Eksploratorzy
http://eksploratorzy.com.pl/

Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019
http://eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=304&t=35115
Strona 1 z 2

Autor:  buba [ 14 sie 2019, o 20:44 ]
Tytuł:  Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

W tym roku znów zmierzamy ku Estonii... Po litewskiej stronie mamy plan wieczornego osiedlenia sie nad jeziorem Dusia - tak jak praktykowalismy to rok temu. Ale wzrok przyciąga przydrożna tabliczka “miejsce postoju”, gdzies niedaleko Jankinai. Żal by nie sprawdzic co to tutaj znaczy. Jadąc we wskazanym kierunku trafiamy na ogromny plac nadkruszonego nieco asfaltu. Ni to rondo, ni to parking?

Obrazek

Obrazek

A kawałek dalej stoi okrągła wiata - całkiem utopiona w rzepaku.

Obrazek

Jej konstrukcja zdaje sie pamiętac jeszcze Sajuz. Teraz sie chyba takich już nie buduje...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co tu kiedys bylo? Teraz nie ma nic. Nawet dojscia do jeziora.

Obrazek

Droga za wiatą przechodzi w koleine traktora i ślepo konczy sie w rzepaku. Można sie dalej przedzierac uprawą, ale i tam zanim sie dojdzie do lustra wody to sie wczesniej utonie w bagienku. Wiec raczej kąpiele dzis odpuszczamy. Gdzieś w oddali majaczą jakies prywatne dacze, ale na tyle daleko, ze nie jest to przeszkodą w swobodnym biwakowaniu.

Porzucamy myśli o Dusi. Zawsze fajniej w jakims nowym miejscu nocke spędzic! I tutaj ptactwo tak pięknie drze ryja! :)

Kabak przez godzine biega wokol wiaty. Zgromadzona przez cały dzien energia tryska uszami. Że tez jeszcze nikt nie wpadł aby dzieci wykorzystywac jako mini elektrownie - ich ruch (i kwik) mógłby np. ładowac baterie, telefon albo akumulator do auta.

Wieczór płynie na błogiej sielance...

Obrazek

Obrazek

Pozdrowienia z Litwy! Tacy bylismy w czerwcu 2019! :)

Obrazek

I suniemy dalej na północ.. Gdziekolwiek sie nie zatrzymamy to witają nas łany łubinu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na biwak stajemy juz na Łotwie, niedaleko Nerety. Tym razem w miejscu znanym i lubianym, przy duzej wiacie w sosnowym lesie.

Obrazek

Plany na wieczór. Moje ulubione produkty ciekłe, dostepne na Łotwie, a u nas niestety nie...

Obrazek

Obrazek

Niedaleko wiaty przebiega szosa, ale nie jest to problemem. Ruch nie jest duzy. Śmigają może ze 3 auta na godzine. Dziwna to jest droga - nie jeżdża tu wcale osobowki. ¾ pojazdów to wielkie tiry z drewnem. Reszta to busy lub wywrotki. Wpisujemy sie wiec w klimat, nie zaburzamy harmonii i lokalnych tradycji ;)

Idziemy sobie w las. Leziemy tak przed siebie bez celu i kierunku. Ciekawe czy trafimy potem spowrotem? Bo tu ani ściezki ani znaków szczególnych w krajobrazie. Układanka z sosen, mchu i jagodowych krzaczków jest bardzo powtarzalna.

Obrazek

Fajny taki spacer po aromatycznym igliwiu, w ciepłych promieniach zachodu.

Obrazek

Obrazek

Zwlaszcza z tą myślą, ze nie trzeba nigdzie “wracac”, bo tu wlasnie śpimy i sosny będą nam szumiec i pachniec cały wieczór, noc i poranek. Tu, im dalej na północ, tym dłuzej trwa moja ulubiona pora dnia. Najpierw ten czas ciepłych kolorów i złotych promieni, a potem szarawego zmierzchu. W Polsce to jakos myk myk i po ptokach. Tu slonce idzie jakby normalnie, jak u nas, a potem sie zatrzymuje. I wisi. I opada powoli, prawie wcale.

Obrazek

Obrazek

Gdzies po drodze mijamy ciekawy przystanek autobusowy. Wprawdzie bez wiaty czy jakiegokolwiek nawet mini zadaszenia (wiec traumatyczny w deszczowe dni ;) ) ale obsadzony czterema, gigantycznymi chyba topolami. A wokol tylko pola. Musial je ktos posadzic tu specjalnie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn

Autor:  buba [ 15 sie 2019, o 14:12 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Nie wiem czemu, ale od zawsze uwielbiałam klimat pogranicza. Tereny przytykające do państwowych granic często wydawały mi sie bardziej opustoszałe, odludne, jakby zawieszone w jakiejś niepewności. Tak jakby ludzie niechętnie sie tam osiedlali (a dawniej tez często z takich terenów byli usuwani siłą). Kwestia wyznaczonej, wijacej sie linii, ktorej nie wolno przekroczyć i zupełnie innego świata położonego za słupkami - nadawały tym terenom jakiejś magiczności. Kolejna odsłona moich fascynacji granicami - to przejścia. Miejsca pełne wojska, przemytników, łapówek i ciemnych interesów. Miejsca przesiąknięte z jednej strony nerwowością i niepokojem, a z drugiej - wymuszonym spokojem, bezczynnością i stagnacją. Uczące cierpliwości - bo nieraz na czekanie w kolejce nie masz wpływu. Połączenie tak sprzecznych emocji, często w oparach benzyny, pyłu i tytoniowego dymu powodowały, ze klimat ten mozna albo pokochac albo znienawidzieć. Ja zakwalifikowałam sie do pierwszej grupy…

Pojawienie sie Unii Europejskiej i tymczasowe zniesienie granic na sporym obszarze naszego kontynentu, w duzym stopniu anulowało tak lubianą przeze mnie atmosfere rozdrganego pogranicza. Przemierzając wiec takie tereny, umownie pozbawione granic, na głownych drogach cieżko nieraz wychwycić nawet moment zmiany kraju. Ot mignie jakas tablica i koniec… Staramy sie więc owe granice przekraczać w miejscach zupelnie nietypowych i nieuczęszczanych (niech choc raz ta UE sie do czegos przyda ;) ) i poprzyglądac sie jak tam, wśród zabitej na głucho prowincji, wygląda świat po obu stronach słupków…

Jednym z takich miejsc jest granica litewsko - łotewska przebiegająca między wioskami Suvainiskis oraz Neretaslauki. Miedzy wioskami rzeczka i mały mostek. I ruch praktycznie zerowy. Rok temu wpadło nam w oko to miejsce, tzn. głownie litewska strona mocy ;) Ale ulewa była taka, ze ciezko bylo w ogole pomyślec o wysiadaniu z auta. Postanowiliśmy więc wrócic tam jeszcze raz.

Przy samej granicy jest spory plac/parking/rondo/zawracalnia? W tle majaczy kościółek z duzych szarych głazów.

Obrazek

Dla kogo i po co tyle asfaltu tu wylali?

Obrazek

Obrazek

I obok stoi wychodek. W szambie duzo siana - i taki zapach panuje w srodku przybytku. Jak w stodole po sianokosach! :)

Obrazek

Do samej granicy przytyka przysiółek drewnianych zabudowan, praktycznie całkowicie opuszczony. Część domów to wiejskie chałupy - inne przypominają wręcz dwory lub kamienice.

Najciekawsze wydaje sie ostatni dom, ktorego ściany prawie opierają sie o słupek. Czy to jakas dawna strażnica? Zdjęcie sprzed roku, gdy z chmur lały sie potoki wody..

Obrazek

I z tegorocznego, pełnego ciepłego światła wieczoru. Rzeźbione zdobienia, werandy, balkoniki, podcienia. Wejście do środka bezproblemowe, pod warunkiem, że ktoś ma nieco wiecej odwagi ode mnie… Wszystko skrzypi, pęka, a ściany i dachy zdają sie śpiewać - jak to w zwyczaju mają domy niedługo przed zawaleniem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drewniane chatki prezentują rózny stan zachowania, zarośniecia i ażurowości dachu..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza zwykle są już solidnie nadgyzione zębem czasu.. Wygląda jakby stropy miały nie przetrzymać kolejnej zimy..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Meble i inne sprzety dawnego uzytku rozwłóczone są wszędzie…

Obrazek

Obrazek

Piece raczej też już niedziałające…

Obrazek

Obrazek

W rece wpada mi też kilka notatników.. Czy to szkolny zeszyt, pamiętnik czy może przepis na zupe? A może opis dojścia do bursztynowej komnaty? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Staje mi przed oczami scenka sprzed wielu lat.. Połowa lat 80 tych. A ja mam 4 latka. Spędzam wakacje z rodzicami w Skomielnej, w wynajętej chatce, która obecnie nie jest już zamieszkana. Jej ostatni mieszkaniec, stareńka babula, zmarła w ostatnich miesiącach. Obecny właściciel domu, chyba babulowy syn, wynajmuje ją “letnikom” - czyli m.in. nam. W chacie nic sie nie zmieniło od czasu gdy staruszka tam jeszcze mieszkala. Meble, sprzety, strych pełen bambetli. I wypchane dokumentami biurko. To biurko to świat moich marzeń. To wyśnione miejsce eksploracji czterolatka. Kilka razy udaje mi sie niepostrzeżenie zniknąć z oczu dorosłym i dobrać do jego szafeczek. Przekręcam wiec kluczyk i w moje małe łapki wpadają pożółkłe papiery, pełne zdjęć, pieczątek i… wpisów. Najczęściej odręcznych. Niby znam juz literki, ale to znajomość pozwalająca z dumą odczytac “Ursus” na traktorze, ale szlaczki nabazgrane piórem to raczej nie mój poziom.. Gapie się wiec w pliki dokumentów i ciekawość mnie zżera od środka.. Raz postanawiam spytać dorosłych. Ale niestety jedynie dostaje bure za grzebanie w cudzych rzeczach, dokumenty lądują na powrót w biurku, a ja muszę iść umyc ręce.. Wiec kolejnymi razy ściśle trzymam w tajemnicy moje odwiedziny w biurku. I tylko się patrze w kartki, starając sie odgadnąć tajemnicze szlaczki…
Dziś, trzydziesci kilka lat później, napada mnie to samo odczucie. Bo tak samo jak tamten czterolatek nie potrafie nic kompletnie zrozumieć z pliku kartek, które mam przed oczami. Jak łatwo stać sie analfabetą, a pismo w mgnieniu oka przemienia sie w nic nie znaczące mazaje.. Wystarczy sie tylko nieco przemieścić i cała nauka psu w d.. ;)

Zapytałam w internetach. Znalezli sie pomocni ludzie znający nietypowe języki :) Zapiski to ponoc instrukcja obsługi kotłów cieplnych ;) Wiec akurat nic tajemniczego i potęgującego klimat pustej osady na koncu swiata ;)

Jeden z domów, taki piętrowy, otacza wyjątkowo bujna roślinność.

Obrazek

Obrazek

W łopuchy nurkuje z głową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nagle spomiędzy wielkich, zielonych parasoli wyskakuje na mnie siedem kotów! Można dostac zawału! Chyba matka z nieco juz podrośnietymi kociętami. Chyba rzadko je tu ktoś niepokoi…

Do wnetrza budynku jest dogodne wejscie - ale tylko dla kota. Cała siódemka włazi. Ostatni sie odwraca i przed zanurkowaniem w szpare ..pokazuje mi język.. Nie powiem, dziwnie sie poczułam..

Mi sie tylko ręka z aparatem mieści..

Obrazek

A dalej krok, mały szus busiowy i jestesmy na Łotwie… Tam gęsta zabudowa nie przytyka do granicy. Wioska jest sporo dalej...

cdn

Autor:  buba [ 18 sie 2019, o 19:55 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Do Estonii wjezdzamy przejsciem miedzy Rujiena a Lilli. Na przejsciu sa dwa domki, chyba dawniej pogranicznicy w nich siedzieli. Łotewski jest zabity dyktą i wokol wykoszona trawa. Estonski jest malowniczo opuszczony i zarośnięty.

Obrazek

Obrazek

Zawijamy nad jeziorko Ruhijarv. Jest tam biwakowisko, ale nieduze. Tylko jedna wiata i zajęta przez jakąś wielodzietną rodzine. Ruch jest tu spory. Jak nie Estonia. Miejscowi wodują łódke. Inni ściągają łódke, w siatce dorodne ryby. Przyczepka samochodowa troche zbyt głeboko wjechala do wody. Koła buksują, woda pluszcze, kabak sie cieszy i klaszcze w łapki. Dno jest muliste i grząskie. Ale i tak robimy przekąpke. Za linią trzcin pojawiają sie dziwne rośliny podwodne. Jak liany. Dziwnie sie kleją do ciała i oplatają, stopniowo coraz bardziej. Im dalej płyniesz - tym więcej macek zaczyna cie chwytać. Niby fajnie sie płynie, ale pierdziele - zawracam! Jeszcze to mnie gdzieś wciągnie w podwodne topiele? Macki podwodne robią sie coraz bardziej oślizgłe, jakies takie śluzowate… A może to nie rośliny?? Mimo chłodnej temperatury wody robi mi sie gorąco.. Myślałam, ze sie nie da spocić na początku czerwca, w bagiennym jeziorze północnych krain. A tu niespodzianka - można. Upragniony brzeg wita mnie jakąś dechą z drzazgami, ale i tak mam ochote go ucałować. Dobra… Przekąpek na dzisiaj wystarczy. Gdy ide do wychodka zagaduje mnie ojciec rodziny biwakującej przy wiacie - “Kąpaliscie sie?” Zgodnie z prawdą potakuje. “Uuuu... to szacun!”. Dopytuje czemu? To takie wielkie bohaterstwo wejsc do jeziora? Koleś uśmiecha sie tajemniczo i odchodzi w stronę kłębiącej sie na brzegu dzieciarni. O co tu chodzi? Czy wczoraj jeszcze dzieci było wiecej? ;)

Obrazek

Obrazek

Ściany kibelka przystrojono obrazkiem.

Obrazek

Leśna, nadjeziorna droga..

Obrazek


Między Ramsi a Intsu szukamy kolejnego biwakowiska. Tu pusto, jestesmy sami.. Rozkładamy sie, witamy z lokalnymi żelaznymi piecykami. Rodzaj “wypasu” serwowany przez estonskie RMK bardzo a to bardzo przypada mi do gustu.

Obrazek

Mapa wykazuje kilka ciekawych miejsc w poblizu, ide wiec na przeszpiegi. Pytam kabaka czy chce iść ze mną. Kabaczę jednak huśta sie na drzewie i nie jest zainteresowane. Odmawia.. I to była najmądrzejsza decyzja jaka mogła byc…

Najpierw ide nad duze jezioro. Ma totalnie zarośniete brzegi. Na łódke i rybałke sie nada, ale na plażowanie raczej słabo…

Obrazek

Za górką jest też cos opisywane jako źródło. Takie malownicze rozlewisko bagiennej rzeczki. Źródło Sinialliku. Tablica ustawiona przy źródle twierdzi, że temperatura wody oscyluje miedzy +2 a +8 stopni. Ja mam wrażenie, że duuuzo mniej. Szybko trace zapał na kąpiel ;)

Obrazek

Wracam przez górke, wąską, zarośniętą ścieżką, ktora opada mocno w dół.. Nagle słyszę za sobą jakiś dziwny dźwięk, mocno niepokojący, jakby jakiś zgrzyt. Jakby coś ciężkiego za mną biegło.. I było już blisko.. Niedźwiedź? Łoś? Nie oglądając sie za siebie skacze w bok w krzaki, na szczupaka. Dosłownie sekunde później mija mnie trzech rozpędzonych rowerzystów. Pierwszy z nich robi fikołka i jedzie mordą po kamieniach, pięknie eksponując zadek udekorowany wielką pieluchą. Okrzyk “o k… mać!!” brzmi tak pieknie znajomo… Dwóch pozostałych jakoś sie nie wywala i omija towarzysza w sposób nieco bardziej kontrolowany. Chyba nie są pewni, czy ten pierwszy mnie potrącił czy nie. Leże nieruchomo w krzakach i słysze dyskusje: “J*bnąłeś w nią?” - “Ch… wie” - “Spier***lamy stąd! Nikt nas tu nie zna, nikt nas nie widział, nikt nas nie rozpozna…” i głupkowaty smiech. Wtedy wychylam nieco z krzaków i puszczam im taką wiązanke, ze chyba jeszcze takiej nie słyszeli. Wymowa ogólnie jest taka, ze nie mam do nich szacunku i że estońska policja ich znajdzie - jakkolwiek by sie nie starali ukryć. I robie im kilka zdjęć. Chłopaki są mocno zaskoczone - chyba byli pewni, że wjechali w miejscową.. i że leże gdzies nieprzytomna w rowie. Zbierają sie w panice. Jeden gubi telefon. Dwóch odjeżdza na rowerach, tylko spasłe dupska, obleczone jaskrawą rajstopą migają miedzy krzakami...Ten co poczuł smak estońskiej gleby w zębach chyba nieco uszkodził swój pojazd, bo bierze go na ramiona i spierdziela piechotą…

Zdjęć nie mam. Byłam zdenerwowana i nie zdjęłam klapki z obiektywu. Ale przypuszczam, ze oni tego drobiazgu również nie zauważyli, wiec główny cel został osiągnięty..

Ech… Ogólnie to dość przygnębiająca historia... Jakze miło spotkać rodaków za granicą.. Napierdzielac tyle set kilometrów i usłyszeć ojczysty język… w takich okolicznościach.. Cóż.. jedyne dobre, że jednak nie poszłam z kabakiem.. Czy skok w bok z 18 kilogramowym balastem u ręki nie okazałby sie o te kilka sekund wolniejszy? Ja kończe tylko z lekko rozciętą nogą jakimś kamulcem.. A w duszy mam nadzieje, ze koleś nie doliczy sie zębów i rowerowych zębatek.. I drugi raz sobie przypomni gdzie ma hamulec zanim naprawde zrobi komus krzywde…

Chwile później mija mnie jeszcze dwóch rowerzystów.. Lokalnych. Już sam ich widok podnosi mi ciśnienie. Zatrzymują się i pytają czy w czymś nie pomóc. Czy może szukam źródełka? Jakoś tak dziwnie i nieco smutno mi sie robi..

Pozostaje cieszyć sie wyjazdem, który dopiero sie rozpoczyna. I że los pozwolił mi tak o włos uniknąć przedwczesnego jego zakończenia.. Choc cały czas troche mnie telepie... i jakos długo nie może mi przejść. Nawet śni mi sie coś jakby gra komputerowa, gdzie uciekam przed rowerzystami, chowam sie za drzewem i potem do nich strzelam. A oni sie tak fajnie rozpękują - jak balon, który ukłujemy szpilką ;)

Biwak dzis mamy wyjątkowo udany! Pranie powiewa malowniczo (nabierając właściwego zapachu), piecyk dymi, żarcie skwierczy na ogniu, a wiatr pachnie żywicą i igliwiem!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są skoki ze zwalonego, sprężynującego pnia. Na około metra można go rozbujać! :)

3...2...1…. i..

Obrazek

Hooop!

Obrazek

Jak sie znudzi drzewna hustawka to trza zrobic inną! :)

Obrazek

I jest to nasz chyba pierwszy i ostatni estoński biwak bez komarów… Jeszcze teraz nie potrafimy tego docenic… ;)

cdn

Autor:  buba [ 20 sie 2019, o 09:39 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Jedziemy dzis na bagienne tereny parku narodowego Sooma. Zaczynamy od namierzenia chatki za Iia, od ktorej idzie sie do jeziorka Oordi. Połamać sobie można język na tych poganskich nazwach! A spamietac tego - to juz zupelnie nierealne. Wiec czesto nie pamietam gdzie bylam, bo te nazwy mi sie pamieci ni cholery nie chca trzymac! Chatka polozona jest w lesie, na skrzyzowaniu szutrowych drog.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od chatki do jeziorka prowadzi bardzo dziwna ścieżka, widać, że wyłożona jest workiem, a na wierzchu wysypana trocinami. Nie wiem czy bez tego bysmy sie zapadli po uszy w bagno?

Obrazek

Po drodze mijamy różne oczka wodne i wybitnie moczarową roślinnosc, pełną zupelnie nie znanych mi gatunków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wśród drzew przeważają sosny, albo cos do nich bardzo podobnego. Są one niesamowicie pokręcone, pozwijane, o rozcapierzonych na boki gałęziach. Ich postura stwarza wrażenie ruchu. Patrząć kątem oka widzi sie, ze drzewa tańczą, kręcą sie, a macki gałęzi wyciągają w twoją strone. Jak jakieś wijące sie węże! Jest cos w tym strasznego i fascynującego zarazem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nad samym jeziorkiem workowo - trociniasta ścieżka przemienia sie w pomosty z desek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeziorko ma czarne wody, jest płytkie, a dno wykazuje własności zasysające. Gdy sie wlezie do środka - to widać, ze woda nie jest czarna, zanurzone ręce i nogi są mocno pomarańczowe! Woda jest tak niesamowicie rdzawo-żelazista, że kolor nie jest już rudy, a patrząc z góry w wodne odmęty ma sie poczucie bezdennej czerni. Woda wydaje sie też być bardziej gęsta i kleista, odróżnia sie jakoś od zawartości innych jezior. Nie wiem czy to kwestia jakiejś rozbełtanej roślinności czy wmielonego w nią błota? Ale ma sie nieco wrażenie jakby sie wlazlo do smoły!!

Obrazek

Obrazek

No właśnie - jeziorko leżące w parku narodowym, ale ma zrobione pomosty - specjalnie dla ułatwienia kąpieli! Strach pomyśleć co by było u nas.. czy w ogóle pomyślenie o takim jeziorku już by nie groziło mandatem i potępieniem społecznym? O patrzeniu na nie - to ja już w ogole nie wspomne!

Obrazek

Pływa sie cudownie! Nie chce sie wychodzic! Gdybym miala wymienic 3 zbiorniki wodne, w ktorych w życiu mi sie najlepiej pływało - to myśle, ze jeziorko Oordi by sie załapało na bank!

Po wyjściu z wody całe ciało jest kudłate! Pokrywają je jakby krótkie, proste, czarne włoski! :) Kabak sie cieszy - "Wreszcie wyglądam jak kotek!"

Obrazek

Nadjeziorny las.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drogi PN Sooma są dopuszczone do ruchu - i cudownie pyliste! Dla człowieka mieszkającego w Polsce to wciąż jest magia - jedziesz szutrem przez bezkresne lasy - i jesteś na legalu! Nie musisz z drżeniem serca patrzeć na kazdy mijany samochod, czy przypadkiem nie jest leśniczym, ktory wrąbie ci mandat. Nie ma mandatów, i przede wszystkim nie ma też obłędu asfaltowania.. (u nas to sie asfaltuje nawet te leśne drogi, po ktorych nie wolno jeździć)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok powodujący uśmiech na gębie od ucha do ucha! :D Bo to zazwyczaj potwierdzenie, ze jedziemy w dobrą strone!

Obrazek

Gdzieś koło Tipu mijamy wieże widokową o ślimakowatym kształcie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z góry widok na łąki i bagienne rozlewiska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przypadkiem trafiamy na jeszcze jedną wieże, tym razem drewnianą. Zawsze sie zastanawiam po kiego diabła robią wieże, z ktorych widac tyle samo co z ich podnóża? Myślałam, ze tylko w Polsce są jest taka moda, ale jak widac jest ona bardziej międzynarodowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na nocleg suniemy do chatki nad rzeką. Chatka kilkakrotnie juz została zalana w okresy wiosenno - jesienne i na jej rogu jest oznaczone dokąd siegała woda! Robi wrażenie, chyba o 10 metrow sie woda musiala podnosić!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koło biwakowiska jest rzeka o przyjemnych, chłodnych nurtach i pomaranczowej, żelazistej wodzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dalej to dzien jak codzien.. :) Ognisko i grzanki smażone na osmolonej kratce, hamak w cieniu starych drzew, ormianskie wino z granatow, ktore jakos tu wszedzie jest dostepne, powiewające pranie, zapodające aromatem wiatru i rzecznego mułu..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczorem dość nietypowo snują sie mgły.. Dwupasmowo i jakoś tak dwukolorowo. Takich jeszcze nie widzialam!

Obrazek

Obrazek

Ja i kabak decydujemy sie spać w chatce.

Obrazek

Toperz pozostaje wierny busiowi. Z wieczora długo zastanawiamy sie z kabakiem i gadamy - czy nas cos odwiedzi w nocy? I czy to bedzie myszka czy popielica? Czy moze stado wilków? Odwiedziny oczywiscie mamy.... Masowe.. I z godziny na godzine w chatce robi sie coraz bardziej tłoczno.. Miejsca niby duzo - ale czemu my robimy za posiłek?? Dosyc szybko poddajemy sie. Z głową w śpiworze mozna sie udusic, a każda próba zaczerpnięcia powietrza kończy sie natychmiastowym zjedzeniem wystającej części. Ratunku! Takich chmar komarów to ja jeszcze nie widziałam! Polesie rok temu to pryszcz! Zwiewamy do busia! Toperz nie jest zachwycony, bo przy otwarciu drzwi wlatuje chyba kilkadziesiąt wygłodniałych potworów! Udaje sie je jednak w miare wybić i tylko zza okien słychac bzyczenie o takiej intensywności, ze brzmi wręcz jak piła spalinowa. Albo deszcz. Bo komary sie nie poddają i raz po raz setki ich uderzają o szyby i karoserie..

Kolejnego dnia odwiedzamy jeszcze dwie chatki. Pierwsza jest ogromna, mozna by tu zlot na 50 osob zrobić.

Obrazek

Obrazek

W środku fotele, kanapy, prycze do spania. Na stole niedopita wódka i rozpałka do grilla, którą kabak bierze za czekolade i próbuje zjeść.

Obrazek

Przychatkowy kibelek utopiony jest w bzach! Jak cudnie jest korzystac z przybytku wśrod takiego zapachu!

Obrazek

Obrazek

Druga chatka to stara stodola przystosowana do chatkowych celów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jej kibelek dla odmiany siedzi w brzeziniaku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem suniemy w strone morza. Mamy sprytny plan ominięcia Tallina, ale niestety średnio nam on wychodzi. Mapa pokazuje, ze mozna dość nieinwazyjnie pojechac przez Keile, ale niestety cos sie chyba pozmieniało i wyrzuca nas na jakies wściekłe, obrzydliwe autostrady, którymi zazwyczaj sa oplecione stolice i inne duże miasta... Udaje sie jednak w koncu skręcić gdzies w lasy i juz na spokojnie, szutrami, wśród chmury pyłu, suniemy ku miasteczku Paldiski...

cdn

Autor:  buba [ 22 sie 2019, o 12:11 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Gdzieś przed Paldiski osiedlamy sie na morskim brzegu. Leetse to sie chyba nazywa. Upatrujemy sobie wiate na półwyspie, przy kamienistej plaży.

Obrazek

Takie użycie wydm to ja rozumiem! :)

Obrazek

Fajnie tak móc rozpalić ogien na samym brzegu morza...

Obrazek

Na przewróconym drzewie mamy hustawke! O dziwo to drzewo nadal żyje - jest zielone, a nie jakies uschłe. Może wiec ono sie nie przewaliło, tylko sie po prostu połozylo, bo poczuło sie zmęczone? ;)

Obrazek

Obrazek

Dla odmiany od huśtawki - inny rodzaj bujania! :)

Obrazek

Obrazek

Zawsze na tym wyjeździe rozpalamy ognicho na biwakach. I to nie tylko dlatego, że to lubimy, czy jest potrzeba przygotowania żarcia. Jedynie siedząc w chmurze dymu, choć na krótką chwile przestają żreć komary! I to nawet nie chodzi o to, ze kąsają i pija krew! Nie! Najgorsze jest to, ze włażą do oczu, nosa, uszu. Że masakrycznie łaskoczą jak równoczesnie 50 ich siada na ręce czy szyi. Wędzimy sie więc. Obstawiamy kadzidełkami. Obłok aromatycznego, gęstego powietrza otacza nas jakby kokonem. Tam gdzie sie konczy kokon zaczyna sie nieustanne bzyczenie.

Obrazek

Utytłany krokodyl też nie chce zbyt daleko odchodzic od generatora dymu.. Mimo ze piasek jest tu mocno szary… A może właśnie dlatego? ;)

Obrazek

Kibel niestety jest poza zasięgiem dymnego kokonu… ;)

Kąpiel też.. Ale byc nad morzem i sie nie kapąć? Nawet gdy dla zanurzenia w wodzie trzeba sie w niej położyć bo sięga niedużo powyżej kostek? Morze jest idealnie gładkie…. Ponoc nad morzem powinno wiać. Zwiewałoby te latające bestie… Tu jest kompletna flauta.

Komary załapują sie nawet na fotki ;)

Obrazek

Obrazek

Plaża jest tu bardzo dziwna. Piasek i kamienie przeplatają sie z ogromnymi, popękanymi blokami skalnymi. Jakas skała taka równo odłupana - że to wygląda jakby było sztuczne.. Beton toto raczej nie jest, ale sprawia wrażenie jakby bardzo starych schodów..

Obrazek

Obrazek

Acz mają tu też fragmenty nabrzeża ze zwykłych, okrągłych kamulców.

Obrazek

Wieczorne klimaty...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niekończący sie estoński zmierzch... Taki, który trwa do świtu...

Obrazek

Nocleg w busiu znów zaczynamy od polowania. Kilkadziesiąt nowych placków przybywa na suficie. Krwiożerczy kabak biega po śpiworach wołając bam! bam! I wykazując chyba najlepsza skuteczność komarobójczą.

Rano jest lekki wietrzyk wiec nie musimy dzielić wybrzeża ze stadami lokalnej fauny. Dokazujemy więc po plaży, po wydmach, po lesie, niespiesznie celebrując śniadanie.

Las pełen jest dziwnie powykręcanych okazów.

Obrazek

Obrazek

Widać stąd sporo statków. Jeden to jakas pogłębiarka chyba. Ma 3 kominy i wielką łychę, którą zapamiętale macha. Tak sie prezentowało toto z wieczora:

Obrazek

Obrazek

A tak z rana:

Obrazek

Obrazek

Pływa tez jakies wielkie pudło i jakies podłużne promy, tez dosyc spore.

Obrazek

Mniejsze stateczki kołyszą sie obwieszone oponami..

Obrazek

Kurde, jakoś dzisiaj za cholere sie nie możemy zebrać i wyruszyć gdzieś na wycieczke.. A mimo kręcenia sie w kółko do chyba 13, ten dzień okaże sie niezwykle bogaty w wydarzenia i odwiedzone miejsca.. Czasami tak jest... Nieraz z czasem dzieje sie coś dziwnego.. Już dawno zauważyliśmy, że nie każda godzina trwa tyle samo... Powłóczymy sie na spokojnie po ruinach w Paldiski, w Klooga, w Rummu - i jeszcze zostanie czasu na powrót na wybrzeże, celebrowanie biwaku i szukanie wśród skał krasnoludków ;) Dzisiejszego popołudnia czas będzie z gumy....

cdn

Autor:  buba [ 23 sie 2019, o 20:49 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Paldiski w czasach radzieckich było jednym z wielu zamkniętych miast. Była tu baza atomowych łodzi podwodnych i ośrodek szkoleniowy ich załóg. Często tego typu bazy były budowane gdzies na północnych zadupiach Sajuza, gdzies wsrod tundry i wiecznej zmarzliny. Tu ponoć potrzebowali niezamarzającego cały rok morza (a ponoc w Paldiski takie wystepuje). Połozenie miejscowości na półwyspie miało pomagać w utrzymaniu tajności - tylko z jednej strony trzeba było zadrutować, aby oddzielić baze od reszty kraju i spojrzeń postronnych - bo z trzech chroniło ją juz samo morze i wysokie klify.

Około 1994 roku bazy zostały zamkniete, reaktory wygaszono i zalano betonem. Nadal są tutaj ogromne porty i bazy estonskiej marynarki wojennej, ale odwiedzić miasto i okolice już można. Pogłowie mieszkańców od lat 80 spadło ponoć czterokrotnie. Paldiski jest jednym z tych miast - pamiątek po Sajuzie, gdzie na ulicy czy w sklepie estoński słyszy sie rzadko...

Niedaleko miasta są dwie wyspy Suur-Pakri i Vaike-Pakri. Obecnie nie mają stałej całorocznej ludności, wiec nie ma też niestety regularnych połączeń promowych. Za radzieckich czasów wyspy służyły za poligon. Obecnie sa tam ruiny domów, kościołów, bunkrów, wież obserwacyjnych. Trzeba by mieć swoje pływadło.. Ponoc tez jakies biura turystyczne organizują tam przewozy, ale jakos sie nie poskładało trafić na takowe.. Rozpuszczaliśmy wici wśród miejscowych, ale jedynie doradzali przywieźć sobie własną łódke czy chciazby ponton bo to niedaleko... Od dzieciństwa marzyłam o samochodzie - amfibii (takim jak mial np. Pan Samochodzik). Nasz busio, mimo wielu swoich zalet, takiej funkcji nie posiada.. Odpuszczamy wiec sobie na ten raz wyspy i suniemy pokręcić sie po lądowych okolicach Paldiski...

Jedziemy wiec lasami, zaroślami...szutrowe drogi wiją sie przez tereny dawnych poligonów, wszedzie siedzi kupa starych ruin zarosłych buszem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pełno tez nowych wiatraków gigantów. Ponoć "ferma wiatrowa" powstała na terenie, gdzie pod ziemią siedzą zaczopowane dawne reaktory. Jeden z mieszkańców miasta opowiada nam jakieś tajemnicze, niestworzone historie i miejscowe legendy - w jaki to sposób wiatraki napędzają i chłodzą dawne reaktory, bo w innym wypadku tamte by juz dawno wybuchły ;)

Obrazek

Docieramy do betonowej wieży, malowniczo ukrytej w zaroślach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na góre wejść sie nie da - tzn. buba nie potrafi… schodów brak, dynda lina…

Obrazek

Obok jest bunkier. Połączony z tą wieżą. Wchodzi sie po nasiąkłym wilgocią materacu, który pod każdym krokiem robi pfff pffff.

Obrazek

Troche żelastwa w ścianach jeszcze siedzi. Na suficie są fajne kropelki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabaczek między drzewami namierza latarnie morską! Znalezisko to spotyka sie to z wielkim entuzjazmem - o wyprawie morskiej do wyspy z opuszczoną latarnią były jej ulubione odcinki Muminków! Ta niestety nie jest opuszczona i przystosowana aby w niej zamieszkac. Nie ma w niej również duchów, a u podnóża statków widmo (chyba…? ;) ) Ale można na nią wyleźć bo udostępniono ją do zwiedzania dla turystów.

Obrazek

Wnętrze jest cieniste i pokryte patyną. Kręte schody robią chyba kilkanaście ślimaków wokół wieży. Latarnia Pakri jest ponoc najwyzsza w Estonii.

Obrazek

Obrazek

Na górze są różne maszynerie związane zapewne ze świeceniem czy tam nadawaniem innych sygnałów.

Obrazek

Obrazek

Kabak nieco jest rozżalony, ze jest dzien, wiec latarnia nie świeci. Ale i na taką trafimy - za 2 tygodnie w łotewskim Pape.

Nasza pogłębiarka obserwowana z biwaku - tu sie prezentuje z innej strony.

Obrazek

Z góry udaje mi sie wypatrzeć opuszczony budynek.

Obrazek

Schodze więc szybciej i gnam przez chaszcze.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza zamieszkuje stado jaskółek, które moim najściem czują sie bardzo zaskoczone. Widać mało kto tu zagląda.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostały sie tu tablice z radzieckimi odezwami, "planami rozwoju" z lat 1986-1990. O zjeździe partii, polityce Gorbaczowa, planowanej ilości traktorów i kombajnów, itp. Czy malujący równiutko ten plakat - już wtedy przypuszczali, że kolejnego już nie będzie?

Obrazek

Kolejna tablica jest poświęcona powszechnie szanowanej podówczas personie. Lenin jako źródło natchnienia i optymizmu dla radzieckiego obywatela! A poniżek piszą kim ów Lenin był.. Że niby co? Ze może ktoś jeszcze nie wiedział? Zawsze myślałam, że wtedy uczyli już o tym w przedszkolu...

Ciekawe co było na wyrwanym kawałku? Czy po prostu odpadł albo ktoś potrzebował podpałki na ognisko? Czy właśnie było coś fajnego co warto zabrać na pamiątke?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze w latarni wypatrzyliśmy (tzn. na zdjeciu na ścianie ;) ), że wybrzeże tu jest zupelnie inne, niż tam gdzie był nasz biwak. Półwysep z tej strony opada stromymi klifami do morza.

Obrazek

Na jakimś starym betonie zrobiono punkt widokowy.

Obrazek

Obrazek

W innym umocnieniu jest miejsce ogniskowe.

Obrazek

Całe nabrzeże jest usiane jakiemiś umocnieniami, mniej lub bardziej zjedzonymi przez roślinność. Ponoć gdzieś tu są też pozostałości twierdzy z XVIII wieku. A moze to tylko ruiny zwykłych domów, tylko ja wszędzie już widze bunkry?? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pożarte przez zieloność schody prowadzą nas na dół.

Obrazek

Śmieszne jest, że łazi za nami jakaś niemiecka wycieczka z białego busa. Tak jakby przewodnik nie miał natchnienia i sugerował sie gdzie my poszliśmy. My do latarni - oni do latarni. My na betonowy widoczek, oni tez. My w strone klifów, oni już parkują w zderzaku busia! My do kibla w krzaki, oni za nami krok w krok. No żesz ich jasny szlag!!! My się wycofujemy, oni też natychmiast tracą zainteresowanie krzakami . Udaje sie jednak umknąć na dół, na plaże pod klifami. Ich zatrzymują schody. Stoją na nich, pukają w nie, coś szukają na telefonach, po czym zapodają odwrót.. Dziwne, bo te klify to tutaj chyba główna atrakcja…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś czytałam, ze u podnóża tych klifów leży w morzu kilkadziesiąt wraków statków. Czy tak jest naprawde czy to tylko lokalna legenda? Ciężko powiedzieć - nad wode nic nie wystaje...

Mamy też namiary na opuszczone koszary i stary mural.. Miał byc taki:

Obrazek
zdjecie ze strony: http://7is7.com/otto/estonia/paldiskibase_mural.html

Niestety… Teraz wszedzie napotykamy jedynie na stosy zmielonego kamienia..

Spóźniłam sie również na zwiedzanie ogromnego opuszczonego kompleksu administracyjno - szkoleniowego. Taki moloch położony wśród pól i zupelnie pusty? Klimat musial byc nieziemski.. Ale niestety.. Jego rozebrali w 2010 roku.. Troche zabrakło... Tak to jest, w tyle miejsc człowiek nie zdążył.. Ciekawe ile fajnych fantów z epoki po prostu tam rozjechały buldożery...

Obrazek
zdjecie ze strony: https://realt.onliner.by/2018/09/11/paldiski

Zaczyna nas gonić burza.

Obrazek

Na razie burza maluje niebo w ciekawe kolorki i mruczy w oddali. Ale w końcu nas dorwie i to całkiem spektakularnie… Ale to dopiero za kilka godzin i daleko stąd…

cdn

Autor:  buba [ 26 sie 2019, o 10:04 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Rummu jest dla mnie w pewnym sensie miejscem wyjątkowym. Bo to właśnie dzięki niemu zdecydowałam sie pojechać do Estonii. Jak dzis pamietam ten zimowy dzien roku 2017, gdy przeglądając forum rosjainfo.pl natrafiłam na niesamowicie klimatyczne zdjecia kamieniołomu pełnego zalanych ruin. I zaraz potem informacje o biwakowiskach RMK. I tak “odkryłam” kraj, który wyjątkowo przypadł mi do gustu!

W Rummu w radzieckich czasach było więzienie, a osadzeni w nim “pensjonariusze” pracowali w pobliskim kamieniołomie łupiąc okoliczne skały. Więzienie było owiane złą sławą nawet na tle radzieckich standardów - jakoś częściej mieli tu bunty więźniów, pacyfikacje ich przez służby albo tajemnicze przepadanie więźniów bez śladu. Ponoć były momenty, że obsługa nie kontrolowała terenu, a więzienie żyło własnym życiem pod kontrolą i według zasad lokalnych przestępczych autorytetów.

Potem Sajuz upadł, wiezienie zaprzestało działalności (skadinad ciekawe czy więźniowie zostali przeniesieni gdzie indziej, wypuszczeni czy uciekli ;) ) pompy odsysające wode przestały działać i teren spotkał los wielu opuszczonych kamieniołomów - zamienił sie w malownicze jeziorko! Woda zalała również wiele budynków. Kilka z nich nadal wystaje z wody, nadając temu miejscu niezwykły klimacik.

No wiec pewnym czerwcowym popołudniem wybieramy sie na poszukiwanie owego miejsca. Kamieniołom znajdujemy, ale wygląda jak nasze dolnośląskie.. Kurde, niby fajnie.. Ludzie biwakują, kąpią sie, palą ogniska.. Ale jechac 1500 km, żeby było jak pod Strzelinem? Chyba zawineliśmy nie w tą część wyrobiska co trzeba...

Obrazek

Szukamy dalej. Informacje mamy takie, że kilka lat temu ten cały teren z zalanymi budynkami i malowniczymi hałdami był swobodnie dostępny. 2 lata temu trzeba było wchodzić przez dziure w murze. Rok temu dziury zaklejono, wisiały ostrzeżenie o pilnujących psach ras dosyć dużych i w ogole robił wrażenie niedostępnego. Co spotkamy teraz? Falista i wyboista droga wyprowadza nas na przeciwległą strone wyrobiska. Chyba jesteśmy blisko miejsca właściwego - zza muru sterczą poszarpane zbocza sztucznych gór.. No własnie, ale mur.. Otacza ściśle cały interesujący nas teren, a dawne dziury czy inne miejsca do przełażenia są uszczelnione drutem kolczastym i tłuczonym szkłem....

Obrazek

Obrazek

W koncu z trzeciej strony trafiamy na brame. Teren jest obecnie prywatny. Wjazd/wejście płatne - 3 euro od osoby. Trudno.. Dostajemy na łapy jakies czerwone paski, kojarzące sie raczej z komercyjnymi imprezami masowymi czy festiwalami. Trudno.. Grunt, że w końcu wleźliśmy, bo zaczynałam już tracić nadzieje, że sie uda...

Jeśli pominąć obecność budki z cieciem na wejściu - dalej jest już fajnie. Nikt nie pilnuje, każdy może robić co chce - kąpać sie, skakać za dachów do wody, włazić na hałdy, czy zwiedzać opuszczone budynki. Byle ewakuować sie do godziny 20. Bo wtedy zamykają brame i spuszczają psy. Jak nam miejscowy radził - jak biwak - to tylko na dachu jakiegoś opuszczonego budynku - bo tam psy nie wejdą ;)

Z zielonej wody wystają 3 zatopione budynki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale prawdziwa rewelacja to się tu zaczyna pod wodą. Tam ponoć można znaleźć i latarnie, i maszyny górnicze, i budynki z wyposażeniem, gdzie można wpłynąć do środka. Podwodnymi ruinami mozna nacieszyć oczy nie tylko nurkując, woda jest tu na tyle przejrzysta, że ponoć gdy porządnie zamarznie i spaceruje sie po lodzie - to wszystko fajnie widać, jak przez szybe!

Z ruin skaczą lokalne chłopaczki. Niektórzy wspinają sie jak małpy po murze, inni nurkują pod kratą i włażą jakoś od środka. Z ich rozmów (a raczej pokrzykiwań, bo takie wyrostki to zwykle nie umieją mówić tylko ryczą jak zarzynane bawoły ;) ) wynika, że skoki chyba nie należą do bardzo bezpiecznych. Zwłaszcza złą sławe ma lewy róg budynku. Tam skaczą tylko najodważniejsi bo ponoć rzadko sie to udaje przeżyć bez szwanku. Tam ostatnio jakiś ich kumpel Eryk zapodał niechciane spotkanie z podwodną konstrukcją… Nie wiem na ile skutecznie sie nadział, ale dzisiaj Eryka z ekipą nie ma nad wodą…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zielona otchłań wody jest bardzo przyjemna kąpielowo. Szkoda tylko, ze niebo jest takie zasnute. W słońcu to musi tu być pięknie - lazurowa woda, żółte skały.. Widziałam na zdjęciach. Teraz jest za to bardziej mrocznie.. ;)

Obrazek

Okoliczne ptactwo...

Obrazek

Mamy też takowe odwiedziny. Dwie nakrapiane kulki przydreptują do naszego plecaka. Są śliczne, ale szybko sie oddalamy. Nad głowami nam skrzeczy ich mama i lata jak oszalała. Chyba sie martwi o niesworne pisklaki.

Obrazek

Wspinamy sie na "skałki". Niesamowity klimat! Jak tu nie kochać hałd!?!?!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwłaszcza, ze widać stąd całe miasto...całe miasto ruin!

Obrazek

Obrazek

Widać np. blokowisko, które miałam okazje dziś zwiedzać, gdy szukaliśmy właściwego brzegu kamieniołomu. To chyba to miejsce, które zamyka horyzont.

Obrazek

Bloki są mocno wypatroszone, klatki schodowe obwalone. Nie ma za bardzo opcji wspięcia sie na wyższe kondygnacje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nic szczególnego tam sie nie znajdzie, oprócz atmosfery opuszczenia i ogólnej rozpierduszki, którą albo sie lubi albo nie. Ja lubie, więc łaże miedzy blokami, wsłuchując sie w cisze przerywaną dalekimi grzmotami i dziwnymi dźwiekami z wewnątrz budynków, które, kierując sie racjonalizmem - zapewne generuje wiatr…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


A wracając do hałdy.. Chyba wylazłam na nią ciut za wysoko. Zjeżdzam w dół na zadku, tzn. na mokrych kostiumach, które przytroczyłam do plecaka… Wynoszę więc stąd kilka bryłek gliny ;)

Pomruk burzowy staje się coraz bardziej zauważalny. Dziwne grzmoty - jakies takie ciągłe.. A błysków praktycznie nie ma...

Obchodzimy ruinki wodne jeszcze z drugiej strony. Jeden z budynków, ten najwyższy, pomalowano w kolorowe mazaje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jako że jedna z jego ścian jest od strony lądu - dajemy rade zajrzeć do wnętrza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy za brame, której półotwarcie i tabliczki (np. taki przekreślony człowieczek ;) ) sugerują, że jest tam coś ciekawego ;) No i jest! Wreszcie tu architektura wyraźnie sugeruje powięzienny charakter miejsca! Kiedyś musiało tu być mniej przyjemnie - zwłaszcza dla tych co siedzieli w środku ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plątaniny drutu kolczastego przybierają ciekawe desenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spomiedzy pomalowanego w graffiti betonu roztacza sie fajny widok na zalewisko, plaże, skałki… Tu są chyba najfajniejsze ujęcia do zdjęć - ale jednocześnie ostatnie…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem otwiera sie klapka w podniebnej beczce… Siła wodospadu prawie zbija z nóg.. 200 metrów dzielące nas od busia to stanowczo za dużo… Wsiadamy wiec ociekając, a ja mam jeszcze te 3 bryły gliny na plecaku, których ulewa, mimo swej mocy, jakoś nie wypłukała.. Wnętrze busia zaczyna wiec szybko przypominać zalany kamieniołom ;) Zapach stęchlizny i starego więzienia unosi sie w powietrzu. Nawet komary spinkalają w popłochu ;)

Ludzie, którzy przywędrowali tu pieszo, przyjechali rowerami, albo ich auta są dalej zaparkowane - chowają sie po kilku w tojtojach. W jednym to chyba nawet sztuk kilkanaście. Piski nastolatek sugerują, że to wspaniała przygoda.

W nasilającej lub słabnącej ulewie (a głownie to pierwsze) szukamy miejsca na biwak. Mamy chęć na wiate.. Dach busia okazuje sie nie do końca szczelny.. Cieknie - i to mi centralnie na łeb. W dachu jest diodka ponoć od “imobilajzera” i musze pod nią podstawić wiaderko. Dobrze, że pod nogami leżą kabacze zabawki plażowe, wiec nie trzeba długo szukać ;)

Namierzone przez nas miejsce nie nadaje sie na biwak - zabite ludzmi na amen. Tak… Piątek i za blisko Tallina.. Kampery giganty, jakies namioty jak dla cyrku, plakaty o jakimś wyścigu rowerowym, ogólnie klimaty parku miejskiego. Masakryczny tłum, mimo oględnie mówiąc średniej pogody..

Wracamy w rejon Paldiski. Deszcz ustaje.. Zalepiamy dach busia łatkami do dętek rowerowych. To już trzeci, po namiocie i śpiworze, obiekt ich użycia. Cudowny wynalazek! Bo np. srebrna taśma nie chce sie trzymać pordzewiałego dachu.

Jedna ze skał w sosnowym lesie wygląda zupełnie jak domek dla krasnoludków. Przez godzine kabaczę puka do środka i na tysiąc sposobów przekonuje mieszkańców skały, aby jednak do niej wyszli sie zaprzyjaźnic.

Gdzieś błyska słońce. Drewno nie chce się palić, napełniając okolice jedynie dymem i pięknym zapachem wędzonki. Komary pożerają nas żywcem. To był udany dzien!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Codziennie wieczorem z kabaczkiem wspominamy miniony dzień. Już siedząc w śpiworkach każdy opowiada co sie zdarzyło fajnego, co sie nam najbardziej podobało, jakie miejsca, jakie zdarzenia… Dziś zajmuje nam to chyba półtorej godziny!

cdn

Autor:  buba [ 29 sie 2019, o 18:33 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Kolejnym miejscem, jakie odwiedzamy na naszej estońskiej wycieczce, są ruiny na morzu - pozostałości radzieckiej bazy naukowo - badawczej przy wyspie Hara, niedaleko wsi Virve. Baza powstala w latach 50tych. Dla zwiekszenia jej tajności cała obsługa bazy miała swą siedzibe nie gdzieś obok, ale w miejscowości Suurpea, po drugiej stronie zalewu, na sąsiednim półwyspie (tam pojedziemy jutro!)

Baza zajmowała sie “rozmagnesowywaniem łodzi podwodnych, tak aby ich pole magnetyczne było zbliżone do zera i nie reagowało na magnetyczne morskie miny”. Potem procesom tym poddawano tu tez statki. Ponoc kombinacje polegały głownie na tym, ze w szkielet statków wmontowywali metalowe zwoje, po nich puszczali prąd i to wszystko jakoś bylo polączone ze sztucznym generatorem pola magnetycznego, przeciwnego do pola magnetycznego Ziemi. Jak zabawke włączyli to te pola miały sie znosić, a statek stawać “niewidzialny” dla min, torped i innych potworów czających sie na niego w morskich głębinach. Acz ponoć nieraz występowały anomalie i mimo chęci i zapału konstruktorów - nic nie działało i nikt nie wiedział dlaczego. Próbowali tez ponoć obczaić jak zbudować “łódke idealną”, stąd różne współprace z np. “niemagnetycznym” żaglowcem “Zarja” czy kaspijskim ekranoplanem (tym, który sobie teraz rdzewieje w Kaspijsku i buby BARDZO chciałyby go odwiedzić ;) ). Współpraca była jednak tylko teoretyczna bo oba cuda chyba nigdy do Hary nie przypłyneły osobiscie ;)

Po rozpadzie Sajuza baza nie została porzucona - a przeniesiona w rejon miasta Primorska pod Petersburgiem. Betonu przenieść sie nie dało, wiec został. Smagają go morskie fale i po dziś dzień cieszy oczy przygodnych eksploratorów ;)

Jakby ktoś bardziej chciał zgłębić temat tego miejsca i jego historie - to tutaj (https://rus.delfi.ee/daily/estonia/aero ... d=77127748) i tutaj (http://www.harasadam.info/%D0%B8%D0%BD% ... F/history/) ma dokladniejsze artykuly. Po polsku niestety nic nie znalazłam.

Samo miejsce zachowało swoją opuszczoną malowniczość tzn. jest dobrze jak juz zejdziemy ze stałego lądu. Droga prowadząca do bazy jest już mniej przyjemna - parkingi, budka z cieciem pobierającym opłate za wstęp.. Moze źle trafiliśmy z terminem, że tu taki tłum? Chyba coś w tym jest, bo akurat odbywa sie jakis festyn. A może miały być jakieś koncerty? Stoją porozstawiane ogromne namioty, jakieś sceny, pływają w kółko żaglówki, motorówki. Ogólnie ludzi sie kłębi sporo, acz same morskie ruiny zdają sie ich zupełnie nie interesować. Jedno jest pewne - ich plany na dzisiejszy dzien nieco pokrzyżowała pogoda. Co chwile popaduje, a gdzieś w oddali od rana mruczą burzowe chmury. Tylko uczestnicy mobilnej sauny zdają sie bawić świetnie. Siedzą w balii, a deszcz chłodzi ich też od góry.

Obrazek

Pozostałości bazy to jakby zespół kilku betonowych “molo”, z których tylko jeden jest przymocowany do lądu. Na pozostałe nie da rady wejść suchą stopą bez użycia sprzętu pływającego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest kilka zadaszonych budynków, do których planujemy zajrzeć, ale nie przypuszczamy, że dokonamy tego w tempie aż tak przyspieszonym ;) Jesteśmy gdzieś w połowie molo - kiedy nagle jak nie pierdzielnie w morze.. Nie wiem jak to działa, ale po raz pierwszy w życiu mam wrażenie, że najpierw słyszę grzmot, a dopiero potem widze błysk.. Błysk jakby sekunde… poźniej.. Wiem, że to niemożliwe - ale tak to wygladało! Z piorunów, które walneły koło mnie ten zdecydowanie ma pierwsze miejsce.. A wydawało się, że burza jest daleko.. Akurat nad nami sie przejaśniło.. Patrzy na nas spory fragment błękitu i sie z nas śmieje… Przypomina mi sie powiedzenie: “jak grom z jasnego nieba”.. Nie wiem w jakich okolicznościach ono zostało wymyślone - ale chyba w jakichś takich… Lekko spanikowani chowamy sie w budynku. Cała konstrukcja jest zapewne zbrojona i mocno żelazista ( a może i tajemniczo namagnesowana? :P ) ale z dachem nad głową jakoś tak raźniej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomysł był dobry - bo chwile później przychodzi totalna zlewa - również z chmury dosyć niewielkiej - ale intensywność opadu jakby wleźć pod wodospad! Oprócz nas w ruinach ukryła sie para Holendrów i rodzinka z Petersburga z trojgiem dzieci. Zachowanie Holendrów nie pozostawia złudzeń, że “mają sie ku sobie”. Zapach jaki roztaczają wokół sugeruje również, że nie podróżują w pełni na trzeźwo. Jedno jednak w nich zaskakuje - są jacyś przeraźliwie młodzi! Jakieś 14-15 lat? Różne ich zachowania sugerują niedawne spuszczenie ze smyczy i niezmierną fascynacje światem dookoła. Oni chyba spierdzielili z domu - i z racji braku granic oparli się aż tutaj! Rodzinka zaś ma inne problemy - tatuś zachwycony, dzieci zachwycone - a mamusia wściekła jak osa. Bo nic tu nie ma, bo burza, bo zmokli, bo ona by wolała hotelową plaże w klimatach zdecydowanie cieplejszych. Wylewa wiec mężowi swoje żale potokami obfitymi jak ulewa za oknem. Koleś od czasu do czasu komentuje to krótkim “yyyhmm” albo “eyyy” i oddala sie w kąt, niby siku, ale raczej sięga wyżej niż można by przypuszczać przy tej czynności, wyjmuje coś zza pazuchy i wlewa do ust ;) Wraca po chwili i przystepuje do swych “yyyhm” w sposob coraz bardziej radosny. Dzieciaki skaczą jak nakręcone przez dziury w podłodze, dając zły przykład kabakowi. Holendrzy zaciągają sie aromatem trzymanym w rękawach, wygłaszając chyba jakieś epopeje na temat piękna świata, który ich otacza. Nikt nie chce wspólnego zdjęcia... To jakis znak czasu.. Jeszcze 10 lat temu spotkani turyści, miejscowi, w ogole ludzie, z ktorymi przecieły sie ścieżki - zawsze chcieli sie wspolnie fotografowac. Był to wręcz symbol przyjaźni, zaufania, jakby docenienia. Ludzie radośnie reagowali na pomysł o fotce na pamiątke. Wielu z nich prosiło aby ją im potem przesłac, a niektorzy wręcz domagali sie, aby zdjecie umieścic w internecie. Zmieniło sie. Na widok aparatu ludzie sie jeżą. Jakby sie czegoś bali. I to nie tylko kwestia tej ekipy z morskich ruin. To jakieś uogólnione choróbsko nasilające sie z roku na rok… Foty więc w składzie ograniczonym. Trudno.. Tych 7 ciekawych postaci bedzie musiało pozostac jedynie w mojej pamieci.

Obrazek

Obrazek

Potem sie nieco rozpogadza. Idziemy wiec dalej zwiedzać betonowe wyspy morskie. Tym razem pozostajemy na “molach” juz sami… Możemy kierować swe aparaty gdziekolwiek sie nam podoba!

Tylko różniste malunki przyglądają sie nam ze ścian..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to budynki, gdzie nie będzie nam dane sie dostać.. Są tak blisko - ale za wodą… :(

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakaś łódka tam cumuje. Używana? Opuszczona?

Obrazek

Beton zaczyna bujnie porastać roślinność.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Radziecki marynarz wciąż na posterunku.

Obrazek

Kolejny zadaszony budynek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś przy końcu konstrukcji. Tam gdzie fale już mocno nadgryzają żelbetowe molo, a mewy irytują sie najściem nieproszonych gości...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracając, podobnie jak wczoraj w Rummu, znów trafiamy pod ściane deszczu. Mimo posiadania na sobie kurtek, peleryn - do suszenia mamy wszystko po gacie. Co oni tu mają za deszcze??? Minuta i jakby cie wrzucił do jeziora!

Obrazek

Na nocleg zawijamy na cypelek. Mają tu kurhan pełen kolorowych kwiatów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na brzegu stoi pomnik upamiętniający wszystkich marynarzy poległych w II wojnie światowej.

Obrazek

Są też niemieckie stanowiska rakietowe, opisane w fajny sposób.

Obrazek

Obrazek

A po lesie i łąkach są rozrzucone fragmenty jakiś łusek gigantów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden pocisk jest wymierzony kierunkowo - w… kibelek!

Obrazek

Obrazek

Jest też morska latarnia.

Obrazek

Cały las w rejonie jest jakis taki posępny i tajemniczy. Może taki się wydaje bo jest strasznie mokry?

Obrazek

Obrazek

Wieczorny widok z morskiego brzegu.

Obrazek

W nocy przychodzi kolejne oberwanie chmury - wręcz sie zastanawiam czy nie skorzystać z kabaczego nocnika - wyjść z busia sie nie da.. Chyba że na golasa!

Ranek na szczęście jest juz pogodny. I taki fajnie świeży - nie taka duchota jak w poprzednie dni. Rozwieszam więc na słoneczku wszystkie zatęchłe łachy z wczoraj i przedwczoraj. Busia coraz bardziej wypełnia woń starej piwnicy - takiej, w której woda stoi nieprzerwanie od lat pięćdziesięciu ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn

Autor:  Kumari [ 8 wrz 2019, o 18:41 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Nie do wiary, że aż tyle betonowych konstrukcji pozostało po ZSRR, w dodatku z taką lokalizacją. To miło, że Estonia ma tyle dzikich nadmorskich miejsc. Zazwyczaj w takich miejscach rośnie las hoteli i pensjonatów. Ale skoro w ciepłej Bułgarii znaleźliście takie miejsca, to może nad Bałtykiem tym bardziej. Jakoś nigdy nie dotarłam do do Estonii ani na Łotwę, a tam widać dużo takich fajnych miejsc. Zachwyciły mnie te murale. Ciekawe w jaki sposób wykonano je na tak dużych powierzchniach i tak wysoko. Czyżby ktoś biegał z drabinką?

Bardzo mi się spodobały te Wasze z Majką wspominki wydarzeń z upływającego dnia. Bo tak naprawdę każda radość i zachwyt są o wiele większe, kiedy ma się obok siebie kogoś z kim można je dzielić i kto podobnie je odczuwa.

Autor:  buba [ 20 wrz 2019, o 21:02 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Cytuj:
Nie do wiary, że aż tyle betonowych konstrukcji pozostało po ZSRR, w dodatku z taką lokalizacją


No wlasnie to jest niesamowite jak ta cala Pribaltike nafaszerowali betonem! Na Lotwie jak kiedys jezdzilismy szukajac tych baz - to tez cale lasy betonu!

Cytuj:
Zazwyczaj w takich miejscach rośnie las hoteli i pensjonatów. Ale skoro w ciepłej Bułgarii znaleźliście takie miejsca, to może nad Bałtykiem tym bardziej.


Poki co tylko w Polsce sie nie udalo ;) Nasze morze jest chyba wyjatkowe (tzn. do d...) pod tym wzgledem..

Cytuj:
Bardzo mi się spodobały te Wasze z Majką wspominki wydarzeń z upływającego dnia. Bo tak naprawdę każda radość i zachwyt są o wiele większe, kiedy ma się obok siebie kogoś z kim można je dzielić i kto podobnie je odczuwa.


Staramy sie kultywowac ten zwyczaj. Chyba potem sie tak fajniej spi jak sie powspomina co tego dnia bylo milego. Bo staram sie skupiac na tych milych wydarzeniach.

Autor:  Tubylec [ 21 wrz 2019, o 08:23 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Wygląda na to,że tam nieznany jest zawód złomiarza.

Autor:  buba [ 21 wrz 2019, o 11:44 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Tubylec napisał(a):
Wygląda na to,że tam nieznany jest zawód złomiarza.


Czesto mam wrazenie, ze w wielu miejscach poza Polska on jest niepopularny! Na takiej Ukrainie nawet sporo zlomu lezy i nikt go nie zabiera. A juz o Armenii czy Gruzji nie wspomne. Popularne tam sa np. ploty z roznych czesci samochodowych. Juz to widze u nas... Moim rodzicom to ostatnio zajumali furtke...

Autor:  buba [ 22 wrz 2019, o 19:03 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Zapewne wielu juz zna moje zamiłowanie do wraków wszelakich pływadeł, którego odzwierciedlenie można znaleźć np. TU: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... atkow.html

Ten jednak wodny szkielet wyróżniał się spośród innych, wczesniej napotkanych. Może dlatego, że był drewniany? Moze dlatego, że aby sie dostac na pokład musieliśmy przebrodzić kawałek w wodnych odmętach? A może dlatego, że siedząc na nim miało się poczucie prawdziwego “morskiego rejsu” - z racji na wibracje pokładu, powodowane przez walące w burty fale?

Spotkanie z ową łódką miało miejsce w zatoce Hara, tej samej, gdzie wcześniej zwiedzaliśmy betonowe pozostałości “magnetycznej” bazy. Tyle tylko, że teraz po drugiej jej stronie, koło miasteczka Loksa.

Już z daleka wieje klimatem miłym dla oka, ucha i nosa. Sosnowy, przesycony aromatem żywicy las. Wiatr niosący zapach ryby i wodorostu. Wreszcie tu możemy spełnić nasze nadmorskie tradycje - i zapodać fikołki. Na plażach kamienistych, betonowych czy żwirowych są one mniej przyjemne, więc ograniczamy ten proceder do piachu ;)

Obrazek

Już z oddali miejsce prezentuje sie zacnie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Łódź owa była podarkiem dla Sajuza od Finlandii, przekazanym w ramach wojennych reparacji (około setki takich podobnych stateczków wtedy sprezentowano). Miały one i motor, i żagiel, pływano nimi na ryby, w sprawach handlowych po całym Bałtyku, a czasem pełniły i różne inne, bardziej potajemne funkcje. Ta konkretnie łódka miała na imie Rakieta i dosyc krótko żeglowała sobie po okolicy. Ponoć już w latach 50 tych zakończyła swą oficjalną działalność i jej malownicze resztki fale wyrzuciły na brzeg. Biorąc pod uwage upływ czasu - obecny stan pływadła jest wiec całkiem niezły!

Tak wygladała za czasów swej świetności. Zdjęcie ze strony: https://dea.digar.ee/cgi-bin/dea?a=d&d= ... 0401.2.9.1

Obrazek

Niedaleko od “Rakiety” leży ponoć gdzies w morzu zatopiona łódź “ Czajka”, ale najprawdopodobniej nie wystaje z wody, wiec i nie bylo nam dane jej odwiedzic osobiście. Żal, no ale cóż zrobić?

Rakietowy kadłub jest poszarpany, a dechy wyżarte w różne malownicze desenie. Sporo czasu spędzamy na pokładzie, napawając sie pięknem i urokiem chwili. Szum fal i zapach starego kutra. I wyciagniete do słonca gęby. Trzy, różnej wielkości stworzenia wyłożone na aromatycznych dechach gapiace sie w obłoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Różne wzory i kolory. Rzeźby i malunki utworzone przez nadgryzajacy ząb czasu i "sił natury"- wode, wiatry i sól....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drewno, metal i … zielona, wiosenna trawka! :D

Obrazek

Czy dechy mogą zardzewieć???

Obrazek

Obrazek

Obrazek

P.S.
W kabaczym życiu odwiedzenie tego miejsca było niezmiernie ważne - wrak łodzi znalazły przecież również Muminki!! ( https://www.youtube.com/watch?v=qd4FCK_nUMI ) Potem go wyremontowały i popłyneły nim m.in. w rejs do latarni morskiej! ( https://www.youtube.com/watch?v=2-fMUYCBrvA ) My w latarni juz bylismy kilka dni temu - a w końcu czas przyszedł też i na wrak. Kolejny obowiązkowy punkt programu - statek widmo! :) Trzymajcie kciuki, aby równiez sie kiedyś udało!! :)

Autor:  Kumari [ 22 wrz 2019, o 20:44 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Trzymamy, trzymamy... Zresztą ta łódka to też łódka-widmo, która przybyła do Estonii z innej czasoprzestrzeni. Ale rozumiem, że Majka wolałaby "Czarną Perłę" z korsarzami na pokładzie :)

Autor:  blakop [ 27 wrz 2019, o 20:15 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Dziś oglądając z córką teledysk jej ukochanego Alana Walkera "Faded" patrzę i patrzę i myślę sobie - moment! Ja już to widziałem gdzie indziej!!


Cytuj:
Z zielonej wody wystają 3 zatopione budynki.


https://www.youtube.com/watch?v=60ItHLz5WEA (od 2:40) :)

Autor:  buba [ 27 wrz 2019, o 20:36 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

blakop napisał(a):
Dziś oglądając z córką teledysk jej ukochanego Alana Walkera "Faded" patrzę i patrzę i myślę sobie - moment! Ja już to widziałem gdzie indziej!!


Cytuj:
Z zielonej wody wystają 3 zatopione budynki.


https://www.youtube.com/watch?v=60ItHLz5WEA (od 2:40) :)


:rotfl3:

Zreszta ciekawe skad sa pozostale kadry - tez nieraz fajne miejsca!

Autor:  buba [ 1 paź 2019, o 16:32 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Do pisania tego kawałka relacji długo nie mogłam sie zabrać ;) Po poprzednich doświadczeniach jakoś nie miałam odwagi ;) Bo z tym miejscem było coś wyraźnie nie tak… No ale może od początku…

Zwiedzaliśmy wczoraj “magnetyczną” baze w zatoce Hara, wiec nie wypadało nie odwiedzić jej zaplecza mieszkalnego, czyli osiedla Suurpea, położonego po przeciwnej stronie zatoki. Osiedle w czasach swej świetności liczyło około tysiąca mieszkańców, miało szkołe, szpital, sklepy i różne inne udogodnienia typowe dla sporych ludzkich osad. Jego losy sa typowe dla wielu takich miejsc z poradzieckiego świata, ot historia pisana przez kalke.. Sajuz upadł, baza/poligon/zakład przemysłowy wraz z nim przestał istnieć i miejscowość straciła racje bytu. Kto miał pomysł na inne życie to wyjechał, zostały jednostki, ludzie głównie albo starsi, albo mniej zaradni lub przywiązani do miejsca, w którym spędzili sporą część życia. A wszystko wokół zaczęło popadać w ruine i zarastać młodym lasem. Podobna historia jak różnych Skrund, Lipniażek, Szkolnych…

Obecnie osiedle Suurpea (nie licząc wsi położonej kawałek dalej) liczy niecałą setke stałych mieszkańców, głownie zamieszkuje tu ludność rosyjskojęzyczna. (“jak chcesz, kolezanko, pogadac po estońsku, to raczej dzieci szukaj”). Mało kto ma tu prace, głównym źródłem dochodu są emerytury, renty czy różne zapomogi np. na dzieci. Co ciekawe - nie są to wyłącznie osoby związane z dawną bazą czy ich potomkowie, ale również “włóczędzy z innych części kraju”, których skusiła niezwykle tania cena mieszkań (nie wiem czy zakupu czy wynajmu?) Latem robi sie tu nieco ludniej - przyjeżdzają na wakacje nad morze wnuki do dziadków, ludzie z Tallina mają tu działki, gdzie uprawiają warzywa, majsterkują czy po prostu odpoczywają w ciszy. Bo co trzeba przyznać - cisza w Suurpei jest wręcz ogłuszajaca :)

Około roku 2010 w opuszczonym budynku na skraju osady pomieszkiwali członkowie jakiejś sekty, ponoć nawet całkiem porządnie sobie zeskłotowali całe pietro. Niestety śniezna zima i zawalenie się dachu pokrzyżowało ich dalsze plany i znikneli bez śladu. Nikt w okolicy nie wie gdzie się przenieśli. Przez pewien czas w któryms z budynków ukrywał sie młody chłopak. Lokalne baby nieraz dokarmiały go obiadem, przynosiły miseczki jak dla kota. Ale któregos dnia zabrała go policja, a budynek oplombowała.

Cały teren istniejacego jeszcze osiedla oraz ciągnących sie dalej w chaszczach ruin, wraz z koszarami po drugiej stronie drogi, kupił już lata temu jakiś lokalny oligarcha. Traktuje to chyba jako lokate kapitału, bo póki co nie interesuje sie miejscem, nie inwestuje, nic nie zmienia, nie odwiedza swoich włości. Tym samym zapewnia temu miejscu niezmienność i trwanie w takim dziwnym stanie zawieszenia między istnieniem a opuszczeniem. Miejscowi mają na ten temat mieszane odczucia. Z jednej strony np. nie za dobrze się ogrzewa bloki z płyty na własną ręke bez centralnej elektrociepłowni, np. cięzko sie wierci w betonie dziure na ujście rury piecyka. Z drugiej strony - lepsze to niż wszyscy mieliby trafić na ulice, bo pan właściel postawnowił zagospodarować teren inaczej i np. postawic nadmorskie apartamentowce. Nawet się przy mnie o to pokłócili ;)

Wszystkie powyższe informacje pochodzą z rozmowy z kilkorgiem miejscowych - i w żaden sposób nie weryfikowałam ich prawdziwości.


W Suurpei najpierw odwiedzamy dawne koszary. Zespół budynków położony prawie nad samym morzem, ale pas od morza oddzielajacy jest na tyle zarośnięty, że nawet z górnych pięter słabo to morze widać. Na dach nie udaje sie wyjść. Zabudowań jest kupa, co chwile coś sie wyłania spomiędzy gęstych zarośli. Nie wiem czy ktoś tu prowadził jakąś "pieczarkarnie" albo co? W wiekszości zabudowań panuje oszałamiający wręcz zapach grzybów. Nie, nie pleśni i grzyba ścienno - sufitowego, co jest typowe dla zawilgoconych miejsc opuszczonych... Tu pachnie grzybem leśnym, suszonym na blasze pieca prawdziwkiem, nawleczonymi na nitke koralami podgrzybków, koszykiem pełnym zbioru, który wraca z wrześniowego suchego lasu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na najwyższym piętrze młody artysta sprejuje po ścianie. Powstaje całkiem sympatyczna fioletowa ośmiornica. Chyba go troche przestraszyliśmy nagłym najściem, bo porzuca puszke i ucieka. Dopiero jak opuszczamy obiekt, widzimy kątem oka, że wyłazi z lasu i wraca na swoje włości.


Osiedle to cały rząd opuszczonych bloków, a potem dwa takowe rzędy bloków zamieszkałych. Dalej znowu kilka pustostanów. Zamieszkałe są te bloki w środku osady.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ruiny to raczej wydmuszki, z pokruszonymi ścianami, brak jakichkolwiek napisów czy resztek wyposażenia. No może czasem trafi sie jakiś skrawek starej gazety, zdekompletowany but czy rozdeptana zabawka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Całość jest utopiona w sosnowym lesie, przez który majaczy morze.

Obrazek


Jak niewiele lat trzeba aby ludzkie osady zmieniły sie w młody las, wypełniony tylko śpiewem ptaków…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na końcu drogi prowadzącej wzdłuż bloków stoi opuszczona szkoła. Teraz głównie chyba słuzy jako miejsce wypalania śmieci. Są też ślady wykorzystywania jej do celów imprezowych, acz dziś to raczej byłoby niemożliwe - zaduch panuje w środku straszny a dym tak gryzie w oczy, że szybko sie ulatniam z labiryntów tutejszych korytarzy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Las nieopodal też jest cały usiany ruinami. Tak jakby niegdyś stało tu drugie osiedle, które opustoszało całkowicie? Busz już prawie zupełnie zniwelował ludzkie starania zagospodarowania tego miejsca. Miejscami trzeba się mocno wpatrzeć, aby dojrzeć pełgające miedzy liśćmi zarysy zabudowań.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z wnętrz już praktycznie wydarto wszystko co się tylko wydrzeć dało. Na tyle skutecznie, że ciężko nawet domniemywać o dawnych przeznaczeniach poszczególnych budynków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedynie tutaj cosik zostało!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo zabudowań przypomina jakies mini zakładziki, warsztaty, kotłownie...

Obrazek

Obrazek

Na skraju osiedli jest plac zabaw, gdzie niektórzy z ekipy zaraz nas zaciągają.

Obrazek

A i na placu zabaw można odnależć ciekawe rzeczy - np. takowe urządzenie. Na początku to w ogóle nie możemy rozkminić co to jest? Wygląda nieco jak … szubienica! ;) Taka kolektywna - jak ktoś nie lubi uprawiać procederu sam. Z wielkiego słupa wiszą liny i sobie dyndają na wietrze.

Obrazek

Sami nie dochodzimy do właściwych wniosków. Podpatrujemy małych lokalsów. Chłopaczki łapią za liny i biegnąc dookoła rozkręcają to ustrojstwo. A potem nogi w góre i ziuuuuuu!!!!! I latają wokół a karuzela sie kręci długo, chyba jest cholernie ciężka i ma dużą bezwładność. Planuje poczekać aż dzieciaki sobie pójdą i też skorzystać. Raz, że mi ciut głupio - a dwa że między czubami sosen zauważam majaczącą wieże! Jakby wieża ciśnień? Sune w jej strone. Toperz z kabakiem zostają na straży karuzeli. Zwłaszcza, ze chłopaczki zaczeły pokazywać kabakowi jak sie należy huśtać - więc nie mam serca jej stamtąd zabierać.

Wieża, gdy podchodze, okazuje sie być jakas inna! Głowę bym dała, że miała inną końcówke, tzn. ten czub co wystawał ponad drzewa? Czary jakieś sie tu dzieją czy jak??

Obrazek

Właże do wieży i zadzieram łeb. Niesamowite! Nie dość, że otwarta to można dosyć dogodnie wejść na samą góre! Miejscowi zbudowali dosyć porządną drabine. Dochodze jednak tylko do jej połowy. Jakoś sie dziwnie buja. Może bym dała rade, ale odpuszczam. Szkoda zlecieć i sie połamać na początku lata. Jakby był październik - to kto wie? Może bym wlazła?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A! Czarów nie ma. W lesie zaraz obok stoi druga wieża, ciut wyższa, o ciekawej “bułeczce” szczytowej. I to ją widziałam spod karuzeli!

Obrazek

Wejście na nią również jest możliwe, ale to już raczej dla jakiś kaskaderów i skałołazów.

Obrazek

Obrazek

Za wieżami w lesie jest osiedle garaży, bud, szop i kamerlików.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To co buby kochają i marzą aby mieć przy domu. Kurde - dokładnie tak jak tu. Mieszkać w utopionym w lesie bloku i jeszcze mieć taką komórke na różne szpargały, które w mieszkaniu nie chcą się zmieścić! A każda szopa jest tu inna! Różnią sie kolorem, kształtem, budulcem - co nadaje całości miły dla oka nieregularny wygląd. Przy niektórych widać miłość właściciela do majsterkowania, przy innych do ogrodnictwa, a na innych słabość do krągłych kobiecych wdzięków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem napisy wskazują, że bywały tu kury a gospodarz serwował im własną wybraną diete (“nie dokarmiać kur” - głosi napis). Kur jednak nie ma - może poszły na spacer, moze w poszukiwaniu bardziej zróżnicowanej karmy?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Część szopek ozdabiają maskotki, breloczki, lusterka, obrazki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomiędzy garażami wpadam na bunkierek. Nie wiem do czego służył dawnymi laty, ale obecnie jest pusty. Wejście do niego jest wyjątkowo wąskie, chyba poczwórne (jakieś śluzy??) i jeszcze dodatkowo zwisają w nim jakieś grube zwały folii.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To chyba podobny obiekt, ale ktoś go sobie przysposobił dla własnych potrzeb.

Obrazek

A tak naprawde to mój powód niewchodzenia na wieże był zupełnie inny. Już od samego początku łażenia po rozpadlinach osiedla czuje sie dziwnie... Jakaś taka jakby "zamulona"? Tak jakbym imprezowała do rana, wypiła pół litra i nie miała czasu odespać (co jest w dniu dzisiejszym całkowicie niezgodne z prawdą!) Samopoczucie mi się stopniowo pogarsza, ale długo staram sie to ignorowac - w końcu jestem w takim niezwykle ciekawym miejscu! W okolicach wieży jednak zaczyna mi być solidnie niedobrze i kręci sie w głowie. Nie jest to raczej stan odpowiedni, żeby samotnie włazić na chybotliwe drabiny. Postanawiam mocno przyspieszyć kroku aby jak najszybciej znaleźć sie przy busiu i móc sie położyc. Robi mi sie też jakoś dziwnie słabo, goraco, ale i uderzaja raz po raz zimne poty. Mam tylko nadzieje, że dotre, bo długo by mnie szukali w tych zaułkach i lesnych rozpadlinach. Po drodze mijam grupke nieco podchmielonych lokalnych babeczek imprezujacych przy grillu. Coś do mnie wołają, widać, że zdziwiła ich moja tu obecność. Chyba niezbyt często zagraniczni turyści tu zaglądają... Można by pewnie pogadać, a może i na imprezke by zaprosiły? Ale ja jakoś krótko zbywam ich zaczepki (czego do końca wyjazdu nie moge odżałować) i jak na autopilocie wracam do busia. Kabak szaleje na placu zabaw na linowej karuzeli, dwóch miejscowych chłopaczków kręci, a ona z piskiem wisi na linie. Ja też tak bardzo chciałam sie tu pohustać... Ale teraz jakos całkiem mi to nie w głowie. Wyciagam z apteczki garść różnych lekarstw, które mi przychodza do głowy, łykam, wypijam duzo wody i wykładam sie na dywanie na pace. Nie wiem ile tam sobie zalegam w cieniu, ale gdy odrobine dochodze do siebie - pojawia sie dziwna myśl - może lepiej stąd odjechać? Przed siebie? Po prostu gdzie indziej? Ide odszukać toperza i kabaka. Nawet nie protestują, chyba już się troche znudzili tym miejscem.

Gdy mijamy tabliczke “Parispea” czuje sie juz zupełnie dobrze. Po prostu normalnie. Jak ręką odjał...

Te dziwne objawy nie pojawiły się juz ani na wyjeździe, ani potem… Do czasu.. Zapomniałam o nich i o całej sytuacji. Jakieś półtora miesiaca później, juz w domu, zaczełam wgrywać i wybierać zdjęcia z estońskich wycieczek. I wszystko było ok... ale doszłam do zdjęć z Suurpei.. Po kilku z nich poczułam ten dziwny zawrót głowy, jakby ucisk w żołądku, jakby dziwna słabość i chęc aby sie polozyc i zamknąc na chwile oczy. No żesz to szlag!!!!!! Co to za licho?? Czy to może być przypadek?? To musi to być przypadek, ale nie powiem, taki nieco dziwny…


cdn

Autor:  buba [ 4 paź 2019, o 18:26 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

W miejscowości Parispea zatrzymujemy sie na nadmorskim biwakowisku RMK. Nie wiem jak to możliwe, ale zrobiłam mu tylko jedno zdjęcie!

Obrazek

A miejsce jest klimatyczne - wiatka i kominek stoją na piachu, sosny pachną, a dodatkowo wieje wiatr, który zwiewa komary - które są zmorą ostatnich dni. Kabaczę szczęśliwe - wreszcie rodzice zmądrzeli i zrobili biwak w środku piaskownicy!

Główną atrakcją Parispei jest chyba cieniutki, kamienisty półwysep zwany Purekkari, który wyłazi w morze około półtora kilometra. Buba - jako miłośnik wszelakich mierzei zaciera na niego łapki juz od dawna!

Idzie się po piachu…

Obrazek

Czasem po trawie..

Obrazek

Ale przeważnie po kamulcach - mniejszych…

Obrazek

Obrazek

Lub większych... Ten największy ma przywiązaną line - chyba w celu łatwiejszego wejścia na szczyt.

Obrazek

Obrazek

Są po drodze też jeziorka! Pisałam juz chyba kiedyś, że uwielbiam tereny, gdzie ląd przeplata się z wodą - stąd sympatia do wszelakich bagien, delt, limanów, mierzei - i własnie takich półwyspów usianych jeziorkami i kałużami!

Obrazek

A tak serio to to jest taka prawie wyspa! Niby da rade dojść suchą stopą, ale tylko dlatego, że część kamieni ktoś celowo usypał w groble! Połączenie z lądem ów półwysep ma więc grubości kilkucentymetrowej!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widać stąd jakąś latarnie morską!

Obrazek

A koło niej czai sie coś jakoby bunkier? Ciężko zrobić lepsze zdjęcie i się przyjrzeć - jest to naprawde fest daleko!

Obrazek

Kolektywne wygrzewanie do słoneczka!

Obrazek

Wieczorem znów odwiedzamy półwysep!

Obrazek

Obrazek

W Parispei za czasów radzieckich równiez była baza. Kurde, tu chyba całe wybrzeże zabetonowali! Acz chyba sporą jej część już wyburzono. Po lesie koło biwakowiska pałętają sie jedynie takie kawałki!

Obrazek

Identyczne jak te, które znajdowaliśmy w dolnośląskiej Zimnej Wodzie - gdzie szukalismy bazy za późno - bo już ją zmielili. Taka sama biała kosteczka...

Obrazek

W Parispei mamy jednak więcej szczęścia - tu jednak cosik jeszcze zostało! Najbardziej znanym fragmentem dawnych urządzeń jest pagórek - pozostałość po wyrzutni rakiet.

Z daleka…

Obrazek

I z bliska…

Obrazek

Obecnie wygląda jak polana betonem górka.. Ale ładne krzaki różyczek rosną na jej szczycie.

Obrazek

Obrazek

Skręcamy w boczną droge idącą wybrzeżem. Tu ostały sie jakieś hangary z dawnej bazy.. Te wyglądają typowo - środku nic nie ma, beton, troche współczesnych smieci..

Obrazek

Kolejne hangary też wygladają klasycznie tzn… z daleka. Z odległości bliższej od razu rzuca się w oczy ich niecodzienna kolorystyka i "zagospodarowanie".

Obrazek

Obrazek

We wnetrzach jednego z nich są palety, jakby do spania i miejsce ogniskowe.

Obrazek

Ściany pokrywają bardzo kolorowe i widac pracowicie wykonane rysunki, świadczące o dość specyficzym stanie świadomości ich twórców. Szkoda, ze trafiamy tu o 10 rano - bo zapewne nocleg w takim miejscu bylby wyjatkowo ciekawy, a kolorowe postacie z obrazków, oświetlone pełgajacym płomieniem ogniska na długo pozostałyby w pamieci. A moze bysmy spotkali stałych bywalców, którzy opowiedzieliby nam cos wiecej o swoim świecie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jaka dbałość o szczególy!

Obrazek

Jest też wycinanka z filcu..

Obrazek

Ktoś miał natchnienie nie tylko plastyczne ale i matematyczne!

Obrazek

Baze dodatkowo spowija zapach jakby jakis olejków? Zupełnie jakby ktoś tu rozlał płyn na komary - ale całe wiadro!

Przybazowe wybrzeże również jest całkiem przyjemne!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatnim miejscem jakie planujemy odwiedzić w tej miejscowości jest opuszczony blok. Samotnie sobie stoi w środku lasu...

Obrazek

Wydaje sie, że nic ciekawego. Blok jest nieduży, ma tylko dwie kondygnacje, dwie klatki schodowe i raczej widać już z wierzchu, że wnętrza będą maksymalnie wypatroszone.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No ale być obok i nie zajrzeć? Z poczuciem, że zapewne zajmie mi to 5 minut, zagłębiam się chłodny mrok jednej z bram.. O jak bardzo się myle! Ponad pół godziny jednak zeszło ostatecznie! ;)

Już na schodach wpadam w pułapke. Tak - w celowo rozstawioną pułapke na mnie, tzn. na takich jak ja - co będą wchodzić po schodach.. Nogi zaplątują mi się w żyłki, do których przywiązane są puszki. Puszki jadą z łoskotem po betonie i w końcu potrącają puste butelki, ktore spadają z parapetu i z odpowiednio wyrazistym dźwiekiem rozbijają sie o podłoge. Plan się powiódł - ofiara sie złapała ;) Z górnego piętra wyskakuje trzech chłopaków. Już mam ambitny plan dać noge z budynku, do wyjścia mam chyba 3 metry, gdy zauważam, że nie wyglądają groźnie, mają całkiem sympatyczne gęby - i w tej chwili chyba bardziej przestraszone niż ja. Są studentami z Tallina tzn. zamierzają nimi być po wakacjach. Póki co głównie zajmują się eksploracją opuszczonych miejsc w okolicach swojego miasta. Głównie interesują ich tajemnice, miejsca niezwykłe, przerażające i owiane dziwnymi legendami. To oni są konstruktorami pułapki, w którą sie złapałam. Cel był taki jak można się domyśleć - hałas na schodach, aby nie zostać zaskoczonym. Na początku podchodzą do mnie bardzo nieufnie. Bo właśnie szukaja tu skarbu. Kują ściany. Tak, mają dokladny namiar gdzie szukać - acz oczywiście mi go nie zdradzają. A tak się zawsze zastanawiałam co zżera ściany w takich miejscach. Zawsze patrzyłam na pokruszony beton czy cegły i zachodziłam w głowe - jak to się rozpadło w drobny mak, skoro dach cały, nie leje się, wiatry nie hulają.. Moi nowi znajomi mają poważne przypuszczenia, że ja tu również przyjechałam po ich skarb. Że też o nim przeczytałam na “TEJ” stronie i dlatego zdecydowałam się na tak długą droge.. W końcu jak ktoś jedzie 1500 km aby wejść do takiego niepozornego budynku musi mieć jakiś cel, prawda? Kurde! Skarby w ścianach zawsze kojarzyły mi sie z zamkami, starymi pałacami czy chociażby dolnoślaskimi domami po wysiedlonych Niemcach! Ale co mógł ukryć radziecki żołnierz w ścianie z wielkiej płyty? A tak serio, to w pewnym sensie sama się wkopałam - w te podejrzenia, że jestem ich konkurencją.. Bo na poczatku rozmowy - o “skarbach ukrytych w ścianach” i ich szukaniu w opuszczonym budynku - byłam pewna, że chodzi o kesza! Mówiłam więc, ze póki co się tym nie zajmuje, ale pare razy przypadkiem takowego znalazłam i nieraz rozważałam czy sie w to nie zacząć bawić. Potem wyszło, że kolesie jednak mają na myśli skarby z wyższej półki, ja próbowałam sprostować, ale juz nie bardzo mi się udało. Proponowali mi nawet, żebym zdradziła swój namiar na skrytke, oni mają narzędzia do wygodnego łupania ścian - zatem ja sie nie zmęcze, skarb znajdziemy - a potem znalezisko podzielimy na 4 równe części :D Kolesie są w ogóle bardzo wkręceni w temat UFO, reptilian, równoległych rzeczywistości, niewidzialnych statków… (no dobra - to ostatnie, zwłaszcza w tym konkretnie rejonie, nosi duże znamiona prawdy ;) ) Opowiadają np. że na tej psychodelicznej bazie nad morzem, 2 lata temu były organizowane koncerty jakiejś muzyki, cos na pograniczu techno i reggae.. I ze jeden z uczestników imprezy został porwany przez ufo, na oczach kilkunastu kumpli. Ciekawe czy porywaczem był ten zielonooki jegomość - uwieczniony później na ściennym malowidle?? ;)

Obrazek

Aby nie pozostać dłużną, podtrzymać rozmowe i nie zmieniać za bardzo tematu (i klimatu) opowiadam im o moich dziwnych objawach przy wczorajszym zwiedzaniu Suurpei. Chłopaki bardzo się podjarali, zwłaszcza, że nie wychodzili jeszcze na szczyty wież. Według ich wersji - tam nadal w ziemi są zakopane “antymagnesy” i one tworzą pole, które na niektórych tak działa jak na mnie. W niektórych miejscach, zwłaszcza przy korzeniach brzóz, można je namierzyć (te “antymagnesy”) w ten sposób, że rzucając na ziemie niewielkie metalowe przedmioty np. spinacze, zszywki, pinezki - “coś” podrzuca je do góry! Przeczytali o tym na tej samej stronce w necie (adresu nie chcieli zdradzić) gdzie opisane było również, że w leśnym bloku w Parispei czai się skarb!

Cóż.. Nie pojechałam do Suurpei sprawdzić czy gwoździe będą latały.. Choć aby wrócić, musimy przez tą miejscowość przejechać… Nie wiem czy bardziej nie wierze w natchnione opowieści tallińskiej młodzieży, czy jednak bardziej się obawiam, że moje dziwne objawy jednak wrócą… ;)

Gdy się żegnam i wychodze, widze, że chłopaki odbudowuja pułapkę, którą im zniszczyłam. Stawiają nowe butelki na parapecie i oddalaja sie na piętro. Nie wiem czy kuja te swoje ściany swoim megasprzętem, ale jeśli tak to muszą to robić bardzo po cichu - nic nie słychać..

A wnętrza bloku, tak jak myślałam, d… nie urywają.. Sa puste.. albo przynajmniej pozornie na takie wyglądają... ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A! Napotykamy jeszcze leśne bunkry!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu chyba było jakieś ścienne malowidło… ale juz niestety zatarte zupełnie...

Obrazek

Jakby sie tu na spokojnie powłóczył po lasach - to pewnie jeszcze niejedno by znalazł... np. wieża gdzieś jest.. Też taka stara, betonowa, z czasów "bazowych". No ale jakos nie moglismy jej namierzyć.. A czas troche juz gonił... I chęć aby zobaczyć kolejne miejsca!

cdn

Autor:  buba [ 5 paź 2019, o 20:45 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

Następny dzień upływa pod hasłem poszukiwania kolejnych cieniutkich półwyspów - acz tym razem z mniejszym powodzeniem. Pierwszy z nich, Kuradi, mamy namierzony za miasteczkiem Kasmu.

Obrazek

Kasmu robi na nas iście nieestońskie wrażenie - kłębi się tu tłum! Normalnie jak jakiś Karpacz czy inna Krynica! Autokary pełne wycieczek, tłuste niemieckie i holenderskie kampery, które gabarytami raczej podchodzą pod tira. Nabity parking, busia trzeba zostawić w rowie, dalej jest szlaban. Za krzaczek nie ma jak iść bo co chwile ma się kogoś na plecach! Ratunku!! Albo to my mamy złe porównanie i przeżywamy szok po kilku dniach spędzonych w ruinach poradzieckich baz? Może to nam sie przesuneła poprzeczka braku tolerancji na tłum?

Wybrzeże jest praktycznie całe zabudowane domami.

Obrazek

Plus jedynie taki, ze im bliżej morza tym ludzki potok się rozpływa gdzieś po bokach. W strone cypelka przedzieramy sie praktycznie już sami…

Obrazek

Miejsce okazuje sie być pełnowartościową wyspą, acz na oko to udałoby sie przebrodzić. Najwyżej kabaka by sie przeniosło aby sie nie pomoczył.. Wiec dojść się da, ale stoją tablice informujące, że w tym terminie nie wolno, bo jakieś ptaki się lęgną czy migrują - już nie pamietam.. Wahamy sie.. Z jednej strony kusi - no i jest polskie przyzwyczajenie, że wszystko jest zabronione - więc sie to równo zlewa, a “wstęp wzbroniony” jest równoznaczny z “tam jest coś ciekawego” i “zapraszamy buby”.. Ale Estonia jest raczej krajem wolności - biwaki, otwarte chatki, niezamurowane ruiny, jeżdzenie do woli po lasach.. Więc może jak raz czegoś nie wolno to warto uszanować? Poza tym tu taki turystyczny rejon.. Jak nam wsadzą mandat w euro to będzie smutno… No i może rzeczywiście byśmy tym ptakom przeszkadali? Poza tym jakie to sensowne, ze nie “zakaz wejścia i koniec” ale wyjaśnienie kiedy i dlaczego. Czyli jednak odpuszczamy.. Rzut oka jedynie z daleka..

Obrazek

Obrazek

Pozostaje nacieszyć sie malowniczymi kamulcami rozmiarów wszelakich..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krzaki różyczek mają tu ogromne jak drzewa!

Obrazek

Nagle gdzieś między pniami drzew dostrzegamy chatke! Leśna chatka jak się patrzy! Aż dziw, że nie była ujęta w spisie RMK! Idziemy więc obadać sprawe i ocenić właściwości noclegowe owego przybytku!

Obrazek

A tu niespodzianka! Nasza “chatka” tak naprawde okazuje sie być… kibelkiem! :)

Obrazek

Wprawdzie posiada obszerny przedsionek, gdzie trzy osoby mogły by wygodnie spać - ale jednak ostatecznie rezygnujemy z zamiaru tu nocowania.. Mimo, ze byłyby duże plusy np. blisko do kibla ;)

Obrazek

I teraz pytanie - o co tu chodzi?

Obrazek

Że facetom nie wolno sikać na stojaco? Dlaczego? W ramach równouprawnienia - żeby feministek nie denerwować? Czy raczej kwestie higieniczne - bo sprzątaczka sie wkurzyła, że ciągle ściera mokrą deske? Ale wynika, że kobiety mogą załatwiać sie na stojąco, wolno też stawać nogami na desce oraz… spać w przedsionku! ;) Co nie jest zabronione jest dozwolone, no nie? ;)

A przy kiblu jest hustawka! Ten kraj zdecydowanie obfituje w takie nadrzewne bujania! To już trzecia na naszych estonskich ścieżkach! Ta jest wyjatkowo solidna! Nawet toperz odważył sie usiąść (no i sie nie urwało!)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na koniec jeszcze eksploracja norki pod korzeniami. Malownicze miejsce! Pół godziny się bawimy, że jesteśmy liskami. A toperz jest wilkiem. Liski wyłażą, wilk woła "uuuuu", wiec liski chowają sie w norce. Czynność powtórzyć ;) Jakby ktoś nas poobserwował z boku - to by na bank był pewien, że nam kompletnie odbiło!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A pod te korzenie nie udało sie wejść.. Choć niektórzy próbowali...

Obrazek


Następny cypelek upatrzyliśmy sobie koło Natturi. Nazywa się Alvi, jest cieniutki i się do nas uśmiechał z mapy.

Obrazek

W tym rejonie ciężko jest się przebrać na wybrzeże.. Wszędzie młaki i bagienka.. Pójście na azymut kończy sie po kolana w błotnej mazi. Tam gdzie idzie droga i pasowałoby dojść do nasady półwyspu - jest jakieś daczowe osiedle za szlabanem. Niby da się obejść szlaban, ale zaraz zaczynają nas obwąchiwać jakieś psy giganty. Niby nie są agresywne, merdają ogonami, ale z oczu patrzy im wilkiem. Próbujemy coś zagadać do miejscowych i zapytać, ale na “dzień dobry” po estońsku nie odpowiadają, natychmiast chowają sie w domach, udają, że nie słyszą powoli się oddalając, a jeden nawet rzuca kosiarke i ucieka w panice w las.. Nie chcąc wiec zostać sam na sam z pieskami wielkości sporych cieląt, postanawiamy ominąć osiedle, wbić gdzieś dalej na “plaże” i cofnąć sie brzegiem. Morze jest tu brudne, brzeg błotnisty i mocno zarośniety. Do kąpieli nie zachęca. Cypelka brak.

Obrazek

Obrazek

Sytuacje ratuje jedynie piękne kwaśne mleko, które rozlało się malowniczo po niebie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Toperzowi i kabakowi marzyła się kąpiel. W Vosu szukamy sklepu, a znajdujemy plaże. ⅔ ekipy więc kwiczy z radości. Woda jest niezbyt głeboka, no ale przecież zawsze można się położyć.. Dla mnie jest za zimno..

Obrazek

Vosu też ma klimat kurortowy. Ale fajny. W odróżnieniu od Kasmu, które było jakieś obrzydliwe.

Tankujemy na lokalnej stacji. Paliwo płynie z cystern. Takich niewkopanych. Już któryś raz widze taki patent w Estonii. A naszą ulubioną stacje “kontenerową” na Pogórzu Przemyskim zamknęli. Bo ponoć niespełniała norm unijnych, bo zbiorniki muszą być wkopane w ziemie. Czyli muszą czy nie muszą?

Obrazek

A! W sklepiku w Vosu kupiłam przepyszny napój alkoholowy! O mocy piwa. Dżin z ziołami! Coś cudownego! W kolejnych miejscach juz nie tylko kwasu, ryb i kawioru szukam ;)

Obrazek

Obrazek


cdn

Autor:  buba [ 8 paź 2019, o 16:55 ]
Tytuł:  Re: Burze, bagna i wodne ruiny czyli Pribałtika 2019

No to od dziś ostatecznie żegnamy się z morzem. Przynajmniej tym estońskim. Spotkamy sie jeszcze z łotewkim morzem w Lipawie, ale to pewnie gdzieś dopiero za tydzień. Tymczasem zagłębiamy sie w lasy i bagna. W świat jezior, komarów i szutrowych dróg… Dziś biwak koło Oandu.

Zawsze ideałem biwakowych klimatów były dla mnie dwa ogniska dziennie, jedno rano, drugie wieczorem. A tu mamy kombo! Dwa ogniska naraz - jedno w piecyku, drugie w palenisku. Jak miło dla oka! Cieplej, bardziej pachnąco, no i komary spierniczają z podwójną mocą!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Będzie i herbatka!

Obrazek

Obrazek

Wędzenie w dymie ciąg dalszy.

Obrazek

Estońska noc.. To chyba koło północy a wciąż jasno!

Obrazek

Są tutaj też trzy chatki - coś jakby skansen związany z dawnym zbiorem siana. Jedna odnowiona, na terenie biwakowiska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dwie w wysokich chaszczach, ale również otwarte i zapraszające zbłąkanych wędrowców.

Obrazek

Obrazek

Jest też “półchatka”.

Obrazek

Kibelek też jak porządna chałupa! Wnętrza przestronne i pachnące drewnem.

Obrazek

Obrazek

Lokalne jeziorko raczej niekąpielowe.

Obrazek

Za Kalme i Kemba przecinamy autostrade. Na dziś mamy mało planów. Jedynie zamysł jest taki, żeby zapodać biwak nad jakimś klimatycznym leśno - bagiennym jeziorkiem. Początkowo jest pomysł dotarcia jezioro Paukjarve. Widziałam jego zdjęcia - sosnowy las, piach i dziesiątki mniejszych i większych wysepko- półwyspów przeplatających się z chybotliwym, bagiennym lądem! Ale wychodzi na to, że nie jest one dostępne (legalnie) dla samochodów? Albo my szukać nie umiemy? Wszystkie drogi dojazdowe są czymś zatarasowane i to chyba nie może być przypadek. Internety wprawdzie mówią, że dojechać sie da (zdjęcia ze znaczkiem “P” parkingu) ale od której strony to ja pojęcia nie mam! Chyba ze 3 godziny krążymy po lasach aby do niego dotrzeć. Bezskutecznie. Pal to licho! Są też inne jeziora!

Droge przechodzą nam łosie. Niestety nie zdążylam zrobić zdjęcia, ale już wiem skąd te znaki przy drogach!

Między Kemba a Koitjarve są jeszcze dwa bajora całkiem rokujące dla naszych potrzeb.. Mniejsze nazywa się Parnjarve.

Obrazek

Sprawdzamy jeszcze pobliskie większe jeziorko - Pikkjarve. No i ono nas całkowicie urzekło. Zwłaszcza jedno z biwakowych miejsc, to najdalsze, położone przy kałużastej drodze, gdzie mamy spore obawy, że jednak się zakopiemy.

Obrazek

Obrazek

Wśród sosnowego lasu stoi wiatka z piecykiem. Jest wcześnie, ale mimo to decydujemy sie zostać. Ile można tylko napierdzielać przed siebie. Siąść i zagapić się w jezioro też człowiek ma potrzebe! :)

Obrazek

Obrazek

Wiatru nie ma wcale (o dziwo komarów też nie). Powierzchnia jeziora jest prawie idealnie gładka, a odbijający sie w niej las jakoś tak dziwnie pełga i faluje w oczach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Brzegi są mało zarośniete. Nie ma w ogóle trzcin czy innych szuwarów. Raczej tylko kępy traw. I mech!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Długi czas obserwujemy stado kijanek. Kabaczek kilka z nich łapie i strasznie się cieszy jak jej pełzają w rączce. Kijanki zostają pogłaskane po łebkach i ponownie wypuszczone.

Obrazek

Obrazek

A tu dorwały zdechłą rybe!

Obrazek

Idziemy też połazić po lesie. Wszystkie drzewa są obrośniete porostami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zawisa oczywiście hamak.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu śpiewamy jakąś piosenke. Niestety już zapomniałam jaką, ale jakąś radosną, przy której się klaszcze w łapki. Fajnie jest być w miejscu gdzie nie ma ludzi. Można się wydurniać do woli.

Obrazek

Obrazek

Dziś też mamy niezłą wyżere. Byliśmy akurat w sklepie, więc mamy różne mięsiwa do upieczenia. Pulpa i grzanki z serem mogą sie znudzić ;)

Obrazek

Obrazek

Ktoś nam też zostawił rybke ;) Ale jej nie zjadamy. Nie znam sie dobrze na rybach - czy żółte oko znaczy, że jest świeża czy wręcz przeciwnie??

Obrazek

W rejonie jest popularna turystyka bagienna. Podczas całego wyjazdu spotykamy sporo osób z plecakami, które wbijają w bagna i tam gdzieś śpią. Gadamy z parą studentów z Tartu - Anna i Kristin. Ponoć chatki RMK (ktorymi my sie tak zachwycamy) to jest “szczyt góry lodowej”. Lokalni koneserzy i znawcy tematu z nich nie korzystają. “Prawdziwe chatki” czają sie wgłębi bagien i są chatkami drwali, myśliwych i ornitologów. Dotrzeć można do nich tylko pieszo, a czasem i po pas w wodzie. Trzeba znać nie tylko lokalizacje, ale też którą trasą iść, aby grząskie topiele nie pochłoneły.. Najlepiej więc się idzie zimą - jak bagna zamarzną. Kristin opowiada nam o jakiejś chatce, którą znalazł rok temu, a ostatni wpis w zeszycie był z 2004 roku. Zostawione produkty żywnościowe też mialy takie daty ważności. Na telefonie pokazuje mi jej zdjęcie. Wygląda zupelnie jak dom Muminków - jakby trzypiętrowa wieża! Coś niesamowitego! (te Muminki to nam coś nie dadzą spokoju na tym wyjeździe... ;) ) Leży na terenach, które na satelitarnych mapach wyglądają jak pumeks! Jak wielka brązowa plama! Ponoć ten kształt chatki nie jest przypadkowy. W zależności od pory roku jej jedno lub dwa dolne piętra są zalewane. Tak ją zbudowali, aby choć jedno było dostępne po drabinie. Lokalizacji, nawet przybliżonej, skurczybyk nie chce zdradzic, tylko sie chwali, że był: “wiem ale nie powiem”. Są też chatki na drzewach. Coś jak dwupokojowa ambona? Z kuchnią! Część chatek się rozpada ze starości, ale też przybywają nowe. Bo nieraz jakaś ekipa się skrzykuje i sami sobie budują swoją chatke. Najczęściej w tym celu wybierają kwadrat utworzony przez 4 drzewa i po prostu do nich przybija deski albo belki. Potem drewniany dach i na niego mocna folia. I już prowizoryczna imprezownia gotowa. Za każdym razem jak się przyjeżdza latem w rejon - to się jakiś fragment budulca przywleka. Potem tylko dostarczyć piecyk i już! Cóż… Może i taką Estonie kiedyś będzie nam dane poznać?

Jedziemy leśnymi drogami wijącymi sie wśród rzadkiego lasu i piachów pomieszanych z bagnami. Gdzieś w rejonie Koitjarve. Gubimy sie totalnie. Teren przypomina nieco wrzosowiska Borów Dolnośląskich, ale bez zakazu wjazdu..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wciąż mam w głowie opowieści Kristina.. O tych chatkach wśród bagien.. Może mijamy jakąs o kilometr czy dwa? Może siedzi tu gdzieś za tym bagnem po lewej? Dziwnym bagnem, które wali paloną gumą…

Po powrocie próbuje znaleźc w internecie fora chatkowe, o których opowiadał Kristin.. Ale chyba bez znajomości estońskiego sprawa jest skazana na porażke... Translatory nie działają tak dobrze jakby było trzeba...

A na biwakowisku koło Aegviidu stoi taka konstrukcja.. Ni to wieża widokowa, ni to zjeżdżalnia, ni to wiata… A może to jakaś instalacja artystyczna? Zupełnie nie mamy pomysłu!

Obrazek

Obrazek



cdn

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/