Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 14 gru 2018, o 18:29 
Offline

Dołączył(a): 23 lis 2014, o 15:53
Posty: 265
Cytuj:
Wydaje mi się,że to dopiero w latach dziewięćdziesiątych.


Zwyczaj ten najbardziej rozpowszechniony był w latach 80-tych, kiedy chusty były nieco mniejsze i może mniej barwne, za to bardziej oryginalne, wykonywane we własnym zakresie (nawet jeśli było to wykonawstwo "zlecone"). Lata 90-te to już komercjalizacja tego zjawiska (kupne w sklepach itd.).
Podobnie było z modyfikacjami miarek krawieckich do odliczania DDC.

Kolega nosił brązowe buty widocznie w jakiejś "specjalnej" JW, albo był w wojsku dużo wcześniej :)


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 14 gru 2018, o 18:51 
Offline
Bratnia dusza

Dołączył(a): 27 sty 2011, o 10:32
Posty: 582
Lokalizacja: Bytom
Imię: Tomasz
Wiele razy przemierzałem drogę z Miechowic do "Wójcika", a za czasów szkoły podstawowej przynajmniej raz w roku z klasą obowiązkowo się tam szło. Od kiedy zbudowano autostradę tamtędy nie szedłem. Po drodze się jeszcze mijało szyb wentylacyjny "Jan", który z tego co wiem został już zlikwidowany.

_________________
"Człowiek dobrze ułożony tak naprawdę jest dopiero w trumnie" - T.K.


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 00:10 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Heniek napisał(a):
Swego czasu wiele razy przemierzałem trasę przez Dąbrowę do Dolomitów na rowerze,"Pod Dębem" mieli postawić pokoje gościnne,widać postawili.


No wlasnie ciekawe czy to dziala? bo ten duzy moloch wygladal nieco na niedokonczony a "hotel" pisalo na tym malym budyneczku obrosłym bluszczami

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 00:12 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Szamot napisał(a):
Wiele razy przemierzałem drogę z Miechowic do "Wójcika", a za czasów szkoły podstawowej przynajmniej raz w roku z klasą obowiązkowo się tam szło. Od kiedy zbudowano autostradę tamtędy nie szedłem. Po drodze się jeszcze mijało szyb wentylacyjny "Jan", który z tego co wiem został już zlikwidowany.


To tak samo jak my! zawsze obowiazkowa wycieczka co roku! A do ktorej szkoly chodziles? Bo ja do 26

A ten szyb jest teraz opuszczony czy w ogole go zrownali z ziemia? Bo ja jakos teraz tak pojechalam ze nie przejezdzalam kolo niego, ale wiem o jakim miejscu mowisz

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 00:14 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
blakop napisał(a):
[Lata 90-te to już komercjalizacja tego zjawiska (kupne w sklepach itd.).
)


Serio to sie w sklepie kupowalo? ja myslalam ze to kazdy robil dla siebie dedykowana, zwiazana ze swoja jednostka gdzie sluzyl, wlasnymi ulubieniami, klimatami. Niesamowite ze i z tego komerche zrobili!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 09:22 
Offline

Dołączył(a): 8 lut 2010, o 08:29
Posty: 324
Lokalizacja: Katowice
Imię: Piotr
blakop napisał(a):
Kolega nosił brązowe buty widocznie w jakiejś "specjalnej" JW, albo był w wojsku dużo wcześniej :)

Pierwsze buty które wyfasowałem,to były trzewiki z niebarwionej skóry,na gwoździach.Do nich sukienne opinacze z 6 guzikami.Oczywiście wtedy chodziło się w onucach.
Później,w pułku łączności,chodziło się w butach z cholewami.Też na gwoździach.Do nich bryczesy i onuce.
Po roku,już w innej jednostce,dostaliśmy trzewiki ze skórzanymi opinaczami,na "traktorach".I latem skarpety a zimą flanelowe onuce. Tamże,jako letnie mundury dostaliśmy panterki do których zimą wpinało się podpinki. Podpinka kurtki zamiast kołnierza miała składany kaptur.
Przed wyjazdem na poligon za Wołgą,dostaliśmy oficerskie letnie mundury i buty .
W tych butach chodziłem aż do rezerwy.
Oczywiście "do Mamy" po 26 "miechach" służby,wracałem bez durnowatej chusty.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 09:46 
Offline

Dołączył(a): 8 lut 2010, o 08:29
Posty: 324
Lokalizacja: Katowice
Imię: Piotr
Szamot napisał(a):
Wiele razy przemierzałem drogę z Miechowic do "Wójcika"

A ja do"Wójcika" chodziłem z drugiej strony.Przez ogródki na radzionkowskim Stroszku.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 15:03 
Offline

Dołączył(a): 23 lis 2014, o 15:53
Posty: 265
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale żeby od razu mówić, że chusty były durnowate? Niektóre z nich to prawdziwe majstersztyki były - szczególnie te wykonane w czasach głębokiej komuny, gdzie dostęp do materiałów i technik był ograniczony.

Cóż - każdy ma swoją wizję tamtych czasów. Jeden się chwali swoją służbą w Ludowym Wojsku Polskim, inny powie, że to wstyd wspominać w ogóle, że miało się cokolwiek wspólnego z formacją, która po II wojnie zamordowała więcej obywateli własnego kraju, niż na wszystkich innych operacjach wojskowych razem wziętych. Jak wiadomo w ocenie wielu LWP było organizacją zbrojną o charakterze przestępczym.

Chusty w latach 80-tych nie były tolerowane przez władze wojskowe, dlatego były wyrazem swoistego buntu i dezaprobaty dla przymusowej służby wojskowej i ich noszenie mogło przysporzyć kłopotów nawet rezerwistom (kontrolowanym przez WSW).
W latach 90-tych były już raczej elementem folkloru, popkultury i niczego specjalnego nie manifestowały.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 17:00 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
blakop napisał(a):
W latach 90-tych były już raczej elementem folkloru, popkultury i niczego specjalnego nie manifestowały.


A mi sie zawsze wydawalo, ze wybitnie manifestowaly - radosc z wolnosci i spuszczenia z wojskowego łancucha. Ze ci wszyscy co biegali z chustami po peronach i darli ryja w pociagach chcieli zakomunikowac calemu swiatu ze sa szczesliwi. Ocena ich zachowania zapewne jest indywidualna i zroznicowana. Ja moge jedynie powiedziec za siebie - ze ja ten klimat lubilam. Tzn. z pozycji peronowego obserwatora, bo byc w ich skorze i siedziec 2 lata w koszarach to bym nie chciala ;)

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 15 gru 2018, o 22:33 
Offline

Dołączył(a): 23 lis 2014, o 15:53
Posty: 265
No tak - ale ta "wolność" po wyjściu z wojska w odrodzonej Polsce nie była już tym samym co opuszczenie koszar w czasach komunistycznych, gdyż zasady i okoliczności służby wojskowej "nieco" się zmieniły.
Nie oszukujmy się - w końcowych latach zasadnicza służba wojskowa miała już całkowicie odmienny charakter niż kiedyś i szli do niej w zasadzie tylko Ci którzy chcieli lub nie bardzo mieli pomysł na siebie. W związku z tym i manifestowanie wolności w tych okolicznościach faktycznie przybierało bardziej formę suto zakrapianej imprezy pożegnalnej z kolegami.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 gru 2018, o 11:30 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Wiekszość przystanków bytomskiej wąskotorówki to same perony. Czasem z jakąś tabliczką albo nawet bez. Stacyjka z prawdziwego zdarzenia jest tylko jedna - Bytom Karb Wąskotorowy.

Tutaj tez tory rozłażą sie na ileś odnóg i bocznic.

Obrazek

Obrazek

Sam budynek stacyjny jest chyba zamkniety na głucho - mi przynajmniej nie udało sie do niego wejść do środka. Nie wiem czy pełni obecnie jakies funkcje oprócz dekoracyjnych.

Obrazek

Jego prawie wszystkie ściany są pomalowane w kolorowe, tematyczne malunki. Każdy miłośnik ściennych malowideł bedzie wiec tutaj zachwycony!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z przystacyjnych budynków jest otwarty, nie omieszkam wiec zajrzec do środka.

Obrazek

Obrazek

Jest tutaj minimuzeum utrzymane w klimatach okołokolejowych. Mozna tez nabyć pamiątki, wiec obkupuje sie w koszulki, naklejki i magnesiki. Sklep z pamiątkami z Bytomia - to chyba jedyne takie miejsce w tym mieście!

Zgromadzono tu sporo fantów przywodzących wspomnienia PRLowskich czasów, wiec bubie gęba cieszy sie od ucha do ucha.

Obrazek

Obrazek

A tu mapka wszystkich, niegdys istniejących, górnośląskich wąskotorówek.

Obrazek

Duzo bym dała aby móc sie nimi wszystkimi przejechać! Albo przynajmniej je zobaczyc. Czy juz kiedys wspominałam, ze urodziłam sie za późno?

Są tez zdjęcia przenoszące nas w inny wymiar. Wieje z nich pylistością i klimatem, który uwielbiam.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dobrze trafiłam z czasem mojego tu pobytu. Akurat przejeżdza kolejka! Biegam wiec jak głupia po torach pstrykając zdjecia - az cud, ze mnie nikt nie opierniczył ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Malownicza ściana o wielu fakturach.

Obrazek

Koło dworca przycupneła tez niewielka wieża ciśnień. Niestety, podobnie jak stacyjka, jest zabita na głucho i bez łomu dostac sie do wnętrz niepodobna ;)

Obrazek

Obrazek

Na pobliskich bocznicach stoi sporo lokomotyw i wagoników - chyba juz nieużywanych.

Są takie parowozowate.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I takie chyba bardziej spalinowe. Jedna z nich ma jakby balkonik na dachu? A to ci dopiero byłoby miejsce do jazdy!! :) :) :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są takowe, ktore przypominają autobus.

Obrazek

Do niektórych lokomotywek można zajrzec do środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Miłośnicy dekomunizacji juz pewnie ostrzą sobie zęby albo dostają apopleksji z oburzenia ;)

Obrazek

Pojazd szynowy towarowy. Gapi sie na mnie wybałuszonymi oczami. Takim by było fajnie przemierzać kolejkową trase w jakis upalny dzionek!

Obrazek


Są tez różniste wagoniki osobowe, mniej lub bardziej ozdobione sprejowymi maziajami.

Obrazek

Obrazek

I jakby mieszkalne.

Obrazek

Niektóre udekorowane w radosne rysunki.

Obrazek

Podłogi wagoników juz nieraz zetlały, nieco sie zapadają i charakteryzują sporą ażurowością. Inne wyglądają niezle i nawet mają komplet siedzeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu została jedna samotna ławeczka...

Obrazek

Mozna napotkac wagoniki takie jakby kopalniane.

Obrazek

W innych wozi sie deszczówke lub rabatkę polnych ziół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W jednym z wagoników, na drewnianych dechach podłogi, siedzi trójka młodych ludzi i odżywia sie pasztetem podlaskim z puszki, ogórkami konserwowymi i fantą o barwie bordowej. Wszystko mają rozłożone na podłodze, na koronkowej serwetce. Fajnie to się komponuje na tle rdzy ścian i bujajacych sie na wietrze dorodnych pajęczyn. Na mój widok bardzo się przestraszyli. Początkowo wygląda na to, ze chcą porzucić swój obiad i nawiać w nieznanym kierunku. Ekipa nie mówi po polsku (po śląsku również nie ;) ) Dla mnie też są zaskoczeniem. Niecodziennie nawiązuje sie znajomości z obcokrajowcami w opuszczonych wagonikach, gdzieś na bytomskiej bocznicy….

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 18 gru 2018, o 10:54 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Bardzo lubie, wyjezdzając gdzies na wschod, zapoznac kogos miejscowego. Zupelnie inaczej zwiedza sie, poznaje i odbiera nieznane miejsca - będąc z kimś, z kimś kto jest stamtąd. Kto pokaże, za którą, pozornie nieciekawą skałe zajrzec, a ktorą uliczke bezwzględnie ominąć. Zwykle strasznie sie cieszę, gdy tacy lokalsi wpakują nas w samochód, zawiozą na biesiade “na przyrodzie”, zaproszą na nocleg czy obiad w swoim domu albo pokażą zaułek, w ktory sami nigdy bysmy nie zajrzeli. Gdy w stresującej sytuacji potrafią sie odezwać we własciwym języku i z właściwym akcentem - a my mozemy milczeć. Jestem cholernie wdzięczna róznym Żeniom, Wołodiom, Arsenom, Aszotom, ze zabrali nas na swoje urodziny na szczycie góry, spuścili do jaskini na linie jak worek kartofli, obwiezli motorem z koszem po zamknietych rezerwatach, przemycili przez zieloną granice, wiedząc kiedy trzeba pogadac z wojskowymi “o dupie Maryni” a kiedy dodac gazu, nie patrzec w bok i zmiescic sie na styk pod szlabanem. Cieszyły mnie niepomiernie noclegi w barakach drwali, wycieczki łódką w ujścia rzek czy kupowanie ryb do czapki. Rzeczy, ktore bez pomocy i wspoluczestnictwa miejscowego nigdy by sie nie zdarzyly, a przynajmniej nie z naszym udziałem. I wreszcie dzis role mogą sie odwrócić. Wreszcie to ja raz moge być tym gościnnym lokalsem z dzikiego kraju! Piękne uczucie! :)

Ale po kolei…

Jak juz wspomniałam w poprzedniej relacji, dokonałam nietypowego odkrycia w jednym z opuszczonych wagoników na bocznicy stacyjki Bytom Karb Wąskotorowy. We wnetrzach wagonu, zamiast spodziewanych pajęczyn i zbutwiałych desek podłogi i ławek, zobaczyłam troje młodych ludzi. Na mój widok ich miny robią sie nietęgie - wygląda jakby sie tu ukrywali. Jak sie zaraz okazuje nikt z trójki nie mówi po polsku. Witają mnie tylko nieco zniekształconym “dzien dobry” i potem nastepuje głupawy wyszczerz. Hmmm.. jakbym widziała siebie w krajach gdzie lokalny język jest mi totalnie nieznany (a zawsze kilku slow pokroju "dzien dobry", "dziekuje" staram sie nauczyc wydukac po lokalnemu). Jak sie okazuje przedstawiciele ekipy sa turystami z Belgii i od tygodnia zwiedzają Górny Śląsk. Teraz kilka dni postanowili przeznaczyc na Bytom, jako ze, podobno, jest to jedno z najklimatyczniejszych miast okręgu. Poki co byli w rynku, w muzeum, przejechali sie kolejką - i chyba nie odnaleźli tego, czego szukali. Widać wkręcają w tych internetach, ze przyjeżdzając do tego miasta przenosisz sie w inny świat.

Z ekipą mozna sie porozumiewac po angielsku (albo francusku jakby kto wolał). Moja dosyć szczątkowa znajomosc angielskiego nieco utrudnia komunikacje. Na maturze to nawet potrafiłam opowiedziec o wakacjach albo czy wole kino czy telewizje ;) Ale to było 17 lat temu. 17 długich lat, kiedy nie mialam okazji tego języka używac i nie był mi potrzebny. A to, ze zawsze angielskiego nie cierpiałam zapewne nie pomogło w obecnym szperaniu w zakurzonych zaułkach pamięci ;) Tu nagle i niespodziewanie trafiam na grupe fajnych ludzi - i wychodzi zabawnie, bo widac, ze obustronna chęć porozumienia otwiera wszelkie drzwi. Czasem wprawdzie trzeba sie pobawic w kalambury albo cos narysowac patykiem na piasku ;) Ale jest tez druga strona medalu. Czasem spore trudności w porozumiewaniu dodają spotkaniu pewnej tajemniczości, niedostępności, pewnego uroku, kiedy psychika przekręca sie na jakies inne tory..

Moi nowi znajomi to dwóch chłopaków i dziewczyna. Prosili o niepodawanie publicznie ich imion oraz niepublikowanie wspolnych zdjęć. W ogole sprawiają wrazenie bardzo zastraszonych, boją sie policji, ochroniarzy, kamer. Za takowego własnie mnie wzieli, gdy przerwałam ich sielanke nad pasztetem. Stad to dziwne zachowanie i panika. Ekipa jest miłośnikami wspinaczki - ale nie takiej w gorach czy skałach. Lubią wyłazic na kominy, przęsła mostów czy dźwigi. Czasem rozwieszają tam hamaki i śpią. Lubią tez biwakowac w lesie i piec na ognisku coś co sami upolują - rybe, ptaka itp. W swoim kraju są ponoc groźnymi przestępcami, bo ich hobby jest zdecydowanie niedozwolone. Dlatego zazwyczaj wyjezdzają na wschod - do krajów o wiekszej wolności. Rok temu byli w Rumunii, 2 lata temu w Chorwacji. Teraz padło na Polske. Część swoich zdjęć publikują w internecie pod pseudonimami i nigdy nie pokazują tam swoich twarzy. W Bytomiu planowali szukać klimatu, nieturystycznych miejsc, zapadłych zakamarków, ale jakos póki co im “nie idzie”.

I wtedy wpada mi do głowy szatański plan. Cisną sie na usta powiedzenia “Upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu” albo “aby wilk byl syty a owca prawie cała” ;) Oni mają ze sobą rowery - i a mam rower. Oni mają wolny dzien - i ja tez. Oni chcą szukac klimatycznosci Bytomia - a i ja lubie takie miejsca. Oni sami tam nie pojadą, bo raz, ze nie bardzo wiedzą gdzie, nie znają języka wiec nie dopytają i w ogole zachowują sie jak dzieci we mgle. Ja wiem gdzie szukać klimatu, ale sama tam nie pojade bo sie boje. Ale razem, łącząc swe pragnienia, obawy i możliwości - możemy wszystko :) Ich jest trójka. Łatwiej jest w zakazanej dzielnicy dać w gębe samotnej dziewczynie i zabrać rower - niż napaść na ekipe czworga ludzi. To juz inna skala przestępstwa.

“Słuchajcie - ja wam moge spróbować pokazać Bytom. Taki Bytom po mojemu”. Belgowie sie cieszą. Ja też. Słonko pali nam w mordki, a promienie rozszczepiają sie malowniczo w kurzu spod rowerowych kół, pomieszanym z dymem palonych nieopodal śmieci. Żar sie leje z nieba. Przed nami przygody wśród bytomskich chaszczy, zruinowanych kamienic i poprzemysłowej rozpierduszki nieużytków…

Najpierw jedziemy do sklepu (akurat trafia sie fajny mały sklepik) gdzie zawalam plecak różnymi smakołykami i trunkami, ktore mogą sie przydac podczas wycieczki.

W pierwszej kolejnosci suniemy w strone elektrowni, jako ze ekipa wyraznie szuka tutaj klimatów industrialnych. Objezdzamy ją ze wszystkich stron, celując w te drogi, ktore najbardziej zarasta chaszcz, a popękana kostka czy trylinka ledwo co wyłazi spod gęstych traw i ziół.

Obrazek

Obrazek

Okołokolejowa plątanina wszystkiego.

Obrazek

Zwiędłe latarnie… tzn ich fragmenty...

Obrazek

Niedaleko elektrociepłowni jest też niewielki bunkierek, niestety cieżko sie go zwiedza bo po kolana sie brodzi w śmieciach. Że tez komus sie chcialo tutaj tyle tego nawrzucac..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakies chyba opuszczone i zarośniete nieco budynki przytykające do elektrowni.

Obrazek

Obrazek

Dopiero z bliska widać jakie toto jest wielkie! Ponoc od czasu do czasu mozna budynek zwiedzac i w srodku. Mam nadzieje, ze sie kiedys załapie na takie zwiedzanie!

Obrazek

Obrazek

Do samej elektrowni od tyłu nie podchodzimy. Słychac ujadanie psa a tylko ja mam gaz. Troche bedzie głupio jak jakies bydle pogryzie gości (albo co gorsza mnie! ;) ) Podziwiamy wiec budynek z pewnej odległości, z perspektywy rur gigantów i rozwalisk szlag-wie-czego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Co ciekawe, Belgom oczy na wierzch wyłażą na widok mojego gazu pieprzowego. “To u was jest d o z w o l o n e?????” Od tego czasu patrzą na mnie nieco inaczej niz wczesniej - zapewne tak, jakby mnie ktos zabrał na wycieczke a na brzuchu dyndał mu odbezpieczony kałach..

Jedziemy też śladem wielkich rur na obrzeżach Szombierek. Miejsce, do którego mam ogromny sentyment, bo jako przedszkolak mieszkałam kilkaset metrów stad. Uwielbiałam spacery, gdy przechodziło sie pod rurami, a niektóre z nich czasem puszczały coś bokiem. Czasem leciała para, czasem mocno bulgotało i wypływało coś bardziej w stanie ciekłym. A elektrownia w tle dymiła i huczała. Dziś wszystko jest ciche i uśpione. Ale rury są. I wreszcie ja mam dłuższe nóżki i moge spełnic swoje marzenie z przeszłosci - wyleźć na rure i na niej posiedziec. Metal grzeje w kuper a prażące słonce wwierca sie od drugiej strony. Tu obalamy pierwszego browara :) A potem jedziemy sprawdzic gdzie “moja rura” prowadzi. W prawo i w lewo. A prowadzi daleko. Belgowie skaczą po rurach jak małpy i robią setki zdjęć. Miny mają jakby przynajmniej zobaczyli wryty w ziemie statek kosmiczny. Jeden z nich wlazł nawet na samą góre a potem zrolował na dół. Juz wszyscy byliśmy pewni, ze sie połamał w drobny mak. A tylko go troche boli ręka. A własnie! Rury od czasu do czasu robią taki łuk do góry. Zawsze sie zastanawiałam po kiego diabła? Tam gdzie przechodzi pod nimi droga to rzecz jasna. Ale tam gdzie nic nie ma? Czy to taki rodzaj “progu spowalniającego”? Aby to co w nich płynie nieco wyhamowało na zakrętach?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kładka nad rurą.

Obrazek

Obrazek

Jedziemy dalej i nagle widze, ze jeden z Belgów lata. Ten co jechał pierwszy. Wybija go coś do góry. On leci osobno, rower osobno. On wlatuje głową w gęste pokrzywy, rower robi wielkie “dzyń” o rure. Tyle dobrze, ze nie na odwrot… To ten sam chłopak co chwile wczesniej spadł z rury. Wyłazi z lekko zapuchnietą gęba z pokrzyw i twierdzi, ze wszystko ok. Tylko ręka boli go troche bardziej.. ;)

Jak sie okazuje wypadek nie był przypadkiem czy skutkiem ciamajdowatości. Na drodze był jakis sznurek. Czy była przeciągnieta ileś cm nad ziemią jako pułapka, czy jakos nieszczesliwie lezala i wplątała sie w koła? Ciezko powiedziec. Tyle, ze dokladnie widac wmotaną ją w sakwy i koła nieszczesnego delikwenta. Nie wiem czy nalezy łączyc te dwa fakty, ale nieopodal opala sie nago pewien dziadek. Patrzy sie na nas i zanosi od śmiechu. Woła pif paf ha ha i podskakuje jak osoba niespełna rozumu.. Chwile później oblewa sie czymś o wyglądzie (i aromacie) benzyny, nafty, ropy? I próbuje znów opalać.

Jedziemy dalej. Mijamy tez dziewczyne i dwóch chłopaków w wieku okołogimnazjalnym, ktorzy chyba naogladali sie filmów o trójkącikach i własnie te obserwacje próbują wcielic w zycie. Są tez żuliki spożywające w cieniu obłych konstrukcji i komentujący nasz przejazd: “Zenek, k… albo ja sie juz tak napier***, abo turyści tu do nas przyjechali!” Nie da sie ukryć. Rzucamy sie w oczy. Belgowie mają opasłe sakwy na przednim i tylnym kole oraz dodatkowe torby zwisające z kierownicy i spod siodełka..

Fajny malunek na garażach... Autobus? Tramwaj? Pociąg?

Obrazek

Plątanina kabli i reklam..

Obrazek

Knajpa niestety juz nieczynna… A zachęcająco wygląda i wypadałoby wstąpic! :)

Obrazek

Mijamy ogródki działkowe o wdzięcznej nazwie. To raczej atrakcja wyłącznie dla mnie. Belgowie nie zrozumieja a i ja przetłumaczyc im nie bardzo potrafie.

Obrazek

Postanawiam tez skoczyć obejrzec dokąd prowadzi jedna z bocznych dróg na granicy Szombierek i Bobrka. Przywołujac jakies mgliste wspomnienia z dalekiej przeszłości, wydaje mi sie, że tam były jakies zakłady przemysłowe i teren zamkniety. Zburzyli je? Szlag wie..

Teren jest wyraźnie poprzemysłowy. Drogi z wygryzionego asfaltu rozłażą sie na wszystkie strony.

Obrazek

Obrazek

Jest tabliczka z gatunku “Zapraszamy buby, tutaj musi byc cos ciekawego" ;)

Obrazek

Faktycznie, zarówno na drodze, jak i na terenach trawiastych zdarzają sie spore zapadliska.

Obrazek

Są dwa stawki. Jakis dziadek moczy kija w jednym z nich. W oddali komin puszcza kłęby brunatnego dymu. Zapach, przywodzący na myśl sielskie obrazy z dzieciństwa, roznosi sie wokoło. Belgowie chcą sie kąpać w stawie. Nie wiem czy to najlepszy pomysł. Ide zapytac wędkującego dziadka. Dziadek odradza. Mówi, ze w wodzie zalega sporo złomu i śmieci. I że lepiej znaleźć inne miejsce jak sie nie chce skonczyc jako szaszłyk ;) Belgom sie bardzo porównanie podoba. Zapisują je sobie nawet w notesie. A moze dziadek po prostu nie chciał, zeby mu rybki straszyc? ;)

Obrazek

Na całym terenie sporo jest miejsc biesiadnych, pełnych iście domowych sprzetów. W jednym z nich przysiadamy, zgodnie z przeznaczeniem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drugiej stronie głownej ulicy tez podobnie. Coś kiedys było ale juz nie ma. Dorodne chaszcze porastają żwir i zeszklone kamienie. Jakby hałdy, jakby resztki zmielonych budynków...

Obrazek

A my tymczasem suniemy na Bobrek. Plan jest powbijać gdzieś w boczne uliczki z dala od zgiełku przelotowej drogi… I szukac “klimatu”. Chociaż nie.. Myśle, ze tutaj “klimat” nas znajdzie sam ;)



cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 gru 2018, o 19:20 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Glowna, przelotowa ulica na Bobrku jest tak ruchliwa, ze dosyc ciezko przez nią przekicać z rowerami. Jeden z Belgów zostaje prawie rozjechany przez skuter. Skuter sie przewraca, jest troche awantury. Oczywiscie to ten sam chlopak co spadł z rury i wykopyrtnął sie na lince. Są chyba tacy ludzie, ktorzy bardziej przyciągają nieszczescia niz średnia statystyczna.

Skręcamy w osiedle zwane Nowa Kolonia Robotnicza. Po głowie jednak kołacze mi sie inna jego nazwa.. Pisałam kiedys o nim wypracowanie w podstawówce... i głowe bym dała, ze nazwa była inna, jakby od nazwiska, chyba niemieckiego. Wypracowanie było prawie dokładnym zerżnięciem starej pożółkłej ksiażki wypożyczonej z miejskiej biblioteki. Jaki był tytuł książki - też mi uleciało. Takie mgliste wspomnienia... Przez 25 lat pamięć potrafi sie nieco "wytrzeć"...

Osiedle nieco sie różni od innych okolicznych zgrupowań starych kamienic z czerwonej cegły. Ściany nie są tylko ceglane ale tez troche tynkowane, czasem jakby szachulcowe, dachy sa skośne a cała bryła budynków jest bardziej kwadratowa niz podłużna. I wszystkie domy są prawie takie same, ustawione w równe rzędy. Pobudowali to jakoś na początku XX wieku, wiec chyba juz robi za zabytek. Początkowo budynki były przeznaczone na robotników z pobliskiej huty i kopalni. Obecnie zwykle lądują tu ludzie, którzy nie płacili za lokale w innych, bardziej "renomowanych" dzielnicach miasta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Osiedle jest pełne starych kamienic, przypylonych podwórek i zaułków, w ktore sama nie miałabym odwagi wsadzac nosa. Co ciekawe jest tu bardzo ludnie. Wiele razy sie nasłuchałam opowieści, ze Bytom “umiera”, “wyludnia sie”, “ludzie uciekają” - a gdzie sie nie pójdzie to ktoś sie kręci. Na tej dzielnicy “gęstość ludzka” jest znacznie wieksza niz gdzie indziej. Chyba po prostu jest taki zwyczaj, ze wiekszosc czasu spedza sie przed domem. Kobity wiec siedzą na leżaczkach i doglądają (lub nie) biegającej dzieciarni. Ilość dzieci wskazuje na to, ze program 500+ w tej okolicy cieszy sie dużą popularnością. Umorusane dzieciaki biegają stadami po ulicach, ciągnąc jakies sznury, rury, z wrzaskiem gonią sie po klatkach schodowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu dziwna scenka. Siedzialo na krzesełkach trzech gości. Wstali i gdzies sobie poszli. Odchodząc odwrócili krzesła do góry nogami. Nie wiem czy to jest informacja dla innych - nie siadać, krzesła prywatne, wypad!!!

Obrazek

Są też specjalnie zagospodarowane "biesiadki" przystosowane do odpoczynku, konsumpcji i innego leniwego spędzania czasu. Na takowych przewaznie przesiadują ludzie starsi. Tu akurat trzeba przyjść z własną deską ;)

Obrazek

Wokół wszedzie dymią grille. Zaraz za płotem dymią kominy. Zapach przypalonej kiełbaski miesza sie wiec z kwaśnym aromatem skoncentrowanego przemysłu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Faceci trzymają sie z osobna. Siedzą grupkami i raczej preferują schody, murki czy wystające włazy studzienek kanalizacyjnych. Jako napój króluje Warka Strong, chyba musiala gdzies byc jakas promocja bo wszyscy targają 4 albo 6- paki.

W oknach raz po raz pojawia sie jakas głowa, człowieka, psa albo kota. Lub kilka łbów naraz. Głowy często cos pokrzykują, do nas, do znajomych, albo po prostu w przestrzen, aby dać upust swoim emocjom. Z jednego okna na naszych oczach wylatuje fotel. Fajne zdjecie byloby, gdyby złapać go w locie! Tu juz niestety zalega na pryzmie innych miłośników latania…

Obrazek

Balkonów nie przewidzieli - wiec pranko powiewa w innych miejscach. Przeważnie podokiennych.

Obrazek

Sporo tu moich ulubionych kablowisk! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedna z kamienic (albo dwie?) są w zupełnej, ażurowej ruinie. Co je spotkało, że akurat ich stan odbiega od innych okolicznych pobratymców - nie mam pojęcia..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu jeszcze śmietniki nie siedzą w pancernych klatkach - tu jeszcze jest normalnie.. Tu jeszcze kubły służą do swoich celów i my też możemy bezkarnie wyrzucic do nich butelki po piwie... Acz myśle, ze jeśli je kiedyś zamkną - to śmieci bedą wszedzie, tylko nie w klatce... ;) (no chyba ze klatka wczesniej zostanie rozmontowana przez wysoko wykwalifikowanych miejscowych specjalistów w dziedzinie metalu :)

Obrazek

Zaczepia nas jakas babcia pchająca wózek inwalidzki. Pyta co nas sprowadza w te okolice, że od pół godziny snujemy sie uliczkami “jak smród za wojskiem”. Opowiadam wiec dyżurną historie, która nie jest bardzo daleka od prawdy - że szukam wspomnien z dziecinstwa, mieszkałam tu niedaleko, chodziłam na spacery. Wiec szukam znajomych miejsc, a moze i ludzi. Podaje kilka imion. Schodzą sie sąsiedzi babci. Rozważają, wspominają, snują opowieści jak to tu bywało w latach 80-tych, co sie zmieniło itp. Co ciekawe wiekszosc gromadzącej sie ekipy mieszka tu od niedawna.

Nasza obecność “na dzielnicy” budzi coraz wieksze zainteresowanie miejscowych. Kawałek dalej grupa chłopaków zagradza nam droge, a jednego z Belgów (zgadnijcie którego? ;) ) łapie za kierownice. “Co wy za jedni?” “Czego tu szukacie?”. Opowiadam wiec po raz dziesiąty to samo, ze ja prawie miejscowa, że, o tam! sie urodziłam. Bardzo ubolewam, ze nie umiem mówić po śląsku. Myśle, ze to wielokrotnie w takich momentach dodałoby mi autentyczności. A Belgowie? A to znajomi, ktorym chce pokazac swoje miasto. Lokalne chłopaki o dziwo sie ucieszyły z odpowiedzi. Kogos z daleka moze interesowac ta dzielnica? Przeciez tu nic nie ma! Wymyślają co by tu mozna jeszcze zobaczyc w Bytomiu? Moze park miejski? A moze basen? Moze stadion Polonii?

Miejscowi nie mogą uwierzyc, że Belgowie nie rozumieją po polsku. Jeden zaraz próbuje, trąca Belga i woła: “Ej ty! Masz ch… na czole!” Belg uśmiecha sie głupawo. Lokalsi wybuchają śmiechem. “Ty, on rzeczywiscie niczego nie kuma, ale jaja! Jak moja siostra, która ma roczek! Jej tez mozna wszystko powiedziec, a ona sie ino śmieje!”. Inny bierze mnie na bok (choc nie wiem po co, skoro juz wyszlo na jaw, ze Belgowie polskiego ni kum kum”. “Słuchaj - ty napewno niezle na tych szczawikach zarabiasz. A my jestesmy fragmentem tej twojej układanki i interesu. Czaisz? Nam sie wiec tez cos nalezy. Odpal chociaz na flaszke. Bedziemy kwita”... Nie mam wyjscia. Wyciagam z plecaka flaszke, tą co miała byc dla Belgów. Cóż, kupie potem drugą. Wszyscy wokół sie cieszą.

Lokals - biznesmen nie daje za wygraną. Ma jeszcze jeden pomysł. “Słuchaj, moze my razem na tych twoich Belgach jakis interes ukręcimy? Przywieź ich jeszcze kiedys. Albo innych. Tacy z zachodu to chyba często gonią za przygodą. Mozemy tu dla nich odje***ć coś ciekawego w ch…! Możemy ich zamknąc w piwnicy albo zabrać do Wieśka. Zesrają sie napewno! Bedą zachwyceni! A my zgarniemy mega kase! Ty weź sie zastanów....”. Mówie, ze pomyśle. Biore nr telefonu od lokalnego biznesmena. Obiecuje, ze “jakby co” bede dzwonic. Kim jest Wiesiek i czemu gościna u niego jest taka interesująca nie udało mi sie dowiedziec ;) Moze był plan, aby to byla niespodzianka rowniez dla mnie? ;)

Na twarzach Belgów rysuje sie zaniepokojenie połączone z fascynacją. Chyba mi sie udało. Chyba własnie takiego Bytomia szukali!

Lokalsi słuchają na komórkach różnych piosenek. Wiekszość z nich nie trafia w moje gusta muzyczne - to jakis rap, hiphop, nawet nie wiem jak to sie nazywa. Takie cos co nie ma melodii i zawiera duzo przekleństw. Jedna z piosenek jednak przypada mi do gustu. Wszystko przez teledysk. Piosenka jest o Chropaczowie. To niedaleko stad. To dzielnica Świetochłowic. Przewijają sie kadry z podwórek, familoków, klimatyczny rozpiździel i kwiat lokalnej młodzieży. Chłopaki zazdroszczą. “Takie synki jak i my! A mają swoją piosenke. Dowiedział sie o nich świat. Patrz k… ile wyświetleń! A o nas nikt nie napisał piosenki! No czemu? My tez przecież jestesmy fajni!”.

A tu link do piosenki jakby kto byl ciekawy: https://www.youtube.com/watch?v=c-8S3LqKc7c



cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 gru 2018, o 20:59 
Online
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 21:36
Posty: 5676
Lokalizacja: Chorzów/Hajduki
Pochwały: 1
Imię: Henryk.
Tam dosłownie po kilku minutach obcy jest zauważony,nawet "czysty" Ślązak z innego rejonu nie może czuć się bezpiecznie jak są popijawy po wypłatach jakichkolwiek.
W rejonie ul. Pasteura jest podobnie.Taka dość specyficzna społeczność,za to Chropaczów jest inny.

_________________
"Jestem śląskie dziecko i Ślązakiem zginę.Kocham śląską ziemię i śląską krainę....."
Juliusz Ligoń.

[*] http://www.youtube.com/watch?v=4Fx4mshinO0 [*]


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 gru 2018, o 21:07 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Heniek napisał(a):
Tam dosłownie po kilku minutach obcy jest zauważony,nawet "czysty" Ślązak z innego rejonu nie może czuć się bezpiecznie jak są popijawy po wypłatach jakichkolwiek.
W rejonie ul. Pasteura jest podobnie.Taka dość specyficzna społeczność,za to Chropaczów jest inny.


W okolicy Pasteura tez bylismy - bedzie w kolejnej relacji. Acz tam wydawalo nam sie jakos spokojniej i przyjazniej. Acz to moze akurat wynikac na jaki moment czasoprzestrzeni sie trafi...

A Lipiny to chyba bardziej jak Bobrek niz jak Chropaczow, nie? :lol:

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 gru 2018, o 21:11 
Online
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 maja 2009, o 21:36
Posty: 5676
Lokalizacja: Chorzów/Hajduki
Pochwały: 1
Imię: Henryk.
Lipiny o wiele spokojniejsze niż przed laty,ale to też może być kwestia jak to określiłaś czasoprzestrzni,jak wszędzie.

_________________
"Jestem śląskie dziecko i Ślązakiem zginę.Kocham śląską ziemię i śląską krainę....."
Juliusz Ligoń.

[*] http://www.youtube.com/watch?v=4Fx4mshinO0 [*]


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 21 gru 2018, o 19:47 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Jedziemy też powłóczyć sie w drugiej części Bobrka, za ruchliwą szosą. Tam też jest posępnie malowniczy świat starych kamienic, podwórek, pylistych placyków przytykających do terenów pohutniczych.

W tej części dzielnicy wiecej kamienic jest opuszczonych. Albo takich pustych w połowie. Część okien wskazuje, że za nimi są normalne mieszkania a obok inne są zabite dyktą, zamurowane pustakami albo zieją wypaloną czernią i aromatem dogasającego popiołu. Acz wnioskowanie o zasiedleniu na podstawie wyglądu okna tez nie zawsze jest prawidłowe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy jedną z kamienic z oknami zupelnie zasłonietymi dechami. Zwraca uwagę jakis dźwiek. Jakby coś bębniło, uderzało miarowo w drewno. Zatrzymujemy sie, aby zlokalizować dziwne “efekty akustyczne”. Nagle jedno z drewnianych okien wypada z łoskotem na ulice. Za nim wyskakuje facet. W ręce trzyma pluszowego zająca. Jakoś źle skoczył bo akurat trafia na krawężnik. Upada na ulice. Zając toczy sie po poboczu. Facet szybko sie zbiera, podnosi zająca i mocno kulejąc znika za węgłem. Ki diabeł? Drzwi do tej kamienicy są zamurowane. Zaglądamy z drugiej strony. Wszystkie okna chyba zabite dechami. W jaki sposób on sie znalazł w środku? Wlazł kominem jak święty Mikołaj? Jeżeli wszedł przez jakąs dziure albo piwnice - to czemu tamtędy też nie wyszedł? A może spał w środku i wtedy zamurowali drzwi? Różne myśli krążą po głowie, ale jedne wydają sie bardziej niedorzeczne od drugich…

Jedna z opuszczonych kamienic jakos sie wyróżnia. Jakas taka wieksza, bardziej zdobiona, wszędzie jakieś rzeźbione detale...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podokienny składzik rzeczy niezbędnych i sympatyczne kablowisko dekorujące ściane wielką pajęczyną :)

Obrazek

Inni wolą kwiatki, papużki i mini kącik biesiadny.

Obrazek

A tu “Bytomska Riwiera”! :) Przed wieloma kamienicami rozłożyły sie baseny (i to często calkiem solidne!), parasole, kocyki, leżaczki. Chlupot wody i charakterystyczny dźwiek kąpiących sie dzieci niesie sie wokoło. Jakoś nie mam kompletnie wrażenia, ze znajduje sie w dzielnicy, gdzie tak łatwo dostac w morde… Jakis taki spokoj i sielanka wyłazi z każdego kąta. Baseny przewaznie napełniane są wiadrami. Była jedna ciekawa scenka gdzie były próby lania owej wody prosto z okna drugiego piętra, aby nie latać po schodach z wiadrami ;) Nie udało sie. Wszystko było wokół mokre, tylko basen pusty. I jeszcze jeden osobnik prawie dostał w łeb wiadrem, bo jakos sie ześlizgneło z parapetu ;)

Obrazek

Obrazek

Sporo w okolicy jest dzieci. Nawet takie niewielkie luźno biegają wokół zabudowań.

Obrazek

Obrazek

Damski, międzypokoleniowy kącik dyskusyjny.

Obrazek

Pranie powiewa na wietrze…

Obrazek

Różne faktury podłoża ulicznego.

Obrazek

Ostatnia kamienica.. Dalej juz tylko morze zieloności, chaszcze, zagajniki, skrywajace postindustrialną przeszłość.

Obrazek

Tereny poprzemysłowe za betonowym murem chyba niedawno zostały zmielone. Pewnie były tu jakies ruiny ale wszystko zaorali i rozbili do wielkości tłucznia… Ciekawe czy będą tu teraz cos nowego budowac, czy to tylko tak z nienawiści do ruin...

Obrazek

Obrazek

Różne klimaty wszelakich zaułków i podwóreczek...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fajny, cienisty plac. Miło tu przysiąść w upalne lipcowe popołudnie…

Obrazek

Juz od jakiegos czasu rozglądam sie za knajpą. Dzieki obstawie z Belgów mam niepowtarzalną okazje iść do tutejszej speluny. Innych desperatów na takie wyjście raczej nie znajde, a instynkt samozachowawczy raczej nie pozwoli mi tego zrobic samotnie. A tu jak na złość nigdzie nie ma żadnego lokalu! Ktoś wspomina jakaś pizzerie jak sie jedzie na Rude, ale dość daleko stąd. Jakas mordownia ponoc tu gdzies byla, ale zamkneli. Teraz pije sie tylko po bramach.

Na cienistym placyku siedzi starszy facet. Wyglada dość przyjaznie, wiec postanawiam jeszcze jego zagadnąć o jakies źródło piwopoju. Gość pali papierosa w lufce długości chyba 20 cm. Twierdzi, ze tak jest zdrowiej a i dym “nabiera właściwego aromatu”. On również nie pomaga nam w poszukiwaniu.. Oczywiscie nie obedzie sie bez pytań skad my i po co, a gdy widzi, ze turyści, przestrzega “ale nie śpijcie po opuszczonych kamienicach”. Troche dziwnie z tym wyskoczył, wiec dopytuje o co chodzi w ogole??? Dziadek wzdycha, przeciąga sie, odkłada lufke i opowiada ciekawą historie. Dawno to było, 5 lat juz minelo, a moze i 10? Zaczął sie tu kręcić po dzielnicy jakis koleś. Nietutejszy. Rozmawiał z żulami, stawiał im wódke. Pieniądze miał ale chodził biednie ubrany, zawsze brudny i obdarty, bardziej niż lokalni menele. Wyróżniał sie jednak. Był kulturalny, oczytany, wygadany. Nazwali go Proboszcz. Z naszym rozmówcą też miał nieraz okazje sie napić, nawet gościł kilkukrotnie u niego w domu lub chadzali do knajpy (wtedy jeszcze była ;) ) Przybysz ponoć zbierał materiały do swojej pracy doktorskiej na temat bezdomności i sposobów radzenia sobie z nią. Najbardziej interesowały go wiec zeskłotowane, opuszczone budynki. Kto sie w nich gnieździ, czy sezonowo, czy na cały rok. Czy próbują prowizorycznie ogrzewać budynki? Czy zasiedlają jeden i sie tam próbują zadomowić czy robią syf, srają pod siebie i przenoszą sie do kolejnych miejsc. Czy są to osoby skrajnie zdegenerowane czy ludzie porządni, tylko pokrzywdzeni przez los. Aby nawiązać lepszy kontakt z tego typu populacją (wiec i zdobyc lepsze materiały) gość sam zaczął spać po melinach i pustostanach. Stawiał - więc był akceptowaną, ba! wręcz pożądaną osobą w środowisku. Któregoś dnia jednak sie zaczadził dymem z piecyka i zabrało go pogotowie. Taka przynajmniej była oficjalna wersja. Pogłoski i plotki jednak krążyły różne… Tyle wiadomo, ze Proboszcza juz nigdy wiecej na Bobrku nie widziano...

Gdy żegnamy sie z dziadkiem jeszcze pokrzykuje za nami: “Ale pamietajcie! Nie nocujcie w pustych kamienicach! To zły pomysł!”

Mijamy jeszcze kamienice z przyklejonym dużym krzyżem. Wygląda jak krzyż przydrożny, takie jak często stoją na rozstajach dróg, tylko tu przytula sie on do muru.. Dziwne takie...

Obrazek

A my suniemy w strone huty i inny terenów przemysłowych, przykolejowych, przesianych chyba najbardziej aromatycznym zapachem i migających do nas juz z daleka kominowymi "ognikami".

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 gru 2018, o 14:45 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Powłóczywszy się juz nieco po zamieszkałych rejonach na Bobrku, przyszedł czas na oględziny huty. A przynajmniej tego co z niej zostało, bo chyba spore części juz odeszły w niebyt.

Obrazek

Próbowaliśmy na bezczelnego wbijać tą bramą na teren, ale szybko nas pogonili ;) Próbowałam ja również udawać, że po polsku nie mówie, ale ochrona sprowadziła kolesia, który również po angielsku wyjaśnił czemu jesteśmy tu elementem niepożądanym... ;)

Obrazek

Ładny ceglany budynek przy głównej drodze.

Obrazek

Maszynka do robienia chmur! :)

Obrazek

Cała bryła huty ciekawie się prezentuje z wiaduktu. Dymi na potęge, świszcze, strzyka ogniem, nie ma wątpliwości, ze wciąż działa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzieki dużemu zoomowi można pozaglądać w różne jej zakamarki, rurownie, zbiorowiska pokręteł, kabli i wszelakiego innego żelastwa o funkcjach mi zupelnie niepoznanych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Błędne ogniki ;)

Obrazek

Plątanina przyhutniczych bocznic kolejowych, przeładunków, zsypów. Mieszanina przemysłu i kolei zawsze tworzy jakąś taką pylistość - coś co buby uwielbiają!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zajeżdżamy też od innej strony, od ul. Czackiego i Kolonii Azotów. W odróżnieniu od niezwykle ludnych okolic przyfamilokowych - tutaj jest zupelnie pusto. Nie spotkaliśmy tutaj kompletnie nikogo. Ni człowieka, ni samochodu, ni psa. Belgowie też to zauważają, dopytując sie co chwile: "Czemu tu sie tak pusto zrobiło?", "To jakis teren zamkniety?", “Czy wszystko ok”?

A tu tymczasem są ulice wzdłuż rurowni i spore osiedle garaży. Niektóre z nich pięknie zarosły pnącza!

Obrazek

Tutaj jeszcze mają podjazd dla aut.. Jeszcze im nie zniszczyli.. Można wieć zajrzec pupilowi pod brzuszek, z widokiem na torowiska i hute zamykającą horyzont.

Obrazek

Gmach huty od tej strony przedstawia sie takowo:

Obrazek

Zawsze, jak byłam mała, to wierzyłam, ze huta jest smokiem. Bo w Krakowie był Smok Wawelski i on zionął ogniem - chyba w określonych godzinach. A huty, za czasów mojego dzieciństwa, miały w zwyczaju pluć ogniem jeszcze bardziej widowiskowo niz teraz...

Obrazek

Obrazek

Był plan zajechac hute jeszcze od tyłu, od strony Plejady i stawów Trójkąt i Barbara. Ale niestety zabrakło czasu... Może jeszcze kiedyś bedzie okazja? Może kiedys znów uda sie znaleźć towarzystwo na taką wycieczke niekonwencjonalną?

Opuszczony dworzec kolejowy Bytom Bobrek. Tak sie prezentuje z oddali.

Obrazek

A tak z bliska. Od fasady malowniczo porasta stacyjke bluszcz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziupla? Nora? Ciekawe jaki gatunek się gnieździ w czeluściach? Czy jest drapieżny? ;)

Obrazek

Nie wiem po co wydłubana dziura z tyłu budynku - od strony peronu jest wszystko otwarte na oścież - drzwi, okna…

Wnetrza zwracają uwage zdobieniami, rzeźbieniami, kolorami i… mocnym zapachem człowieka..

Obrazek

Obrazek

Niestety wszystko co dobre szybko sie kończy, wiec moja przygoda z Belgami rowniez. Musze juz wracac do domu. Wieczorem mam pociąg do Oławy, a jutro ruszam ku Ukrainie. Ekipie polecam biwak nad Brandką. Pokazuje na mapie co i jak. Twierdzą, że trafią. Na wieczór dostają jeszcze pakiet przetrwania - flaszke żubrówki, 2 kg boczku i worek ziemniaków. Bardzo mi żal, że nie moge spedzic z nimi tego wieczora, realizując też swoje marzenia z dzieciństwa o imprezie i biwaku nad Brandką. Gdy siedze juz w pociągu troche nachodzą mnie wątpliwości czy aby nie wpuściłam ich w przysłowiowe “maliny”. Może jednak Brandka nie jest dobrym miejscem, aby bywać tam po zmroku - i to bedąc obcym i nie umiejąc ni dwa słowa sklecic po lokalnemu? W nocy męczą mnie sny, że napadli ich Cyganie, albo zwineła policja, udowadniając, że Polska jest takim samym zamordystycznym krajem jak ich Belgia…

Od ekipy nie mam żadnej informacji przez 2 miesiące. Nie ma również informacji w lokalnej prasie o morderstwach, utonięciach czy porwaniach na narządy na terenie Bytomia ;)

Dopiero jakoś we wrześniu dostaje maila. Belgów na Brandce nic nie zjadło. Nocleg minął spokojnie, choć kilka osób ich odwiedziło, również nocą. Kąpali sie też w świetle księżyca i skóra z nich nie zlazła. Pechowy Belg wlazł na szkło i rozciął stope. Na tyle im sie spodobało miejsce noclegowe, że kolejnego wieczora również tu wrócili. Jakiś wędkarz dał im dwie ryby, które piekli na patykach na ogniu i zjedli pół surowe. Ziemniaki im sie spaliły w ognisku. Boczkiem nakarmili wędkarza. Żubrówke wypili wspólnie.


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 gru 2018, o 16:59 
Offline

Dołączył(a): 30 paź 2014, o 21:03
Posty: 20
Lokalizacja: Ruda Śląska
Imię: Adam
Buba to nie jest huta (ale się zrymowało ;) ) to jest koksownia.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 30 gru 2018, o 19:38 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2750
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
adamski napisał(a):
Buba to nie jest huta (ale się zrymowało ;) ) to jest koksownia.


A to ci niespodzianka! To huty juz w ogole nie ma? Cala rozebrali? A ta koksownia to dawniej przylegala do huty? Bo tak jak pamietam z dawnych czasow to wlasnie gdzies tam byla huta..

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.172s | 17 Queries | GZIP : Off ]