Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 28 paź 2017, o 20:20 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 22:58
Posty: 3556
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Jesień umyka nam spod stóp. A tu ani chwili wolnej. Wciąż praca i praca albo deszcz i deszcz. Obiecywałam sobie jesienny wypad w góry, tydzień zupełnej wolności, ciszy i samotności wśród żółci i czerwieni liści. Z tego tygodnia udało mi się cudem ocalić trzy dni. Były to bardzo intensywne i maksymalnie wykorzystane trzy dni.
Skoro nie mogłam pojechać na dłużej, to przynajmniej ta wolność i cisza powinny być nienaruszalne. Czy może być wolność i cisza w schronisku? Oczywiście, że nie. Świadczył o tym mój wyjazd wrześniowy. Nie dość, że padało, to i schronisko w Roztoce było przepełnione.
Doszłam więc do wniosku, że lepiej zanocować w miarę blisko na kwaterze, wstać o świcie i dotrzeć na szlak zanim pojawią się tam tłumy. Własny pokój to luksus nad luksusami. Kiedy chcesz, kładziesz się spać, dzięki temu wstajesz wcześnie rano. Nikt nie ma ci za złe, że szeleścisz plecakiem. Nie musisz czekać w kolejce do czajnika, aby zrobić sobie kawę.
Zanocowałam w Toporowej Cyrhli, w bardzo miłym pokoiku z widokiem na Giewont.

Załącznik:
IMG_2283.JPG
IMG_2283.JPG [ 117.32 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Długo się nim nie rozkoszowałam. Wychodziłam o świcie, wracałam o zmroku.
Pierwszy dzień z reguły jest dniem straconym. Kiedy przyjeżdża się do Zakopanego o 12,00, to już cudów się nie zdziała, zwłaszcza jesienią. Dzień jest zbyt krótki. Jednak nie do końca jest to prawdą, tak jak i teoria, że dzień wyjazdu, to dzień całkowicie zmarnowany. Udało mi się tego dowieść.

Po przyjeździe do Cyrhli błyskawicznie zlokalizowałam nocleg, przepakowałam się do małego plecaka i … w drogę z powrotem na przystanek. Zabrałam z domu kawę w termosie i kanapki, więc nie traciłam czasu na żadne przygotowania. Dojechałam do Wierchu Porońca i wyruszyłam trasą na Gęsią Szyję przez Rusinową Polanę. Tyle miałam w planach, ale życie pokazało, że można daleko więcej. Dzień był cudny. Niebo niebieskie i bez chmur, przyjemne słoneczko, widoki wspaniałe chociaż nad górami mgiełka. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze nigdy nie byłam na Rusinowej Polanie. Pewno dlatego, że łatwo dostępna i popularna, a co za tym idzie zatłoczona. Na trasie ruch był niewielki. Błogosławiłam jesień, która dokonuje odsiewu. Ilość ludzi przechodzi w jakość.
Na Rusinowej Polanie widoki wspaniałe.

Załącznik:
IMG_2296.JPG
IMG_2296.JPG [ 121.59 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2299.JPG
IMG_2299.JPG [ 123.04 KiB | Przeglądane 227 razy ]




Załącznik:
IMG_2303.JPG
IMG_2303.JPG [ 123.57 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Obok mnie jakaś szkolna wycieczka. Przewodnik opowiada o okolicznych szczytach i przestrzega przed dokarmianiem niedźwiedzi. Nie skręciłam do kaplicy na Wiktorówkach. Bałam się, że widoczność się popsuje. Do kaplicy mogę dotrzeć wieczorem. Zamierzałam wracać tą samą drogą.

Załącznik:
IMG_2312.JPG
IMG_2312.JPG [ 115.51 KiB | Przeglądane 227 razy ]


A oto i Gęsia Szyja.

Załącznik:
IMG_2314.JPG
IMG_2314.JPG [ 126.64 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Tutaj doszłam do wniosku, że dzień jeszcze młody i powinnam zdążyć przejść trasę przez Równię Waksmundzką i Psią Trawkę na nocleg do Cyrhli.
Od Gęsiej Szyi szłam przez co najmniej godzinę zupełnie sama.

Załącznik:
IMG_2332.JPG
IMG_2332.JPG [ 123.61 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2339.JPG
IMG_2339.JPG [ 125.6 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2342.JPG
IMG_2342.JPG [ 120.23 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2345.JPG
IMG_2345.JPG [ 122.27 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Dopiero na skrzyżowaniu szlaków dołączył do mnie facet idący z Hali Gąsienicowej. Po drodze gadu-gadu i dzięki temu następnego dnia wyruszyłam na Szpiglasowy Wierch pełna wiedzy tajemnej o Dolince za Mnichem i Wrotach Chałubińskiego, którą to wiedzą dzieliłam się z napotkaną młodzieżą.
Gościu rozglądał się naokoło twierdząc, że o tej porze roku lubią chadzać po chaszczach miśki. A ja myślałam, że najedzone suto miśki układają się właśnie do snu zimowego. Zastanawiałam się skąd pochodzi mój rozmówca. Widać, że dużo po górach chadza, ale spotykałam i takich, którzy ze Szczecina pędzili na weekend w Tatry. Akcent nic mi nie sugerował, ale czasem wystarczy jedno słowo… Kiedy usłyszałam zdanie: „no i ujechałam na tym piargu” to już wiedziałam, że kolega jest ziomalem ze Śląska :D To tak jak z poznanym na GSB Mateuszem. Jego zdradziło słowo „kwiotek’ :)
O zmroku byłam już w Cyrhli. Zachód słońca nad Tatrami

Załącznik:
IMG_2358.JPG
IMG_2358.JPG [ 105.38 KiB | Przeglądane 227 razy ]


i o 20,00 do łóżeczka. Trzeba odespać poprzedni tydzień. Budzik nastawiłam na 6,15. Pierwszy bus miał przyjechać ok. 7,20, taki bezrozkładowy, o ile uzbiera się grupa. Chyba się uzbierała, gdyż bus nawet się nie zatrzymał na przystanku. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło… Zabrałam z domu za mało chleba. Nie wystarczy do niedzieli. Podzieliłam go na pięć posiłków. Wyszło po trzy kawałki. Niedobrze – jest dużo do chleba, a nie ma chleba. A tu naprzeciwko przystanku sklep spożywczy. Nie zauważyłam go poprzedniego dnia. Stanowi jedną całość z restauracją „Siedem kotów”, więc traktowałam go jako część restauracji.

Chleb mam. Busa brak. Wraz ze mną czeka para młodych ludzi. Pod restaurację podjeżdża jakiś gość samochodem terenowym. Gościu pokaźnych gabarytów i ogromnie pewny siebie. Pyta gdzie jedziemy. Czyżby miał zamiar zostawić tutaj swój super samochód i do Palenicy jechać busem? „Piętnaście na osobę i jedziemy” – rzuca. Z Zakopanego do Palenicy bilet kosztuje 10 zł. Z Zakopanego do Cyrhli 3 zł, czyli przejazd stąd powinien kosztować 7 zł. Aż tak naiwni ani zdesperowani nie jesteśmy. Facet jeszcze rzuca z grymasem: „no to czekajcie i tak nic nie pojedzie”, ale sprawdzałam już rozkład jazdy i wiem, że zostało nam 30 min czekania. Szkoda tego czasu, ponieważ planuję długą trasę no i… nie cierpię czekania…

Pod restaurację podjeżdża jakaś osobówka. Pakuje się do niej czterech ludzi z plecakami. Może znajdzie się miejsce i dla mnie? Znajdzie się. Tyle, że jadą do Łysej Polany. Przez chwilę kombinuję czy by się z nimi nie wybrać do Doliny Białej Wody. Marzyła mi się… Tylko, że dzień krótki, a trasa słabo uczęszczana. Nie chciałabym sama wędrować po zmroku, a busy jeżdżą ponoć tylko do 19,00. Jak mi ostatni ucieknie, to na piechotę nie dam rady wrócić.

Z Łysej Polany zasuwam szosą do Palenicy. Niedaleko. W Palenicy pełno samochodów, ale to trasa do Morskiego Oka. Tu zawsze jest ruch. Tym razem tłoku nie ma. Wszyscy się rozpierzchli po drodze. Za mną jakaś panienka narzeka, że daleko i utrudzona wielce… Utrudzona idąc po asfalcie? Utrudzona to ja będę na Szpiglasie.

Pogoda już nie ta. Zawsze tak jest – najlepsza pogoda pierwszego dnia, a potem coraz gorzej. Zapowiadali przelotne opady. Właśnie przelatują. Trzeba wkładać pelerynę.
Nad Morskim Okiem panna młoda w białej sukni i wianku z wrzosów. Romantycznie… Do tego górskie buty, kurtka i plecak  Pan młody w granatowym garniturze i z muchą, do tego plecak, a na nim pokrowiec z garnituru. A mnie wszyscy znajomi mówią, że ja tu w górach ekstrawagancje odstawiam, chodzę gdzieś po graniach z ciężkim plecakiem. Ale w sukni ślubnej po górach nie chadzam :)
Zimno tu jakoś. Para młoda pozuje błyskawicznie do zdjęć i zaraz wkładają kurtki.

Załącznik:
IMG_2389.JPG
IMG_2389.JPG [ 113.08 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Nagle zaczyna konkretnie lać. Schodzi mgła zakrywająca całe jezioro i góry. Nawet jej nie sfotografowałam. Brałam udział w wyścigu do wnętrza schroniska. Wnętrze nie za duże, a nad Morskim Okiem ludzi pełno. W dodatku pełno rodzin z dziećmi. Wózki tarasują przejście, dzieci płaczą… Zjadam na stojąco porcję placków i desperacko wyciskam się na zewnątrz. Trudno – pójdę w deszczu i mgle, ale dłużej tu nie wytrzymam. Hałas taki, że nie słyszę własnych myśli. O dziwo przestało padać. Skręcam na żółty szlak na Szpiglasową Przełęcz. Na razie jestem na szlaku sama. Potem pojawiają się od czasu do czasu ludzie, ale w sympatycznych ilościach i bardzo fajnym „gatunku”. Tu już nie idą przypadkowe tłumy, ale ci którzy wiedzą dokąd zdążają.
Jesień. Co prawda w Tatrach przeważają drzewa iglaste, ale tutaj kolory też są. Złocą się liście i trawy, czerwienią paprocie.

Załącznik:
IMG_2398.JPG
IMG_2398.JPG [ 115.46 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Pode mną Morskie Oko oraz droga do Czarnego Stawu pod Rysami.

Załącznik:
IMG_2406.JPG
IMG_2406.JPG [ 125.27 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2426.JPG
IMG_2426.JPG [ 112.7 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2430.JPG
IMG_2430.JPG [ 117.64 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Znowu w tym roku nie zdążyłam wejść na Rysy. Najpierw zalegał śnieg, w lecie zalegały tłumy ludzi, we wrześniu padało, a teraz górne partie gór przyprószone śniegiem. Zbyt ryzykownie.
Za mną dwóch młodych chłopaków głośno zastanawia się czy za Doliną za Mnichem są Wrota Mickiewicza czy Chałubińskiego.

Załącznik:
IMG_2438.JPG
IMG_2438.JPG [ 111.14 KiB | Przeglądane 227 razy ]


„Chałubińskiego” – dopowiadam. Wczoraj o tej trasie opowiadał mi facet, który szedł ze mną z Psiej Trawki do Cyrhli. Podobno zejście z tych wrót jest fatalne – stromo i po piargu. Zastanawiam się czy to tutaj krzyżują się oba szlaki.

Załącznik:
IMG_2431.JPG
IMG_2431.JPG [ 120.98 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Wg mapy tak, ale drogowskazu brak. Chłopaki znajdują go między kamieniami. Jakoś odpadł.

Załącznik:
IMG_2433.JPG
IMG_2433.JPG [ 122.26 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Załącznik:
IMG_2442.JPG
IMG_2442.JPG [ 116.07 KiB | Przeglądane 227 razy ]


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 28 paź 2017, o 20:49 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 22:58
Posty: 3556
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Dwa w jednym, czyli Morskie Oko i zawieszony nad nim Czarny Staw.

Załącznik:
IMG_2456.JPG
IMG_2456.JPG [ 127.75 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Załącznik:
IMG_2445.JPG
IMG_2445.JPG [ 121.01 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Załącznik:
IMG_2460.JPG
IMG_2460.JPG [ 119.71 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Załącznik:
IMG_2461.JPG
IMG_2461.JPG [ 126.74 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Jakoś słabnę. Dawno skończyła mi się gorąca kawa. Nie mam ani coli ani batoników, aby podreperować siły. Zapomniałam ich zabrać. W dodatku zimno i wieje silny wiatr. Wszyscy mnie wyprzedzają. Znowu zostaję w pustce. Zagryzam serek pleśniowy. W końcu to sam tłuszcz, więc powinien być energetyczny. Jakoś zbieram się w sobie i ruszam. Oj, przydałaby się gorąca herbata i czekolada…
Zakładam czapkę i ciepłe rękawiczki. Przede mną kamienna pustka. Już niedaleko do przełęczy. Trzeba jednak uważać. Mocno wieje i łatwo wypaść ze ścieżki. Na razie wieje „dostokowo”.
Na przełęczy widok na Dolinę Pięciu Stawów. Dokładniej rzecz ujmując widać z różnych miejsc po trzy stawy. Najlepiej widać Wielki Staw i Czarny Staw. Po lewej stronie na półeczce pod Świnicą i Zawratem – Zadni Staw. Po prawej – Mały Staw i Przedni Staw ze schroniskiem.

Załącznik:
IMG_2466.JPG
IMG_2466.JPG [ 127.71 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Załącznik:
IMG_2481.JPG
IMG_2481.JPG [ 117.22 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Załącznik:
IMG_2473.JPG
IMG_2473.JPG [ 117.91 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Spoglądam na łańcuchy biegnące z Doliny Pięciu Stawów. O tej porze roku bez raków nie ma sensu schodzić na tę stronę.
Do Szpiglasowego Wierchu tylko 15 minut.

Załącznik:
IMG_2472.JPG
IMG_2472.JPG [ 118.24 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Żal nie wejść. Z drugiej strony strasznie wieje. Czy uda mi się utrzymać na grani? Widać, że na szczyt mało kto się dziś wybiera. Coś w tym chyba jest… Może znają aktualną prognozę pogody? Szczyt kusi. Być tak blisko i wycofać się… Na ścieżce zalega stary śnieg. Trzeba uważać. Już raz zlekceważyłam suche liście, które pod spodem okazały się mokre i wpadłam pod wodospad w Sopotni. Ciężko było wydostać się na powierzchnię. Głęboko było. A tu – wóz albo przewóz. W razie czego – nagły zjazd do dolinki. Próbuję się wdrapać, ale bardzo ryzykownie. Wejść może wejdę, ale czy zejdę? Raczej nie. Wycofuję się i dostrzegam, że poszłam poza szlakiem. Znajduję szlak.

Załącznik:
IMG_2477.JPG
IMG_2477.JPG [ 116.89 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Z góry schodzą chłopaki, z którymi gawędziłam o Wrotach Chałubińskiego. Chyba pobłądzili, ponieważ schodzą daleko ode mnie jakąś karkołomną ścieżką.

Załącznik:
IMG_2475.JPG
IMG_2475.JPG [ 113.86 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Wreszcie widok na Staw Ciemnosmreczyński po słowackiej stronie.

Załącznik:
IMG_2479.JPG
IMG_2479.JPG [ 122.09 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Na Szpiglasowym Wierchu nie ma żywego ducha. Ciągle się waham czy się nie wycofać. Już tak blisko… Tylko wiatr targa mną na wszystkie strony. Czy się utrzymam na skale? Ściągam rękawiczki, aby mieć pewniejszy chwyt na skale. Ręce zaraz czerwienieją od zimna i wiatru. Podciągam się coraz wyżej myśląc tylko o jednym – czy dam radę zejść. Nie chciałabym, aby pokazano w telewizji jak sprowadza mnie TOPR. Na szczycie robię niewiele zdjęć. Trudno utrzymać aparat. Przede mną hen w oddali Przedni Staw, schronisko, tysiące wspomnień, wędrówek, smak szarlotki…
Nie sztuka wejść, sztuka zejść. Wiedzą o tym doświadczeni himalaiści. Ja również to wiem. Spoglądam w dół i … nie jest dobrze... Jakoś lepiej do wyglądało na Rysach, chociaż tam był do zejścia po skale niezły kawałek, a tu o wiele mniej. Może to dlatego, że obok mnie żywego ducha. Szlak zupełnie opustoszał.

Załącznik:
IMG_2482.JPG
IMG_2482.JPG [ 120.71 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Kombinuję gdzie postawić nogę. Na gładkiej płycie nie. But może zjechać. Szkoda, że nie ma łańcucha ani klamry. Na nich chwyt jest pewniejszy. Trzymanie się występu skalnego to żadna asekuracja. Wiatr mną szarpie, ręce drętwieją z zimna.

I nagle staje się rzecz bardzo dziwna. Spomiędzy skał bardzo delikatnie wypływa muzyka. Skąd tutaj muzyka? To niemożliwe… A jednak słyszę wyraźnie solówkę Arjena Lukassena z utworu "The Moment". Co więcej – jakiś głos podpowiada mi którą wybrać drogę, gdzie stawiać stopy, gdzie zaczepiać dłonie… Jakiś głos pełen ciepła i troski, taki głos który daje niespodziewaną siłę. A kiedy udaje mi się zejść na bezpieczną ścieżkę nagle słyszę cały utwór od początku do końca:
https://www.youtube.com/watch?v=89l7NGvA3qQ
w wersji instrumentalnej, bez słów. Nigdy wcześniej takiej wersji nie słyszałam. Pode mną Dolina Pięciu Stawów, wokół pustka – ani żywej duszy. Wiatr targa moim słabym jestestwem, a muzyka płynie tak realnie jakby te wszystkie instrumenty grały obok mnie.

Załącznik:
IMG_2485_.JPG
IMG_2485_.JPG [ 206.48 KiB | Przeglądane 225 razy ]


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 paź 2017, o 18:06 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 22:58
Posty: 3556
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Przez większość powrotnej drogi nie napotkałam już nikogo. Tylko kilka postaci schodziło z Wrót Chałubińskiego.

Załącznik:
IMG_2447.JPG
IMG_2447.JPG [ 116.32 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Na rozdrożu stała grupka młodych Węgrów. Jeszcze tylko starszy mężczyzna pykający fajeczkę w zacisznym miejscu między kosodrzewiną. Wymieniliśmy parę słów.

Załącznik:
IMG_2506.JPG
IMG_2506.JPG [ 112.64 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Potem już szybkie zejście do Morskiego Oka i do Palenicy Białczańskiej.

Ostatni dzień również postanowiłam wykorzystać na maksa. Wstałam o świcie i podjechałam do Kuźnic. Wykombinowałam, że do czasu przyjazdu mojego powrotnego autobusu, czy do 14,00 powinnam zdążyć dojść na Halę Kondratową.

Przeszłam u podnóża Nosala. Przez chwilę zastanawiałam się czy na niego nie wejść, ale zabrakło mi sił i motywacji.

Załącznik:
IMG_2524.JPG
IMG_2524.JPG [ 127.06 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Kalatówki nie rzuciły mnie na kolana. Zastanawiałam się kiedyś czy nie przyjechać tu na krokusy. Teraz wiem, że nie.

Załącznik:
IMG_2539.JPG
IMG_2539.JPG [ 121.38 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Za to spodobała mi się Hala Kondratowa, zacisznie położona między górami.

Załącznik:
IMG_2544.JPG
IMG_2544.JPG [ 114.8 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Może kiedyś tu zanocuję. Z żalem spoglądałam na ścieżkę wiodącą na Giewont.

Załącznik:
IMG_2546.JPG
IMG_2546.JPG [ 122.49 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Ponad 2 godziny drogi… Tyle czasu już nie miałam. Zresztą nagle zaczęło już lać i schodziłam w tym deszczu do samych Kuźnic.
Jeszcze tylko pożegnanie na stacji PKP z Giewontem. To była chwila. Potem góry zakrył tuman mgły.

Załącznik:
IMG_2553.JPG
IMG_2553.JPG [ 120.19 KiB | Przeglądane 201 razy ]


Koniec wędrówki, koniec wszystkich wędrówek w tym roku. Czy jeszcze kiedykolwiek tu wrócę? Jak dotrwać do tego momentu? Te wszystkie myśli i uczucia chyba najlepiej oddaje poniższy utwór:
https://www.youtube.com/watch?v=N4G5nbmjfZY


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.218s | 18 Queries | GZIP : Off ]