Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Judaika » Judaika - Śląskie




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 2 cze 2009, o 14:38 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Myślę, że wreszcie mogę zacząć tu pisać o historii Jakuba Kupermana, gdyż przed chwilą usłyszałam jego głos przez telefon i jeśli dobry Bóg pozostawi go w zdrowiu, to Jay (bo tak dziś go zwą) 30.czerwca zawita w Rybniku po 70 latach, od momentu opuszczenia miasta, w którym się urodził.

Od lat szukałam w sieci śladów po rybnickich Żydach. Googlowanie, klikanie, łączenie, wpisywanie kombinacji słów - no cuda nad cudami. Na moje zapytania na JewishGen nikt nie odpisywał, nie natrafiałam na żaden żyjący ślad. Aż do pamiętnego dnia jakieś niecałe dwa lata temu, gdy prawie równocześnie z Gazetą Rybnicką trafiłam na pozostawione w sieci wołanie. W jakiejś księdze gości (chyba krótkofalarskiej) znalazłam taki wpis:
Cytuj:
Mieszkalem w Rybniku z 1924 do 1939.
Pozdrowienia z Ameryki
73
WA3IFY
Jay Kuperman
2002-06-25 14:20:44
IP: 207.251.199.104


Tyle, bez danych, bez @, bez adresu, Nic. Ale jakże dużo, by dalej szukać już bardziej konkretnie. Po minucie już go miałam.

Cytuj:
It was late August in 1939. My parents, my younger sister,brother and I, lived in a small town called Rybnik in Poland, near the german border.


Był późny sierpień 1939 roku. Moi rodzice, moja młodsza siostra, brat i ja, mieszkaliśmy w małym mieście w Polsce, w Rybniku, blisko granicy niemieckiej.

Cytuj:
My father who came to Rybnik in 1922 from a small town near Radom called Zwolen which was a 12 hour ride from Rybnik. Fearing for the safety of his family, he sent us to Zwolen, thinking that the Germans would take some time to get there, and that we would be safe.


Mój ojciec przyjechał do Rybnika w 1922 roku z małego miasteczka w pobliżu Radomska -Zwolenia, który był około 12 godzin jazdy od Rybnika. Starając się o bezpieczeństwo swej rodziny, ojciec wysłał nas do Zwolenia sądząc, iż Niemcy zbyt szybko tam nie dotrą, a my tym samym będziemy bezpieczni.

Cytuj:
Ja pochodze z RYBNIKA, bylem urodzony w 1924 roku.Chodzilem do szkoly kolo starego kosciola, wtedy szkola sie nazywala Adama Mickiewicza. Teraz mieszkam w Philadelphi, Pennsylvania.Ja zawszem szukam Zydow co przezyli wojne ll. Mieszkalem na ulicy Raciborskej Jacob Kuperman


cdn.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 3 cze 2009, o 00:57 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Cytuj:
We took the last train leaving Rybnik, seems that thousands wanted to leave the border area just as much as we did.We arrived in Radom which is a larger town on the way to Zwolen.We still had to travel by horse and wagon to our destination. In the meantime while overnight in Radom, the Polish secret police interogated us, they suspected that my mother with 3 small children was a german spy.The next day we finally arrived in Zwolen, my father's hometown, where my aunt and her family lived, my father's sister.


Zabraliśmy się ostatnim pociągiem wyjeżdżającym z Rybnika, wydawało się, że tysiące ludzi pragnie opuścić ten przygraniczny teren, tak mocno, jak my chcieliśmy. Przyjechaliśmy do Radomia, który jest większym miastem po drodze do Zwolenia. Dalej musieliśmy podróżować na furze zaprzężonej w konie. W międzyczasie, gdy zostaliśmy na noc w Radomiu, przesłuchiwał nas polski policjant; podejrzewano, że moja mama z trójką dzieci jest niemieckim szpiegiem. Następnego dnia ostatecznie dotarliśmy do Zwolenia, rodzinnego miasta mego ojca, gdzie mieszkała moja ciocia, siostra taty, wraz z rodziną.


cdn.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 3 cze 2009, o 16:08 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Dalszy ciąg opowieści Jay'a Kupermana, znalezionej w sieci :

Cytuj:
Most of the homes in Zwolen where made of wood, there was no railroad,industry and populated mostly by jews. A typical "shetl". After being ther for 5 days the german luftwaffe bombed this village and burned it to the ground. We were able to escape to the nearby forrest, where lived for 2 weeks. After things quieted down, we began our trek back home to southern Poland. My father who stayed back home, was concerned about our well being, had no idea what has happened to us or our whereabouts. He started to look for us traveling on a bycycle.On our way back home we had to pass an airport crowded with germans and their planes, we were stopped and searched. Due to my vanity (I was 15), I always carried a pocket mirror and a comb. The mirror was broken and had sharp edges. Because of this discovery, without explanation the german were going to shoot me. My mother pleaded with them to let me go and they did, we later found out that several germans were found dead with their throats cut and they susspected everyone, even a 15 year old boy who had a mirror in his pocket so that he could look good for the girls. We finally made it back home, when the real horrors of the war started.


Prawie wszystkie domy w Zwoleniu były drewniane, nie dochodziła tam linia kolejowa, nie było przemysłu, a większość ludności stanowili Żydzi. Typowy sztetl. Po 5 dniach bombardowań przez niemieckie Luftwaffe to miasteczko obróciło się w ruinę. Udało nam się uciec do pobliskich lasów i tam żyliśmy przez dwa tygodnie. Gdy wszystko powoli ucichło, rozpoczęliśmy naszą wędrówkę z powrotem na południe Polski. Mój ojciec, który został w domu, bardzo bał się o nas i nie wiedział co się z nami stało i gdzie przebywamy. Zaczął nas szukać na rowerze.
A my w naszej drodze na południe – do domu – musieliśmy minąć lotnisko pełne Niemców i ich samolotów, zatrzymaliśmy się wtedy i szukali. Przez próżność (miałem wówczas 15 lat) nosiłem przy sobie lusterko kieszonkowe i grzebień. Lusterko się stłukło i miało ostre krawędzie. Odkrywszy to, Niemcy bez tłumaczeń chcieli mnie zastrzelić. Moja mama błagała ich, by mnie puścili i oni puścili, później dowiedzieliśmy się, iż znaleziono wielu Niemców z poderżniętymi gardłami i wówczas podejrzewano każdego, nawet piętnastoletniego chłopaka, który miał lusterko w kieszeni, by się podobać dziewczynom. Ostatecznie dotarliśmy do domu, gdy horrory wojny właśnie się zaczęły.


Rodzina Kupermanów w 1938 roku, bohater tej opowieści to wysoki chłopak o bujnej czuprynie
Załącznik:
GR.jpg
GR.jpg [ 174.87 KiB | Przeglądane 1856 razy ]


(zdjęcie opublikowane w Gazecie Rybnickiej)

cdn.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Ostatnio edytowano 27 gru 2014, o 14:57 przez _hipcia, łącznie edytowano 1 raz

Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 3 cze 2009, o 23:09 
Offline

Dołączył(a): 30 maja 2009, o 05:59
Posty: 1586
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.
Sprawdziłem dzisiaj ksiazki telefoniczne, w Rybniku nie znalazłem żadnego Kupermana jedynie w 1939 w Katowicach na Stanisława 5 miał telefon niejaki Kuperman Abram kupiec. Szukałem też nazwisk z macew i znalzłem w 1926 roku na Kościelnej 2 w Rybniku skład manufaktury należący do Kornbluma (chyba w 1928 był tam już zakład krawiecki tego nie porafię odnaleźć powtórnie i podaję z pamięci). W Katowicach był też Isidor Langer ale to chyba tylko podobieństwo z imienia i nazwiska do Jisidora Lange z macewy. Pozostałe nazwiska z macew nigdzie nie wystapiły.

Pozdrawiam


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 4 cze 2009, o 10:02 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Też zawsze sprawdzam stare książki telefoniczne. Kupermanowie mieszkali w Rybniku przy ul.Raciborskiej.

Ciąg dalszy internetowej opowieści Jakuba:
Cytuj:
We were not allowed to return to Rybnik, it was made "Judenrein", only my mother was permitted to go back and try to sell our belongings. We moved in with a sister of my mother in Sosnowitz, about 50 kilometers from Rybnik.Soon after conquering Poland, the Germans instituted forced labor. I and many others had to be at an appointed location very early in the morning, to do all kinds of manual labor. One year on my way to the synagogue on Yom Kippur, I was taken off the street by a German officer, to his apartment, to wash the floor and polish his boots. It was 1942 when notices went up, that all males older than 14 , were to gather at a certain building, the headquarters of the Gestapo. There we were examined by a German doctor. There were several hundred uf us. WE were taken to a high school, and kept there overnight. The next day we were put on a train and taken to a forced labor camp. I did not have even a chance to say goodbye to my family. My father was allready at a work camp since 1940.

We arrived at camp Sacrau, right away we were put to work building roads . After 3 months we were asked to volunteer to work in a factory, I thought that it would be better than working asa road gang. So I joined others to go to that factory, we were a group of 50.In Hirschberg we lived in one barrack and were guarded by the factory police, the SS took over later when another 1000 jews were brought to Hirschberg. The work at the factory was different,we manufactured artificial wool from wood and paper through a chemical process. The work was very dangerous, one could loose a hand or an arm in the machinery, or be burned from fire in an explosion.The fumes from the chemicals had some kind of effect on the nervous system because many of us lost our minds, and that could last for several weeks.We worked every day for 8 hours and on Sundays we worked 12 hours..

While at the camp many of us were beaten, I was punished with 10 lashes with a handle of a shovel, after that I could not walk for several days. Many times after returning from work, our beds and matrasess were thrown all over the barrack.Hirschberg is in the mountains, winter there was a lot of snow, and many times the temperature was 20 degrees Celsius below zero. We had to line up every morning for roll call to be counted, many times we stood in the cold for hours, just to amuse the SS comander. Many of us could not control their bodily function, and were beaten and bitten by dogs.Another entertaining passtime for the SS was that we had to look for lice in our clothing. At one time a kapo pushed a running water hose down the throat of a young boy almost chocking, all because lice were found on him. That kind of treatment went on all the time in Hirschberg. For me to put all the things that happened on paper would take many pages.

As the Russians were coming closer to our camp, we were marched for 2 days, many people died on the way, I remember like in a dream, that my legs would not carry me anymore and 2 friends helped me along. We arrived at a railroad station, where open cattle cars were waiting for us, we were loaded 100 to each wagon, the train traveled for a week, we had no food or water, it was wintertime and very cold. We finally arrived in Buchenwald, I was very weak that I could not walk and fainted twice, here I was 21 years old and weight about 40 kilo.


Nie pozwolono nam wrócić do Rybnika, był on już wówczas „Judenrein”, jedynie mojej mamie pozwolono wrócić, by mogła starać się sprzedać nasze rzeczy. Wprowadziliśmy się do siostry mojej mamy w Sosnowcu, około 50 kilometrów od Rybnika. Niedługo po zajęciu Polski, Niemcy wprowadzili przymus pracy. Wielu ludzi musiało się stawiać wcześnie rano w wyznaczonym miejscu, by wykonywać wszelkiego rodzaju prace fizyczne. Jednego roku w drodze do synagogi w święto Yom Kippur, zostałem zabrany z ulicy przez oficera niemieckiego by mu wysprzątać apartament, wymyć podłogi i wyczyścić buty. W 1942 roku rozwieszono zawiadomienia, iż wszyscy mężczyźni powyżej 14 roku życia, mają się zebrać w pewnym budynku, w siedzibie gestapo. Byliśmy badani przez niemieckiego lekarza. Były nas setki. Zostaliśmy zabrani ze szkoły i przetrzymywani przez całą noc. Następnego dnia wsadzono nas do pociągu i zostaliśmy zawiezieni do obozu pracy przymusowej. Nie miałem nawet możliwości pożegnania się z rodziną. Mój tato był w takim obozie pracy przymusowej już od 1940 roku.

Przyjechaliśmy do obozu w Sacrau i od razu zaciągnięto nas do prac drogowych. Po 3 miesiącach zostaliśmy na ochotnika zabrani do pracy w fabryce. Myślałem, że to będzie lepsze od pracy w brygadzie drogowej. Więc przyłączyliśmy się do innych, by zgłosić się do pracy w fabryce – było nas około 50. W Hirschbergu mieszkaliśmy w jednym baraku i pilnowani byliśmy przez policję fabryczną, SS zaczęło nas pilnować później, gdy przywieziono około 1000 Żydów do Hirschbergu. Praca w fabryce była różna, przy pomocy procesu chemicznego wytwarzaliśmy sztuczną wełnę z drzewa i papieru. Praca była bardzo niebezpieczna, można było stracić rękę czy ramię , mogliśmy się cali spalić w ogniu przy wybuchach. Opary chemiczne wpływały na system nerwowy, gdyż wielu z nas traciło zmysły, i trwało to przez wiele tygodni. Pracowaliśmy codziennie przez 8 godzin, a w niedziele 12 godzin.

Od momenty, gdy przybyliśmy do obozu, byliśmy bici, zostałem raz skazany na 10 lag sztylem od łopaty, nie mogłem potem chodzić przez kilka dni. Wiele razy, po powrocie z pracy, nasze łóżka i materace były porozrzucane po całym baraku. Hirschberg jest położony w górach, zimą jest tam dużo śniegu, a temperatura wiele razy spadała poniżej minus 20 stopni C. Musieliśmy stawać w szeregu co rano na zbiórce, byliśmy liczeni, wiele razy musieliśmy stać na mrozie przez długie godziny dla rozrywki dowódcy SS. Wielu z nas nie potrafiło kontrolować swych funkcji biologicznych, wtedy byliśmy bici i gryzieni przez psy.
Inną rozrywką SS było, gdy kazano nam wyłapywać wszy w naszych ubraniach. Jednego razu kapo wsadził do gardła młodego chłopaka wąż z wodą, prawie go nie zadusił wówczas, za to, że znalazł na nim wszy. Takie rzeczy działy się cały czas. Gdybym miał to wszystko spisać, to byłoby tego wiele, wiele stron.

Gdy Rosjanie zaczęli się zbliżać, wyprowadzono nas i zaczęliśmy nasz marsz. Szliśmy dwa dni, wielu zmarło po drodze. Pamiętam to jak sen, moje nogi nie potrafiły mnie nieść dalej, pomogło mi dwóch przyjaciół. Przyszliśmy do stacji kolejowej, gdzie otworzono wagony bydlęce, które na nas czekały i załadowano nas po 100 do każdego wagonu. Jechaliśmy przez tydzień, nie mieliśmy wody, ani jedzenia, była zima i było bardzo chłodno. Ostatecznie przyjechaliśmy do Buchenwaldu, byłem tak słaby, że nie potrafiłem chodzić i dwa razy straciłem przytomność. Miałem wówczas 21 lat, a ważyłem około 40 kilogramów.
____________________________________________________________________

Sacrau - Zakrzów koło Wrocławia - obóz pracy przymusowej
Hirschberg - Jelenia Góra - filia obozu Gross Rosen. Männerlager istniał od 1.04.1943 do 28.o2.1945.
Buchenwald - Konzentrationslager Buchenwald istniał od 15.07.1937 do 11.04.1945.

cdn.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 4 cze 2009, o 10:19 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 20:44
Posty: 225
Lokalizacja: Festung Breslau
Cytuj:
Sacrau - Zakrzów koło Wrocławia - obóz pracy przymusowej


A konkretniej podobóz pracy przymusowej KL Paperfabrik Sacrau (obecnie fabryka Whirlpool, dawny Polar) we Wrocławiu przy ul. Bora-Komorowskiego i Bierutowskiej. Więcej o samej fabryce tutaj: http://dolny-slask.org.pl/673,artykul.html


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 4 cze 2009, o 21:54 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Na chwilę przerwę opowieść Jakuba i wtrącę coś współczesnego.

E-mail Jay'a z 3.czerwca 2009

Cytuj:
Hello Malgosia, you have asked me about my childhood friend in Rybnik, Her name Irena ... and she lived on ulica ... that is near the what we once called the new church or the red brick church. I have not heard from her for a while and her phone is diconected, so I assume that she has died, she was about 80 years old.
Regards
Jay


Cześć Małgosia, pytałaś o moją koleżankę z dzieciństwa w Rybniku. Nazywa się Irena ... i mieszkała przy ulicy... to jest blisko kościoła, który kiedyś nazywaliśmy nowym, lub inaczej kościoła z czerwonej cegły. Nie miałem od niej od jakiegoś czasu wieści, a jej telefon jest wyłączony, więc zakładam, że umarła, była około osiemdziesiątki.
Pozdrowienia,
Jay


Magdy koleżanka mieszkająca przy tej samej ulicy sprawdziła dziś i... :cry: Pani Irena umarła w styczniu tego roku, a od października przebywała w ośrodku opieki społecznej. Mam mu o tym napisać? Czy nie wspominać o tej przykrej wiadomości?

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 4 cze 2009, o 22:03 
Offline

Dołączył(a): 30 maja 2009, o 05:59
Posty: 1586
Myślę, że starsi podchodzą do Takich wieści spokojnie i można powiedzieć dołączając trochę innych informacji, zdjęcie domu itp. no a Ty masz teraz zadanie znaleźć grób...

Pozdrawiam


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 4 cze 2009, o 22:09 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 23:43
Posty: 579
Lokalizacja: Jankowice
Imię: Darek
Zgodnie ze starą zasadą : „Jak nie wiesz co powiedzieć – powiedz prawdę”.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 4 cze 2009, o 22:48 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 22:58
Posty: 3712
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Niezwykła jest ta historia Jakuba Kupermana. Aż trudno uwierzyć, że trafiłaś Małgosiu na jego ślad. To graniczy z cudem. Jaka szkoda, że nie będzie mógł połączyć radości z powrotu w rodzinne strony z radością ze spotkania z przyjaciółką młodzieńczych lat. Myślę, że jedyne wyjście to powiedzieć prawdę. I tak by ją niedługo poznał, a zbyt dużo wzruszeń na raz mogłoby zaszkodzić jego zdrowiu.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 5 cze 2009, o 00:22 
Offline
Muszkieter
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 19:45
Posty: 2989
Lokalizacja: Pszów
Imię: Marek
Niesamowita historia!
A jeśli chodzi o panią Irenę, to trzeba napisać jak jest. Zwłaszcza że sam Jay zakłada, że ona nie żyje, i jak widać jest z tym pogodzony.

_________________
Viribus Unitis


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 6 cze 2009, o 11:50 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Ostatni akapit opowieści Jakuba - tak akurat się to wplata we wczorajszą wizytę Obamy w Buchenwaldzie.

Cytuj:
Of the 1100 that were on the train only 400 survived.The kapo that almost killed the boy in Hirschberg, after we got to Buchenwald, was stripped of his possition, he now was like one of us, he was killed, by being drowned in a pool of water.I survived Buchenwald and was liberated the Apri 11,1945. Five years ago I went back to Buchenwald, not much is left of the former camp. I settled in Wuerzburg which is in Bavaria, I lived there until 1949, after which I came to the USA. I have 3 daughters and 8 grandchildren, 2 daughters live nearby one lives in Israel, my wife is american born.

Jay Kuperman


Z 1100, którzy byli w pociągu przeżyło tylko 400. Kapo, który prawie nie zabił chłopca w Hirschbergu, został usunięty ze swego stanowska, teraz był jednym z nas i został zabity i utopiony w basenie z wodą. Przeżyłem Buchenwald, który został wyzwolony 11.kwietnia 1945 roku. Pięć lat temu pojechałem do Buchenwaldu, niewiele zostało z dawnego obozu*. Osiedliłem się potem w Würzburgu na Bawarii. Mieszkałem tam do 1949 roku, kiedy to wyjechałem do USA. Mam trzy córki i 8 wnucząt, dwie z moich córek mieszkają w pobliżu, jedna mieszka w Izraelu, moja żona urodziła się w Ameryce.

Opowieść oryginalnie na stronie:
http://www.jewishgen.org/ForgottenCamps ... rgEng.html

* Opowieść spisana jest jakiś czas temu.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 7 cze 2009, o 08:09 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Hirschberg to taki zapomniany obóz, zresztą wiele jest takich.
Podejrzewam, że są wśród Was miłośnicy UFO, zagadek z przeszłości, więc nazwisko Mostowicz Wam coś mówi. Arnold Mostowicz był za komuny naszym rodzimym Dänikenem. Napisał m.in. "My z kosmosu" (nawet to kiedyś przeczytałam). Otóż Arnold Mostowicz był Żydem, który też przetrwał Hirschberg, jak Jakub Kuperman i też był wyzwolony już gdzie indziej.
Jego opowieść o tym obozie jest taka:
Cytuj:
„...Z Auschwitz wywieziono nas do obozu w Jeleniej Górze... Pewnego dnia zobaczyłem, że w środku obozu odgradza się sznurami coś jak gdyby boisko. Wewnątrz przy pomocy kruszonej kredy więźniowie wyznaczyli linie a pośrodku boków tego ogrodzonego prostokąta ustawiono bramki. I rzeczywiście, jeden z więźniów poinformował mnie, że na tym boisku rozegrany będzie mecz piłki nożnej między esesmanami a więźniami. Jeśli chodzi o więźniów, to byli to w większości Żydzi węgierscy. I odbył się normalny mecz między esesmanami a Żydami. Między oprawcami a ich ofiarami. Było to zadziwiające wydarzenie. W meczu był nawet sędzia, którym był umundurowany Esesman. Kiedy przygotowania się skończyły na boisko wybiegły dwie drużyny. Więźniowie byli w pasiakach, ale zamiast noszonych na co dzień drewniaków mieli skórzane buty, które widocznie otrzymali na czas meczu. A Niemcy w białych podkoszulkach i spodniach od mundurów. Po krótkiej rozgrzewce zawodnicy, co było zdumiewające, podali sobie ręce i rozpoczął się mecz. Esesmani przykładali się do gry, jakby to była rzeczywiście ważna gra. Więźniowie, mimo wygłodzenia i wycieńczenia, poruszali się dosyć żwawo i mieli nie najgorszą technikę. Przewagę jednak mieli dobrze odżywieni i wypoczęci Niemcy. Mecz byłby właściwie rozstrzygnięty, gdyby nie cudowny bramkarz drużyny więźniów, którego w książce nazywam Moros, i przypuszczam, że tak albo podobnie się nazywał.
A więźniowie zebrani wokół boiska reagowali jak normalna publiczność. Kibicowali oczywiście drużynie więźniów. Esesmani nie mieli swoich kibiców. Ci Żydzi umieli grać w piłkę. Węgrzy mieli przed wojną bardzo dobrą piłkę nożną.
To były żydowskie kluby, które miały bardzo dobrych graczy. I rzeczywiście umieli grać... Niemcy strzelili jedną bramkę, ale pod koniec meczu więźniom udało się wyrównać. W ostatniej minucie sędzia podyktował przeciwko drużynie więźniów problematyczny rzut karny. Wywołało to gwałtowną reakcję ze strony kibicujących więźniów. Wydawało się, że więźniowie wtargną na boisko i pobiją sędziego i gdyby nie fakt, że sędzia miał na sobie mundur SS prawdopodobnie tak by się stało. Ale Moros tego karnego obronił. Była to już ostatnia minuta meczu i zanim sędzia zdążył odgwizdać koniec, przez sznury rzucili się więźniowie i zaczęli ściskać i obcałowywać bramkarza.

Morosa w kilka dni później zastrzelono. Rozbolał go brzuch, co przy jakości podawanej więźniom zupy było zupełnie zrozumiałe. Poprosił więc majstra, aby pozwolił mu udać się do zbitego z desek klozetu. Majster się nie zgodził. Moros prosił go kilkakrotnie, ale majster za każdym razem nie wyrażał zgody. Nie mając wyjścia Moros przykucnął więc gdzieś za stosem drewna i ściągnął spodnie. Majster wskazał go jednemu ze strażników i krzyknął, że więzień zamierza uciec. Niemiec nie namyślając się długo kilkakrotnie strzelił...

Historia niezwykła... mecz piłki nożnej, jakby to były normalne czasy, a zakończenie obozowe...”


(ze strony: http://www.album.fotosejm.pl/album/t_3.htm )

Odpowiedź Jay'a na wieść o śmierci pani Ireny (@ z 6.6.09)

Cytuj:
Hello, I had that feeling that she died, the last few times that I spoke to her she was not very coherent,
I asked to do something in Rybnik and she could not comprehend what I was telling her.


Cześć, miałem przeczucie, że odeszła. Ostatnimi razy, gdy z nią rozmawiałem nie była zbyt logiczna. Prosiłem ją, by mi coś załatwiła w Rybniku, ale nie potrafiła zrozumieć, o czym do niej mówiłem.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 11 cze 2009, o 08:08 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Pierwszego @ posłałam Jakubowi Kupermanowi w listopadzie 2007 roku. Nie dostałam na niego odpowiedzi, ale po paru miesiącach zadzwoniła do mnie kuzynka męża (nazywa się identycznie jak ja), że dzwonił do niej jakiś facet z Ameryki (na szczęście ta druga Małgosia P. zna angielski, więc mogła się z nim dogadać) i chyba nie o nią mu chodziło. Posłałam następnego @ do Ameryki. Tym razem już przyszła odpowiedź i to nie jedna.

Cytuj:
Dear Malgosia, I am very happy that you understand english. You allready know my background, in addition, I would like to tell you that I was born in Katowice, but we lived since 1924 in Rybnik. I went to school near the old church, then it was called Adama Mickiewicza. We lived in the Raciborska ulica I think the house number was 26 or 24, anyway from what I heard the building was torn down. I was in RYBNIK in 1976 with my wife and then again in 1996 by myself, I still have a childhood friend living there, she is an old lady now.Are you familiar with magazine Gazeta Rybnicka? It has a picture of my family taken in 1938, if you would send me your address I will send you a copy of this picture, the magazine issue was January 2007.What puzzles me is you excelent knowledge of english.I always am glad to hear from someone from RYBNIK. Do you know of any Jews that survived the war?
My best regards
Jay Kuperman

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 18 cze 2009, o 16:51 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Mam pytanie do Dariusza JURKA... gdzie w Sosnowcu było getto i ile z niego zostało?
Mam jechać z Kupermanem do Sosnowca a byłam tam w życiu tylko na SPR-ach i to 100 lat temu.

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 18 cze 2009, o 20:55 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 09:40
Posty: 6595
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Imię: Leszek
Nie wiem, jak często Darek do nas zagląda, ale zadzwonię do chłopaka z Fundacji Brama Cukermana, który dość mocno "siedzi" w zagłębiowskich judaikach i zapytam. Kojarzy mi się, że na Środuli było (blisko będzińskiego Warpia).

_________________
— Patrz, Kościuszko, na nas z nieba! —
raz Polak skandował
i popatrzył nań Kościuszko,
i się zwymiotował.
K.I.Gałczyński


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 30 cze 2009, o 21:41 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Jakub Kuperman śpi teraz (mam nadzieję) w hotelu w Rybniku błogim snem zmęczonego starszego pana. Relację ze spotkania i pobytu wkleję, gdy cała rodzina Kupermanów (Jakub i jego 3 córki) odleci z powrotem do domu. Dziś padam, więc powiem tylko, iż nasi forumowicze są wszędzie - spotkałyśmy z Magdą na Szerokiej w Krakowie naszego slava :rotfl3: , który w czasie festiwalu mieszka na Kazimierzu i bierze udział we wszystkich możliwych warsztatach i spotkaniach. Taki świat mały :)

Załącznik:
slav.jpg
slav.jpg [ 63.46 KiB | Przeglądane 1856 razy ]

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Ostatnio edytowano 27 gru 2014, o 14:58 przez _hipcia, łącznie edytowano 1 raz

Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 30 cze 2009, o 21:50 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 09:44
Posty: 3514
Lokalizacja: Kraków
Imię: Jarek
Fajnie macie :D

_________________
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej"
Albert Einstein


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Tytuł: Wizyta
 Post Napisane: 3 lip 2009, o 12:57 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:46
Posty: 4415
Lokalizacja: Rybnik
Pochwały: 1
Imię: Małgosia
Wizyta - dzień I
Jay Kuperman już ponownie w Niemczech czeka na przelot do Stanów (oby miał dobrego pilota, właściwy samolot i przychylne chmury nad Atlantykiem), więc ja mogę się zabrać do streszczenia jego wizyty w Polsce.
Wcześnie rano we wtorek ruszyłyśmy z Magdą i z wynajętym taksówkarzem-busikiem do Krakowa. Widziałam, że cała rodzina Kupermanów (on i jego 3 córki) wylądowała bezpiecznie, gdyż rozmawiałam z nim przez telefon w niedzielę. Udało mi się też wymigać od zwiedzania Auschwitz, bo to goście zorganizowali sobie sami w poniedziałek.
Domyślałam się, że cała ta wizyta to będzie jedna wielka improwizacja i pomieszanie z poplątaniem, ale nie brałam pod uwagę, iż będę miała do czynienia z trzema siostrami o totalnie różnych charakterach. Już po 10 minutach od poznania wszystkich wiedziałam, że nie będzie lekko. Pan Kuperman, drobny, mało mówiący - 85 lat - trza uważać na zdrowie. Jedna siostra kompletnie niewierząca Żydówka, bardzo zorganizowana i poukładana (Mirian). Druga siostra średnio wierząca Żydówka (Debbie), totalnie niepoukładana i niezorganizowana, w dodatku z lekko rozchwianą psyche. Obie mieszkają w Stanach. No i trzecia siostra (Lanie) ortodoksyjna Żydówka z Izraela - według mnie zaiwania w kibucu aż miło. Wszyscy nadzwyczaj mili.
Gdy czekałyśmy, by się spakowali Magda wypatrzyła Sławka łażącego po Szerokiej na Kazimierzu :rotfl3: Miał okazję poznać pana Kupermana :) A upał w międzyczasie narastał.
Obrazek

Obrazek

Bagaże zostały zniesione, a tu się okazuje, iż Jakub i "ortodoksyjna" (na zdjęciach zawsze w chustce na głowie) chcą zwiedzać synagogi na Kazimierzu. "Poukładana" nie chce i ma to kompletnie w d..., więc zostaje w kawiarence przed hotelem. "Niepoukładana" (na zdjęciach w kapeluszu) się waha, a może zwiedzać, a może nie zwiedzać, a może by tak na zakupy :rotfl: lekki cyrk się robi. Ale "ortodoksyjna" już zamówiła meleksik i nie ma wyjścia. Upał nadal narasta.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Wsiadamy z Magdą, zostawiamy "poukładaną" i jedziemy. Dodam, że dla wszystkich trzech sióstr to pierwsza wizyta w Polsce.
Zaczynamy objazd (obchód odpadał z uwagi na wiek pana Kupermana)

Obrazek

Obrazek
Nie będę odbierać roboty Sławkowi, więc tylko migawki z synagog :)
Obrazek
Tu modlitwa
Obrazek

Obrazek

Współczesna mezuza
Obrazek

Miłosierdzie jest jednym z podstawowych nakazów biblijnych, wypełnianiem "micwy", przykazania boskiego. Pan Kuperman gdzie widział, to kasę dawał (nie dawał pijakom w Sosnowcu i Rybniku, a muszę przyznać, że były ich wyjątkowe tłumy).
Obrazek

Obrazek
Upał narasta, a my dalej sobie zwiedzamy Kazimierz, "poukładana" przed hotelem, bagaże w busiku. Kuperman trzyma się wyjątkowo dzielnie, a mnie pot leci strugami pod różnymi elementami ubrania :rotfl:
Obrazek

Obrazek

Dojeżdżamy wreszcie ponownie do hotelu Ester i przesiadka (ale trwająca tak z pół godziny) do naszej rybnickiej taksówki. Kobity każdej narodowości kochają zakupy niestety. Przemieszczamy się w okolice Sukiennic, bo tylko tam z Magdą upilnujemy tą wycieczkę, która musi kupić prezenty, tym bardziej, że "Amber is so cheap" :jump: ("bursztyn jest tak tani"). Upał jest tropikalny, na szczęście nie w Sukiennicach.

Obrazek

Obrazek

W trakcie zakupów, Magda pilnowała "niepoukładaną", ja "ortodoksyjną", a "poukładana" pilnowała siebie i tatę. Z Magdą wyglądałyśmy jak ochroniarze z BORu, non stop komórki przy uchu (wycieczkowiczom amerykańskie komóry nie działały w Polsce - czemu, to nie wiem).

Sprawdzanie cen pudełek (najpierw był rekonesans, a dopiero potem kupowanie, czyli w Sukiennicach byliśmy ponad 2 godziny) :shock:
Obrazek

Obrazek

Prezentów do kupienia była kupa ("ortodoksyjna" ma 6 dzieci + wnuki+ narzeczeni/narzeczone dzieci, + synowa+ mąż). Zabrakło też kasy, więc trza było lecieć do kantoru, ale to wsio jest pikuś.
Obrazek

Tu ten niby "cheap amber"
Obrazek

Godziny mijały, a ja wiedziałam, że czeka nas jeszcze po drodze Sosnowiec, więc pocyganiłam, że w Rybniku też takie rzeczy można kupić i taniej nawet :rotfl: , co elegancko zagoniło wycieczkę do taksówki. Po drodze tylko były jeszcze jakieś koronki, ale Lanie ("ortodoksyjna") uznała, że drogie. Od razu uprzedzę pytania. Wszystkie ceny były przez nich dokładnie przeliczane i porównywane. Jedynie Debbie ("niepoukładana") kupowała przepłacając, ale kochała bursztyn i swoich adoptowanych synów (jeden z Rumunii), więc liczyła kasę rzadziej.
Obrazek

Wyjazd z Krakowa trwał godzinę, a wjazd na autostradę (coś tam robią z tymi bramkami) drugą godzinę. Bałam się, że mi w tym busiku (bez klimy) poumierają z ciepłoty. I teraz zaczyna się najlepsze, czyli wjazd do Sosnowca. Od jakiej strony mi ten chłop tam wjeżdżał to do dziś nie wiem. Kupiłam sobie mapę Sosnowca, ale co z tego, jak on mnie nie słuchał i jeździł przez takie zadupia, że oczami wyobraźni widziałam już 5 trupów (ortodoksyjnej Lenie nie liczyłam, bo ona chyba przywykła do takich trudów).
Sosnowiec był ważnym punktem tej wycieczki, gdyż Jay spędził tu jakiś czas (od września 1939 do 1942). Okazało się, iż mieszkał w samym centrum na ul. Modrzejowskiej (tyle dobrze).

Obrazek

Jay miał cztery miejsca, które musiał zobaczyć. Myślę, że na tą wizytę w Polsce jego organizm się wspiął na wyżyny wytrzymałości, gdyż nie narzekał na nic. To córki co chwilę kazały mu siadać i odpoczywać, a on jak taran szedł w stronę miejsca, gdzie mieszkał, gdzie pracował, gdzie była synagoga i gdzie mieszkała znajoma ze Stanów (obiecał zrobić dla niej zdjęcia).

Poniżej już Sosnowiec, czego nie muszę dodawać ;) (choć inny Gierek)
Obrazek

Ulica Modrzejowska (chyba obecnie główny deptak Sosnowca)
Obrazek

Obrazek

Skręcamy w prawo (chyba w Targową), by odszukać miejsce gdzie Jakub pracował w czasie okupacji
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Elewacje nowe, ale budynek ten sam - w mieszkaniu na pierwszym piętrze (pustostan) pracował jako pomocnik zegarmistrza
Obrazek

Idziemy dalej. On nie pokazuje swoich uczuć, ale mam wrażenie, że w środku cały dygocze. Opowiada w którym budynku jaki był sklep, kto go prowadził.
Na zdjęciu poniżej jest miejsce, w którym się schował, gdy łapano Żydów bez Gwiazdy Dawida na rękawie. Jakub jej nie miał, bo zabrakło. Dziś budynek jest inny.

Obrazek

Skręcamy, by zrobić zdjęcie kamienicy, w której mieszkała kiedyś znajoma Jakuba.

Obrazek

U przechodnia szukał potwierdzenia, czy to na pewno ul.Dekerta. Tu stała synagoga. Wie, że została zniszczona. Przyznam szczerze, że w tym miejscu było mi głupio za nas i poczułam wstyd. Syf i malaria w tym dziś "handlowym", a kiedyś religijnym, miejscu.

Obrazek

Obrazek

W pobliżu Sosnowiec, jaki zapamiętał

Obrazek Obrazek
(te powywalane wszędzie śmieci w samym centrum lekko mnie zszokowały)

Wracamy na Modrzejowską i idziemy dalej

Obrazek

Obrazek

Wreszcie jest numer 45. Tu mieszkał w podwórzu.

Obrazek Obrazek

Niestety nie da się wejść, choć ekspedienci ze sklepów w tym domu mówią, że mam dzwonić na domofon. Może ktoś otworzy. Ale po minach widzę, że raczej mi się to nie uda. Nie udało się, nikt nie odbierał. Widzę, że zaczynamy wzbudzać sensację na ulicy. Idzie facet o groźnej minie i z kluczami. Grzecznie, z miną aniołka i głosem Smerfetki pytam, czy by nas nie wpuścił na podwórze. Warknął "Proszę" i wpuścił. Wiem, że myślał nieprzychylnie o nas. Srał go pies. Byle weszliśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Jakub pokazuje gdzie była ubikacja na dworze, jak wielkie latały szczury (mam przeczucie, że nadal tam gdzieś są), gdzie wylewano nieczystości.

Obrazek Obrazek

Wychodzimy stamtąd. Upał makabra.

Obrazek

Bardzo dużo w okolicy pijaków się wałęsało i doczepiało. Młoda się bała, że nam tam wtrąbią :?
Obrazek

Wracamy w stronę dworca i do taksówki.

Obrazek

Obrazek

Wszyscy padnięci - nawet smoki wawelskie

Obrazek
Jeszcze tylko ze dwie godziny do Rybnika i uffff, koniec pierwszego dnia. Rybnik po burzy - można oddychać.
Obrazek

Wnosimy bagaże z Magdą. Tu strzelam taką gafę, że do dziś się wstydzę. Waliza Lanie (tej z Izraela) ciężka była jak 150. No to se tak żart strzeliłam (totalnie głupkowaty) i pytam: "Co tam masz, kamienie z pustyni?" A ona mi na to, że jedzenie i picie. Jest ze mnie cymbał, nie?
Umawiamy się z nimi na następny dzień i spadamy z Młodą :) Po pierwszym dniu wiemy, że jak nas w chrześcijańskich niebiosach nie będą chcieli, to żydowskie niebo nas przyjmie bez zbędnych ceregieli :jump:
(A tak w sumie, to nasi goście cały dzień byli w szoku, że ktoś zupełnie obcy ich gości, obwozi, oprowadza i się opiekuje... ).

cdn. nastąpi jak w domu tepsa naprawi mi sieć, uszkodzoną po burzy

_________________
Rybniccy Żydzi
Szuflada Małgosi


Ostatnio edytowano 4 kwi 2013, o 17:01 przez _hipcia, łącznie edytowano 1 raz

Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 3 lip 2009, o 15:22 
Offline

Dołączył(a): 30 maja 2009, o 05:59
Posty: 1586
Siedem razy przeczytałem...
Cokolwiek tu napisać to zabrzmi pusto...

Powinni być w szoku.

Pozdrawiam
Klimek


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Strona główna forum » Eksploracja » Judaika » Judaika - Śląskie


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.244s | 16 Queries | GZIP : Off ]