecanej przez pracownika stacji, na której wczoraj tankowaliśmy paliwo – twierdził, że jest bardzo urokliwa i że koniecznie musimy ją zobaczyć. No to jedziemy. Na miejscu przekonujemy się jak bardzo różne bywa postrzeganie piękna. Odpicowany budynek wyglądający na „dom pielgrzyma” oraz położona nieopodal świątynia (?) od razu skojarzyły się nam z czymś na kształt ichniego Lichenia – masakra… Pan bacznie nas obserwujący, kiedy zbliżamy się do bramy prowadzącej do świątyni? Mauzoleum? Gdzie nie wolno wejść. Próbujemy znaleźć w necie jakieś informacje, ale nic nie ma. Dopiero w Polsce odkryjemy, że byliśmy w świętym miejscu bektaszytów – wyznawców odłamu islamu, uważanych przez innych mułzumanów za heretyków. Czyli jednaki byliśmy w albańskim „Licheniu”! :rotfl3:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

„dom pielgrzyma”

Obrazek

W oddali widać pasmo górskie, po szczytach którego będziemy jechać już za parę godzin.

Obrazek

Ruszamy

Obrazek

Obrazek

Przed nami gorące źródła i turecki most w Benja. Miejsce, do którego nie udało się dojechać wczoraj. Planujemy zrobić sobie dzisiaj luźniejszy dzień i zostać tu na noc. Na miejscu zastajemy kilka autokarów i masę ludzi. Jest 12.00. Zaczynamy się łamać… W międzyczasie co poniektórzy zażywają kąpieli w źródłach, inni próbują zrobić fotkę mostu bez pań i par w różnych pozach. Robi się leniwie… Za leniwie. Jemy obiad i decydujemy się pojechać przez góry na nocleg do Gjirokastry. Asfaltem jest nieco dalej chociaż szybciej, ale my lubimy takie wielogodzinne skróty :rotfl3:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wreszcie się udało!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wjeżdżamy w góry. Znów inne. Mozolnie pniemy się pod górę. Po ostrej wspinaczce droga prowadzi nas połoninami w bliżej nieokreślonym kierunku. Jest tak pięknie, że nam to nie przeszkadza. Ważne, że jest droga. Zmierzamy w kierunku szczytu zakrytego chmurami, próbując znaleźć jakieś odbicie. Mój syn pyta – „a nie moglibyśmy po prostu wjechać w te chmury? Tam musi być fajnie”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo droga zakręca, by chwili powrócić i prowadzić prosto w kierunku szczytu. Ku wielkiej radości syna wjeżdżamy w chmurę. Robi się ciemno i zimno, zaczyna mocniej wiać. W pewnym momencie kończy się droga. Mgła gęstnieje. Kamienie robią się coraz większe, suzuki się wiesza… Kształty się rozmywają…

Obrazek

Obrazek
Foto by Jarosław S.

Obrazek

Decydujemy się zawrócić. Wydaje się, że jedziemy inną drogą. Znów zawracamy. Jest koło 20.00. Musimy jednak posłuchać aplikacji rejestrującej tracki. Bezbłędnie nas wyprowadza, pojawia się droga. A potem słońce. I możemy podziwiać przepiękny zachód.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy na coś na kształt przełęczy, na łączkę, która idealnie nadaje się na obozowisko. Szybko rozkładamy namioty, bo im ciemniej tym zimniej. Rozpalamy ognisko, a po chwili pojawiają się gwiazdy.
Taaaaka dzisiaj była jazda :thumright:

Obrazek
Foto by Jarosław S.

A o poranku…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

…wpadają do nas niezapowiedziani goście :rotfl3:

Obrazek

Obrazek
Foto by Jarosław S.

Po konsultacjach nad mapami i telefonami - jedziemy do Gjirokastry. Asfaltem :mrgreen:

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 18 lip 2018, o 18:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 17:15
Posty: 1633
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Pochwały: 3
Imię: Asia
Przepiękne te zdjęcia drogi wśród połonin i tych chmur. Coś cudownego. W ogóle Wasze, jak i inne zdjęcia osób z tamtych górskich rejonów, są takie charakterystyczne i przejrzyste, jak robione na plaży.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 19 lip 2018, o 05:03 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 wrz 2009, o 01:48
Posty: 3898
Lokalizacja: Będzin/Sosnowiec/Łeba
Pochwały: 1
Imię: Beata
Najbardziej urzekły mnie te ciasne uliczki, bajka! No i blond pies i dzieci bez internetu :jupi:

_________________
(...)po co kończysz to piwo? Masz karabin zamiast gitary!...JA, KIESZENIE PEŁNE CZEREŚNI!! Pidżama Porno.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 19 lip 2018, o 12:04 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 22:24
Posty: 2982
Pochwały: 1
Burza napisał(a):
Przepiękne te zdjęcia drogi wśród połonin i tych chmur. Coś cudownego. W ogóle Wasze, jak i inne zdjęcia osób z tamtych górskich rejonów, są takie charakterystyczne i przejrzyste, jak robione na plaży.

Dzięki :D . Myślę, że to kwestia klimatu i być może jednak znacznie czystszego powietrza niż w naszej części Europy.

klamerka napisał(a):
Najbardziej urzekły mnie te ciasne uliczki, bajka!

Tak, Berat miał swój klimat... podobnego nie udało nam się już znaleźć w Gjirokastrze, też wpisanej na listę UNESCO, nie wiem czy go tam już po prostu nie było, czy też nie mieliśmy czasu go znaleźć :mrgreen:

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.287s | 15 Queries | GZIP : Off ]