Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 91 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 13 mar 2020, o 16:47 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
witowski napisał(a):
Te "baszty' to pozostałość po "suchych klozetach". W Niemczech dość popularnych na przełomie wieków, do czasu aż je wyparły angielskie "wodne klozety" czyli obecne WC. Ponieważ z nich śmierdziało, bo to była kamionkowa rura otwarta aż do zbiornika nieczystości w piwnicy, nie odizolowana od zapachów syfonem wodnym, lokowano je jako wspólne najczęściej na półpiętrach z wejściem ze spocznika (czasami w korytarzu).


Aaaa - czyli w tej baszcie nie byly pokoje a kibelki? ale jaja! Dzieki za info!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 13 mar 2020, o 18:58 
Offline

Dołączył(a): 3 wrz 2009, o 14:45
Posty: 265
Imię: Tomasz
No nie wszystkie. Te z dużymi oknami to pewnie schody lub kibelki po przeróbce na pokoiki. Bo te suche kibelki miały małe okienka.

A działało to tak: Jak widać "konkret" trafiał do specjalnej beczki w piwnicy bądź do zbiornika w podwórku.


Załączniki:
suchy klozet.jpg
suchy klozet.jpg [ 56.55 KiB | Przeglądane 161 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 13 mar 2020, o 23:51 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
witowski napisał(a):

A działało to tak: Jak widać "konkret" trafiał do specjalnej beczki w piwnicy bądź do zbiornika w podwórku.


Czyli to dzialalo na zasadzie wychodka/slawojki - tylko na wysokosci pietra lub nawet dwoch? I do szamba lecialo rurami?

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 14 mar 2020, o 07:04 
Offline

Dołączył(a): 3 wrz 2009, o 14:45
Posty: 265
Imię: Tomasz
Dokładnie. Pięter mogło być i więcej. Ale wyglądem to nie odbiegało od obecnych WC. Była fajansowa muszla, opuszczana deska. I przy dobrej eksploatacji nie śmierdziało, bo w rurze było podciśnienie. Ona była wyprowadzona nad dach jak komin i jak komin miała ciąg. Stąd też widoczne na schemacie te podwójne wpięcie muszli do pionu. Dolne spuszczało konkret, górne odciągało zapachy. Ale sprawa się kończyła jak ktoś niedomknął klapy. Wtedy był fałszywy ciąg w rurze i tym na innych piętrach capiło.

Wbrew pozorom system ten musiał mieć sporo zalet, skoro w posiadanym przeze mnie katalogu projektów domów Billmanna z okresu międzywojennego, pojawia się w projektach willi równolegle z obecnymi WC. Najważniejszą było niewątpliwie to, że zimą nie zamarzał w nieogrzewanym kibelku.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 14 mar 2020, o 13:08 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
witowski napisał(a):
Dokładnie. Pięter mogło być i więcej. Ale wyglądem to nie odbiegało od obecnych WC. Była fajansowa muszla, opuszczana deska. I przy dobrej eksploatacji nie śmierdziało, bo w rurze było podciśnienie. Ona była wyprowadzona nad dach jak komin i jak komin miała ciąg. Stąd też widoczne na schemacie te podwójne wpięcie muszli do pionu. Dolne spuszczało konkret, górne odciągało zapachy. Ale sprawa się kończyła jak ktoś niedomknął klapy. Wtedy był fałszywy ciąg w rurze i tym na innych piętrach capiło.

Wbrew pozorom system ten musiał mieć sporo zalet, skoro w posiadanym przeze mnie katalogu projektów domów Billmanna z okresu międzywojennego, pojawia się w projektach willi równolegle z obecnymi WC. Najważniejszą było niewątpliwie to, że zimą nie zamarzał w nieogrzewanym kibelku.


Ciekawa sprawa! Nie wiedzialam wczesniej o takim mechanizmie na"podcisnienie"

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 14 mar 2020, o 13:09 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Na kolejną wycieczkę wybieram się sama na rowerze. Ten środek transportu ma zarówno plusy, jak i minusy. Jak wszystko.. ;) Z jednej strony fajne jest, że na spokojnie i bez zmęczenia mogę pokonać większy dystans oraz w razie kłopotów się szybciej i sprawniej ewakuować z miejsca zdarzeń. Z drugiej - nie bardzo mogę zaglądać w wąskie przejścia czy miejsca posiadające schody. Bo zostawianie roweru samego, bez opieki, nie jest raczej najlepszym pomysłem. Jak się jednak okazuje - życie jest nieprzewidywalne i potrafi zaskoczyć - to z rowerem przeskakuję przez ponad dwu i pół metrowy mur ;) Zdarzyła mi się takowa przygoda:
Wjeżdżam w jedną z bram. Dalej podwórko sprawia wrażenie opuszczonego. Podłoże jest wyboiste. Zsiadam z roweru i go prowadzę. Fajne widoki, więc wyciągam aparat. Ręce mam tylko dwie, więc się skupiam na tym, aby nie upuścić aparatu i nie wywalić roweru. Na tyle się więc rozkojarzam, że umykają mi dwie postacie siedzące w zaroślach. Dwóch kolesi doi browarki. “Ej ty! Co ty tu robisz? Szukasz tu kogoś? To nie park, żeby tu łazić! Tu nie wolno wchodzić!” Jeden z kolesi wstaje i idzie w moją stronę.. Na wszelki wypadek wsiadam na rower, odwracając go w kierunku przewidywanej drogi ewakuacji... Dwa obroty pedałów i jestem na ulicy.. Ale postanawiam spróbować z gościem pogadać, po ludzku.. “To powiesz mi w końcu czego tu szukasz, hę???” Trza coś powiedzieć... Pytam więc, czy przez to podwórko dojadę do ulicy X. Bo powiedzieli mi, że tu jest skrót. I staram się zrobić najbardziej debilną minę jaką potrafię ;) Kolesie zaczynają dumać. Tędy? Czy tamtędy? Jakby nie rozważali, wychodzi, że przedostanie się tam jest realne, ale po drodze jest mur. Dość wysoki. Samemu to jeszcze, ale z rowerem to wyzwanie. Widać, że oni lubią wyzwania. Tłumaczę, że nie chce robić kłopotu i lepiej się już pożegnam i pojadę naokoło.. Ale kolesie się nakręcili na pomoc zbłąkanej duszyczce - i chyba nie ma odwrotu.. ;) Udaje się zbudować podest z czegoś co wygląda jak podkłady kolejowe i podsadzić mnie na mur. Zeskoczenie z drugiej strony nie nastręcza problemów - tam jest chyba o metr niżej.. Trochę mam obawy czy przypadkiem na tym etapie kolesie nie znikną razem z moim rowerem, ale ułamek sekundy później rower prawie spada mi na głowę. Odsuwam się, rower z potwornym chrzęstem uderza o beton… Mam wątpliwości czy po takiej przygodzie jeszcze będzie jeździł.. (później okazuje się, że wręcz mu to pomogło - przerzutki się zaczęły zmieniać - mimo że od roku tego nie robiły ;)

Na tym się jednak nie kończy moja przygoda. Trafiam “od tyłu” na jakieś podwórko. Zamieszkałe i takie z gatunku bardziej eleganckich. Odmalowane, łyse, pokratowane… No właśnie. Nie mogę wyjść na ulice, bo drogę przegradza mi krata. No żesz to szlag! I jeszcze taka krata, że i od zewnątrz i od wewnątrz potrzeba klucza, aby ją sforsować. Stoję więc jak głupia i szamotam się z okrągłą klamką… Na nic.. Wychodzi jakaś baba. Pytam czy otworzy mi drzwi. Odmawia. Bo to teren prywatny wspólnoty lokatorskiej, obcym wstęp wzbroniony. I mam sobie wybić z głowy, że jakiś przybłęda tu wejdzie bez zaproszenia! “Proszę panią.. Ale ja nie chcę tu wejść. Ja chcę wyjść!!!” Baba mierzy mnie wzrokiem, potem kratę, a potem znów mnie… Fakty są niezaprzeczalne - jakkolwiek irracjonalnie by brzmiały. Mina kobity jest więc bezcenna! Lekko jąkając się pyta: “Aaale jjjak się tu znalazłaś?”. Mówię jej więc, że spadłam z nieba - co poniekąd i przy pewnym uproszczeniu - jest zgodne z prawdą ;) I babka mi nie otwiera kraty. Po prostu wchodzi na klatkę i zamyka za sobą bramę. Z hukiem. Taką bramę też na zamek. Jest tu domofon. Ale domofon jest na zewnątrz kraty. Próbuję do kogoś zadzwonić. Niestety mam za krótką rękę, aby sięgnąć do guzików przez kratę (no bo jestem po jej złej stronie). Próbuje znaleźć patyk. Jasne… Na tym podwórku nie ma żadnej rośliny ani śmiecia… No nic.. Nie wyjdę stąd… Wspinam się na mur. Kolesie od piwka siedzą gdzie siedzieli. W tej samej konfiguracji i pozycji co poprzednio. Jeden na wpół leżąco, drugi podparty na kolanie, z nogą na nogę. Myślę, że jakby wrócić w to miejsce za milion lat - to oni też tam będą siedzieć. Są elementy świata, które są niezmienne. Wołam do nich, że chyba muszę wrócić, bo tam jest krata. I to chyba brzmi dla nich jak kolejne wyzwanie ;) Sprawnie przeskakują mur. Podchodzą do kraty. Jeden traktuje ją z buta. Krata się grzecznie otwiera. Pytają czy jeszcze w czymś pomóc. Mówię, że chyba nie ;) W podzięce daje im flaszeczkę. Specjalnie zabrałam na takie okazje. Oni naprawdę zasłużyli. Cieszą się. Pół flaszeczki leci w gardziele jeszcze przed powrotem przez mur. No dobra… A ja teraz muszę objechać pół miasta, żeby wrócić tam, gdzie chciałam być… Dobrze, że mam rower ;)


Zaglądam dziś w podwórka w rejonie ul. Żeromskiego. Bramy, które mijałam setki razy. Bo tu, na tej ulicy, chodziłam do liceum. Ale nigdy w życiu w żadną z tych bram nie zajrzałam. Świat, który istnieje obok ciebie i nic o nim nie wiesz, mijasz go na milimetry dzień po dniu, a on siedzi schowany i czeka na swoje dni. Czasem nie nadchodzą one nigdy.. A czasem przychodzi ten dzień, gdy zbaczasz ze zwykłej trasy. I taki dzień nadszedł właśnie dzisiaj!

Wiele podwórek jest pełnych zieleni - jak łąki gdzieś wśród lasu, pełne ziół i kwitnących kwiatów. Krzewy dzikiego bzu, drzewka owocowe! Na wielu współczesnych osiedlach rzecz nie do pomyślenia. Wszystko wydarli by do ziemi i zalali betonem. Tu jeszcze grają świerszcze - bo mają gdzie się ukryć i zamieszkać. Na jednym z podwórek spod kół roweru zmyka mi bażant!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu jest mniej zieleni, ale jest za to kanapa :) Można się opalać i cały czas trzymać auto za koło albo lusterko.

Obrazek

Kącik uniwersalny - można odpocząć, można zająć się pracą lub sportem ;)

Obrazek

Zakątek biwakowy.

Obrazek

2/3 drzwi

Obrazek

Drzwi dekorowane fragmentami piłek. Ciekawe czy ma to jakieś uzasadnienie praktyczne, czy autorem projektu powodowały jedynie kwestie estetyczno - artystyczne, piłki pełnia funkcje ozdobne i są zobrazowaniem futbolowych zainteresowań i pasji twórcy?

Obrazek

Schody wycinane w nietypowy deseń. Ten, taki jakby roślinki, widzę po raz pierwszy.

Obrazek

A kuku! W jednak bramie obok też ta sama wycinanka!

Obrazek

Nowa moda - każde podwórko trzeba ozdobić przynajmniej dziesiątką śmietników. Bo dopiero tak jest nowocześnie. Zamiast jednego, starego, metalowego kontenera jak dawniej - trzeba było wyprodukować tysiące i miliony koniecznie plastikowych kubłów - bo tak dopiero jest ekologicznie... Na wielu podwórkach, z ciekawości, zaglądam do kubłów - we wszystkich dominują butelki. No cóż… skupy to też melodia przeszłości…

Obrazek

Bluszcze wspinają się na mury, rury, płoty i anteny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy wjeżdżali w tą piaskownice, że ją tak dokładnie ogrodzili?

Obrazek

To lubię! Prawie każde okno jest inne!

Obrazek

Obrazek

Na dwie sekundy przed katastrofą! ;)

Obrazek

Ten gołąb wleciał mi prosto w pysk! Dobrze, że gęba była chronion aparatem! Aż se siadłam na kuper! (a że tam był żużel - nie było to zbyt miękkie lądowanie ;) )

Świat widziany z dachu garażu...

Obrazek

Mały budyneczek, przyklejony do kamienic… Ciekawe o jakim był przeznaczeniu?

Obrazek

Obrazek

Nadgarażowa przybudówka. Gołębnik? Czy po prostu składzik rzeczy wszelakich?

Obrazek

Gapią się na mnie czarne, puste otwory niezamieszkałych okien…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to budynek juz zaraz koło mojej szkoły. Od kiedy pamiętam był opuszczony. Od kiedy pamiętam chciałam do niego wejść - i zawsze był zamknięty na głucho. Miałam nadzieję, że może dziś mam dobrą passę… A gdzie tam - tradycji musiało się stać zadość… ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tyłach budynku stało auto. I ono nie wyglądało na zaparkowane… Ono wyglądało na ukryte! ;)

Obrazek

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 18 mar 2020, o 18:51 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Kolejna część mojej rowerowej wycieczki to rejon ul. Musialika, Alojzjanów. Sprzed 20 lat, pamiętam, że tu była w miarę zwarta zabudowa kamienic. Jakie jest więc moje zdumienie, gdy teraz widzę te tereny! Chyba połowa budynków zniknęła! Rozebrali? Albo zawaliły się same? Kamienice stoją przeważnie pojedynczo, przeplatane sporymi, pustymi placami albo zagajnikami. Teren jest przestronny i zielony… Tu przeważnie nie trzeba wchodzić na podwórko bramą - nieraz wystarczy objechać kamienicę dookoła polnymi lub leśnymi ścieżkami. W wersji rowerowej to całkiem dobre rozwiązanie!

Strasznie mi żal, że nie porobiłam tu zdjęć przed laty… Toż ze szkoły miałam tu rzut beretem! Ciekawe byłoby teraz porównać dokładnie te same miejsca, ale naznaczone upływem czasu…

I teraz pytanie - czy dobrze mi się wydaje, że ta kamienica kiedyś stała przytulona do innych? Bo tak jakoś dziwnie wygląda samotnie… Jakby za wysoka, jakby za chuda, jakby za wąska?

Obrazek

Bo do tej to bank coś przylegało - z obu stron widać ślady po oderwanych fragmentach…

Obrazek

Albo tu… przestrzeń… puste place… Domy urwane jakby w połowie….

Obrazek

Tu chyba też coś stało obok.. Jakby czegoś brakowało? Jak sięgam gdzieś głęboko w zaułki pamięci - to coś mi mówi, że było tu inaczej...

Obrazek

Obrazek

Wszędzie rudość cegły i zieleń. Lubię to połączenie kolorów, takie miłe dla oka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I nowe desenie schodowych wycinanek. Zbiorę je później gdzieś do kupy w osobną relację!

Obrazek

Komórki, szopki, kamerliki, gołębniki, domeczki na kurzej stopce!

Obrazek

W krainie powiewającego prania. Ciuchy nabierają aromatu wiatru i słońca, a i powietrze wokół całe się robi przesycone świeżością!

Obrazek

Obrazek

Ten budynek miał chyba inne funkcje niż mieszkalne?

Obrazek

Obrazek

Okna pełne nieba…

Obrazek

Gdy zaglądam do jednej z opuszczonych kamienic: “Ej, kuliżanko! Jeśli ty za złomem to nie masz tu co iść! Ta kamienica (tu wskazuje paluchem na pustostan) jest już cała wyczyszczona, tu ścisza głos - przez nas. Jest czysto. Szkoda twojego czasu… Tłumaczę mu, że ja szukam starych napisów na ścianach. “A to twoje napisy pewnie są, bo nas napisy nie ciekawią. Zatem nasze zainteresowania się nie pokrywają. I sobie nie idą w paradę. Zatem żegnam kuliżankę i życzę miłego dnia!”. Hmmm. chyba badał czy ja nie konkurencja! ;)

Podwórko schowane za wysokim ceglanym murem…

Obrazek

Albo za murem ceglasto - kamienistym.

Obrazek

A tu mur nakrapiany! Jak muchomor! Dla urody? Czy miało to jakieś funkcje praktyczne?

Obrazek

Brama z obrotowym fotelem.

Obrazek

Kolega Socha coś nie jest lubiany na dzielnicy ;)

Obrazek

A tu rzut oka na “promenadę” - nowy, szeroki chodnik przecinający dzielnice... Nie wiem czy to była tutaj najpotrzebniejsza inwestycja, czy po prostu trzeba było wydać kase? Równolegle przebiega promenada z dawnych lat.. Też szeroka, z asfaltu, ale już nieco liźnięta patyną...

Obrazek

Ale trzeba przyznać, że siłownię to zrobili porządną! Takiej pod gołym niebem to jeszcze w żadnym mieście nie widziałam! Pozostaje mieć nadzieję, że nie skończy na pobliskim złomie...

Obrazek

Ścieżki, podwórka, ulice, wszystko otulone zielenią. Miłe, pyliste zaułki przepełnione grą świerszczy... Jest niesamowicie cicho a w powietrzu unosi się spokój. Czy tu zawsze tak jest? Czy to z racji na wakacje? Albo wtorkowe wczesne popołudnie? A może to ten upał? Dziś dobija pod 40 stopni!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przysiadam sobie na jednym z murków celem zjedzenia drugiego śniadania. Ledwo rzuciłam rower w trawę i wyjęłam produkty - podchodzi do mnie jakiś koleś o wyglądzie i zapachu żulika - i zaczyna coś nawijać po niemiecku. Niemiecki to ja kiedyś miałam w szkole (i nawet się lubiłam go uczyć - w odróżnieniu od zawsze znienawidzonego angielskiego), ale to było ponad 20 lat temu, więc pamiętam ogólnie NIC. Nie wiem czemu koleś wziął mnie za obcokrajowca i to jeszcze zza zachodniej granicy? Czy tam jeżdżą na takich obdrachanych rowerach i żreją pasztety podlaskie na murkach pod krzewami dzikiego bzu? Albo to o te warkocze chodzi? Że tam te kelnerki z Oktoberfest takie mają? (acz one mają też w pakiecie większe cycki i bardziej na wierzchu ;) ) Gdy wyjaśniam gościowi, że ma jak najbardziej do czynienia z tuziemcem, zaczyna on klasyczny wstęp: "Kierowniczko, czy mogę o coś zapytać?" Można się już domyśleć o co biega. Chce na piwo. Mówię mu więc, że sama bym chętnie piwko wypiła, ale niestety mi kasy nie starczyło. Co jest zresztą zgodne z prawdą - ubrałam dziś inne spodnie i zamiast planowanych 50 zł w kieszeni - miałam tylko 10. Starczyło więc tylko na chleb, pasztet, musztardę i dużo wody. Jak się popyla na rowerze przy +40 stopniach - to się chce pić (5 litrów wypiłam za dzień wycieczki). Koleś kiwa głową, patrzy na moje produkty i nagle zaczyna tą głową kręcić z niesmakiem - "ale z tą musztardą to przegięłaś! byłoby na piwo!". Dobry pasztet to można zjeść sam, ale do takiego z puszki? co pies z budą i łańcuchem jest tam zmielony, to moim zdaniem musztarda jest konieczna. Koleś śmieje się z budy i łańcucha, po czym twierdzi, że takową budę (nawet jak z musztardą) to niezdrowo wodą popijać. Wyciąga z siatki piwo - i mi daje. "Masz. Mam dwa. A pod Lidla se pójdę - to jakąś kaskę na kolejne se skołuje. Smacznego i miłej wycieczki". Koleś się oddala, krokiem sugerującym, że dziś już kilka piwek zapodał. Patrzę co trzymam w ręce, już mam otwierać, ale jakoś nieco tracę ochotę.. Karpackie czarne, 9%... To nie będzie ani smaczne ani wskazane dla jazdy rowerem po upale... Coż.. Pakuję piwo do plecaka i jadę dalej. Kilka godzin później zauważam pana w średnim wieku, o sympatycznej gębie, który siedzi na murku w cieniu opuszczonej kamienicy. Podchodzę i pytam "Przepraszam kierowniku, czy mogę o coś zapytać?". Gość wlepia we mnie zdumione oczy. "Bo ja mam piwo na zbyciu. Może by pan miał ochotę?". Odpowiedź jest oczywiście wiadoma. W zamian dostaję pełen pakiet opowieści o okolicy, kto z kim i dlaczego, kogo zadźgali w latach 90 tych, kto wyjechał, a kto wrócił i w które rejony ksiądz po kolędzie nie chodzi z ministrantem, a z ochroniarzem ;)

W świecie różnobarwnych garaży.

Obrazek

Obrazek

Imponujące murale giganty! Chyba malowane na pełnym legalu bo takie staranne...

Obrazek

Obrazek

Huśtawki z dawnych lat.. Jak widać kiedyś stały w cieniu drzew.. Teraz drzewa wymieniono na zestaw śmietników..

Obrazek

Auto dopasowane w klimatach do zabudowy.

Obrazek

To jakaś reguła - że głównie opuszczone są partery kamienic?

Obrazek

Obrazek

A tu wygląda - jakby na dachu wypatroszonej kamienicy siedzieli ludzie przy stolikach. Zrobili kawiarnię na dachu? Jakieś eleganty winko z kieliszków popijają! Że co?

Obrazek

Obrazek

Okazuje się, że pomiędzy kamienice wklinowano nowy hotel! I po prostu perspektywa bywa myląca! ;)

Obrazek

A kawałek dalej już kończy się miasto... pola, łąki, zagajniki... I szutrowa droga wiedzie w dal...

Obrazek

Obrazek

Jadę sobie ścieżynką wśród zarośli, murków i gruzowisk. Mijam dziecko. Na oko 4-5 lat. Zupełnie samo. I jeszcze niesie (a raczej ciągnie za sobą) worek większy jak ono! Widać, że jest mu ciężko, co chwilę przystaje, sapie, ociera pot z czoła. Maleństwo - coś jak mój kabaczek. Sprawa mi nie daje spokoju, zawracam i pytam malucha, że może mu pomogę nieść ten worek. Można przewiesić przez rower i choć kawałek będzie mu lżej. Dzieciak kręci głową, w jego oczach widać strach, stara się trzymać dystans ode mnie przynajmniej 3- 4 metry. W końcu porzuca worek i daje drapaka w krzaki. Na tyle, że znika daleko za jakimś murem. Co za licho! Zaraz mi się przypominają historie o sysunach! Czuję zimny dreszcz na plecach. Ale jednak ciekawość jest silniejsza. Zaglądam do porzuconego worka. Kafle piecowe. Stare, połupane, ładnie rzeźbione kafle. W różnych deseniach i kolorach. Ten worek waży z 20 kg! Nie dałabym za bardzo rady pomóc w niesieniu... Miejsce to opuszczam dosyć szybko ;)

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 24 mar 2020, o 14:18 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Plan jest taki, aby przejechać ulicą Witczaka i pozaglądać w kamienice przy niej stojące. Głównie jest chęć odwiedzenia północnych krańców tej trasy - bo tam nigdy nie byłam. Więc sunę w rejon ulic o wdzięcznych nazwach - Wesoła, Krucza, Tramwajarzy, Kruszcowa, Stawowa. Jakoś bardzo lubię, gdy ulice nie nazywają się od nazwisk. Kult jednostki był dla mnie zawsze czymś niezrozumiałym i odpychającym. I jakie to by było wygodne! Nie byłoby parcia, aby ciągle te nazwy ulic zmieniać. Mogłyby się zmieniać systemy polityczne i ich guru, a Skośna, Wąska, Wyboista, Skowronków czy Gąsienic - mogłyby istnieć latami.

Gdzieś na trasie przystaję i robię zdjęcia ściany budynku. Akurat tak wyszło, że jest tam napis dotyczący pewnej drużyny piłkarskiej. Podchodzi do mnie trzech kolesi w kapturach. “Ej ty, ty chyba nie stąd. Komu kibicujesz?” (pamiętam, że ujęli to nieco inaczej, ale teraz nie potrafię odtworzyć dokładnych słów). Mówię im, że nikomu. Chłopaki nie mogą uwierzyć - chodzi na dwóch nogach, ma głowę i ręce - a nie kibicuje?? Co to więc za dziwo? Tłumaczę im więc, że to chyba takie męskie hobby, że baby to zwykle nie interesuje piłka i to że jacyś kolesie za nią biegają. Chłopaki od razu oponują, że to nie tak, wcale nie tak, że oni mają koleżanki co to i szalik noszą, i “przypier*** w ryj jak trzeba”. Mówię im, że widać różne są baby - są i takie co płeć zmieniają i zapuszczają wąsy, ale to chyba nie jest rzecz godna pochwały i naśladowania ;) Tu chyba trafiłam w jakiś czuły punkt. Od razu sypie się stek wyzwisk, obelg i wszelakich innych wyrazów braku szacunku i zrozumienia dla takowego zjawiska ;) A potem pękają ze śmiechu, że muszą zapytać Andżelikę - kiedy zapuszcza wąsy! Andżelika chyba jest jakaś czołową “kibicką” (czy jak to się mówi) w tym rejonie. Na tym etapie, mimo początkowych napięć, rozmowa staje się już taka bardzo miła i koleżeńska. Dopytują co mnie sprowadza w te strony - raczej nie do końca typowe na wycieczkowej mapie Polski. Mówię, że wspomnienia. Tu nieopodal chodziłam do szkoły, nieraz się tu łaziło, piwo po zaułkach piło, a to nawet w piosence było “bo człek wraca tam gdzie pił”. Nikt z ekipy nie zna tej piosenki.. Cóż.. Kaczmarski chyba nie jest zbyt modny w klimatach kibicowskich. Ale fraza z piosenki chłopaków zainteresowała - no bo taka bliska sercu. Jak ktoś nie kojarzy piosenki to link: https://www.youtube.com/watch?v=qaINls5Ondo
Chłopaki domagają się, żebym im znalazła w necie i puściła na telefonie tą piosenkę. Wyciągam więc im pokazać mój 10 letni telefon, któremu jest równie po drodze z internetem jak mnie z drużynami piłkarskimi ;) Chłopaki się trochu ze mnie podśmichują, że “oj tam widzę, że u was na Mechtalu to cieniutko.. A my myśleli, że tu u nas bida!” Trochę ich to chyba dowartościowało, bo zaraz wyciągają swoje smartfony i dość długo, szczerząc zęby, puszczają nimi (tzn. telefonami nie zębami) świetlne zajączki po ścianie kamienicy. No i szukają piosenki. Na pewno nie cała (twierdzą, że sporo tekstu jest przynudne) ale są fragmenty, które ich zachwyciły! Np. “człowiek z pawiem na kolanie dowie się, że żyje”. Od razu wszyscy naraz zakrzykneli - “Kamil! To o Kamilu”. I wyją ze śmiechu pół godziny. I obiecują, że na każdej domówce, gdzie uczestniczy Kamil - będą tą piosenkę puszczać. Od razu umieszczają ją Kamilowi na tablicy na fejsbuku oraz wysyłają do przynajmniej 20 kumpli. No cóż.. Myślę, że Andżelika i Kamil by mnie nie polubili. I mam nadzieję, że nigdy ich nie spotkam. Nawet celowo, na potrzeby relacji, zmieniłam im imiona ;)
Aha! Żegnamy się w miłych nastrojach i rowerkiem odjeżdżam w świat. I uświadamiam sobie - że nie dowiedziałam się komu ekipa kibicowała. Mogę się domyślać, ale wprost jakoś to nie padło… Szalików nie mieli - przy +40 stopniach to chyba nawet tacy ultrasi ich nie noszą ;)

Szyb Witczak można obejrzeć jedynie zza płotu.

Obrazek

Za wieloma budynkami wala się dużo mebli. Całkiem porządne meble! Wygląda jakby je ktoś z okien powyrzucał?

Obrazek

Obrazek

Garaże raczej już nieużywane - przynajmniej w tym sezonie..

Obrazek

Obrazek

Dwie ceglane kamieniczki. Ta opuszczona z jakiejś takiej nietypowej żółtej cegły?

Obrazek

Chyba kiedyś tu był sklepik!

Obrazek

Jak widać okna się “kupią”w jednym miejscu - i wolą przebywać w stadzie ;)

Obrazek

Jakiś antymeloman tu działał ;)

Obrazek

I znów ażurowe schody…

Obrazek

Obrazek

A tu zapomnieli powycinać?

Obrazek

Jak widać komuś bardzo zależało na utrudnieniu przechodzenia górą, przez mur…

Obrazek

Zaułek gdzie zatrzymał się czas… Może jedynie to okno trochę burzy kompozycję, bo takie za plastikowe? ;)

Obrazek

Drzwi, które otworzył mi wiatr… Chyba wiatr… Dwukrotnie.. Więcej tego dnia wiatru nie widziano... ;) Musiał mieszkać wyłącznie w tej bramie…

Obrazek

Tu podobna brama - ale bez zasiedlającego ją wiatru. I z innym schodowym deseniem otworków.

Obrazek

Kamieniczki zjadane przez zieleń… To chyba zemsta za to, co się robi z roślinami na osiedlach… Biorą odwet!

Obrazek

Obrazek

Takie chodniki lubię! :)

Obrazek

Obrazek

Jedna ze spokojniejszych bytomskich uliczek. Jedno z tych miejsc, gdzie wydaje się, że zabiegany i wyjący hałasem świat tak naprawdę nie istnieje… Że był tylko jakąś ułudą i przebiciem z piekła.. No bo przecież wszystko, co jest wokół, wypełnia tylko cisza, z rzadka przerywana brzękiem jakiejś zagubionej pszczoły!

Obrazek

Te pszczoły to jednak nie były zagubione… One dobrze wiedziały co chcą w życiu. One leciały do malw. Ja niby pszczołą nie jestem, ale malwy też mnie ciągną jak magnes! O ile świat byłby piękniejszy, gdyby każdą tuję można zmienić w malwę! Albo przynajmniej co drugą ;) (a każdego psa w kota! :P

Obrazek

Obrazek

Widzimy różne losy dwóch balkoników… A zaczynały pewnie podobnie….

Obrazek

Praca wre…

Obrazek

Ileż różnych wejść do tajemnych schowków!

Obrazek

Nagarażowy gołębnik.. Gołębi już chyba nie ma, ale jest za to bilbord.… Smutny znak czasu...

Obrazek

Jakoś partery najczęściej są opuszczone..

Obrazek

Obrazek

Na sprzedaż...

Obrazek

Tu jakiś blaszany książe po czerwonych dywanach wyjeżdża! ;)

Obrazek

Kamieniczka urwana w połowie… W ogóle dużo pustki tu przy Witczaka… Chyba w ciągu ostatnich 20 lat to połowa kamienic zniknęła…

Obrazek

Te jeszcze stoją - ale jak długo im się to uda?

Obrazek

Obrazek

Brodząc w trawach po pas..

Obrazek

A tu maleńka kamieniczka! Jak dla krasnoludków. Wciśnięta pomiędzy duże i mruga żółtymi okienkami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Brukowane podwóreczko z gatunku cienistych. I tylko szum liści… Nie! Nie tylko… Ktoś jeszcze gra na trąbce.. Albo na rogu? Nie zidentyfikowałam.. Czy z któregoś z mieszkań? Czy gdzieś zza murku? Miałam kiedyś sen.. Że szłam za głosem trąbki i wleciałam go kanału.. Nie idę więc szukać źródła melodii.. Tu też słychać! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oj Roger… Coś ty odpierdzielił??? ;) Dla wielu to tylko gryzmoł i objaw wandalizmu… A być może czai za tym historia godna opisania? ;) Tylko jej nie znamy?

Obrazek

A tu podwórko inne niż wszystkie. Mała kamieniczka przylepiona do dużej. Kominy jak kiełki na wiosnę pną się ku słońcu… Czy to tylko po to, aby nie dymić tym dwóm samotnym okienkom, zabłąkanym na bezkresnej, równej ścianie? A w ślady kominów już suną brzózki! Jeszcze parę lat i dorównają im wzrostem!

Obrazek

Czy tylko mi wiruje w oczach? A poziom czy perspektywa przestają mieć znaczenie i okazują się być kwestiami całkowicie umownymi i wymyślonymi..

Obrazek

I teraz pytanie - to zielone.. Ono celowo tak wisi? Czy kiedyś było jakoś podparte?

Obrazek

Jedno podwórko, a tyle pytań, tyle wątpliwości, tyle spostrzeżeń, tyle miejsc “za które można się zaczepić wyobraźnią..” :)

W krainie, gdzie jeszcze każdy balkon może być inny. Gdzie jeszcze nie wtłoczono ludzi w szablony, jednocześnie przekonując ich, że to jedyna właściwa droga i oczywiście wszystko dla ich dobra…

Obrazek

Amatorzy zabaw w piasku już dawno wyrośli…

Obrazek

I teraz inaczej spędzają czas…

Obrazek

A tu akurat nieco inny rejon - bo koło parku. Tu linia opuszczenia kamienicy przebiega pionowo... Fryzjer się nie wyłamał!

Obrazek

Prześladuje mnie dziś facet w białej czapce. Nie wiem kim jest, ale ciągle wychodzi mi naprzeciw. Gość raczej starszy, nieco przygarbiony, lekko kulejący. W białej czapce z daszkiem, a na niej jakimś czarnym orłem, gryfem, coś w tym rodzaju. Gdy mijam go w pierwszej bramie - nie robi na mnie wrażenia. Ot jakiś dziadek sobie kuśtyka. Gdy mijam go drugi raz, w innej bramie nieopodal - to pomyślałam - “ten to kurde łazi w kółko”. Gdy wpadam na niego trzeci raz - robi mi się dziwnie. No bo przypadek - ale poniekąd dziwny. Po raz kolejny spotykam go znów, ale w rejonie miasta dosyć oddalonym. Ja mam rower. A on znowu wychodzi mi z podwórka naprzeciw. I tym razem jakoś dziwnie przenikliwie patrzy mi w oczy. Siadam na rower i w trybie przyspieszonym oddalam się - uznając zwiedzanie tego rejonu na dziś za zakończone. I tak już miałam stamtąd odjeżdżać. Jakąś godzinę później rozważałam czy jeszcze nie pozapuszczać się w podwórka na ul. Brzezińskiej. Stoję tak z tym rowerem u wlotu ulicy, patrzę na ten rozprażony beton walący dosyć mocno pod górę. I jakoś mi się nie chce. Dużo już kilometrów dziś natrzaskałam, nogi trochę bolą, a do domu jeszcze mam te z 7-8 km. Coś mnie odpychało od tej ulicy. No ale skoro już tu jestem? Tak blisko? Szlag wie kiedy znów akurat mnie tu rzuci. Przemogłam się. Wjeżdżam w pierwsze podwórko. I kto siedzi tam na ławce????? Ten dziadek.. Ten sam… W tej samej białej czapeczce. Nie uśmiechnął się na mój widok. Wbił tylko oczy i siedział jak słup soli. Jak myślicie? Zwiedziłam podwórka Brzezińskiej?? ;))

I był to chyba jeden z szybszych moich powrotów do domu. Gdy zziajana wlazłam do klatki schodowej, już w Miechowicach - zrobiło mi się słabo. Przede mną szedł koleś w białej czapeczce! Gdy usłyszał kroki na schodach - to się odwrócił. Ufffff… To był tylko sąsiad! ;)



cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 26 mar 2020, o 14:38 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Istnieją dwa główne rodzaje podwórek. Te na wpół opuszczone, pełne chaszcza i objęte mniej lub bardziej malowniczą rozpierduszką. Oraz te wyremontowane na błysk, wymalowane, cuchnące świeżą farbą, wydarte do ziemi z roślinności i zalane betonem według najnowszych standardów. Ja odnalazłam również te trzecie. Jakoś najbardziej wpadły mi w oko i ujęły za serce. Podwóreczka zagospodarowane, zaopiekowane z inicjatywy oddolnej. Gdzie niekoniecznie została włożona zaraz wielka kasa, ale widać pomysł i poświęcony czas. Gdzie liczy się głównie chęć okolicznych mieszkańców. Bo podwórka, zarówno te zruinowane jak i te odnowione, są cholernie powtarzalne. Widać zarówno popadanie w chaos jak i uleganie generalnym remontom piszę się przez kalkę, raczej bez specjalnego indywidualizmu...

A każde z tych czterech napotkanych - było inne i zapadające w pamięć. Każde było sobą i opowiadało jakąś historię o swoich gospodarzach.

Na Brzezińskiej, to w ogóle ktoś zaszalał! Przykład co można zrobić ze starego muru. Część bluszczu jest prawdziwa - a część namalowana. Dodano również okienka, okienniczki, balkoniki, latarenki - a nawet rower! Wokół pełno zarośli, krzewów, pnączy. Są ławeczki i chyba nawet mała fontanna! Jak mini ogród botaniczny w środku miasta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy opuszczonej kamienicy na Siemianowickiej - wypielęgnowany ogródek. Drzewka, trawa, tuje, pnącza wspinające się na stare mury. I trzciny w kępach. Specjalnie tu przywiezione. Pomalowane opony, dużo kolorowych kwiatków. Widać, że ktoś to miejsce lubi.

Obrazek

Obok garaże i kilku panów coś tam majsterkuje. Tata do nich macha i chwali ogródek. Panowie puchną z dumy. Mam wrażenie, że ten ogródek to ich oczko w głowie. No i godzina nie nasza! :) Oj gaduły straszne! Ale rozmawia się tak miło! Kilka opowieści zapada mi szczególnie w pamięć. “Te pnącza to chmiele. Wiecie kto je tu posiał? Żule! Skręcają w bramę, sikają pod ścianą. A wcześniej pochlali piwa. W ich żyłach i moczu płynie więc prawie sama zupa chmielowa! Jak sikają to sieją! I chmiele rosną na potęgę! Co roku jest ich więcej!” ;)

Albo kolejna opowieść: “Z dwa lata temu to było. Młode małżeństwo jedzie autem. Zatrzymali się przed przejazdem kolejowym w Bańgowie. Szlabany opadły, pociąg nie jedzie. A babce chce się strasznie siku. Nie wytrzyma do domu. Już wieczór, ciemno, idzie w krzaki. I nagle jej mąż słyszy - “Auuuuu, ratunku!” A tam nastąpił atak. 17 ran kłutych! Gość biegnie: “Ania! Żyjesz? Co z tobą?” A Ania słabym głosem postękując “K… siadłam na jeżu!”

To też gdzieś w tym rejonie. Nie pamietam jaka ulica. Też zielono, wysoki mur porasta bluszcz. Ławeczki, stolik, grill. Wszystko pod czujnym okiem krasnoludka!

Obrazek

Na Korfantego brama pomalowana przez czas w moro prowadzi w podwórko. Nic nie podejrzewając włazimy…

Obrazek

A tam ogród! Mimo braku dostępu do ziemi (całościowo betonowe podłoże) udało się sprowadzić tu zieleń - drzewka i kwiaty siedzą w donicach. Zaułek z huśtawką, basenikiem, klombami, szafkami, kolorowymi ozdobami i obrazkami na ścianach! Jakoś od razu tak wesoło i przyjaźnie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet stare zabawki odnalazły tu bezpieczną przystań!

Obrazek

Tak mało trzeba, aby podwórko wśród na wpół opuszczonych kamienic stało się takie przytulne. A może właśnie tak dużo?? Bo trzeba chcieć - a to jest chyba najtrudniejsze!

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 26 mar 2020, o 17:14 
Offline

Dołączył(a): 8 lut 2010, o 08:29
Posty: 348
Lokalizacja: Katowice
Imię: Piotr
Ja mam jakieś "blade" wspomnienia z tego rejonu. Lato roku 1945. Mama zachorowała a Tata jeszcze był "u Andersa" gdzieś w Szkocji,więc nasza czwórka trafiła pod opieką rodziny. Ja przypadłem cioci mieszkającej od przedwojny w Bytomiu na ul. Królowej Jadwigi w prawie nowych blokach. Ciocia pracowała przed wojną w "kripelhajmie". A tuż po wojnie był tam szpital dla ruskich wojoków. Ciocia była chyba jakimś zaopatrzeniowcem,bo większość "obrazkowych wspomnień" dotyczy ogromnej ciężarówki z szoferką bez drzwi i Iwana w mundurze i furażerce który był szoferem. Ale pamiętam też,że później,czasem też bywałem u cioci. I wtedy z sąsiednimi synkami,chodziliśmy na pobliskie tory wąskotorówki zbierać ołowiane płyty z akumulatorów. Oni mieli sporo form i odlewali różne "blajojoki",czyli ołowiane żołnierzyki.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 27 mar 2020, o 15:21 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2888
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Fajnie by bylo moc migawki z tamtych lat i twoich wspomnien zobaczyc choc na zdjeciach!

Cytuj:
w Bytomiu na ul. Królowej Jadwigi w prawie nowych blokach


Ciekawe ktore to.. Czy jeszcze stoja?

Cytuj:
Ciocia była chyba jakimś zaopatrzeniowcem,bo większość "obrazkowych wspomnień" dotyczy ogromnej ciężarówki z szoferką bez drzwi i Iwana w mundurze i furażerce który był szoferem


Rozumiem, ze jezdziliscie razem gdzies tą ciezarowką? Z ciocia i Iwanem?

Cytuj:
I wtedy z sąsiednimi synkami,chodziliśmy na pobliskie tory wąskotorówki zbierać ołowiane płyty z akumulatorów. Oni mieli sporo form i odlewali różne "blajojoki",czyli ołowiane żołnierzyki.


Ta linia kolejki przebiegala gdzies kolo tej ulicy Krolowej Jadwigi? Kurcze, wtedy tych kolejek to musialo byc w Bytomiu kupa!

A skad akurat na torach braly sie płyty z akumulatorow?

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 91 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.171s | 17 Queries | GZIP : Off ]