Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 125 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 19 paź 2016, o 12:11 
Offline

Dołączył(a): 14 lut 2014, o 18:28
Posty: 50
Imię: Michał
@Buba pozwolę sobie "pożyczyć" ostatnią fotke (ta z busem) będzie do wglądu:https://www.facebook.com/Janusze-transportu-1585497278403312/?fref=ts


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 19 paź 2016, o 18:09 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Nie ma sprawy! Fajna stronka- mural wymiata! :mrgreen:

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 paź 2016, o 21:43 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Batumi nas wita pochmurnym niebem i potworną duchotą. Nie pada, nie ma mgly a w powietrzu wisza ogromne ilosci wody. Jest jak w jakiejs szklarni, palmiarni albo egzotarium. Tak sobie wyobrazalam malaryczne puszcze rownikowe. Nie ma najmniejszego przewiewu, powietrze stoi, nie przepraszam- obkleja nas ze wszystkich stron jakas ciepla wilgotna mazią. Nie wiem czy to kwestia pory dnia (8 rano czasu lokalnego) czy pory roku (srodek lipca) ale nie ma tlumow, miasto nie robi dzis wrazenia wielkiego kurortu. Pierwsze wrazenie z Batumi jest dosyc sympatyczne. Zatrzymujemy sie na przepakowanie na jakims dzikim biwakowisku polozonym praktycznie w centrum miasta. Plaza jest stad rzut beretem. Wokol stoja hotele i jakies nowoczesne wieze ktore nie wiem co w srodku mieszcza. Tu jest jakas mala enklawa dzikosci- stoja namioty ozdobione palmowymi liscmi, wisza hamaki, kreci sie mlodziez z bębnami. Atmosfera przypomina klimaty woodstockowe.

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok jest wypasny bulwar nadmorski z czerwonymi lsniacymi chodnikami, sciezkami rowerowymi itp Deptakiem czasem przemknie jakis turysta z walizka na kolkach, jakis podrostek na rowerze albo babcia obwieszona rogalikami na sprzedaz. Ale ogolnie jest dosc pusto.

Obrazek

Obrazek

Plaza jest kamienisto- blotnista. Nie wiem czy jest po jakis solidnych deszczach ale wszystko jest takie jakies gliniaste, jakby z mokrego popiolu ktory jak sie na nim siądzie to zaraz oblepia stopy i kuper. Morze jest przyjemnie cieple. Wchodze troche powyzej kolan i zaraz wpadam w jame gdzie zakrywa mnie prawie z glowa. Ogolna atmosfera jakos nie sprzyja dlugiemu plazowaniu. Chyba sie rozpuscilismy na cudnych, klimatycznych i dzikich plazach Bulgarii, gdzie albo piaseczek, albo wygrzana skala i slonce dzien w dzien.

Obrazek

Wbijamy kawalek w miasto. Trafiamy na dzielnice wąskich uliczek, pietrowych kamienic, uroczych podworek i malenkich knajpek. Zadziwia tu ogromna ilosc zakwefionych kobiet, jakbysmy sie nagle znalezli w jakims Iranie albo innym islamskim kraju. Jakos poczatkowo bardzo nas to szokuje- trzeci raz jestesmy w Gruzji i wczesniej nie bylo takich cudow. Ale pierwszy raz jestesmy w Adżarii i powoli to do nas dociera, ze to w koncu autonomiczna republika, jak Abchazja czy Osetia, tylko ta jedna nie postanowila sie odłaczyc. Wiec nic dziwnego ze jest tu troche inaczej.

Obrazek

Obrazek

Wyjezdzajac na spokojnie z Batumi dostajemy kubel zimnej wody na glowe. Droga to istne rodeo. O swiatlach, znakach drogowych czy wszelakich informacjach wyuczonych na kursach prawa jazdy mozna zapomniec. Jakies udumane i przyjete w innych krajach zasady ruchu drogowego nie sa tu nawet sugestia. Jakies zasady wyprzedzania, pierwszenstwa przejazdu? Takie cos nie istnieje. Pierwszenstwo ma ten kto ma wieksze auto lub ewentualnie silniejsze nerwy i mniej do stracenia. Mozna dodatkowo dodawac sobie animuszu klaksonem ale i tak nie ma to zadnego znaczenia bo i tak wszyscy ciagle trąbia. Skodusia niestety ma małą sile przebicia bo jest zdecydowanie mniejsza od popularnych tu aut- busow, suvów i terenowek. Pozostaje wiec uciekanie na pobocza (o ile akurat nikt tamtedy nie wyprzedza) lub kombinacje jak gdzies dojechac i nie musiec skrecic w lewo- bo w wielu miejscach po prostu sie nie da… Wszystko to wyglada jak w jakiejs zwariowanej grze komputerowej. Po raz pierwszy w tym roku mamy takie wrazenie obłędu, jakos wczesniej tego az tak nie odebralismy. Jak sie potem okazuje cos w tym bylo- we wschodniej Gruzji jest jakos spokojniej na drogach, na tym wyjezdzie to takze sie potwierdzilo.

Zwiedzamy sobie twierdze Petra, pomiedzy Batumi a Kobuleti. Z twierdzy zostalo niewiele i wlasnie jest tu jakis remont albo wykopaliska. Calosc jest utopiona w tropikalnej roslinnosci i oblepiona Rosjankami ktore fotografuja sie telefonami w wyszukanych, ponetnych pozach. Jedna prawie spada z wysokiego muru gdy stojac na jednej, lekko ugietej nodze probuje wypiac kuper i wydąc usta. Kolezanka łapie ją w ostatniej chwili, ufff.. Prawie zdjecie byloby naprawde ciekawe!

Obrazek

Obrazek

W tym rejonie plaze tez sa szare. W powietrzu dalej wisi ten dziwny jakby smog i z godziny na godzine gęstnieje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawalek dalej mijamy kosciolek na blokowisku, bardzo przypominajacy te ormianskie.

Obrazek

W Kobuleti odnajdujemy miejsce ktore nam polecali znajomi- wzdluz plazy ciagnie sie trawiasto lesisty pas, ktorzy sluzy jako dzikie biwakowisko. Sporo ludzi rozstawia tu namioty, przyczepy i spedza cale wakacje. Osiedlamy sie i my. Gdy wracamy wieczorem to wszedzie wisza tabliczki ze zakaz wjazdu i biwakowania. Hę? Czlowiek jedzie ponad 2 tys kilometrow aby znalezc normalnosc i zastaje takie samo skurwielstwo jak ma wszedzie wokol siebie w Polsce. Gadamy z dziadkiem i dwoma mlodymi chlopakami. Sa wzburzeni i rozzaleni. Przyjechali tu na 2 tygodnie- i co niby teraz maja zrobic? Biwakuja tu kazdego roku i nigdy nie bylo problemow. Do dzisiaj, bo przyszly jakies dwa typy i bez slowa rozwiesili to badziewie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pranie nie schnie, mimo temperatury kolo 30 stopni. Wiecej- mamy wrazenie ze suche rzeczy wilgotnieja w zastraszajacym tempie. Jak tak dalej pojdzie to w skodusi zalęgna sie zaby ;)

W miasteczku zwiedzamy sobie dwa opuszczone hotele. Jeden wprawdzie tylko z zewnatrz bo czesc schodow jest zerwana. Byl to jakis potworny moloch. Gdyby zasiedlic ludzmi wszystkie jego pokoje to chyba by sie nie zmiescili na plazy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pewnie wiec dla nich zrobili tu dodatkowo basen ;) Acz tez strasznie malutki w porownaniu do gabarytow mieszkalnych.

Obrazek

Obrazek

Drugi hotel ma dosc wydziwiasta bryłe a dostepu do niego bronia jeżyny o kolcach okolo 1 cm. Tu nie ma opcji zagryzc zęby i sie przedzierac bo by wydarlo nogi do kosci. Trzeba omijac albo wedrowac z maczetą. W srodku budynku jest nietypowa akustyka. Gdy ide to slysze gdzies w sasiednim pomieszczeniu jakby kroki. Gdy przystaje to i one milkna. Probuje cos mowic a w koncu korytarza odpowiada mi dziwny glos. Echo? Ale jakies takie nietypowe.. Innych “zwiedzajacych” nie widac a mimo to ma sie wrazenie ciaglego towarzystwa…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plaza jest pelna jajowatych kamykow co bardzo podoba sie niemowleciu. Zabawa jest przednia acz ma tez efekty uboczne- dwa razy dostaje w łeb kamieniem.

Obrazek

Obrazek

Mozna sie poprzygladac roznym lokalnym klimatom, zarowno w kwestii spedzania wolnego czasu na nabrzezu oraz tutejszego handlu.

Obrazek

Obrazek

Ten niebiesko-pomaranczowy kawal gumy to zjezdzalnia. Ciagnie ją za soba kilkunastoletni chlopiec. Gdy zawieje wiatr zjezdzalnia wykonuje podskok, przewraca sie i zakrywa chlopaka z glowa. Nieraz ma problem sie spod niej wydostac i musza pomagac plazowicze. Chlopak w koncu wypelza i dalej ją ciagnie. Sytuacja sie powtarza. Chetnych na platne zjazdy do morza jakos dzis nie ma zbyt wielu.

Obrazek

Nasz biwakowy lasek, oprocz nowych wrazych tablic, ma jeszcze inne wady. Wieczorem, w cichych za dnia knajpach, zaczynaja sie dyskoteki. O spaniu czy sluchaniu szumu fal mozna wiec zapomniec...

Wieczorem dostrzegamy tez ze zaczynaja sie zbierac nad morzem granatowe chmury, ktore formuja sie w cos przypominajacego traby powietrzne. To tu to tam rosna w dol takie cienkie i grubsze wypustki. Wiekszosc z nich zaraz sie “wsysa” spowrotem, ale powstaja kolejne nowe. Nie tylko my to dostrzegamy. Miejscowi tez grupuja sie na plazy i pokazuja sobie palcami nietypowe zjawisko. Pytam ich czy tu tak zawsze. Ponoc nie… I chlopakom to cos tez sie niezbyt podoba..

Obrazek

Na tym etapie problem tabliczek z zakazami i dudniacych dyskotek schodzi na dalszy plan. Przestajemy obserwowac chmury gdy robi sie ciemno. Tam gdzie byc moze cos niedobrego sie kroi teraz co chwile rozjasniaja niebo blyskawice. Wyraznie to cos sie do nas zbliza. Siedzimy wiec przy skodusi i sie troche boimy. Rozwazamy co nalezy zrobic w ciemna noc jak traba powietrzna zaatakuje a my z namiotem pod drzewami.. Uciekac do knajp? To tez sa namioty. Wbijac do jakis hoteli, czynnych lub opuszczonych? Nawiewac pieszo czy lepiej skodusią? Acz jazda samochodem po ciemku w tym kraju raczej odpada... Tak sobie myslimy, ze dobrze zesmy takich trąb nie zobaczyli z promu bo dopiero bysmy byli posrani! (na tym etapie jeszcze nie wiemy ze zobaczymy... ;)

Dochodza tez do nas smsami rozne wiesci ze swiata- ze w Erewaniu jakies zamieszki, ze we Francji maja 80 trupow, ze w Turcji zas cos wybuchlo.. Kurde, co za rok! Znajomi pytaja- a jak tam w tej waszej Gruzji, bezpiecznie? Odpisuje ze “tak, bez problemu”, rzut oka na morze, “noo...chyyba tak”... ;)

Przy dyskotekach mijam jakas starsza pare, jak widac po blachach samochodu to Bialorusini. Jakby bylo malo halasu ktory robia knajpy, u nich w aucie tez wali muzyka az szyby podskakuja i mozg sie lasuje. Babka mowi (tzn. krzyczy) do goscia: “Dobrze ze przyjechalismy tu, bo Batumi jest dla mnie za glosne”...

Kolo polnocy probujemy polozyc sie spac wsrod jazgotu plynacego zewszad. Czy oni sie jakos licytuja kto glosniej? Z 250 metrow nie da sie tego sluchac- to jak tam musi byc w srodku? Ci ludzie tam w epicentrum sa chyba zupelnie głusi.. Czasem uspokaja sie na chwile dudnienie i puszczaja jakies tańce- przytulance, wtedy bardziej mozna wytrzymac. Jakas babka spiewa smętnym glosem, slychac ze na zywo a nie z plyty. Jest o syberyjskiej milosci wsrod lodu i sniegu i co gorsze bez wzajemnosci, bo dziewuszka wybrala cieple okolice i go rzucila. Tam na polnocy oprocz faceta miala rodzicow, dom i dobrze platna prace. Tu jest nikim, nikogo nie zna i tylko gra w podrzednej knajpie za marne grosze. Ale (tu leci refren) “wszystko dla tych promieni slonca i zieleni drzew”. Dziwna piosenka, spiewana tu w Gruzji, w łopoczacym na wietrze knajpianym namiocie, w nielokalnym jezyku- brzmi troche jak autobiografia… Moze rzeczywiscie nią jest? Potem wracaja łomoty z bumboksa. Brzmi to jak odglosy swidrow i wiertarek wkrecajacych sie w sciane z litego betonu, ktorym towarzyszy walenie kilofem i rozbijanie garnkow. W tle wycie chyba juz nie ludzi- jakis potepiencow, wilkolakow, albo osob nacpanych mocno trefnym, zanieczyszczonym towarem. Nie wiem jak sie nazywa ten typ muzyki ale zdecydowanie go nie trawie. Tylko kabak spi jak aniolek, nie wiem jakim cudem bo to niemowle zwykle budzi sie na odglos rozmowy czy skrzypu drzwi. Widac zmeczyl ją dzisiejszy dzien- coz.. w koncu dobre kilka kilo kamieni poprzerzucala na tej plazy! ;)

W nocy przychodzi burza, ktora zrywa cale moje pranie. Leje solidnie i duje, ale trąba na szczescie to nie byla. Rano dalej leje i musze w deszczu po calym polu zbierac rozwloczone wiatrem koszulki, spioszki, skarpetki. Pozniej sie orientuje ze chyba nie tylko moje pranie porwalo- brakuje trzech naszych skarpetek- za to mam rownowazna ilosc jakis cudzych… (Niestety wtedy gdy to dostrzegam jestesmy juz daleko od Kobuleti…)
Nie bardzo jest jak zrobic sniadanie w tym deszczu wiec idziemy do pobliskiej knajpy. Na chaczapuri po adżarsku. To danie jemy po raz pierwszy i bardzo przypada nam do gustu. Smakuje troche jak jajecznica zapiekana z serem i podana w bułce. Super sprawa.

Obrazek

Zwijamy mokre, ba! ociekajace graty do skodusi i walcząc z parujacymi szybami i zacinajacym deszczem jedziemy dalej podziwiac uroki gruzinskiego wybrzeza…. :)

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 21 paź 2016, o 22:15 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Po wyjezdzie z Kobuleti pogoda nieco sie poprawia, przestaje przynajmniej padac. Jedziemy w strone Poti. Gdzies w rejonie miejscowosci Maltakwa odbijamy w strone morza. Nie wszedzie w Gruzji sa kamieniste plaze, tu dominuje bloto. Od strony lądu podchodzi tu jezioro, ktorego odnoga czy wyplywajaca z niego rzeka wpada tu gdzies do morza. Wszystko jednak jakby troche wyschlo. Plaze tworzy wiec rozmiekly grunt w ktory zapadam sie nieraz powyzej kostek. Miejscowi jezdza po tym autami, co widac po zostawionych sladach. My nie mamy odwagi wiec zostawiamy skodusie na twardym gruncie i dalej idziemy pieszo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest to jedna z bardziej zasmieconych plaz jakie w zyciu widzialam (a myslalam ze Albanie bedzie ciezko pobic ;) ) Nie wiem czy fale to wyrzucaja na brzeg czy zwozą tu ciezarowkami odpady z calej okolicy- bo nie wyglada aby az takie ilosci byli w stanie zostawic plazowicze.. Dziwne, geste zamglenie utrzymuje sie caly czas. Nie mozna tej plazy odmowic swoistej mrocznej atmosfery, napewno jest miejscem specyficznym, ktore zapada w pamiec. Nie wiem czemu, ale same nasuwaja sie skojarzenia roznych klimatow postapokaliptycznych - “wybrzeze po wybuchu atomowki”, “odradzajace sie zycie po III wojnie swiatowej”, “skazony teren zasiedlony przez zombie” itp ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fale sa dzisiaj ogromne ale kilku stracencow zazywa kapieli. Nie sa w stanie utrzymac sie na nogach dluzej niz kilka sekund i rzuca nimi we wszystkie strony w dosyc niekontrolowany sposob. Oni tylko zerkaja czy zgromadzone na plazy dziewczeta patrza, ktory najodwazniejszy! Kapie sie tez jedna dziewczyna ktorej fale zrywaja stanik. Nie wiem czy wlasnie o to chodzilo ale spotyka sie to z aplauzem wszystkich zgromadzonych na plazy.

Obrazek

Na nadwodnej glinie stoi kilka namiotow. Troche sie dziwie ze ich mieszkancy czuja sie komfortowo gdy fale obmywaja glebe pol metra od ich domku. Dwoch chlopakow to istna oaza spokoju- woda wplywa im prawie do przedsionka a oni siedza, pala spokojnie papierosy i pokazuja sobie jakies artykuly w gazecie. Kawalek dalej, na samej plazy, stoi zruinowany szkielet jakiejs sporej budowli. Wewnatrz widac slady ognisk i scienne podpisy (rowniez Polakow- pozdrowienia dla Agaty i Tymka z Zakliczyna, ktorzy byli tu rok temu!). Niektore, bardziej zabudowane czesci budynku nadawalyby sie na nocleg, nawet chronia przed deszczem, ale niestety malo przed wiatrem. Rozwazamy pozostanie tu, jednak tracimy zapal gdy podczas zjadania melona wiatr wyrywa nam z reki foliowy worek i unosi w dal, ku pelnemu morzu (ha! juz wiem skad tu tyle smieci ;) ) a potem nagly podmuch probuje zrobic to samo z kawalkami owoca. Jedziemy spac gdzies dalej bo tu bysmy sie pozegnali z polowa skladnikow namiotu…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wzdluz wybrzeza idzie nowa droga z rowniusiego asfaltu, ktora ogolnie mowiac pasuje tu jak pięść do nosa..

Obrazek

Obrazek

Na przyplazowych oczeretach biwakuje oprocz ludzi przydomowa chudoba. Bydelko ma jakies nietypowe ulubienia kulinarne bo pije wode nie tylko z kaluzy ale tez slona wode prosto z morza. Przeciez je po tym pokręci! A moze im brakuje jakis mineralow i to taki instynkt??

Obrazek

Obrazek

Na plazy kolo ruin widac tez rowne stosiki ulozone z drewna, ktore wyrzucilo morze. Jest tego na tyle duzo, ze to raczej nie biwakowicze szykuja wieczorne ognicho. Chyba ktos tak pozyskuje drewno na opal do domu. Chwile pozniej przyjezdza bus i trzech gosci ładuje wszystko na pake

Obrazek

W przeciwna strone niz morze idzie stary chodnik z szesciokątnych plyt. Boki sa obsadzane wyrosnietymi juz tujami. W ten sposob docieramy do solidnej kladki za ktora sa i domy mieszkalne, i jakby zabudowania przemyslowe, jakies hangary, jakies maszty ktore na wietrze wyja przerazliwym cienkim glosem.

Obrazek

Obrazek

Przy drodze zapoznajemy Kahe z kolega. Obaj sa uchodzcami z Abchazji, pochodza spod Suchumi. Kaha przyjechal dzis w odwiedziny do ojca, ktory mieszka tu w Maltakwie. Gruzinski rzad zbudowal dla przesiedlencow kilka blokow, ktore stoja tu posrodku niczego.

Obrazek

Kaha ze swoja rodzina mieszka w Tskaltubo w dawnym sanatorium Centr-Sajuz. Zaprasza nas tam na impreze, zachwalajac okoliczne cieple zrodla. Tskaltubo zdecydowanie lezalo na naszej liscie gruzinskich planow wiec cieszymy sie podwojnie. Chlopaki opowiadaja tez, ze w zeszlym roku jeszcze nie bylo tej nowej drogi na ktorej stoimy. Zbudowali ją bo tutaj powstanie kurort. Postawia drewniane eleganckie domki kempingowe, knajpy, dyskoteki i miejsca parkingowe. Nie wiem wprawdzie co zamierzaja zrobic z gliniasta, grząska plażą, ale moze kurortowiczom nie beda przeszkadzac takie drobnostki ;) Jako ze dalej planujemy ruszyc w strone Kulevi to rozpytujemy miejscowych o stan malego mostu nad rzeka Rioni. Odradzaja nam przejazd tamtedy samochodem- rowery, motocykle- tak. “Pod wami tak na 75% most sie zawali” zauwaza kolega Kahy z powazna miną.

Obrazek

Kawalek dalej, juz przy glownej drodze, dostrzegamy betonowy pomnik, opatrzony data drugowojenna. Ciekawe co mialy symbolizowac te trzy biale “wypustki”. Najbardziej kojarza mi sie z falami, takimi wielkimi jak byly dzis!

Obrazek

Idac do pomnika mijamy postoj tirow. Zagladam czy nie widac jakis znajomych z promu- niestety nie… Za to trafiam na ciekawa scenke- wraz z tirowcami siedzi na kartonach pop, w wielkiej czapie, takiej jakby kwadratowej, ze zloconym krzyzem na szyi ktory wazy chyba z 5 kg. Raczą sie koniaczkiem i przegryzaja pomidorem. Macham do nich, oni odmachiwują i kontynuują biesiade. Sa czasem piekne scenki ale jakos nie mam odwagi zrobic zdjecia.

Gdy jedziemy do Kulevi znow zaczyna padac.. Droga jest wyboista i zupelnie nie zgadza sie z nasza mapa tzn. wedlug mapy droga wiedzie przez 10 km przez puste tereny a wies lezy dopiero nad morzem. W rzeczywistosci caly czas sie jedzie przez teren o dosc zwartej zabudowie, wiec namiot trzeba by rozlozyc komus w szopie albo pod plotem. Jadac czujemy sie jak na srodku pastwiska. Przywyklismy do tego ze krowy przechodza przez droge albo ida poboczem. Tu krowy leża na drodze, czesto zajmujac stadkiem cala jej szerokosc. Bo bokach maja trawiaste kawalki, jednak z nieznanych nam przyczyn zdecydowanie wola odpoczywac na asfalcie. Niechetnie zmieniaja swoje polozenie, jezdzace samochody ignoruja, sygnaly dzwiekowe typu klakson lub “a pojdziesz ty, siooooo” - rowniez. Miejscowi maja widac wyprobowany inny sposob- i jak widac skuteczny. Jada w strone krowy pelnym impetem, nie hamuja, nie probuja omijac. Gdy maska samochodu jest okolo pol metra od zwierzecia, krowa z ociaganiem sie i zblazowana mina przesuwa sie odrobine, na tyle zeby samochod mogl ją minac na grubosc lakieru. Popularną dyscypliną, opanowana przez miejscowych do perfekcji, jest tu slalom miedzy krowami, a dla prawdziwego lokalnego dżygita wstydem byloby przy tym manewrze zwolnic ponizej 90 km/h. Pomiedzy tymi tutejszymi uzytkownikami drogi musi sie jakos odnalezc nieco zdezorientowana i jeszcze nie do konca przywykla do gruzinskich warunkow jazdy skodusia :)

Obrazek

Obrazek

Krowy wygladaja tu nieco inaczej niz u nas, jakas to chyba inna rasa. Maja wieksze rogi i ogolnie wyglad taki bawołowaty. Umaszczenie zwykle brazowe lub czarne, wiele z nich porasta grube, szczeciniaste lub kręcone futro.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Swinie i drob sa bardziej plochliwe, na widok auta bez zastanowienia spierniczaja w panice. Nie wiem czy takie cechy gatunkowe czy decyduje o tym roznica masy. Domy w wiosce sa glownie drewniane, z balkonikami. Wiekszosc ma podobny ksztalt i gabaryty, wyglada jakby byly budowane w jednym czasie albo odlewane z podobnej formy. Czas juz troche nadal im cech indywidualnych ale wciaz widac podobny szkielet. Domy sa na palach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czyzby mieli tu czesto powodzie? Rzut oka na mape nie wyklucza tego- Kulevi lezy pomiedzy dwoma solidnymi rzekami- Rioni i Khobistsquali, a miedzy nimi jeszcze dwa pomniejsze strumienie. Rzeka nad ktora lezy wies i dzis ma wysoki stan- do drogi brakuje gdzies metra a wokol drzewa sa pozalewane.. Na tym etapie jakos spada nam ochota na nocowanie w rejonie tej wioski. Caly czas pada.. A jak nas tu odetnie?

Na koncu drogi nie ma morza, tzn jest ale calkowicie przysloniete terminalem przeładunkowym gazu. Wszystko jest tu bardzo nowe- budynki, cysterny, zasieki. Kreci sie sporo ochroniarzy ktorzy z duza nieufnoscia gapia sie na zielone autko ktore zaparkowalo im pod plotem. Mozna jechac dalej szutrowka, ktora zakreca w strone Poti i ciagnie sie wzdluz plotow terminalu.

Obrazek

A tak wygladaja nadbrzezne zabudowania Kulevi widziane z daleka (z Anaklii- okolo stukrotne zblizenie wiec jakosc zdjecia pozostawia wiele do zyczenia)

Obrazek

Obrazek

Gdzies tam dalej przy tej szutrowce zmierzajacej z Kulevi na poludnie powinno byc morze, puste plaze a na koncu dziurawy most o 25% przejezdnosci ;) Ale zaczyna sie juz sciemniac, slalom miedzy krowami nam zajal wiecej czasu niz myslelismy. Jedziemy wiec dalej a glownym celem jest wydostanie sie z widel rzek. Znow leje tak ze wycieraczki ledwo co wyrabiaja sie ze zgarnianiem wody. Znajdujemy jakis hotelik w Khobi ale na dole maja restauracje gdzie muzyka łupie identycznie jak w Kobuleti! Ratunku! Spadamy stad! A tak sobie obiecywalismy - nie jezdzimy na wschodzie po zmroku. Trzy malownicze katastrofy wystarcza ;) Ale tym razem udalo sie dotrzymac obietnicy- w ostatniej szarówce wjezdzamy do Zugdidi….

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 23 paź 2016, o 18:15 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:58
Posty: 3613
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Cytuj:
Wieczorem dostrzegamy tez ze zaczynaja sie zbierac nad morzem granatowe chmury, ktore formuja sie w cos przypominajacego traby powietrzne. To tu to tam rosna w dol takie cienkie i grubsze wypustki.


Coraz więcej dziwnych zjawisk meteorologicznych. Niebo przybiera niesamowite barwy, a w powietrzu wisi takie niesamowite "coś". Zaraz przypominają mi się filmy katastroficzne z latającymi w powietrzu krowami. A potem ściana wody, grad jak jajko albo nietypowy porywisty wiatr. Strach pomyśleć co by to było, gdyby się z takim zjawiskiem spotkać w górach albo tak jak Wy - na morzu. Kiedyś taki grad dopadł mnie w autobusie. Szybko wjechaliśmy w las, aby nas choć trochę ochronił. Cud, że szyby wytrzymały takie mocne uderzenia.

Cytuj:
Krowy wygladaja tu nieco inaczej niz u nas, jakas to chyba inna rasa. Maja wieksze rogi i ogolnie wyglad taki bawołowaty. Umaszczenie zwykle brazowe lub czarne, wiele z nich porasta grube, szczeciniaste lub kręcone futro.


Naprawdę przypominają bawoły. Kiedyś w zooparku w Świerkocinie taki podobny stwór zahaczył nam rogiem o lusterko samochodu. Czekaliśmy grzecznie na rozwój sytuacji - urwane lusterko czy przerysowany lakier, ale jakoś wyszliśmy bez szwanku. Tylko ogromniasty struś afrykański o mało mnie nie zeżarł kiedy otwarłam okno samochodu, aby mu zrobić zdjęcie. Naprawdę napędził mi strachu kiedy zaczął mnie chwytać swoim wielkim dziobem.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 24 paź 2016, o 09:43 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Cytuj:
Naprawdę przypominają bawoły.


Na innym forum mi napisali ze to wlasnie jest odmiana bawoła i ze w Gruzji sie hoduje i normalne krowy i te bawoly. Bawołowate nazywaja tez ponoc "gruzinskimi hipopotamami" bo cale lato spedzaja zanuzone w bajorach (bedzie o tym w nastepnej relacji :D

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 24 paź 2016, o 10:11 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
W Zugdidi mijamy ciekawą płaskorzezbe na scianie jakiejs kamienicy

Obrazek

Na przedmiesciach, w plataninie malych uliczek, znajdujemy jakis hostel. Zostajemy ulokowani za glownym domem, w malym dwupoziomowym niezaleznym domku, ktory wyglada jak przerobiony z garazu albo komorki. Wokol rosna palmy i agawy.

Obrazek

Obrazek

Hostel prowadzi Katja ktora bardzo lgnie do kabaczka. Jej dzieci sa juz dorosle i mowi ze bardzo teskni za zapachem niemowlecia w domu. Kabaczę jest wiec ciagle obwąchiwane i reaguje na to rechotem.

Obrazek

Czy juz wspominalam ze niemowlak uwielbia psy i nie wiemy po kim ona to ma?

Obrazek

Rano pogoda jest lepsza. Jedziemy do Khety gdzie mamy namiar na dawny kolchoz mandarynkowy.

Obrazek

Obrazek

Na zjezdzie z glownej drogi zaczepia nas policja. Nie sa zbyt mili. Twierdza ze zjechalismy w droge jednokierunkowa, mimo ze zadnego znaku mowiacego o tym nigdzie nie ma. Chwile pozniej wogole traca zaintersowanie naszym rzekomym przestepstwem drogowym i zaczynaja dopytywac czego my tu wlasciwie szukamy, jaka jest nasza trasa. I ze lepiej zebysmy pojechali nad morze albo do Swanetii zamiast krecic sie w miejscu gdzie nic nie ma. Mowimy im ze chcemy sie wykąpac w pobliskim jeziorku, na ktore mamy namiary od miejscowych. Policjanci natychmiast staja sie sympatyczniejsi, jakas przedziwna odmiana. A gdy jeszcze zauwazaja kabaczka to wogole zaczynaja polecac nam rozne okoliczne atrakcje i wychwalac uroki Gruzji. Na koniec jeszcze przestrzegagaja zeby nie spac przy jeziorku, idac na spacer dokladnie zamykac samochod i odmeldowac sie straznikowi na bramie dokad i na ile idziemy to on popilnuje auta. I z nikim innym nie rozmawiac, a szczegolnie unikac kontaktu z dziecmi. Nic wiecej w celu rozjasnienia sytuacji panowie mundurowi nie chca powiedziec.

Idziemy wiec dalej, faktycznie jest szlaban i budka ze straznikiem, ktory bez problemu puszcza nas dalej. Zaraz za szlabanem jest i jeziorko gdzie dluzsza chwile plywamy. Nie sklamie gdy powiem ze bylo to najfajniejsze miejsce kąpielowe w calej Gruzji :P Woda jest chlodna i przypomina nam mocno "nasze" kamieniolomy. Toperz sie smieje ze jedziemy tysiace kilometrow by zazyc kapieli w klimatach zywcem przeniesionych z Dolnego Slaska :)

Obrazek

Potem idziemy pod gore droga z polamanego asfaltu, mijajac wiele ruin i opuszczonych domow. Widac byla tu kiedys jakas osada

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy drodze rosna egzotyczne drzewka, ktore byc moze sa owymi mandarynkami, tylko ze nie trafilismy w sezon :( Wszystkie owoce sa jeszcze male i zielone. Plan objedzenia sie po uszy zdziczalymi mandarynkami upada wiec bardzo szybko…

Obrazek

Na gorce jest jakas wioska. Wsrod palm i wyrosnietych tuj stoja pietrowe domy z kolumnami. Tu juz na dawny kolchoz raczej nie wyglada. Gdzies w dali biegaja jakies dzieci. Pewnie to te ktorych mamy unikac ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy wracamy do skodusi zagaduje nas straznik podszlabanowy. Poleca nocleg na pobliskiej łące. Mowi, ze zadzwoni na policje i jak oni pozwola to mozemy tu spac a on nas bedzie pilnowac. Dziwne miejsce. Niby teren prywatny, straznik go pilnuje a o pozwolenie na namiot trzeba pytac policji? Tzn straznik chce pytac bo nam juz powiedzieli ze nie wolno? Poza tym do konca sie nie wyjasnilo przed czym oni nas tu tak przestrzegali a ten chce pilnowac? Dalej jedziemy przez Torse, Natchkadu, Ergete, Kirovi. Mijamy wyprazone sloncem wioski, gdzie przy domach rosna palmy i bananowce. Domy zwykle posiadaja ogromne balkony, nie brakuje takze blokow z drewna i eternitu.

Obrazek

Obrazek

Po drodze hasają swinie, w wiekszosci przypadkow w drewnianej trojkatnej obrozy. Nie wiem czemu ona ma sluzyc, czy zeby prosię nie ucieklo za daleko, nie obgryzalo sobie kopytek czy po prostu nie bylo zbyt szczesliwe? Trafiamy tez na stadko rozowiusich kwiczacych prosiąt, ktore biegna za mamą truchcikiem i popijaja mleczko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo jest tez w regionie bawołowatych krow, ktore zamiast sie paść leza zanuzone po uszy w blocie. Nic dziwnego ze nazywaja je tu “gruzinskimi hipopotamami” :) Czyli tutaj rolnicy nie tylko dla kaczek ale i dla krow musza robic bajorka? ;)

Obrazek

Obrazek

Zawijamy tez do Ingiri gdzie szukamy glowy Lenina. Mimo dokladnych namiarow gubimy sie w plątaninie wiejskich uliczek. Uderzamy wiec do miejscowych. Babuszki oczywiscie wiedza czego szukamy ale sa ogromnie rozbawione faktem, ze ktos mogl przyjechac autem z Polski i interesowac sie ich betonowa glowa. Kiedys stal tu caly Lenin, w wyniku pewnych niezgodnosci pomiedzy przeciwnikami a zwolennikami pomnika w wiosce ostala sie sama glowa. Losy korpusu i konczyn nie sa znane. Łeb stoi przy torach, patrzy z melancholią na abchaskie gory zamykajace horyzont i ma lekko utluczony nos.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kupuje tez dzis chleb w aptece, przed ktora stoi stary fotel dentystyczny, na ktorym ma w zwyczaju siadac sprzedawczyni gdy akurat nie ma klientow. Na budyneczku widnieje napis “apteka” a w srodku oprocz lekarstw sa artykuly spozywcze, alkohol i kolorowe plazowe pilki :)

Gdzies miedzy Kirovi a Ingiri (zapomnialam jak sie nazywala wioska) zagladamy tez do kosciolka otoczonego wysokim kamiennym murem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dziedzincu stoi fontanna polaczona z basenem, do ktorego wchodzi sie po schodkach. Wyglada jak miejsce jakiegos rytualnego obmywania sie. Zanurzam palec w wodzie. Jest ciepla jak zupa.

Obrazek

Wnetrze kosciolka ma wystroj bardzo surowy.

Obrazek

Mijamy tez charakterystyczne cmentarze. Przy grobach sa tu nie tylko laweczki i stoliki ale calosc jest zadaszona solidnymi wiatami. Wiaty najczesciej sa z metalu, ozdobione wycinankami z blachy i podrzezbianymi plotami.

Obrazek

Obrazek

Na wielu plytach nagrobnych znajduja sie kolorowe wizerunki lezacych tam zmarlych, czesto na tle gor, zabytkow, domu. Niekiedy zmarli sa wyobrazeni nie sami ale z krewnymi lub znajomymi, ktorzy nadal zyją.

Obrazek

Obrazek

Wieczorem wracamy do naszego hostelu. Dzis oprocz nas nocuje czworo turystow z Moskwy- Dima, Artiom i dwie dziewczyny. Przez stol przewija sie wino, koniak i miedowucha. Do imprezy dołącza tez Enriko- gospodarz, ojciec Katji. Artiom urodzil sie w Polsce, w Bornym Sulinowie. To znaczy nie w centrum miasta ale w jakims lesnym osiedlu- wiec pewnie Kłomino... Jego dziadek byl wojskowym. Wyjechali w 92 roku gdy Artiom mial dwa lata. Nie pamieta wiec za bardzo Polski, ma w domu tylko kilka zdjec stamtad. Adresu tez nie pamieta. Smiesznie, bo byc moze chodzilam po jego mieszkaniu i pstrykałam zdjecia. Pytam czy mial zielony nocnik, bo taki kiedys w jednym z mieszkan znalezlismy. Artiom az sie krztusi winem- tak, mial zielony. Acz raczej takie przypadki chyba sie nie zdarzaja. Predzej w Bornym Sulinowie sprzedawali w tamtych latach tylko zielone nocniki ;) Enriko opowiada o pobliskim "niby- kurorcie", o Anaklii (dokladniej o niej napisze w kolejnej czesci relacji), ze obecnie jest plan aby zbudowac tam wielki port. Bo ze kurort nie wypalil to wszyscy powoli zaczynaja sobie zdawac sprawe. Teraz jest inny prezydent i inna wizja- wizja portu. Ciekawe wiec czy do opuszczonych hoteli dołączą opuszczone zurawie i ładownie? Bo jest jeden problem- aby mogly tam wplywac statki trzeba troche poglebic morze bo poki co jest zbyt plytkie- wpadajaca ogromna rzeka nanosi duzo mułu… Gospodarza wogole oburza samo slowo “Anaklia”- jak władza mogla tak zmarnotrawic grube miliony aby realizowac swoje chore ambicje, zwlaszcza w kraju gdzie sie zbytnio nie przelewa.. Twierdzi, ze byly prezydent wogole jakby nie znal kraju ktorym przyszlo mu rzadzic. Albo co bardziej prawdopodobne- nie chcial znac.. Wogole sporo miejscowych ludzi nie chce rozmawiac o Anaklii, tak jakby sie troche wstydzili tego miejsca, a napewno budzilo w nich rozżalenie lub zlosc. Gospodarz kilkakrotnie podkresla rozne nieszczescia Gruzji, np. odłączenie sie Abchazji i teatralnym szeptem mi na ucho- “to wszystko przez Ruskich,to oni namieszali, wczesniej zylismy w zgodzie z Abchazami”. Moskiewska ekipa oczywiscie to slyszy i stara sie ratowac sytuacje roznymi toastami, w stylu “za pokoj miedzy narodami swiata” lub “aby politycy zmadrzeli i byli dobrzy”. Artiom ze swoja dziewczyna maja dziwna maniere, ze co chwile do rozmowy wtrącaja angielskie slowa. Nie wiem czy robia to ze wzgledu na nas i chca pokazac jacy sa europejscy, czy wsrod swoich znajomych tez tak maja w zwyczaju? Obydwoje tez z duma opowiadaja o swoich pracach. Sa konsultantami i “tak naprawde 90% ludzi nie wie czym polega nasz zawód”. Ona zajmuje sie doradztwem w salonach pieknosci (nie wiem czy chodzi o dobor koloru lakieru do paznokci do barwy oczu klientki ;) ). Profesja Artioma jest jeszcze bardziej zawiła i dotyczy branzy ekonomiczno- informatyczno -budowlanej.

Obrazek

Obrazek

Rano zawijamy do Rukhi, miejscowosci przy granicy z Abchazja, gdzie sa ruiny zamku. Mury robia wrazenie czesciowo odbudowanych w czasach niedawnych- kamienie w scianach sa ulozone bardzo rowno i posklejane betonem. Na mury wspinaja sie grube pędy pnaczy. Na dziedzincu pasą sie krowy i sa slady wielu ognisk

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za twierdza jest posterunek wojskowy, ukryty pod siatka maskujaca. Najpierw wylazi z niego dwoch mlodych chlopakow, ktorzy mam wrazenie ze nas sledza (jest wiec problem z pojsciem do kibla). Potem wychodzi tez starszy mundurowy i nam sie bacznie przyglada, acz nie reaguje na pozdrowienie.

Obrazek

W Rukhi jest tez bardzo duzo starych opuszczonych kolchozow, po ktorych pozostala ogromna ilosc mozajek. Ale o gruzinskich mozaikach zbiorczo bedzie w innej czesci relacji. Przy drogach w tej wsi jest cos, co nie wiem czy jest rowem, rynsztokiem czy gwarantem bezpieczenstwa przed autami dla pieszych na chodniku? Nie tylko ze wzgledu na otwarte studzienki trzeba na wschodzie zachowywac czujnosc.. ;)

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 25 paź 2016, o 17:01 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Dzis odwiedzamy najbardziej polnocny kraniec gruzinskiego wybrzeza. Miejscowosc Anaklia lezy przy granicy z Abchazja, tam gdzie rzeka Enguri wpada do morza. Na pierwszy rzut oka teren wokol robi wrazenie normalnego kurortu ale to wrazenie bardzo złudne. Bardzo szybko, gdy rozejrzymy sie wokol siebie, zaczyna “cos nie grac”. Byla sobie tu kiedys wies, kury, kaczki, małe domki, bagniste morze i chaszcz.... I nagle w glowie gruzinskich władz powstal szatanski plan! I w miejsce to zostaly wpompowane gigantyczne pieniadze aby w pustce i nicosci wzniesc od podstaw super nowoczesną i ekskluzywną miejsowosc wypoczynkowa. Poniosła fantazja, starczylo władzy i wpływów aby rozpoczac i rozhulac inwestycje. Ale cos nie wyszlo. Czy kasa sie nagle skonczyla czy pomysl jednak okazal sie nierealny i zweryfikowalo go zycie? Prace w polowie zawieszono, strumien turystow chcacych wyskakiwac z pieniedzy nie nadplynal a wszystko wokol uleglo zawieszeniu w jakims niebycie. Zostalo miejsce o wygladzie i atmosferze jak z kosmosu- pelne nowych fikusnych budowli, ktore powstawaly naraz, na wyscigi ale wiekszosc nie ulegla wykonczeniu. Przy wjezdzie na nadbrzeze stoi znak. A zaraz za nim jest wypozyczalnia quadow. To zestawienie moze byc symbolem calej miejscowosci.

Obrazek

Jest kilka skonczonych i oddanych do uzytku hoteli ale kosmicznie drogie ceny powoduja ze niewielu wczasowiczow chce z nich korzystac. Basen przed dzialajacym hotelem porasta chwastem. Jest koniec lipca. Turystow spotkalismy tu kilkunastu.

Obrazek

Plaza jest srednia, blotnista, utwardzona ratrakiem. Przy niej jest trawnik i palmy, wyraznie pochodzace ze sztucznych nasadzen. Dzis sa ogromne fale ktore jakos powstaja nagle przy brzegu bo dalej morze jest spokojne. Fale niosą ze soba muł i strasznie piorą kamieniami. Toperz bardzo szybko ucieka z kapieli. Morze jest metne i brazowe, chyba z racji tego zbełtania przez fale.

Obrazek

Przez miejscowosc idzie szeroka, wybetonowana promenada, obsadzana palmami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przechodzi ona w ogromny wiszacy most nad rzeka Enguri.

Obrazek

Obrazek

Pod mostem stoi wrak drobnego plywadla- wyglada na pogłebiarke, ktora probowala wykonywac jakas prace a nie uratowala nawet siebie. Muł nanoszony przez rzeke Enguri wygral tym razem.

Obrazek

Obrazek

Kawalek dalej w ocembrowanej przystani stoi wypasny jacht. Dlugo chodzimy wokol i rozwazamy. Rozwazamy jak on sie tam znalazl i czy juz tam na zawsze pozostanie. Wokol beton. Tam gdzie jest połączenie z morzem jest mielizna, moze po kolana wody. Nie rozwiazalismy zagadki jachtu. Czy wplynal tam w czasie wyzszej wody i utknal? I teraz czeka na przyplyw albo drugie zycie poglebiarki? A moze postawili go tam do ozdoby, jak pomnik czy makiete - aby miejscowosc wygladala bardziej wypasnie i kurortowo?

Kawalek dalej na nabrzezu stoi jakby wieza stylizowana na pojazd kosmiczny. Najwyzsze pietro tworzy kilka ogromnych “talerzy”. Blaszane fragmenty zdolaly juz podrdzewiec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na gore prowadza prowizoryczne pomosty, pozbijane gwozdziami i lekko skrzypiace pod nogami. Nie wiem czy to pozostalosc po robotnikach budowlanych z przeszlosci czy oddolna inicjatywa lokalnych dzikich eksploratorow.. Probuje sie wspiac po owych dechach ale dosc szybko opuszcza mnie jednak odwaga.

Obrazek

Obrazek

U podstawy wiezy wisza jakies kable i akumulatory, wszystko wyglada na duzo swiezsze niz cala konstrukcja budynku.

Obrazek

Kawalek dalej stoi pagoda.

Obrazek

Chyba z zalozenia miala byc knajpa, teraz zamieszkują ja jedynie pająki tkajace wyjatkowo ładne i mocne sieci (wpadlam w jedna i nie udalo mi sie jej zerwac- wyplatalam sie a pajeczyna zostala na miejscu prawie nietknieta).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lampy mi sie tu podobaja!

Obrazek

Obrazek

Miejsce wyglada fajnie na nocleg- zaciszne, osloniete, czyste. Tak wemknac sie wieczorem z plecakiem, jakby siedziec cicho to nikt by sie nie czepil. Troche sie obawiam ze nas moglyby poki co zdradzic chichoty, kwiki i radosne gugania ;) Nie wiem jak to dziala ale najglosniejsze gugania i spiewy włączaja sie wlasnie tam, gdzie nie jest to wskazane. Wiec poki co z konspiracja i bezglosnym skradaniem sie mamy pewien problem ;)

Obrazek

Obrazek

Przy pagodzie jest czerwne molo, przywodzace na mysl deptak bedacy duma Batumi. Podobna kolorystyka i rozmach. Fale jednak nie doceniaja elegancji i wykwintnosci tego miejsca i dosyc skutecznie go rozpiepszaja. Po bokach owego molo postawiono wiele malych latarni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy blizszym przyjrzeniu odkrywamy ze latarnie zostaly zbudowane z….. gipsu i plastikowych butelek. Ciekawy patent! :D

Obrazek

Gdy oddalamy sie od morza dostrzegamy jeszcze kilka wykonczonych hoteli pod ktorymi pasa sie krowy.

Obrazek

Zreszta one sa tez glownymi uzytkownikami promenad i wielopasmowych autostrad, ktore nagle koncza sie w polach na ogromnych rondach prowadzacych donikad.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze kolejny dziwnoksztaltny nieczynny budynek przed ktorym siedzi straznik i widac go pilnuje.

Obrazek

Z daleka wypatrzylismy kolejny budynek z serii “tak szkaradny ze az ładny”, ktory fikusnoscia przebija wszystkie pozostale. Wyglada troche jakby zbudowano go z papieru, jak origami. W dwie strony stercza jakby ogromne szczypce. Stoi sobie na koncu molo. Nie ma do niego dostepu, bo u nasady betonowej mierzei jest jakis plac budowy czy zaklad przemyslowy. Nie wiem wiec czy budynek ma wejscie i jak wyglada w srodku. Wiem tylko ze wyje na wietrze tak przerazliwym dzwiekiem jak jakas setka dusz potepionych ;) Brzmi jak histeryczny płacz osoby obłąkanej. Sciezka dzwiekowa zdecydowanie wiec pasuje do obrazu!

Obrazek

Obrazek

Cala okolica jest tu zarzucona betonowymi klocami do ochrony przed falami. Nie wiem czy faktycznie pełnia tu taka funkcje- czy moze tu je odlewaja?

Obrazek

Obrazek

W to miejsce z Anakli mozna dotrzec droga o zmiennej nawierzchni i niepewnych mostkach. Prowadzi ona rownolegle do ślepej pieciopasmowki, ktora sie konczy na rondzie widmo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stoja tu jeszcze kolorowe bloki, otoczone murem z basztami. Wszystko jest utrzymane w barwach cukierkowych i wyglada jak kostrukcja z klockow albo imitacja placu zabaw.

Obrazek

Obrazek

Wokol rosnie sitowie, kreca sie miejscowi, rybacy, pozyskiwacze zlomu, zakochane pary.

Obrazek

Cala ta miejscowosc ma iscie nieziemski klimat- obłędu, absurdu, megalomanii, nierealnych fantazji na prochach a przede wszystkim utopionych w błocie pieniedzy. Atmosfery obledu dodaje fakt, ze wszystko w tutejszych sklepikach czy namiotowym barze jest przynajmniej dwa razy drozsze niz gdzie indziej. Facet w sklepie oburza sie gdy rezygnuje z zakupow slyszac ceny. “Panią to dziwi? W nadmorskich kurortach ceny sa zawsze wyzsze. Jak kogos nie stac to niech nie przyjezdza”. Widac ludzie dostosowali sie do tych wymagan. Jestem jedyna niedoszla klientka tego sklepu. W barze rowniez hula jedynie wiatr i snuja sie dwa chude psy, jakby wciaz pelne nadziei ze zdarzy sie cud- przyjedzie bogaty wczasowicz, ktory nie dosc ze cos kupi- to jeszcze im rzuci jakis ochłap. Choc chyba złudne to nadzieje. W barze podaja jedynie piwo w puszkach i lody na patyku.

Wedlug opowiesci Enriko, gospodarza z Zugdidi, obecne władze Gruzji mają plan. Moze nierealny, moze absurdalny, ale napewno z rozmachem i przytupem. Anaklia nie nadaje sie na kurort, ktory mial pobic a przynajmniej odciazyc zatloczone Batumi. Tu teraz ma powstac wielki port. Symbole niedoszlego kurortu chca zrownac z ziemia, zaorac i zaczac od podstaw wielka budowe. Trzeba odciazyc port w Batumi. Trzeba sie uczyc na błędach swoich poprzednikow...

Moze za pare lat znow przyjade do Anakli… ;)

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 26 paź 2016, o 11:22 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Na gruzinskie mozaiki z czasow poprzedniego systemu zwrocilam juz uwage na poprzednich wyjazdach. Tylko co z tego- skoro tylko mi migaly przed oczami w oknach marszrutek czy zlapanych stopow. W tym roku po raz pierwszy dysponowalismy w Gruzji wlasnym transportem, wiec moglismy sie zatrzymywac gdzie i na ile dusza zapragnie. Kwestia tematyki czy artyzmu moze zapewne byc rzecza dyskusyjna ale jedno jest pewne - robi wrazenie solidnosc wykonania tych zdobien. Nieremontowane, nikt o nie nie dba od dziesiatkow lat, czesto umiejscowione na budynkach zawilglych, osypujacych sie- a wciaz wyrazne, kompletne i chyba niewiele zmienione od czasow powstania.
Najbardziej obfitujaca w mozaiki miejscowoscia na naszej trasie bylo Rukhi. One byly tam doslownie wszedzie. Z rozmowy z miejscowymi wychodzi ze to zasluga ogromnych kolchozow ktore sie niegdys w tej wiosce znajdowaly. Tu jakis spory gmach o ksztalcie nieco palacowym, pewnie dawny budynek uzytecznosci publicznej- urzad, biblioteka, siedziba partii? Okala go mur- caly w mozaikach

Obrazek

Przedstawiono tu glownie ludzi przy codziennych zajeciach, przy pracy, w roznych strojach. Sporo postaci jest w kapeluszach, ktore kojarza mi sie predzej z Meksykiem lub plantacjami ryzu niz Gruzja...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Sporo mozajek jest tez na szkolach, na wszystkich przewija sie motyw gołąbkow- lub innego ptactwa ;) (Rukhi)

Obrazek

Tu dokladnie widac ze najnowszym elementem jest flaga... ktora nie do konca kolorystycznie pasuje do reszty obrazka ale starej nie wypadalo zostawic ;)

Obrazek

Opuszczona szkola w Oni, mozaiki juz oblezione i niekompletne...

Obrazek

Obrazek

Szkola w ktorejs z wiosek miedzy Anaklią a Ingiri. Motywy naukowe,sportowe i muzyczne.

Obrazek

Obrazek

Podobnie jak na Ukrainie wiele przystankow autobusowych w ten sposob dekorowano za dawnych lat...

Obrazek

Nie wiem co tu jezdzcy maja w rekach- mam trzy typy- kijanki do prania, kije bejsbolowe, a moze rakietki do badmintona? ;)

Obrazek

Przystanek przystrojony konmi, gdzies przy glownej drodze miedzy Zestaponi a tunelem, pelniacy funkcje handlowe. W garze warzy sie gotowana kukurydza.

Obrazek

Inny takowy gdzies miedzy Anaklia a Ingiri

Obrazek

Obrazek

Wsrod chaszczu stala betonowa pokruszona konstrukcja niewiadomego przeznaczenia a na niej "ekrany" z obrazkami. Przedstawione tu scenki rodzajowe to jakby taniec, jakies wystepy, spiewy? Wszystko bujnie porasta bluszcz... (Rukhi)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niewysoki opuszczony budynek. Z trzech stron na scianach scenki jakis zbiorow? Motywem łączącym wszystkie trzy obrazki sa pokładajace sie, zgiete rosliny (Rukhi)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mur ciagnacy sie wzdłuz ulicy, za nim normalne jednorodzinne domy. Tu dominuja scenki wojskowe (Rukhi)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dawne sanatorium w Borżomi, obecnie pelniace funkcje mieszkaniowe dla uchodzcow z Abchazji. Kawal budynku pokrywa mieszanina obrazkow- scenek z lokalnego zycia- sa zniwa, wypiek chleba, dzbany do wina, połów ryb, wsie, miasta, zawody sportowe a nawet orka za pomoca wołu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Maly, nieczynny juz zaklad przemyslowy (miedzy Anaklia a Ingiri). Scenki przedstawiaja roboty polowe, dzielnych kołchoznikow i traktorzystow przy pracy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

a na bocznej scianie budynku nagla zmiana klimatu- chyba ze w przerwie sniadaniowej na polu filizanka herbaty? :P

Obrazek

Niedaleko za Zugdidi, jadac w strone Swanetii mijamy stary opuszczony basen. Ogolnie malo zostalo- sam szkielet budynku, goły, szary beton- jednak fasada pelna jest "wodnych" obrazkow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawalek dalej, w ktorejs kolejnej wsi stoi jakis budynek o nieznanym mi przeznaczeniu. Osoby przedstawione na scianie wygladaja jakby mialy powazna wysypke, a i miny jakies niezbyt zadowolone i zagniewane....

Obrazek

Abastumani- mur przy drodze przyozdobiony w sceny z polowan

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Adigeni, budynek handlowo- uslugowy- a na nim pasterstwo u stóp Kaukazu! :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Shuakhevi- budynek w ktorym jest policja, jakies warsztaty, sklepy z czesciami. Mozaiki niekompletne ale zawsze do kolekcji :P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wszystkie powyzsze miejsca zostaly znalezione przypadkiem, dostrzezone z okien jadacego auta. A ile tego musi jeszcze siedziec po bocznych uliczkach i zakamarkach? Mam nadzieje ze kiedys bedzie mi dane ten temat uzupelnic :)

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 26 paź 2016, o 19:40 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:58
Posty: 3613
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Strasznie mi się te mozaiki spodobały. Dzięki nim świat jest bardziej radosny i kolorowy. Przesłaniają zły stan techniczny budynków. Pełno w nich ruchu i życia. Parę takich gdzieś widziałam w krajach postsocjalistycznych. Na pewno w Tiranie na ścianie jakiegoś Domu Ludowego. Niszczy je czas. Dobrze, że chociaż ludzie pozostawiają w spokoju. Widać w Gruzji nie ma tego pędu, aby zastąpić to co dawne, tym obecnym, jedynie słusznym.

Anaklia też mi się spodobała. Trochę jak La Defense w Paryżu albo dzieła Gaudiego. Dzieło wizjonera. Szkoda, że tak się to wszystko skończyło. Nie musi przecież być ekskluzywnego kurortu. To co do dziś pozostało, to przecież duża atrakcja turystyczna, coś surrealistycznego, jakby dzieło Marsjan :) Byle tylko nie zniszczyli tych budowli. Może nawet dałoby się to pogodzić z portem. Najfajniejsza to ta wieża z origami. Wokół tyle absurdu, że już niewiele może człowieka zdziwić, a ten gruziński absurdzik taki miły dla oka. Chętnie zobaczyłabym to miejsce. Powinni wykorzystać je jako plan filmowy. I te krowy przechadzające się między palmami po asfaltowych alejkach... Poezja...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 27 paź 2016, o 09:06 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Cytuj:
To co do dziś pozostało, to przecież duża atrakcja turystyczna, coś surrealistycznego, jakby dzieło Marsjan :) Byle tylko nie zniszczyli tych budowli. Może nawet dałoby się to pogodzić z portem. Najfajniejsza to ta wieża z origami. Wokół tyle absurdu, że już niewiele może człowieka zdziwić, a ten gruziński absurdzik taki miły dla oka.


Wydaje sie ze to co obecnie przedstawia sobą Anaklia jest duzo ciekawsze niz bylaby dzialajacym normalnym kurortem. Kurortow jest wiele a taki pomnik megalomanii i rozbujalej fantazji jest chyba jeden. Tylko czy wiekszosc ludzi lubi miejsca ciekawe? Bo czesto mam duze watpliwosci... Wiekszosc ma chyba wbity do glowy jakis jeden schemat piekna i wszystko co choc odrobine od niego odbiega uwaza sie ze jest zle i nalezy zniszczyc...

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 27 paź 2016, o 09:17 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Jezdzac po Gruzji, nawet osobowka i trzymajac sie utwardzonych drog, wiele razy trafilismy na rozne drogowe ciekawostki i lokalne klimaty. Zapewne gdyby sie wbic w gorskie trakty, w bloto, kamienie i glebokie koleiny- pewnie byloby tego jeszcze wiecej :D

Dosc popularne, zwlaszcza w zachodniej czesci Gruzji (ciekawe ze na wschod od tunelu jest tego zdecydowanie mniej) jest jezdzenie bez zderzakow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieraz zamiast klasycznego zderzaka sa montowane listwy z metalu, ktore przypominaja mi karnisz. I nie dotyczy to jakis starych, klimatycznych, poradzieckich rzęchów- glownie widzielismy to w samochodach typu merdedes czy BMW i to nie najstarszych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem mozna trafic na duzo bardziej niekompletne auta- bez reflektorow, bez polowy maski, z czarna dziurą z przodu..

Obrazek

Zupelnym hitem byl ten, z Kobuleti. To nie byl samochod ktory sobie gdzies stal czekajac az rozbiora go na czesci. On sobie ochoczo jedzil -ciekawe czy po ciemku rowniez... ;) A moze kierowca przyswiecal sobie wtedy telefonem? co czesto zaobserwowalismy wsrod rowerzystow.

Obrazek

Brak natomiast jednego swiatla jest juz duzo popularniejszy.

Obrazek

Najbardziej przypadly mi do gustu przypadki gdy w miejsce brakujacego reflektora wstawiono innoksztaltny, dosztukowaną samorobke, co najwazniejsze dzialajaca! Sa dwa swiatla? Są. Świecą? Świecą. Ale u nas to zaraz by sie ktos doczepil! (u nas to ludzi nawet dziwi lub oburza jak rozne fragmenty karoserii maja inny kolor ;) )

Obrazek

Wiele razy mijalismy takze pojazdy, ktorych widok sugerowal nam, ze do skodusi na te wakacje moglismy zabrac 3 razy wiecej rzeczy! :D I jeszcze trojke znajomych!

Obrazek

Obrazek

Godna podziwu u miejscowych jest rowniez umiejetnosc ukladania piramidy z siana. Jakim cudem to nie spada, nawet przy wchodzeniu w ostry zakret ze spora predkoscia?

Obrazek

Obrazek

Przy glownej drodze przez Swanetie dwukrotnie spotkalismy nietypowe przyczepki- drewniane sanie, ciagniete po asfalcie. Raz przez woły, drugi raz przez terenowke.

Obrazek

Obrazek

Nieraz tez trafia sie uzytkownik ruchu podrozujacy wierzchem. Skrety sygnalizuje podobnie jak rowerzysci, nie wiem tylko dlaczego zawsze zdejmujac czapke i nia wskazujac kierunek.

Obrazek

Na samochodach policyjnych zauwazylismy wystajacy element z przedniego zderzaka. Wyciągarka? Taran? ;)

Obrazek

Tu natomiast "autokar" angielskich turystow - ktorzy przywiezli wszystko ze soba- wraz z drewnem :)

Obrazek

Wsrod gruzinskich aut zaobserwowalam 4 rodzaje tablic rejestracyjnych- GEO bez flagi, GEO z flagą, GE z flaga na bialym tle i GE z flaga na tle niebieskim. Chyba tez jest taka kolejnosc od najstarszych do najnowszych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie spotkalam sie natomiast nigdzie w Gruzji z czarnymi tablicami jeszcze z radzieckich czasow (na Ukrainie i w Armenii takie mozna niekiedy jeszcze spotkac). Bardzo jestem tez ciekawa czy kiedys w Gruzji byly uzywane blachy samochodowe z literami z gruzinskiego alfabetu? Tak jak np. na Ukrainie starsze rejestracje sa w cyrylicy, dopiero niedawno na fali totalnej unifikacji wszystkiego zastapiono je wyłącznie literami ktore pokrywaja sie z alfabetem łacinskim.

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 27 paź 2016, o 18:08 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:58
Posty: 3613
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Udało Wam się zobaczyć kawałek prawdziwego życia, nie takiego jakie toczy się w kurortach i dużych miastach, które na swój sposób są podobne - pełne hoteli, restauracji i markowych sklepów, krzyczących bilbordów z reklamami i kolorowych neonów nocą. Gruzja musi być fascynującym krajem. Pamiętam jak podczas jakiegoś festiwalu podróżniczego była mowa, że jeśli chce się zobaczyć prawdziwą Gruzję, to należy się spieszyć, gdyż ten kraj staje się obiektem turystyki masowej. Pewno to prawda. Widać jednak, że w każdym kraju znaleźć można fascynujące i zarazem pozbawione turystów miejsca, gdzie życie biegnie swoim torem.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 28 paź 2016, o 11:51 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
To napewno prawda ze wszedzie mozna znalezc miejsca dzikie, klimatyczne i rzadko odwiedzane, acz prawdopodobienstwo znalezienia takiego miejsca poki co w Gruzji jest wieksze niz w Polsce.. a spieszyc chyba sie trzeba wszedzie, bo wszystko sie tak szybko zmienia i zwykle nie na lepsze.. Polowa zdjec ktore mamy na scianach, sprzed kilku lat, sa juz historyczne i nie daloby sie takiego ujecia, wycieczki, czy noclegu powtorzyc...

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 28 paź 2016, o 11:51 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Kolejnego dnia ruszamy do Swanetii. Droga w strone Mestii jest czesciowo asfaltowa (dalej w głąb doliny z betonowych plyt) ale widac ze przyroda zaczyna ją juz gdzieniegdzie podgryzac, tu osuwisko, tu wymyte, tu ¾ jezdni zasypane lawina kamieni. Cala dzisiejsza trase bedzie jechac slalomem miedzy kamieniami i odlupanymi ze zboczy skalami, z ktorych niektore sa wielkosci telewizora. Dokladnie widac, ze gdyby ta droge zostawic bez podprawiania to za 5 lat jej nie bedzie. Przyroda sobie poradzi i szary pas cywilizacji zostanie pozarty przez strumienie, wodospady, splywajace bloto i wedrujace piargi. Wiec ludzie walcza, wygryzaja w skale to co polecialo w przepasc aby dalej dwa auta mogly sie swobodnie mijac. Dosc czesto sa jakies objazdy np. obwalonych, remontowanych wlasnie tuneli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niedaleko Zugdidi, jeszcze w terenie w miare rowninnym zwraca uwage fajny asfalt! Taki gruboziarnisty i dropiaty! :) Jeszcze takiego nie widzialam!

Obrazek

Obrazek

Mijane po drodze wioski sa niewielkie, o luznej zabudowie, czesto jakby na wpol opuszczone. Tylko trzy razy po drodze widzielismy jakies ogloszenia wynajmu kwater dla turystow. Wiekszosc zabudowy lezy ponizej drogi, w dolinach spienionych potokow. Jak na jedyna droge do kurortu zadeptanego przez turystow- to nie jest tak zle! :) Dlugi czas jedzie sie tez wzdluz zbiornika.

Obrazek

Obrazek

Wiekszosc dnia leje, przez co co chwile mozna cieszyc oko imponujacymi wodospadami.

Obrazek

Na obiad zatrzymujemy sie przydroznej knajpie stojacej w cieniu opuszczonych blokow.

Obrazek

Zamawiamy tu chinkali. Po knajpie biega gromadka znudzonych dzieci, ktorych glownym zajeciem jest zagladanie nam do talerzy , gapienie sie jak wol na malowane wrota i komentowanie z chichotem naszych gestow czy zachowan. Jest tez kilka pan w srednim wieku, ktore za wszelka cene probuja nam zabrac kabaka i ją nosic zeby nam nie przeszkadzala w posilku. Niestety nie potrafia zrozumiec, ze dziecko sobie siedzi i nie przeszkadza oraz ze istnieje zwrot: “dziekuje, nie” ktory powinno sie uszanowac. Niestety na tym etapie jeszcze nie wiemy ze jest to regula w gruzinskich lokalach gastronomicznych, ze nie mozna zjesc spokojnie posilku z wlasnym dzieckiem na kolanach lub w wozku bo zaraz stado wszelakiej masci pracownikow i ich pociotkow rzuca sie i probuje to dziecko prawie sila zabierac. Acz tu- nawet jak na gruzinskie warunki jest bardzo zle. Slowa “natrętni”, "upierdliwi" jest najlagodniejszymi i najbardziej cenzuralnymi slowami jakie mi przychodzily na mysl. Biegajace wokol dzieci sa cale usmarowane czyms co wyglada jak zielony tusz. Ciezko ocenic czy bawily sie mazakiem czy jest to jakies lekarstwo ktorym maja zasmarowane ukąszenia lub wysypke. Dziwna regularnosc malunkow sugeruje raczej druga opcje wiec na wszelki wypadek staramy sie trzymac kabaka z dala od nich. Ogolnie pobyt w knajpie jest dosyc nerwowy bo czujemy sie jak krowa na pastwisku, ktora musi sie caly czas odganiac od natretnych much, ktore wracaja jak bumerang… Ostatecznie chyba zostawiamy polowe obiadu bo wszystko staje nam w gardle i zaczynamy marzyc o suchym chlebie zjadanym w srodku lasu- w samotnosci, ciszy i spokoju.

Mijamy tez miejsce ktore jest chyba przelomem rzeki Enguri. Dzis przy wysokim stanie wody jest to cos przerazajacego. Nie przypomina to niczego co mielismy okazje kiedykolwiek wczesniej widziec. Brunatny, spieniony, huczacy zywiol. Ryk jest taki ze musimy do siebie krzyczec. Nurt co chwile rozbryzguje sie o kamienie tworzac gejzery kilkumetrowej wysokosci, nieraz ochlapujac nas, mimo ze jestesmy na wysokim brzegu, bardzo daleko od lustra wody. Stojac na brzegu czuc jak grunt drzy pod nogami. Ciekawe czy ktos potrafilby przeplynac to kajakiem? Ot taki rafting dla zaawansowanych :) Chyba tak musialy wygladac slynne dnieprowskie porohy, a zwlaszcza Nienasytec! Tylko ze tam rzeka duzo wieksza.. Zdjecia oszalalej rzeki Enguri nie oddaja w polowie grozy i klimatu tego miejsca- sa tylko plaskim, nieruchomym obrazem, pozbawionym dynamiki, dzwieku, wibracji ziemi, zapachu i wilgotnego chlodu unoszacego sie wszedzie wokol.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To co widzimy w dole jest ciekawym, pieknym i dla nas egzotycznym zjawiskiem. Ale o dziwo tylko skodusia stoi w przydroznej zatoczce. Mija nas sznur samochodow, z czego pewnie polowa to turysci. Nikt sie nie zatrzymuje, nie robi zdjec, nie filmuje. Pruja przed siebie jakby z klapkami na oczach. Nie bylo w przewodniku? GPS nie pokazuje - skrec w prawo? Albo po prostu- bo trzeba sie dostac do Mestii jak najszybciej? Pytalismy potem ilus ludzi o ta rzeke, wrazenia z nia zwiazane. Patrzyli na nas jak na ufo- jaka rzeka? Byla tam jakas rzeka? Kilka razy w tych okoloswaneckich okolicach bedziemy miec dziwne wrazenie ogladania miejsc pustych, dzikich i rzadko odwiedzanych- mimo ze stanowia fragment “kanału” ktory codziennie przebywaja setki i tysiace turystow z calego swiata. Dziwne jest takie poczucie samotnosci w tlumie.

Dalej jakby pogoda sie poprawia, zaczyna byc widac coraz wiecej gor. Jednolita opona chmur zaczyna pękac, snują sie po szczytach i przeleczach pasma mgly. Gdzieniegdzie pojawiaja sie przeblyski slonca, widac wiszacego juz dosyc nisko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaczyna sie robic wieczor wiec rozgladamy sie za noclegiem. Nie wyglada to na tej trasie zbyt rokujaco. Co chwile na boki odchodza wprawdzie sympatyczne skrety wiejskich lub lesnych drog, ale niestety juz po 5 metrach widac ze nie nadaja sie dla skodusi. Jak nawierzchnia jest nienajgorsza to znowu jest ostre przewyzszenie, ktoremu moze juz nie sprostac lekko zmaraszony i zmeczony zyciem silnik. W rejonie Beczo zagladamy do jakiegos hostelu. Wnetrze jakies takie stylizowane na super nowoczesne, wyglada troche jak nowy dworzec PKP w Krakowie. W holu, za suto zastawionym stolem siedzi grupka zachodnich turystow i idiotycznie rechocze, gdy probuje zadac obsludze jakies pytania. Obsluga tez sprawia wrazenie jakby robila łaske- "jak juz jestescie to zostancie na jedna noc, to przygotujemy wam jakis pokoj juz jak tak trzeba"... i jakies glupie usmieszki do siebie i mruganie oczami. Na wiesc ze jest nas trojka i mamy ze soba niemowle cala sala wybucha wrecz histerycznym smiechem. Co jest k…? Nacpali sie? Co to za chore miejsce? W skodusi na wszelki wypadek zagladam w lusterko- czy nie mam geby umazanej sadza albo dorysowanych markerem kocich wąsow.. Nie mam..

Gdzies dalej właże w kolejna miejsce sugerujaca z napisu ze jest to schronienie dla zbłąkanych turystow. Ogromny, kilkakrotnie załamany korytarz zajmuje chyba ¾ domu. Oprocz korytarza jest niewielki pokoj zajety przez pietrowe lozka, miedzy ktorymi ugania z wrzaskiem kilkoro malych dzieci. Dorosli wyparowali- acz rzad okolo 20 sztuk obuwia stojacego pod sciana sugeruje ze musieli wyparowac boso.

Juz przed sama Mestia zastaje nas zmrok. Zagladam do kolejnego hostelu. Wchodzi sie tam przez ciemna brame w murze. Dalej jest jakby dziedziniec otoczony przez rozne domki i przybudowki. Klimat dosc sympatyczny, kojarzacy sie z komuna hipisowska lub chatka studencka z dawnych lat. Na schodach siedza jacys smagli ludzie w kolorowych powloczystych szatach i łuskaja bób. Jakis albinos w bialych dredach do pasa i mętnym spojrzeniu gra na gitarze smętna, mocno wpadajaco w ucho piesn. Wszedzie stoja bębny, drewniane trąby, kolorowo malowane grzechotki, ktos wyplata cos z lisci palmowych. Wchodze na pietro, zagladam do kuchni gdzie trwa wlasnie kolektywne szykowanie jakiejs strawy ze zboza mielonego napredce w mlynku. Moje pojawienie sie i snucie po pokojach nie zwraca niczyjej uwagi. Jakbym byla niewidzialna. Nikt nie reaguje jak podnosze i ogladam sprzety czy chwile bujam sie na hustawce wiszacej w drzwiach. Glupia jestem ze zostawilam aparat w skodusi.. Miejsce jest potwornie zatloczone- w kazdym kącie czy kamerliku na miotły zalega jakis materac lub karimata a na nim ktos spi, czyta, smsuje lub patrzy w sufit. Albo ostatecznie lezy pies, kot lub plecak. Zaczepiam dwie osoby pytajac o gospodarza. Bardzo chca mi pomoc, ale odpowiedzialnej osoby nie udaje sie nigdzie odnalezc. Zaczepione osoby zajmuja sie wiec wlasnymi sprawami. Ktos sugeruje- olej gospodarza, wez sie gdzies po prostu poloz. Tylko gdzie? Miejsce przypomina chatke lub gorskie schrosnisko w dlugi weekend majowy lub sylwestra.

Wracam w mrok.. Zagaduje grupke mezczyzn stojacych na ciemnej ulicy. Jeden z nich dzwoni do swojej krewnej ktora tez prowadzi schronisko. Wskazane miejsce dla odmiany jest puste, ciche i pelne atmosfery starego domu. Przemykamy przez wilgotny korytarz. Tu chyba kazdą chalupe okala gruby mur a podworko jest dziedzincem otoczonym kamiennymi budynkami. Z kuchni pada na podworze stop swiatla i zapach pieczonego chleba. Gdzies powiewa pranie. Prowadza nas przez ogromna oszklona werande do pokoju przegrodzonego na pol kotara. Na regale stoja jakies rodzinne zdjecia i stare ksiazki. Podlogi skrzypia pod kazdym krokiem. W calym domu za towarzyszy mamy jedynie korniki rozpoczynajace w scianach pozna kolacje. Cala rodzina urzeduje w kuchni i chyba drugim domku. Fajnie tu! W nocy znow zaczyna lac, a okolice spowija mgla tak gesta ze idac w nocy do kibelka prawie wpadam na skodusie bo swiatlo latarki rozmywa mi sie 10 cm przed twarza. Mam nadzieje ze zobaczymy tu jakies gory….

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 paź 2016, o 12:24 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Rano o dziwo swieci slonce a po mgle nie ma sladu. Mamy wiec okazje obejrzec nasze miejsce noclegowe. Trawiasto betonowy dziedziniec otaczaja dwa domy, mur i przybudowka mieszczaca kuchnie i kibelek. Oprocz gospodyni i jej corki po obejsciu kreci sie jeszcze dziadek patrzacy wilkiem, pies ktory sie do kazdego łasi (glownie do kabaka) oraz dwojka chlopcow w wieku 2-3 lata, ktorzy nadal korzystaja ze smoczkow (zycie smoczka zwykle trwa okolo 2 tygodni bo po tym czasie zostaje odgryziony ;) Juz wiem na co idzie wiekszosc kasy pozyskanej na turystach ;) )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzis caly dzien łazimy po Mestii. Miasto jest faktycznie mocno napchane turystami i komerchą. Najgorszy jest jej wplyw nie na architekture czy rodzaj oferowanych uslug ale na mentalnosc ludzi. Raczej nikt cie tu nie zaczepi bezinteresownie, zeby pogadac o pogodzie. Jesli ktos sie na ulicy do ciebie usmiecha to zapewne smieje sie wyłącznie do twojego portfela i pragnie zaraz, niby przypadkiem, zaoferowac przejazd, nocleg, wyzywienie czy przewodnika w gory. Czesc miasta jednoczesnie jest wystylizowana na miejsce jakie zazwyczaj podoba sie turystom- znaczy nowoczesne lub/i maksymalnie wypiglowane.

Obrazek

Obrazek

Na pewno wielkim plusem Mestii jest to, ze mozna jednak bez problemu znalezc zaulki mile dla oka- pelne starych wiez obronnych, cielat, brukowanych lub kałużastych drog, kablowisk, baraczkow, skrzypiąch mostkow kostrukcji wszelakiej, starych zelaznych przyczep, obroslych mchem ruin czy wszelakich innych tego typu atrakcji jakich buby szukaja wszedzie na swojej drodze…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i gory. Wyłażące z chmur i mgiel wszedzie dookola.. Wokol gdzie okiem siegnac zamykaja horyzont osniezone iglice skalistych szczytow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczorem wracamy na ta sama kwatere. Dzis juz nie bedziemy sami. Przyjechaly dwie rodziny “nowych ruskich”. Przez podworko ciezko sie przecisnac bo stoja dwa ogromniaste RAMy. Sa strasznie halasliwi, apodyktyczni i ciagle wyglaszaja jakies madrosci. Jakos wyjatkowo nie wzbudzaja naszej sympatii wiec nie przylaczamy sie do wspolnej imprezy na werandzie gdzie wlasnie gospodyni przyciagnela stoly. Jednak w pewnym sensie w niej uczestniczymy bo siedzac w pokoju wszystko slyszymy tak drą japy. Najpierw jest przesluchanie gospodarzy- “Ile u was sie zarabia? Np. kierowca, lekarz, w sklepie? A emeryt ile dostaje? Ale mowcie prawde! Czemu sie naradzacie? Odpowiadac! A dom jest wasz czy wynajmowany? Czemu nie macie auta? Za drogie dla was? A zima jest ruch? Ile rocznie wyciagacie na turystach?”. Potem zaczyna sie pouczanie jak nalezy zyc aby bylo tak dobrze i bogato jak w Moskwie. Sa tez pretensje jakim prawem czesc Gruzinow mowi zle o bylym prezydencie Saakaszwilim. “Przeciez on budowal, drogi, mosty kurorty. On rozwinal zapadly kraj i zrobil Europejczykow z ciemnych zacofanych swiniopasow! Takiego czlowieka nalezy czcic. A tu swiniopasy niewdzieczne! Grunt to rozbudowa! I watazkow popedzil! I swoich wrogow w ryzach trzymal. Porzadek zapewnil. Tak jak u nas kiedys Stalin! Trokistow pogonil, nierobow rozstrzelal, wszystko poukladal a potem zajal sie rozbudowa i cywilizowaniem dziczy! I nikt nie smie w Rosji zle o nim mowic. A wy czesto zle mowicie o waszym prezydencie. W dupach sie wam poprzewracalo!”. Gospodarze odpowiadaja na pytanie, potakuja, albo przemilczaja niewygodne kwestie. Widac ze nie chca urazic gosci czy psuc “milej atmosfery” przyjacielskiej wieczornej pogawedki. Mimo ze wczesniej troche sie wahalam to teraz sie ciesze, ze nie uczestnicze czynnie w tej imprezie. Bo raczej bym nie wytrzymala i skomentowala kilka spraw w sposob zdecydowanie mogacy obrazic gosci i zważyc atmosfere… Rano wrzaskliwi milosnicy rzadow twardej reki rozłaża sie po calym domu, wsadzaja nosy we wszystkie kąty, nie przestajac komentowac i udzielac cennych rad w stylu “ja bym to wszystko rozpier****, zrownal z ziemia i postawil tu cos porzadnego”. Potem wsiadaja w swoje auta giganty i… jada spowrotem do Kutaisi. Bo dalej droga na Uszguli i Lenteki jest niebezpieczna dla samochodow i ludzi a oni maja ze soba male dzieci (10-12 lat). A poza tym tam nie ma nic ciekawego wiec po co ryzykowac?

My idziemy do centrum szukac transportu do Uszguli. Poczatkowo chcielismy probowac skodusia ale miejscowi nam to wybili z glowy- ze bylaby to prawdopodobnie pierwsza osobowka ktora tam dojechala. Swego czasu ponoc łady żiguli potrafily przebyc ta droge jak bylo sucho ale zwykle mialy potem cos do solidnej naprawy. No wiec szukamy dzielniejszego pojazdu.. Jako ze marszrutki stoja i czekaja az zbiora pasazerow to idziemy jeszcze do knajpy w centrum. Obiekt jest wybitnie skierowany pod zagranicznych turystow ale ma kilka fajnych cech np. smieszny szyld ;)

Obrazek

Wlasciciele baru wyszli tez naprzeciw potrzebom wielu ludzi i wolno tu, ba! wrecz barman do tego zacheca, aby napisac cos na scianie. Dlugo czytamy wpisy w roznych jezykach, ogladamy obrazki, znajdujemy nawet podpisy kilku znajomych! Jest tez osobna sciana na naklejki, jesli ktos ma ochote taka tu po sobie zostawic. W Gruzji spotkalam sie z tym juz trzykrotnie (W Kutaisi i Tbilisi jeszcze). Bardzo mi sie podoba jak scienne napisy nie sa traktowane jako straszliwe zlo w imie umilowania sterylnych scian a sluza jako wrecz ozdoba i atrakcja miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Marszrutka przez dwie godziny nie uzbierala skladu, znajomy gospodyni tez nie chce sam z nami jechac za ludzkie pieniadze wiec musimy sie rozejrzec za jakims innym transportem…

A kabak znowu lgnie to psow… Ja nie wiem co my zrobimy...

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 30 paź 2016, o 16:56 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Poszukujac transportu do Uszguli trafiamy ostatecznie do auta Irakliego, ktory juz jedzie w tamta strone i wiezie jedna turystke- policjantke z Tbilisi, Suzane. Poczatkowo droga jest z betonowych plyt wiec juz zaczynamy zalowac, ze nie ma z nami naszej milej skodusi, jednak pozniej plyty znikaja, znika tez szuter i zaczynamy w pelni rozumiec co miejscowi mieli na mysli mowiac “nie dojedzie” :D Wprawdzie podnieslismy przed tym wyjazdem zawieszenie, wstawilismy wysokie sprezyny z jakiegos dostawczaka czy ciezarowki, w sprezyny gumy ale mimo wszystko chyba “za wysokie progi”… Przypomina sie w tym momencie powiedzenie:, “że ze świni nie zrobisz konia wyscigowego- owszem mozesz zrobic bardzo szybką swinie” :) Nasza droga wije sie blotnista koleina, roznymi wawozami, skalnymi polkami nad szemrzacymi strumieniami a niekiedy tez strumienie odwiedzaja nas na drodze mniejszym lub wiekszym wodospadem!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy po drodze kilka wiosek. We wszystkich prawie przewijaja sie wieze obronne czy kamienne domy z oszklonymi balkonami

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na calej trasie stalym elementem krajobrazu sa drewniane, omszale, chylące sie na wszystkie strony ploty

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Raz po raz odslaniaja sie widoki na różniste osniezone szczyty

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W jednej z wiosek zatrzymujemy sie na dluzej niz robienie zdjec. Przystanek kibelek- biegniemy do przydroznej slawojki- poki co jednej z dwoch jakie widzialam w zyciu, gdzie nie ma szamba tylko jest splukiwanie woda :D Wychodki ze “spłuczka” jednak istnieja- ale chyba tylko w Gruzji! Ten drugi byl w Mutso.

Obrazek

Obrazek

Zwykle karmimy kabaka w samochodzie, podczas jazdy. Jednak na tej drodze robimy wyjatek, tu chyba jednak latwiej by trafic lyzka do oka albo prosto do zoladka ;) Cala ekipa chce uczestniczyc w posilku! Zwlaszcza Irakli bardzo sie interesuje wszystkich co jest zwiazane z kabakiem- bo sam ma coreczke kilka miesiecy mlodsza.

Obrazek

Przy drodze stoja dwa dziwne znaki. Ciezko mi jest sobie wyobrazic w tym miejscu auto jadace powyzej 30km/h

Obrazek

Albo ważące wiecej niz 50 ton!

Obrazek

Ta wieza jest szczegolna- nie stoi w wiosce, przy domach, tylko samotnie nad potokiem. Zwą ją wieza milosci. Irakli mowil ze nam o niej cos wiecej opowie ale potem jakos zeszlo na inny temat i wszyscy o tym zapomnielismy… Teren wokol wiezy jest ogrodzony i za oplata mozna ja zwiedzac w srodku.

Czasem na drodze tworzy sie korek tworzony przez rogacizne :)

Obrazek

Obrazek

A tu juz samo Uszguli. Najpierw podziwiamy z daleka panorame na cala miejscowosc.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem wpelzamy w plątanine uliczek, kamiennych sciezek i przejsc miedzy domami, wiezami, plotami, murkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwracaja uwage wycinankowe ozdoby domostw

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I wszedzie peta sie pod nogami przydomowa wszelaka chudoba. Tu nie ma mody aby zwierzeta przebywaly w klatkach, zagrodkach czy na postrąkach. Biedne kury czy swinie z ferm na zachodzie, siedzac od urodzenia do smierci w ciasnych, ciemnych skrzynkach zapewne w najsmielszych snach nie przypuszczaja, ze ich pobratymcy z Kaukazu moga sie cieszyc az taka nieskrepowana niczym wolnoscia i łazic gdzie popadnie. Tez napewno na koniec skoncza w zupie - ale co sobie pouzywaja zycia to ich!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A najbardziej urzeklo mnie poidło zrobione z opony. Kiedys chyba napisze osobna relacje pt.”drugie zycie opony” - spotkalam juz na swojej drodze dziesiatki wspanialych patentow, pomyslow i ludzkiej kreatywnosci szybujacej wrecz pod niebo :) Ale tym razem moj zachwyt juz po prostu nie ma granic :)

Obrazek

Obrazek

W rejonie zwrocilo tez nasza uwage popularne tu pokrycie dachowe. Wyglada z daleka troche jak gont ale nie jest z drewna. Troche jak dachowka ale nie jest napewno jednolite w ksztalcie i produkowane seryjnie. Jakby plaskie kamienie czy ogolnie wykladanie “bele czym” co ma odpowiedni ksztalt i jest pod reka?

Obrazek

Obrazek

Zauwazamy tez fajny znak drogowy!

Obrazek

I rzezbione drzwi kaplicy! I niestety opatrzone klodka... Od razu widac ze popularna miejscowosc turystyczna...

Obrazek

Wlazimy tez na widokowe wzgorze, obowiazkowe miejsce kazdej wycieczki, gdzie wylaza wszyscy turysci i robia sobie zdjecia. Wiec i my spelniamy ten turystyczny schemat w 100%. Widoczki rzeczywiscie sa stad nienajgorsze i na wioske, i na okoliczne gory.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem co sie stalo dzis kabakowi, czemu akurat dzis ma taki rewelacyjny humor ale od kiedy wjechalismy do Uszguli caly czas podskakuje, fika nozkami, spiewa na caly pyszczek, smieje sie, zaczepia z kwikiem mijanych ludzi. Radosc i szczescie po prostu wylewa sie uszami. Wszyscy spotkani turysci i miejscowi robia sobie z nami zdjecia, kreca filmiki, robimy tu za bialego niedzwiedzia z Krupowek. Wiesc chyba niesie sie szybko bo co chwile mijamy jakies grupy Japonczykow ktore wolaja “Majeczka” i juz ustawiaja sie z nami do zdjec. I juz biegaja w kolko z kamerka na kiju cos tam do niej gdacząc w swoim jezyku. Jakbysmy dzis pobierali oplaty to chyba wyjazd by sie zwrocil!

Obrazek

Odwiedzamy tez knajpe gdzie zjadamy chaczapuri w ktorym zamiast sera jest mieso. Jest to ponoc tradycyjna swańska potrawa. A u Irakliego w samochodzie jest rewelacyjny bajer- pomysl i wykonanie wlasne tzn. jego ojca. Jest przycisk a obok kranik. Z kranika wyplywa czacza. My tez chcemy takie cos w skodusi!

Obrazek

A tu cala dzisiejsza ekipa w komplecie

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 31 paź 2016, o 14:22 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Podczas wycieczki do Uszguli bardzo sympatycznie nam sie gadalo z Suzaną, wiec postanawiamy, ze kolejny dzien tez spedzimy razem. Suzana bardzo reklamuje nam jedna z gorek w poblizu Mestii, z ktorej ponoc sa jedne z najpiekniejszych widokow w Swanetii. Wjezdza sie tam kolejka linowa i ona jutro planuje sie tam wybrac i nas zaprasza na wspolna wycieczke. Stawiamy sie wiec rano w umowionym miejscu i jest nam troche glupio bo okazuje sie, ze Suzana za nas placi bo jestesmy jej goscmi i nie da sie jej przetlumaczyc ze to przeciez wspolna wycieczka. Dostajemy bilety na kolejke do łapy i nie ma o czym gadac. Kolejka niestety nie jest taka klimatyczna jak te z okolic Cziatury i Saczkere. Normalna kolejka krzeselkowa taka jak i u nas sa. Pakuje my sie wiec w czworke na jedna ławe i ziuuuuu jedziemy. Kolejka ma w zwyczaju, ze kilkakrotnie sie zatrzymuje i krzeselka bujaja sie na wietrze przez kilka minut a potem nagle rusza i sie jedzie dalej. Nie powiem- za pierwszym razem juz zesmy sie troche wystraszyli gdy kolejka stanela. Wspomnielismy sobie wiesci z przeszlosci kiedy na rosyjskim Kaukazie turysci dyndali chyba kilkanascie godzin zanim nadeszla pomoc. Jak wtedy chodzic do kibelka? W miejscu gdzie dojezdza kolejka jest chyba jakas knajpa albo cos w tym rodzaju, ale nawet tam nie zagladamy bo nie wyglada zbyt sympatycznie, jakas taka za nowa. Idziemy sobie na spacer gorskim grzbietem, z ktorego rozciagaja sie rewelacyjne widoki na wszystkie strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jęzory lodowcow sa stad jak na wyciagniecie reki. Dokladnie tez czuc chlod ciagnacy od okalajacych nas zamarzlych gor. Co ciekawe lodowce nie sa jednolite w kolorze, przeplata sie tam glownie bialy z zoltym, miejscami wszystko wpada troche jakby w niebieski i fiolet, a nieraz w ciemno szary. Zwaly sniegu sa tez jakby podrapane ogromnymi pazurami. Niektore sa gładkie, inne szczeliniaste a jeszcze inne wygladaja jak wzburzone morze. Jest w tym napewno jakies posępne piekno ale łazic po tym i wlatywac w te szczeliny to bym nie miala ochoty. Milo sie patrzy na taka groze przyrody stojac w sloneczku na wygrzanej łące pelnej kolorowych kwiatow! Choc kiedys bym chciala podejsc do takowego zwalu lodu od dolu i zobaczyc jego koniuszek. Suzana opowiada, ze lodowiec ma szczegolny zapach i potrafi "spiewac" na rozne melodie. Wprawne ucho jest w stanie na podstawie opowiesci lodowca wnioskowac o powodzeniu wyprawy. Za mlodu, jeszcze za czasow sajuza, Suzana byla dwukrotnie na wycieczce z klubu sportowego gdzie wspinali sie na takowe jęzory. Gdzies to bylo na terenie dzisiejszej Osetii ale nie pamieta juz nazwy miejscowosci ani gory. Suzana jest druga osoba jaka spotkalam w zyciu, ktora chyba potrafilaby mnie zainteresowac wysokimi gorami (ten poprzedni to byl poszukiwacz yeti :P )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu widac dokladnie jak lodowiec zamienia sie w strumien..

Obrazek

Jest tu chyba na tyle wysoko, ze jest inny klimat niz w dolinach. Mimo ze jest koniec lipca tu wciaz trwa wiosna- łąki sa pelne cudnych, kolorowych, swiezych kwiatow! Niektore z nich widze chyba pierwszy raz w zyciu. Inne przypominaja nasze dzwonki- ale sa gigantyczne!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dole, po przeciwleglej stronie zbocza niz Mestia, w bardzo wąskiej dolinie, widac jakis niewielki przysiolek. Wieze obronne oczywiscie tam maja!

Obrazek

Na trasie jest tez jakies miejsce odbiorczo-nadawcze. Stoja zamkniete na cztery spusty baraczki, anteny i dwa spodki, ktore leza w dosc dziwny sposob na trawie. Nie wiemy czy sie przewalily czy taka jest ich uroda.

Obrazek

Nasza towarzyszka ostatnich wycieczek ma jakas magiczna umiejetnosc- chodzenia z omijaniem blota albo wrecz latania nad nim. Chodzi w rażąco zoltych tenisowkach, wczoraj byla w nich tez w Uszguli i buty sa idealnie czysciutkie, nie ma na nim nawet plamki. A my ubloceni po kolana... Chodzimy tymi samymi drogami, czesto gesiego. Nie wiem jak to dziala!

Suzana dzis jest duzo bardziej rozmowna, zwlaszcza gdy schodzi na tematy zwiazane z polityka i problemami spolecznymi. Jest wielka milosniczka Miszy Budowniczego, co nie dziwi nas wogole. W koncu wszyscy spotykani przez nas policjanci zawsze wychwalali pod niebiosa bylego prezydenta, jako ideal wodza w ich kraju. Trzeba przyznac, ze za jego rzadow byli bardzo zaopiekowana grupa- podniosl im pensje, dostali nowe samochody, glownie terenowe pickupy, wyremontowano lub zbudowano wypasne posterunki i komisariaty. Suzana podkresla tez wazna kwestie, jaka jest bezpieczenstwo. Wczesniej idac na impreze w Tbilisi musiala wracac taksowka, gdyz przejscie przez miasto w nocy dla samotnej kobiety bylo samobojstwem. Teraz chodzi i o 3 w nocy a trzeba naprawde miec pecha lub zachowywac sie prowokujaco aby stalo sie cos zlego. Na obecne wladze Suzana narzeka. Twierdzi, ze wiele spraw w Gruzji idzie rozpedem wiec dobrze dzialaja ale rowniez wiele sie posypalo. Od kilku lat np. nie poswieca sie wogole uwagi na remonty drogi do Mestii. Suzana sie obawia, ze za kolejnych dziesiec moze sie okazac, ze Swanetia znow jest odcieta od swiata, bo droga poleci w przepasc i juz tam zostanie. Pytam o Anaklie i Lazike.... Suzana twierdzi, ze za cene bezpieczenstwa jest w stanie zaakceptowac wszystkie takie fanaberie. W Anakli nie byla i nie musi bywac, a na tbiliskiech ulicach czy osiedlach i owszem. Z taka argumentacja ciezko sie nie zgodzic. Suzana rowniez bardzo chwali czasy Sajuza, ze wtedy rowniez zylo sie bezpiecznie i stabilnie. Ze w porownaniu z innymi republikami Gruzja nie doznawala szczegolnych represji, mozna bylo mowic po gruzinsku i przynajniej nikt z jej rodziny czy znajomych sobie nie krzywdowal. Najstraszniejsze nadeszlo pozniej. Za najgorszego przywodce Gruzji uwaza Gamsachurdie - w czym akurat nie jest odosobniona. Kazdy mieszkaniec Gruzji, z ktorym mialam okazje na takie tematy rozmawiac mowil tak samo. Czy to gangster w blyszczacej terenowce, czy ormianski pasterz z Gor Samsarskich. Tu akurat byla zgodnosc, ze koleś nie posiedzial na stolku zbyt dlugo, ale ze swoim haslem “Gruzja dla Gruzinow” zdolal rozpetac dwie wojny, zadrzec z Rosja i wszystkimi mniejszosciami narodowymi i religijnymi na terenie Gruzji. Wedlug Suzany to on, jego chore pomysly i otaczanie sie osobami ze swiata kryminalnego byly winne temu, ze Gruzja na dlugie lata stala sie niebezpiecznym i niestabilnym krajem, a Abchazja i Osetia zostaly stracone. Ponoc cud ze podobny los nie spotkal rowniez Adżarii gdzie ow pierwszy gruzinski prezydent probowal za wszelka cene wytępic isniejacy tam od wiekow islam, meczety zamieniac na cerkwie lub palic. Szewardnadze potem chcial naprawiac, mial dobre zamiary ale byl nieudolny, za stary, wogole patrzyl na swiat wedlug starych zasad. No a potem przyszedl Misza- i znow plyna dlugie hymny pochwalne ku czci ulubionego polityka. Na co obecnie Suzana najbardziej narzeka? Na wysokosc pensji nie, jest zadowolona ze swoich zarobkow i warunkow zycia. Ubolewa jedynie nad zlym traktowaniem pracownikow w Gruzji jesli chodzi o przestrzeganie czasu wolnego przez pracodawcow. Ustawowo jest 40 dni urlopu. Ale Suzanie w tym roku dali tylko 6, a reszta przepada. Bo jest duzo roboty i koniec. Makabra… Drugim problemem dla Suzany sa uchodzcy z Abchazji i Osetii, ktorzy mimo ze minelo 20 lat nie zasymilowali sie na terenach na ktorych przyszlo im zyc, maja roszczeniowe podejscie do wszystkich wokol, nie dbaja o swoje domy a potem maja zal do wladz, ze im sie zawala na łeb. Ponoc w wielu miastach, zwlaszcza na zachodzie kraju, to oni odpowiadaja za wiekszosc przestepstw. Mowi ze jesli chcemy zobaczyc co uchodzcy zrobili z kwitnacym za czasow radzieckich kurortem- to mamy pojechac do Tskaltubo. Z drugiej strony nie bylo opcji aby ich nie przyjac i nie pomoc- w koncu to rodacy, to tez Gruzini, tylko mieli pecha mieszkac w zlym miejscu.. Zazdrosci nam, Polakom, ze nie mamy takich problemow. Pytam Suzane czy by wolala Arabusow z polowy Azji i Afryki tak jak w zachodniej Europie… Suzana krzywi sie.. nieeee, to ja juz wole tych naszych, przynajmniej po gruzinsku gadaja i rozumieja nasze tradycje. Na takie oto tematy gadamy sobie wsrod cudnej przyrody, kwiatow i lodowcow. Bylo tez oczywiscie o polskiej polityce, ale tego juz nie bede mieszac do relacji ze swańskich wzgórz :P

Dziwi nas troche, ze nie spotykamy na trasie zbyt wielu turystow. Doslownie kilka osob. Mijamy tez wiele cudnych miejsc biwakowych, ale namiotow nie widac zadnych. Sa czasem jakies slady dawno zgaslych ognisk. Gdyby nie to ze nie mamy jak tu wtarabanic skodusi to zaraz bysmy tu spali! A tymczasem pusto wokol... Chyba wszyscy co wjechali kolejka zostali w knajpie albo zjechali najblizszym kursem w dol i pognali gdzies w pospiechu, jak to turysci maja w zwyczaju. Po stadach w Mestii i Uszguli tu az dzwoni w uszach cisza.. i tylko hula wiatr wsrod traw i ziół... I czasem rozlegnie sie łopot skrzydel wielgasnego ptaszydla!

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 1 lis 2016, o 14:38 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2707
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Glownym celem dzisiejszego dnia jest obejrzenie sztolni/tuneli kolo miejscowosci Kaiszi. Czesc tuneli lezy przy samej drodze, inne za rzeka, na roznych wysokosciach skarpy. Wszystkie sa otwarte, nie ma tu jeszcze obłędu jak u nas, zeby wszystko kratowac, zamykac, zabetonowac - niby w celu chronienia ludzi przed nimi samymi… Od Zugdidi po Uszguli rozpytujemy wszystkich o te sztolnie. I normalnie czeski film. Wiekszosc ludzi tylko wybałusza na nas oczy, kompletnie nie wiedzac o czym mowimy. Ogolnie wywiad srodowiskowy przyniosl takie oto strzepki informacji: “to napewno tunele alternatywnej drogi”, “sztolnie zlota”, “uranu tam szukali albo czegos innego ale nie znalezli”, “elektrownia wodna miala tu byc”, “ruskie tam cos trzymali”. Smsy wysylane do znajomych aby sprawdzili w internecie tez nie przynosza zbyt duzo informacji. Udaje sie wypatrzec 19 tuneli. Czesc jest ocembrowana betonem, inne obetonowane tylko czesciowo. Niektore to sztolnie wykute po prostu w skale. Czesc jest zalana woda od wejscia, inne dopiero po 50 metrach. Ze scian i sufitow czesto plyna wodospady wody. Niezbyt dobry czas nam sie trafil na eksploracje, kiedy codziennie solidnie leje. Moze przy innej pogodzie jest w srodku mniej wody? Z czesci tuneli ciągnie chlodem, tak jakby prowadzily gdzies glebiej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ciekawe miejsce jest przy samej drodze, gdzie z wyraznie sztucznego progu wsrod skal spada spory wodospad. Pod nim sa dwa otwory czesciowo zalanych tuneli gdzie sufity przeciekaja jak sito.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najdziwniejsze sztolnie znajduja sie za dziurawym mostem. Juz przejscie samego mostu jest dosc interesujacym przezyciem. Dechy pod nogami sa solidne, nawet nie skrzypia, jak to czesto gruzinskie kładki maja w zwyczaju. Ale dla osob z lękiem wysokosci jednak nie polecam ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ci, ktorzy lęku wysokosci nie maja moga wspiac sie na wysokie filary mostu gdzie prowadza prowizoryczne drabinki.

Obrazek

Obrazek

Widac ze most byl kiedys solidny, wyraznie przystosowany pod pojazdy. Teraz prowadzi donikad.. W polowie mostu stoi na barierce cos co przypomina kapliczke. W srodku slady po wypalonych swieczkach.

Obrazek

Jeden z wiekszych otworow zamostowych prowadzi do obetonowanego, kilkakrotnie rozgalezionego tunelu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W podlodze sa dwie solidne studnie

Obrazek

Jeden z korytarzy prowadzi do ogromnej komory o żebrowanym suficie i scianach. W komorze jest taka mgla, ze wykonanie zdjecia zarowno z blyskiem jak i na dlugim czasie jest niemozliwe. W tej jednej sztolni panuje dosc dziwny zapach, nie umiem okreslic czego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy kilku obetonowanych wejsciach sa rosyjskie napisy mowiace ze wstep wzbroniony, a z reszty zatartych przez czas i przyrode liter nie mozemy odcyfrowac zadnego sensu

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W okolicy okolotunelowej jest maly kamieniolomik zalany woda. Szkoda ze nie jest cieplej to bysmy poplywali!

Obrazek

Obrazek

W centrum Kaiszi łażąc w kolko i rozpytujac miejscowych o sztolnie spotykamy trzech polskich rowerzystow z Wegorzewa, z ktorymi ucinamy sobie miła pogawedke.

Obrazek

Potem idziemy sprawdzic dokad prowadzi plytowa droga pnąca sie wzgorzami nad Kaiszi. Plyty pojawiaja sie i znikaja, przechodza w szuter, zarastaja krzakami albo rozszerzaja sie tworzac jakby pas startowy lotniska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze kilka opuszczonych budynkow nieznanego pochodzenia. Widac, ze nie byla to droga prowadzaca do gorskiego przysiolka czy na pastwisko. Czuc tu wyraznie poprzemyslowy charakter. Mijamy fajny wodospad.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dochodzimy tez do "bunkra", do ktorego od gory wplywa woda. Jest to ten dziwny “prog wodny” z wodospanem o ktorym pisalam wczesniej- tylko widziany od gory. Od tej strony tez wchodza do niego dwa tunele, zalane gdzies do ¾ wysokosci.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga idzie caly czas wzdluz gorskiego zbocza, powoli sie wznoszac. Widoki coraz lepsze.

Obrazek

Obrazek

Gdzies po poltorej godzinie wedrowki sobie odpuszczamy i zarzadzamy odwrot. Nie zabralismy nic do picia a jezyki przysychaja nam do podniebienia. Woda z potoku do picia sie nie bardzo nadaje, jest strasznie blotnista, widac u gory wciaz leje. Miejsce dokad prowadzi ta trasa pozostaje wiec dla nas wciaz tajemnica.

Nocujemy w domku na skraju miejscowosci, opatrzonym szumną karteczką "hotel" :) Budyneczek jest w budowie, jeszcze go calkiem nie skonczyli. Wlasciciela wyhaczamy na bazarze. Daje nam klucze do calego obiektu i jestesmy tam sami. W nocy huczy nam wzburzona rzeka (nasza noclegownia stoi na skarpie nadrzecznej) a do drzwi dobijaja nam sie krowy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano gospodarz przychodzi po odbior kluczy. Zauwazajac nasze worki ze smieciami woła corke, ktora łapie za worki, biegnie z nimi na kładke i ziuuuuuu do rzeki. Worki rozpruwaja sie o kamienie a butelki, pieluchy i wypluwki z posilkow plyna ozdobic plaze Anakli. Choc pewnie nie dotra do morza, pewnie zatrzymaja sie gdzies na tamach zbiornika Dżwari.... Pozegnawszy gospodarzy i my idziemy polazic kladka i powgapiac sie w szumiace nurty walącej z gor rzeki.

Obrazek

Zagladamy tez do ruin jakiejs fabryczki, gdzie grupa Gruzinow wlasnie zaczyna impreze. Na stol zagospodarowany z kawalka betonowego kloca, nakryty obrusem w kwiaty, trafiaja dwa upieczone sporych rozmiarow ptaki. Butelek z wodka jest chyba po dwie na osobe. Przypuszczam, ze jeszcze czekaja na jakies “posiłki”, bo sami chyba nie podołaja zgromadzonemu tu jedzeniu i piciu. W jednym z budynkow stoi schowany w sianie bus… Zasypany jest sianem prawie po dach. Uczestnicy biesiady prosza abym tego miejsca nie fotografowala. Po pozostalych budynkach chodze przez nikogo nie niepokojona...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 1 lis 2016, o 20:38 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:58
Posty: 3613
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Droga w stronę Mestii przypomina mi nieco nasze tegoroczne górskie słoweńskie szlaki, w które nas wplątał GPS za co mu gorące dzięki :)

Kiedy tak patrzę na Twoje zdjęcia wspienionej rzeki Enguri po raz kolejnu czuję jakim niesamowitym żywiołem jest woda. Kiedyś jechałam w Maroku trasą tuż nad oceanem. Przez długi czas miałam okazję obserwować jak unoszą się potężne zwały wody. Niesamowite wrażenie, chyba podobne do tego co czułam oglądając film "Gniew oceanu" z Georgem Cluneyem w roli głównej.

Niesamowite są te stare wieże Mestii i Uszguli. Byłam na takim odczycie o Gruzji i prelegent wyświetlał zdjęcia jakiejś niesamowitej miejscowości na końcu świata, między górami, chyba gdzieś w pasie przygranicznym. Czy Uszguli leży przy jakiejś granicy? Były tam właśnie takie wieże. Gościu opowiadał, że w tych wieżach znajdują się niezwykle cenne zabytki, głównie sakralne, gdyż w tych wieżach od wieków chowano przed wrogiem wszystko co najcenniejsze. I dalej to wszystko jest tam, a nie w muzeum, wcale nie jest jakoś specjalnie chronione.

Cytuj:
Przy drodze stoja dwa dziwne znaki. Ciezko mi jest sobie wyobrazic w tym miejscu auto jadace powyzej 30km/h


Nas też to dziwiło kiedy na drodze gdzie nam zaśmierdziały hamulce było ograniczenie do 90 km/h :D Kto byłby tak odważny, aby przy takich spadkach i zakrętach jechać z taką prędkością? Może jednak miejscowi tak jeździli... Znali dobrze drogę i mieli lepsze hamulce?

Cytuj:
I rzezbione drzwi kaplicy! I niestety opatrzone klodka... Od razu widac ze popularna miejscowosc turystyczna...


Niesamowicie wyglądają takie drzwi wśród gór i rozpadających się murów! Warto było pojechać do Uszguli pomimo tych wszystkich problemów z dojazdem!

Cytuj:
Idziemy sobie na spacer gorskim grzbietem, z ktorego rozciagaja sie rewelacyjne widoki na wszystkie strony.


Aż trudno sobie wyobrazić, że tak blisko sąsiadują ze sobą kwitnące łąki i takie potężne ośnieżone góry. Przecież to była pora letnia. W Tatrach latem też w niektórych miejscach zalega śnieg, ale jest go mało. Nie wiesz jak wysokie były szczyty widoczne na Twoich zdjęciach? Pewno ok. 4000 m n.p.m., więc to już zupełnie inna bajka. Aż mnie złapała za serce tęsknota za Tatrami. Pojechałabym już dziś, ale chodzenie tam po śniegu to już zbyt wysokie progi na moje nogi.

Spacer mostem koło Kaiszi to był chyba duży zastrzyk adrenaliny? Ale widoki super! Ciekawe czy był wykorzystywany kiedyś przez samochody, czy to tylko most dla pieszych? Spotkaliście tam miejscowych? Gdyby z niego korzystali na co dzień, to by go chyba naprawili. W końcu to most drewniany.


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 125 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.195s | 16 Queries | GZIP : Off ]