Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 18 sie 2020, o 17:27 
Offline

Dołączył(a): 23 lis 2014, o 15:53
Posty: 370
Niesamowite miejsce. Aż nie wiem czy dobrze, że podaliście na nie namiary :) No ale mam nadzieję, że społeczność tego akurat forum to cywilizowani ludzie :)


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 sie 2020, o 16:53 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
blakop napisał(a):
Niesamowite miejsce. Aż nie wiem czy dobrze, że podaliście na nie namiary :) No ale mam nadzieję, że społeczność tego akurat forum to cywilizowani ludzie :)


Tam juz nie bardzo jest co ukrasc czy zepsuc... Z tym juz sie uporali ;) Ot - wydmuszki, ktore byc moze najblizszej zimy sie zawalą. Moze dzieki namiarom ktos tam zdąży pojechac i jeszcze to obejrzec

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 sie 2020, o 16:53 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Pierwszy bunkier Wału Pomorskiego, jaki namierzamy na naszej wycieczce, siedzi w lasach między Lubiewem a Drawinami. Cienistość i wilgotność takich miejsc zazwyczaj sprzyja paprociom - przy betonowych szkieletach zawsze rośnie ich najwięcej!

Obrazek

Obrazek

Na ścianach i sufitach są super nacieki! Jak stalaktyty w jaskini. Tu w ich tworzeniu bardzo pomagają wystające pręty!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Takie bunkry właśnie lubię najbardziej, gdzie przyroda zaczyna je już pożerać. Gdy opuszczone miejsce, stworzone niegdyś ręką człowieka, zmienia się we fragment lasu, skały, pagórka czy kamienia. I ten złapany moment pośredni - już nie fragment cywilizacji, a jeszcze nie sama natura.

Obrazek

Drugi, chyba jeszcze ciekawszy bunkierek trafiamy niedaleko leśniczówki w Czarnolesie. Obiekt był niegdyś dwupoziomowy (a może i 3??) i zapewne został wysadzony, co mocno zaburzyło odbieranie i liczenie pięter, jak również postrzeganie pionów i poziomów ;) Wszystko tu jest krzywe, nieregularne, przechylone, wygięte, jakby zawieszone i zaraz miało spaść. Podłoga jest dosyć fragmentaryczna i kończy się w miejscach zdecydowanie niespodziewanych. Solidność wystającego na wszystkie strony metalu sugeruje jednak, że co miało zlecieć - zleciało już dawno, a obecny stan można uznać za nawet całkiem stabilny!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez chwilę się czuję, jakbym znalazła się w Lipawie, w podobnie ukośnych, poszarpanych i rozłupanych bunkrach zdobiących całe wybrzeże Karosty. Ech… w mojej ukochanej Lipawie, w której właśnie jakoś teraz byśmy byli, gdyby nie zabawy polityków, uzurpujących sobie rząd dusz… :( No cóż… Dzikich nadmorskich plaż tu nie znajdziemy, ale z dużym prawdopodobieństwem sukcesu ruszamy na poszukiwanie biwaku gdzieś nad brzegiem jezior czy rzek…

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 23 wrz 2020, o 17:48 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Raczej nie gustuję w parkach narodowych (bo nie lubię zakazów, którymi one bywają najeżone jeszcze bardziej niż pozostałe tereny naszego kraju) - to Drawieński PN jest moim ulubionym. Jest chyba jedynym, który oferuje tyle legalnych miejsc biwakowych i to zaaranżowanych w klimatyczny i dogodny sposób. Wzdłuż całej Drawy jest chyba kilkanaście miejscówek przypominających nieco estońskie RMK - wiaty, miejsca ogniskowe, kibelki, możliwość dojazdu. Głównie są one przygotowane z myślą o kajakarzach, ale każdy inny strudzony wędrowiec również może się tu zatrzymać (w sezonie za symboliczną opłatą).

Pierwsze biwakowisko namierzamy koło leśniczówki w Czarnolesie. Duża, porządna, okrągła wiata z paleniskiem pośrodku.

Obrazek

Obrazek

Ale nie zostajemy tu. Jakoś miejsce nie do końca przypada nam do gustu. Zbyt blisko zabudowań, obok zaraz stoją jakieś traktory, jakby rozłożyć się komuś w ogrodzie. Jedziemy dalej. Tutaj możemy sobie pozwolić na wybrzydzanie - bo jest w czym wybierać! :)

Kolejne biwakowisko zwie się Kamienna. Tak wypaśnego wiatowiska to ja jeszcze nie widziałam - istne miasteczko wiatowe!

Obrazek

Mają tu nawet piaskownicę, co bardzo przypada do gustu części ekipy.

Obrazek

Jest więc dogodne miejsce do zabawy “nową” ciężarówką. Tzn. tą zdobyczną. “Mamo, czy ty też tak masz, że znalezione cieszy cię bardziej niż kupione?” I cóż ja mam powiedzieć? Muszę prawdę ;) Zresztą nasza domowa szafka, pełna wszelakich skorup, korzeni i innych fantów mówi sama za siebie ;)

Obrazek

Jest tu nawet specjalna ławeczka w rozmiarze kabaczym.

Obrazek

Niektóre “fragmenty wyposażenia” mają funkcje dla nas nieznane. Albo tylko ozdobne? Np. po kiego diabła ktoś powbijał te pale o kilka metrów od siebie?

Obrazek

Dzisiaj będzie jajecznica! :)

Obrazek

Krąg ogniskowy mają tu naprawde solidny! Zmieści się ognisko o takich rozmiarach, że można dawać znaki dymne do kontaktu z kosmosem!

Obrazek

Obrazek

Wieczorem, już po zmroku, mamy dziwne spotkanie. Na biwakowisko wjeżdżają dwa kampery. Wjeżdżają może jest zbyt dużo powiedziane - zatrzymują się na drodze dojazdowej. Stoją jakieś 5 minut świecąc nam w oczy reflektorami. Potem z jednego z nich wysiada koleś i do nas podchodzi: “Przepraszam bardzo, czy tutaj jest bezpiecznie?” Pytanie to całkowicie wybiło nas z tropu - "Tak, a czemu pan pyta?” - “No dzikie zwierzęta, tubylcy. Nie ma tu np. huraganów?”. Oczy robią się nam coraz bardziej okrągłe ze zdumienia. “Huragan” - jako wiatr? Czy jako ksywa jakiegoś szczególnie groźnego lokalsa? Wychodzi drugi koleś. Omiata okolice wzrokiem. “Chyba tutaj znów musimy spać za kierownicą, nie ma wyjścia, na wszelki wypadek”. Coś plasnęło w Drawę. Bóbr? Wydra? Duża ryba? Nie wiem. No plum, po prostu, jak to nad rzeką. Stojący bliżej mnie koleś podskoczył. “Co to było??” - i wwierca we mnie oczy. Mówię, ze nie wiem. No bo skąd mam wiedzieć? “Jak to nie wiesz?!?!! Śpisz tu i nie wiesz???!!” - koleś staje się nieco agresywny, tak jakbym ja była odpowiedzialna za faunę naddrawienskich lasów. Na końcu języka mam, że zaczęłam widzieć jedno niebezpieczeństwo, które stoi metr ode mnie i zaczyna właśnie krzyczeć bez powodu i machać rekami. Pomiotawszy się nieco między wiatą a ogniskiem, kolesie odchodzą. Słyszę jeszcze, że jeden do drugiego mówi półszeptem “ona coś ściemnia…”. Wsiadają do aut. Stoją jeszcze z 10 minut świecąc reflektorami nam prosto w oczy. Musimy odejść od ogniska bo się człowiek czuje jak naprzesłuchaniu… Chwile potem kampery odjeżdżają. Nie wracają już. Zostajemy sami na pustym, ciemnym i niebezpiecznym biwakowisku nad Drawą. A przepraszam. Nie sami. To coś plasnęło w wodę jeszcze ze trzy razy! :)

Z Głuska suniemy sobie płytówką. Płytówka zawsze prowadzi w ciekawe miejsca!

Obrazek

Ta np. doprowadza nas do mostu zwanego niskowodnym. Most jest nieco nadgryziony zębem czasu i jak wszystko w Polsce co jest ciekawe i nie wali na kilometr świeżą farbą - został uznany za niebezpieczny i siedzi w siatce. Ale w siatce jest dziura! :) Taaaa.. W Gruzji to by na nim stał znak 10 ton! :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy też na kolejne pole namiotowe zwane Pstrąg, chyba najbardziej zagubione w przepaścistych, tutejszych lasach.

Obrazek

Obrazek

Miłe rozlewiska Drawy. Aż by się chciało rzeczywiście siąść na jakieś pływadło i ruszyć z prądem w dal!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A w Drawniku pole biwakowe oferuje prawdziwą chatę! Nieco przewiewną, ale z kominkiem i innymi paleniskami, podestami do spania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak przy tym wychodzą np. takie Bieszczady czy Beskid Niski, gdzie pobudowali wiaty, ale raz że dupiane, a dwa że nie wolno w nich przebywać po zmroku “bo park narodowy”. Przyjechali by lepiej nad Drawę się czegoś o parkach nauczyć!!!

Nad jednym z dopływów Drawy, zwanym chyba Płociczna, między dwoma jeziorami Ostrowite i Pasieczno, mam na mapie znaczone miejsce, jakby mały przysiółek, zwany Pustelnia. Gdzieś kiedyś wyczytałam (albo może ktoś mi opowiadał?), że tam są ruiny elektrowni wodnej. Z miejscowości Załom długo się tam jedzie leśnymi drogami, które o dziwo są udostępnione do ruchu. Ruin żadnych nie znajdujemy, a przynajmniej na tyle solidnych, żeby ich fundamenty wyłaniały się z czerwcowych zarośli, ziół i bujnych traw. Nic nie ma. No trudno. Ale przynajmniej pojeździliśmy sobe wyboistymi drogami, co w Polsce, krainie asfaltów i zakazów, wcale takie łatwe do osiągnięcia nie jest…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzeka w Pustelni. Nie wiem czy to wyszło na zdjęciu, ale w wodzie leżą kłody drewna, a na nich porasta mech, spore kępy trawy, kwiatów, a nawet niewielkie krzaczki. Takie podłużne wysepki. Ciekawie to wygląda! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już po powrocie sprawdziłam dokładniej. Były ruiny elektrowni w Pustelni. Nie jakieś bardzo okazałe, ale były… Szkoda, że je przegapiliśmy, szukając chyba w złym miejscu :( Zdjęcie z googlemaps (www.facebook.com/28cali). Może więc będzie powód aby tu wrócić?

Obrazek


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 28 wrz 2020, o 19:32 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Dziś kolejne spotkanie z leśnym betonem Wału Pomorskiego :) Niektóre nawet dosyć przypadkowe! Koło Starego Osieczna trafiamy na stary cmentarz i ruiny kaplicy.

Obrazek

Obrazek

Miejsce ma pewien przedziwny akcent! W dawny mur cmentarny jest wkomponowany niewielki bunkier z żelazną kopułą. Ciekawe czy miał pilnować nieboszczyków czy takie miejsce było sposobem jego ukrycia?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzisiaj jest głównie siedliskiem owadów. Krążą w nim i w jego pobliżu całe roje komarów, meszek, much i szlag wie czego jeszcze. Kabak nie chce wejść do środka: “Tam pewnie coś zdechło i dlatego jest tyle much! Ja tam nie idę - jeszcze w coś wdepnę, wniosę do busia i będzie nam śmierdzieć cały wyjazd! Wydaje mi się, że tu blisko leży coś nieżywego!” Hmmm… skądinąd całkiem dobre odczucie… W końcu jesteśmy na cmentarzu, więc “tego czegoś nieżywego” może być w okolicy całkiem sporo…

Z jednego z betonowych bloków sterczy taka poszarpana, stalowa szyna. Nie wiem czy kiedyś był o to omotany drut kolczasty? Albo jakie inne mogło to mieć zastosowanie?

Obrazek

Obrazek

Drugi bunkier namierzamy niedaleko, po drugiej stronie szosy. Mijamy mały przysiółek przy szutrowej drodze.

Obrazek

Obrazek

Bunkier siedzi na wygrzanej górce pachnącej sosnową żywicą. Tu jakoś nie ma kłębów much. Tu sa motyle! Chronią się w cieniu przed słońcem. Zawsze przyjemniejsze towarzystwo podczas eksploracji betonowych głębin!

Na widok ściany betonu kabak zakrzykuje: “To zupełnie wygląda jak w czeskich Skalnych Miastach”. Zatkało mnie.. “Ale ty przecież nigdy jeszcze tam nie byłaś???”. “Ale u nas w przedpokoju wisi zdjęcie i patrzę na nie częściej niż na wiele miejsc gdzie byłam!”

Obrazek

Obrazek

Złazimy w skalne otwory ukryte wśród splątanych zarośli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niejeden złomiarz zapewne zaczyna się oblizywać na taki widok ;)

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze z cytatów kabaczych: “Mądrze, że zrobili tu to okienko. Ludzie mają gdzie sobie postawić piwo!”

Obrazek

Obrazek

Zachowały się napisy, acz niewiele.

Obrazek

Przy bunkrze znaleźliśmy też śliczne nakrapiane piórka! :D

Obrazek

Odwiedzamy jeszcze lokalny sklepik. Tak się kończy jak nie ma nawet kawałka siatki ;)

Obrazek


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 wrz 2020, o 16:54 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Kolejny nocleg wypada nam nad jeziorkiem koło Dzwonowa. Miejsce biwakowe jest położone bardzo blisko wsi, praktycznie na jej obrzeżach, kilkadziesiąt metrów od ostatniej chałupy. Obawiamy się więc, że ono w ogóle na nocleg sie nie nada. A tu jednak zaskoczenie - miejsce jest ciche, miłe, puste i wręcz daje poczucie przebywania gdzieś w głuchych lasach!

Jeziorko większość brzegów ma zarośniętę sitowiem, trafi się też czasem jakieś malowniczo powalone drzewo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też mini plaża, więc w celu kąpieli nie trzeba się przedzierać przez chaszcze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pobliskim lasku trafiam też na improwizowany wychodek, wykonany prostym sposobem, ale bardzo sensownie i funkcjonalnie.

Obrazek

Wieczór mija nam jak zwykle na podwędzaniu się w dymie ogniska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano znad tafli wody podnoszą się malownicze mgły...

Obrazek

Obrazek

Podczas naszego przebywania nad owym jeziorkiem - nie przewinął się żaden człowiek. Ni wędkarz ni grzybiarz... Za to biwakowisko nawiedziło chyba z 6 psów. Przychodziły kolejno, pojedynczo i zachowywały się dosyć nietypowo. Nie ujadały, nie żebrały o jedzenie, nie próbowały nas obwąchiwać. Robiły jakby obchód terenu. Na początku obiegały wiatę (często obsikując jej jeden ulubiony filar), potem biegły truchcikiem brzegiem jeziora mocząc łapki, po czym podchodziły do nas, do ogniska. Ale trzymały dystans, siadały jakies 3-4 metry od nas i dłuższą chwilę patrzyły nam w oczy. Potem nagle się zrywały, wykonując czasem drobne szczeknięcie (a czasem nie) i lekkim jakby slalomem pomiędzy niewidzialnymi przeszkodami oddalały się w stronę wsi. Psy były raczej zadbane, odpasione, ale biegały luzem i samotnie.

Obrazek

Kabak ma na ta sytuacje gotowe wytłumaczenie: “A może wszyscy ludzie z tej wsi zamienili się w psy? I przychodzą aby nam coś powiedzieć, tylko my ich nie rozumiemy?” I cóż można powiedzieć? Że owo podejrzenie zdementowane nie zostało ;) Rano odjechaliśmy w siną dal, nie sprawdzając stanu gatunkowego przebywających w wiosce postaci! ;)


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 1 paź 2020, o 18:29 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Wał Pomorski ma jedną wadę - człowiek się za szybko do niego przyzwyczaja! Wchodzi w krew i wsiąka w ciebie poczucie, że to normalne, że idziesz lasem, a co chwilę wyłania się zza zarośli jakiś “urozmaicacz” czasoprzestrzeni. Że las zawiera nie tylko drzewa, ale też sporo porzuconego i zapomnianego betonu. Że w czasie deszczu nie pozostają ci tylko kapiące gałęzie ale solidny dach nad głową jest gwarantowany prawie za każdym zakrętem. A potem jedziesz w inny, klasyczny las - i ci tego cholernie brakuje. Bo troche nudno, bo tylko drzewa i drzewa.. Bo już mimowolnie wyszukujesz kątem oka pagórków, załamań terenu, usypisk kamieni czy ziejących czernią dziur..Bo magia zapachu wygrzanej żywicznej sosny jakoś się potęguje, gdy pomieszać ją z chłodnym aromatem starego, mokrego cementu..

I dzisiaj będzie o jednym z TYCH lasów. Tych, gdzie chyba na 10 drzew przypada jeden bunkier ;) Ma to akurat miejsce koło Prusinowa Wałeckiego, ale pewnie mogłoby być w każdym innym tutejszym zakątku.

Obrazek

Obrazek

Dojście do pierwszego bunkra jest nieco utrudnione przez powalony las. Wiatrołom? Czy ścinka? Ciężko oszacować. Chyba jedno i drugie. Ale tak targających za ubrania gałęzi to jeszcze nie widziałam! Po 5 minutach chowam kapelusz. Nie ma opcji w nim iść. Za chwilę jednak wyjmuje, bo w przeciwnym wypadku chce mi zerwać skalp ;)

Do takiej studni można sobie wleźć. Niektórym dwa razy powtarzać nie trzeba.

Obrazek

Kolejny bunkierek. Malowniczo wysadzony, z dwuspadowym dachem i ogniskowym miejscem widać nie raz używanym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ledwo co wyleźliśmy z poprzedniego - znów nurkujemy w chłodny oddech piwnicznych pomieszczeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce okazuje się być bardzo dogodne na hamak, z czego nie omieszkamy skorzystać! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście zupełnie jak do jaskini!

Obrazek

Obrazek

Wygrzane, pachnące lasy pełne niespodzianek!

Obrazek

Obrazek

A tu się napatoczył taki nieduży, jednopomieszczeniowy ale zawsze do kolekcji!

Obrazek

Obrazek

W ściany niektórych bunkrów wbudowane są komponenty drewniane. Mur i wśród niego nagle bęc! Decha!

Obrazek

Obrazek

Czy może być coś lepszego? Świat na granicy światła i mroku. Pomiędzy pokruszonym betonem a falującymi na wietrze paprociami.

Obrazek

A na jednym ze wzgórz są dwa bunkierki koło siebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rdzawe sufity.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo napisów się zachowało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na koniec dnia jeszcze taki obiekt. Już kawałek dalej, bo koło Starowic, nad Piławą. Jakiś taki mało porośnięty, jakby pozamiatany i zmalowany sprejem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nocujemy koło niego - nad rzeką, gdzie jest chyba miejsce spławiania kajaków.

Obrazek

Miejscowi coś chyba nie przepadają za kajakarzami, ciekawe dlaczego?

Obrazek

Drzewo nieco inne od pozostałych..

Obrazek

Do snu grają nam wojskowe samoloty z nadarzyckiego poligonu. Nie wiem jak to jest... Czy to jest przypadek czy przeznaczenie, ale my non stop lądujemy gdzieś na skraju poligonu... Albo tych poligonów jest tak dużo, albo nas coś ciagnie w ich pobliże?

Obrazek

Obrazek


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 5 paź 2020, o 20:04 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Jest sobie miejscowość Jastrowie. I koło niej płynie rzeka Gwda. Nad rzeką wisi most kolejowy. Faktycznie dosłownie wisi, bo został wysadzony pod koniec wojny. Most jest jedną z niewielu pozostałości dawnej linii kolejowej Jastrowie - Złotów, która została rozebrana.

Most jest krzywy, pordzewiały i malowniczo wygięty. Historia, patyna lat i przyroda odcisnęły na nim swoje piętno. To co buby lubią najbardziej! Będąc w okolicy nie omieszkam go więc odwiedzić. Nie wiem czemu, ale w moich wyobrażeniach jest to miejsce puste, gdzie psy d.. szczekają, o ile w ogóle jakikolwiek pies miałby tam powód się zaplątać. Że sporadycznie spotkać tam można jedynie sympatyków miejsc opuszczonych, lokalnych miłośników trunków rozgrzewających, bądź ostatecznie jakiegoś śliniącego się złomiarza, ze smutkiem szacującego nośność swojego wózeczka ;) Jakież więc jest moje zaskoczenie!!!

Przy wejściu na most (czy raczej w miejscu gdzie jest na niego widok), kłębi się całkiem pokaźny tłumek ludzi. Jest kolejka do zdjęć! Grupki stoją i narzekają, że most jest krzywy i niewyremontowany. Walą selfi na jego tle, wydymając usta lub odwrotnie - ściągając je w niby - buziaka, pokazując gestami ok, zwycięstwo, szatana, telefon i szlag wie co jeszcze. I dalej nawijają - że skandal, że to tak wygląda, że mogliby coś z tym zrobić np. wyburzyć. Że jakby zainwestować i pomalować to to miejsce mogłoby być piękne, a tak tylko przygnębia! Ale stoją i walą te swoje selfiaki dalej. No żesz ich! Nie dopcham się do jutra! Nie wytrzymuję i z czystej ciekawości pytam czemu tak zapamiętale fotografują miejsce, które im się nie podoba? Czy potem będzie im miło patrzeć na zylion brzydkich i przygnębiających zdjęć? Zwłaszcza, że zaraz obok, w zasięgu wzroku jest drugi most - prosty, czysty, odremontowany. Ten, którym Gwdę przekracza droga nr 189. Bo tutaj jest takie wyjątkowe miejsce, że są obok siebie dwa mosty pt: ”dla każdego coś miłego”. Dla tych, którzy lubią stare i krzywe (ja), i dla tych, którzy lubią nowe i proste (oni?). Więc czemu na swoje sesje wybrali ten most, który nie jest zgodny z ich poczuciem estetyki? Robią zdziwione oczy. Dwóch gości robi zdjęcie drogowego mostu. Jedna z dziewczyn zauważa: “Ale u nas w mieście też jest taki sam most! Więc po co żeśmy aż tu jechali?”...

Cóż… Nieraz nie rozumiem ludzi i mechanizmów, które nimi kierują…

Ostatecznie nie wchodzę na most… Robię tylko kilka zdjęć.. Właśnie zaczęło solidnie lać. U wlotu na żelazny most zrobiło się pusto - jak w moich wyobrażeniach...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 6 paź 2020, o 16:53 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Z Wałcza wędrujemy sosnowymi lasami. Mijamy wiadukt. Może jakiejś dawnej kolejki? Po torowisku jednak nie pozostały żadne ślady. I górą i dołem idzie normalna, leśna droga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej las ulega drastycznej zmianie. Staje się bardziej wilgotny, ponury, raz po raz coś chlupie pod butami. Drzewa są powykręcane, a gałęzie przybierają drapieżne formy. Omszałe konary bujają się na wietrze, który jakoś teraz się zerwał. Przy ziemi go nie czuć, ale solidnie wyje w koronach i potrząsa co wyższymi gałęziami. “Ten las jest ożywiony - lubię takie lasy, nie są nudne” - zauważa kabaczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ledwo widoczna ścieżka skręca w bok, pomiędzy wysokie trawy i malownicze łubiny. To chyba tu… Mlaskanie pod stopami się nasila. Gdzieś tam, w splątanym chaszczu, czai się cel naszej dzisiejszej wycieczki - “Grupa Warowna Marianowo”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wejście wita nas paszczą, najeżoną porwanymi blachami i prętami.

Obrazek

Obrazek

Budowla ta nigdy nie została dokończona. Za to ją wysadzili - i ten fakt zdaje się głownie decydować o jej klimatycznym wyglądzie. Obiekt jest duży i rosochaty. Powygryzane ściany, zawalone wszelakiej wielkości kamulcami podłogi, rdza sufitów, wystające zbrojenia ścian - i oczywiście iście jaskiniowe nacieki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Coraz to nowe drzwi i okienka patrzą na nas zapraszająco, zachęcając do odwiedzenia kolejnych poziomów zagubionego w lasach obiektu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wewnątrz bunkra uderza maksymalna cisza. Słychać tylko nasze oddechy, kroki czy niekoniecznie cenzuralne okrzyki, gdy np. przydzwoni się głową w sufit. Gdy przystanąć i zawisnąć w bezruchu - nie słychać totalnie nic. Woda nie kapie, ptaki nie śpiewają. Betonowe ściany głuszą nawet szum drzew. Przecież był wiatr! Czyżby tak nagle ustał? Lubię takie momenty, gdy w uszach dzwoni tylko cisza. To rzadki stan i trudny do odnalezienia w dzisiejszym świecie. Czasem to się zdarza w pustych kościołach albo zimowym lesie. Powietrze przesycone taką maksymalną, ogłuszającą ciszą jest jakby gęstsze i ma specyficzny zapach.

Akuku!

Obrazek

To wygląda ja jakąś dawną strzelnice.

Obrazek

Niektóre korytarze oferują tor przeszkód. Taki do przebycia…

Obrazek

Albo i nie… ;)

Obrazek

Zachowało się sporo starych napisów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I okienek o nieznanym mi przeznaczeniu.

Obrazek

Po trzecim rozgałęzieniu już nie bardzo wiemy, gdzie jesteśmy. To też ma swój urok. Idziesz - i nie wiesz gdzie wyjdziesz. Wychodzimy oczywiście z zupełnie innej strony pagórka.

Podziemna ekipa w komplecie.

Obrazek

Obrazek

Marianowo to chyba jeden z większych obiektów Wału Pomorskiego, którym można się jeszcze nacieszyć. 11 lat temu byliśmy w dwóch też sporych:
- Góra Wisielcza w Strzalinach: https://photos.google.com/share/AF1QipP ... JaOTlmbjFR
- Góra Śmiadowska: https://photos.google.com/share/AF1QipM ... dfcFFPWUNn

Fajnie było! Teraz już tam nie jechaliśmy, aby sobie nie psuć wspomnień. Z tego co słyszałam oba teraz nie są dostępne i dziki eksplorator nie ma tam czego szukać (chyba że z palnikiem do krat ;) )


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 9 paź 2020, o 18:27 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Dziś spotykamy się z Ziutą i Grzesiem. Kilka kolejnych dni będziemy się włóczyć wspólnie. Na pierwszy nocleg w tej zacnej ekipie zawijamy na znane nam już miejsce - kajakowe wiatowisko nad Piławą.

A pogodę szlag trafił… Tak jak dotychczas na tym wyjeździe nie mieliśmy na co narzekać (no może jedynie na to, że jak na czerwiec bywało dosyć chłodno) - no to teraz jest niedobrze.. Ściana deszczu… Mokro, mgliście, zimno… Jedziemy powłóczyć się po Bornym Sulinowie. Byliśmy już w tym mieście 11 lat temu, ale nie we wszystkie zakamarki udało się wtedy pozaglądać. Borne ze względu na swoją specyficzną, poradziecką historię nadal zawiera dużo ruin i opuszczonych obiektów, acz mam wrażenie, że z każdym rokiem jest ich mniej. Coraz bardziej upodabnia się do każdego, innego miasteczka w tym rejonie. Trochę żal, że traci swoją specyficzność i niepowtarzalność - i chyba to, co najbardziej przyciąga tu turystów. No bo po co można jechać do Bornego? Jezioro, pizzerie i chodniki z kostki bauma są wszędzie…

Zaglądamy do ruin Domu Oficera, który poprzednim razem jakimś cudem przegapiliśmy. Jak to się mogło stać? Do teraz nie wiem. Chyba ktoś go wtedy przykrył czapką niewidką!

Zwiedzanie miejsc opuszczonych w ulewę ma swoje i plusy, i minusy. Fajne jest to, że nie leje się na łeb. Z drugiej strony szansa zawalania się stropów wiszących na słowo honoru wtedy drastycznie wzrasta.. Cieszymy się więc pierwszym, ściągamy z radością kaptury wiszące na oczach.. I staramy się nie myśleć o drugim ;) Acz budynek ciągle nam o tym przypomina. Nie wiem czy on tak zawsze “śpiewa”? Czy może jest to tylko deszczowa piosenka? Tak jak wczoraj w Marianowie w betonowych podziemiach mieliśmy okazję nacieszyć się ciszą maksymalną - tu jest totalnie na odwrót. Słychać wodospady wody lejące się z miejsc, gdzie dach już jest zupełnie niekompletny, dudnienie kropel w blaszane fragmenty dachowych lub ściennych okuć… Cienkie strużki płynące po ścianach i wsiąkające nie dotknąwszy podłogi - jakoś dziwnie szeleszczą. A podłogi - to już odrębna bajka! Każde pomieszczenie skrzypi na własną, niepowtarzalną melodie, a i kroki moje, toperza czy kabaka, przyjmują, w zależności od masy osobnika, zupełnie inne palety dźwięków.

Zwiedzamy dosyć długo… Z jednej strony nieraz z niepokojem patrząc w góre na chrupiące deski, z drugiej strony rozkoszując się tym, wprawdzie wilgotnym i mglistym powietrzem, ale bez “atrakcji” w stylu kaskady zalewającej oczy…

Obrazek

Obrazek

Ten koń galopuje, hamuje ściągany lejcami czy staje dęba?

Obrazek

A tu inne sceny o dużej dynamiczności.

Obrazek

Łukowato i kuliście..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tędy przechodziliśmy kilka razy.. I za każdym, zerkając katem oka, wydawało mi się, że to nie okno tylko stojąca postać…

Obrazek

A tu już prawdziwe cienie wyłaniające się z zatęchłego mroku…

Obrazek

Obrazek

Wesoła Ziuta na krawędzi urwiska.

Obrazek

Naścienne złote myśli…

Obrazek

Jakoś z tym tu wypisanym - skojarzyło mi się jeszcze jedno, takie bardzo współczesne… “Czy warto zrezygnować z życia, żeby przypadkiem nie umrzeć?”

Niby takie proste malunki a jakoś nas urzekły! :)

Obrazek

Obrazek

Schematyczność rysunków przypomniała mi nieco prace mojego kolegi z przedszkola. Chłopak miał niesamowitą umiejętność, aby za pomocą kilku kresek narysować wszystko. Gdy inne dzieci pół godziny mazały i gryzły kredki z przejęcia, on stawiał od niechcenia kilka kresek, po czym siedział i się nudził. Niezależnie czy miał to być górnik w kopalni, Baba Jaga czy atak kosmitów. I nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co przedstawia jego obrazek. Pamiętam, że nasze nauczycielki z tym “stylem” walczyły, ale chłopak nie umiał albo nie chciał inaczej. Ciekawe jak potoczyły się jego dalsze losy i czy dziwny dar jakoś wykorzystał w przyszłym życiu.. Krzysiu! Jak to przypadkiem czytasz - to się odezwij! :)

Wewnętrzny dziedziniec…

Obrazek

Obrazek

A tu drugi? Albo jakaś duża sala? Tylko sufit się zdematerializował?

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Świat zza krat…

Obrazek

Chłodny oddech piwnicy…

Obrazek

Czy tylko ja mam wrażenie, że na tym zdjęciu coś dziwnego się stało z perspektywą? Nie, za stołeczkiem nie było przepaści ;)

Obrazek

Jedno z najdziwniej umiejscowionych okien jakie widziałam!

Obrazek

Dom Oficera od strony jeziora.

Obrazek

Obrazek

Odnajdujemy też ruiny willi w lesie. Niewiele do oglądania tu zostało…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzuca się oczy też czołg na pomniku.

Obrazek

Obrazek

Ruiny bloku są już wypatroszone ze wszystkiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal stoją porzucone samochody. Ech.. powiew wschodu, na który nie udało sie w tym roku pojechać...

Obrazek

Obrazek

Różne detale też przypominające w jakim mieście jesteśmy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No bo tutaj jest muzeum. Dziś jest zamknięte. Zwiedzalismy je wiosną 2009. Nasze zdjęcia z wnętrz muzeum i w ogóle z Bornego z tamtego wyjazdu można obejrzeć TUTAJ: https://goo.gl/photos/H7Rz7qdTjPDhTTDq9

I jeszcze jakieś porzucone budynki tu i tam..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja nie poszłam dalej… Sufit nie wzbudzał mojego zaufania. Ale odważnej Ziuty byle rysa nie zatrzyma! :)

Obrazek

Ogromna przestrzeń na obrzeżach miasta usiana jest szkieletami budynków. W jeziorach kałuż przeglądają się pofragmentowane samochody, o wypatroszeniu spójnym z pobliskimi blokami.

Obrazek

Obok przycupnęły również autka będące jeszcze na chodzie, acz wyglądają na nieco zaniepokojone zaistniałą sytuacją ;) Trochę można się poczuć niepewnie.. Bo czy nie każda, przybyła tu maszyna skończy w wyżej zaprezentowany sposób?

Obrazek

Malowidła średnio zapraszają do środka ;)

Obrazek

Obrazek

Solidna, betonowa, zbrojona płyta powoli przestaje się opierać.. Ząb czasu w natarciu…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przestronne wnętrza pełne kolumnad…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tylko wilcy wyją w pustych halach…

Obrazek

Świat widziany z wysokości :)

Obrazek

Na biwak jedziemy już koło 14. Skończyły się zadaszone miejsca do zwiedzania, a w butach chlupie chyba wszystkim oprócz kabaka, bo dla niej wzieliśmy gumiaczki. Jedziemy na Wrzosowiska Kłomińskie. Bo tam sa wiaty. A wiata najlepszym przyjacielem biwakowicza!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Długie godziny deszczowego biwaku każdy wykorzystuje na swoje ulubione czynności. 5 osób 5 światów ;)

Obrazek

Ale nie martwcie się! Integracja też była! :)

I na tym się kończy nasze tegoroczne zwiedzanie rejonów Bornego Sulinowa. W części okolicznych miejsc byliśmy już za poprzednim pobytem. Relacji wtedy nie pisałam, są tylko zdjęcia.

Kłomino, które wtedy było a teraz już go nie ma.. ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/Yk9wP2GRNABxWS969

Brzeźnica Kolonia, która była i jest, ale nie mamy parcia, aby zobaczyć jej deszczową odsłonę ZDJĘCIA: https://goo.gl/photos/a4ewnW5kSwjQi9Qt6

Jutro suniemy dalej ku północy.


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 13 paź 2020, o 17:19 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Zachodniopomorskie nie jest chyba aż tak obfite w ruiny pałaców jak np. Dolny Śląsk, ale conieco można tutaj również znaleźć...

JUCHOWO

Solidne, ceglane ruiny o ciekawej bryle. Takie właśnie pałace lubię najbardziej, które przypominają bajkowy zamek niż stodołę czy kamienice. Jest na czym zawiesić oko - bo tu wieżyczka, tu wykusz, tu baszta a tam gzymsik. Pałac miał historię typową dla “ziem odzyskanych”. Po wojnie mieściły się w nim różne instytucje użyteczności publicznej (więzienie, przedszkole, szkoła). Skądinad pozazdrościć dzieciom tam pobierającym nauki! Co to musiały być za nielegalne i tajne wyprawy na strychy, do baszt, do piwnic! I jakie odkrycia! Myśmy też takie wyprawy przedsiębrali! A nauczyciele (a głównie woźna) to zwalczali. Tylko co my moglismy odkryć w takie klasycznej “tysiąclatce”?

W latach 80tych budynek przestał być używany. Może zbudowali nową szkołe?

Dziś malowniczą wydmuszkę oglądamy już tylko z zewnątrz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A po drugiej stronie rozlewiska stoją zabudowania przemysłowe - chyba gorzelnia?

Obrazek


RADACZ

Ten pałac dla odmiany po wojnie służył jako siedziba dyrekcji PGR, ośrodek kolonijny (znów zazdroszczę dzieciakom), a potem jako siedziba Monaru.

Okolice pałacu zapadły nam w pamięć jako pełne ślimaków i ociekające wodą. Krótki spacer, a spodnie mamy mokre do pasa (a kabak do szyi).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej przypadły mi do gustu bulaste baszty!

Obrazek

I wiszące schody.

Obrazek

Są tu też faliste drabinki z dawnych lat.

Obrazek

Szachulcowy kościół..

Obrazek

Obrazek

Każdy nasz krok jest dokładnie obserwowany!

Obrazek


MOSTOWO

Z pałacu zostało niewiele. Na dodatek jest to strzeżone przez wyjątkowo zjadliwe pokrzywy, więc zapał do przedzierania się dość szybko gaśnie.

Obrazek

Obrazek


STAROGARD

Ruiny pałacu są tu bardzo odsprzątane i odremontowane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba więcej niż murów jest stalowych konstrukcji, które chyba mają te mury wzmacniać. Albo to dla ozdoby powiesili? Aby bardziej futurystycznie wyglądało?

Obrazek

Obrazek

Herb osadzony w jednym z okien. Wygląda jakby go wymurowali wczoraj.

Obrazek

Jedynie zabudowania przypałacowe (częściowo zamieszkane) zachowały w sobie odrobinę patyny.

Obrazek


LIPCE

Do tego pałacu w ogóle nie udaje się nam podejść, tak szczelnie jest ogrodzony.

Obrazek


ROŻNOWO ŁOBESKIE

Furtka do przypałacowego ogrodu sugeruje jakich klimatów możemy się spodziewać i dalej :)

Obrazek

Ruiny z ciekawym balkonem toną w buszu zieloności. Taaak.. Lato nie jest najlepszym momentem, aby zwiedzać tego typu ruiny. Od lat wiemy, że “na pałacyki” jeździ się od listopada do połowy kwietnia. No ale co zrobić, jak teraz tu jesteśmy, a w bezlistne okresy roku nas tu nie będzie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabudowania przypałacowe są wykorzystywane w celach imprezowych. Widać ślady ognisk i biesiad. Trudno się dziwić - bo wspaniałe miejsce do takich celów!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 20 paź 2020, o 22:32 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Głuche lasy pomiędzy Bobolicami, Miastkiem a Białym Borem skrywają głównie jeziora. Ale nie tylko... Coś bardzo ciekawego udaje się nam wypatrzeć między wioskami Gołogóra i Dalimierz. Wędrując ścieżkami czy brukowanymi dawno drogami, można się natknąć na nietypową budowlę. W środku lasu, z dala od innych zabudowań, stoją ogromniaste zwały betonu, o kształtach nie kojarzących się z niczym.

Budynek to ponoć dawna fabryka, postawiona przez Niemców jeszcze przed wojną. Najwięcej głosów twierdzi, że to “fabryka kamienia tłuczonego”, gdzie ów kamień łupano w celu pozyskania budulca na drogi, te wszystkie “kocie łby”, którymi ochoczo jeździmy do teraz. Kamień ponoć miał też być używany dla bunkrów i innych umocnień militarnych. Fabryka przez lata obrosła również legendami i niektórzy twierdzą, że kamień to tylko przykrywka dla innych, dużo bardziej niekonwencjonalnych zastosowań. Nutka tajemnicy oczywiście dodaje temu miejscu uroku :)

Budowla obecnie służy miłośnikom górskiej wspinaczki (bo stąd do prawdziwych gór nieco daleko) oraz lokalnym imprezowiczom ( do tego celu miejsce nadaje się cudownie!). Sami nie możemy się powstrzymać, by choć na chwilę zasiąść na fotelach okalających ognisko, podczas gdy nad nami wznoszą się monumentalne kolumnady betonowych, omszałych ścian.

Obrazek

Mimo że spora część budynku jest pozbawiona dachów - wnętrza są cieniste i mroczne. W wąskie przejścia między wysokimi ścianami nie dociera słońce - nawet w tak jasny i pogodny dzień jak dzisiejszy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejścia do kolejnych pomieszczeń, bujnie już zarosłych zielskiem wszelakim.

Obrazek

Boczne ściany fabryki najeżone są kolcami prętów i różnistych haków o nieznanym przeznaczeniu.

Obrazek

Ogromne słupy wspierają różnorodną, rosochatą bryłę budynku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektórzy wchodzą tutaj nawet na dach. Świadczą o tym pozostawione tam napisy. Budynek wystaje chyba ponad linie drzew, więc widok musi być zacny. Nam jednak brakuje umiejętności, a chyba i zapału dla podjęcia takowego wyzwania. Pozostaje się nacieszyć miejscem z poziomu ziemi :)

Obrazek

A pozostając w temacie kruszyw wszelakich i ich przetwórstwa - jadąc z Lipców do Słoszowic wjeżdżamy praktycznie w środek czynnej żwirowni. Nie wiem czy gdzieś źle skręciliśmy, czy droga faktycznie tak przebiega. Ale widać los tak chciał! Lubimy takie miejsca i aktywnie ich szukamy, ale tu akurat odbyło się to całkowicie bez udziału naszej woli. Maszyny więc pracują, warczą, taśmy szurają, żwir turkocze i chrzęści w zgniatarkach, gęby się nam cieszą a pył pokrywą grubą wartstwą auta, nadając im klimat przygody i wygrzanych, pylistych dróg :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Buba: “Nie Majka, tam nie idziemy. To nie jest plac zabaw. Tam się sypia kamienie.”
Kabaczek: “A rozumiem. Bo to nie jest opuszczone! Musimy znaleźć takie puste to sobie pozjeżdżamy po tych taśmach. Ale będzie zabawa!” :) :) :)



cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 27 paź 2020, o 23:20 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Gdy w maju odwiedziliśmy Pustynie Kozłowską ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... m-czy.html ) Kabaczę twierdziło, że to najlepsza na świecie piaskownica. Fakt - miejsce to dość wysoko postawiło poprzeczkę w tejże kategorii. Jednak już niespełna półtora miesiąca później przyszło odwiedzić miejsce chyba jeszcze ciekawsze. Sumaryczna ilość piachu może byłaby i podoba, ale tutaj całość była hmmm… jakby to powiedzieć? Bardziej zwarta? Bo wysypana na jedną wielką pryzmę o stromych, osypujących się zboczach.

Wędrujemy przez sosnowy las, położony nieco na północ od Białego Boru. I nagle drzewa rzedną a naszym oczom ukazuje się wielka góra żółciutkiego piachu.

Obrazek

Obrazek

Miejsce dokładnie tak się nazywa jak wygląda “Pomorska Góra Piasku”. Jest to jedno z wyższych wzniesień woj. zachodniopomorskiego. Powstało jako hałda pobliskiej kopalni kruszywa. Wysokość wzgledna ma coś ponad 60 metrów więc robi wrażenie.

Na szczyt prowadzi też jakaś bardziej płaska droga (bo nawet samochody tam wjeżdżają), ale nam się nie chce jej szukać. Tu gdzie podeszliśmy - tu się wspinamy. Zbocze jest solidnie nachylone, piasek sypki i luźny, więc zazwyczaj połowę tego co wchodzimy - to zjeżdżamy z powrotem. Krok w górę, pół kroku w dół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki odsłaniają się coraz ciekawsze. Wielkie połacie lasów, zielono gdzieś aż po horyzont, gdzie bezmiar drzew zaczyna się zlewać w barwę niebieskawą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okoliczne żwirownie, którym to zawdzięczamy powstanie tej ciekawej atrakcji :)

Obrazek

Oczyma wyobraźni widzę tu busia i biwak! Ale trzeba by go teleportować…

Obrazek

Bo chyba jedyna droga prowadzi tędy.. więc busio zakopał by się już na jej pierwszym metrze... :(

Obrazek

Jak przystało na piaskownice - wyciągamy łopaty i budujemy zamek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem oczywiście fikołki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I zbieganie w dół!

Obrazek

Był początkowo plan sturliwania się, ale moglibyśmy osiągnąć zbyt duże prędkości i nie wyhamować przed drzewami ;) (poturlamy się dopiero po wydmach we wrześniu!)

Mamy dziś problem ze znalezieniem noclegu. Jest długi weekend. Wszystkie miejsca choć odrobinę nadające się na nocleg są zarąbane ludźmi pod korek.. Nic spełniającego nasze wyśrubowane normy dzikości dziś nie znajdziemy...

Znajdujemy za to miejsca o właściwym stanie nawierzchni jezdnej i odpowiednim kolorze tabliczek! :D Zawsze coś!

Obrazek

Toperz kiedyś sugerował, że na długie weekendy to przydałby się taki wielki świder, żeby się nim wkręcać pod ziemię - by tam próbować uniknąć zadeptania i przetrwać te zwariowane dni. A tegoroczny długi weekend czerwcowy jest pod tym względem gorszy od wszystkich minionych. Bo gdyby nie nagły napad histerii u rządzących - to połowa tych tłumów zalewających każde miejsce - byłaby teraz za granicą (np. my). A tak to wielkie podrasowane terenówki (oblepione naklejkami sugerującymi, że minione lata spędziły w Afryce), tłuste, orurowane kampery, motocykle, paralotnie czy rowerzyści z przyczepami jak na słonia - włóczą się po zachodniopomorskich lasach. I są wkurwieni. Rozmawialiśmy z różnymi ludźmi. Każdy z nich miał być teraz gdzie indziej...

Koniec końców - śpimy nad jeziorem Wierzchowo koło Orawki, w klimatach nieco przypominających parking przed marketem, gdy ogłosili w telewizji, że rozdają wszystko za darmo ;) Ostatecznie okazuje się nie być aż tak źle, jak się początkowo obawialiśmy. Muzyka nie łupie, stada psów nie porywają jedzenia, do jeziora można się dopchać, kabak poznaje nowe koleżanki, z którymi goni po lesie, a motocykle zaczyną dzikie slalomy między autami i namiotami dopiero rano, gdy już się zbieramy i opuszczamy to miejsce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś sobota - będzie jeszcze gorzej. Ale na chwilę obecną mamy to gdzieś! Jedziemy dziś na miejscówkę, gdzie tłumów na bank nie będzie!



cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 30 paź 2020, o 13:13 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Na dzisiejszy nocleg jedziemy w okolice Drawska. Mamy zaproszenie na działkę rodziny Ady. Drogi przyjemnie tracą na główności…

Obrazek

A w końcu lądujemy w morzu szumiących traw. Drogę znaczą tylko dwie koleiny wygniecione w zieloności. Osobowe autko to by chowało się tu po dach! Droga się wije pagórkami, a my się cieszymy, że nie jest po deszczu. Na mokrej trawie to busio ślizga się jak na lodowisku. I robi to bardzo przewidywalny sposób - dupkę zawsze ściąga mu w stronę przepaści, jeziora, albo największego w okolicy wykrotu. Tu jednak przyczajonych wykrotów nie ma. Trawy biją po masce, włażą przez okna. Wszyscy się cieszą taką nietypową trasą (no może oprócz toperza, który natychmiast dostaje napadu kichawki)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu docieramy na miejsce. Biwak również w trawach po szyje! Na pohybel kosiarkom i trawie z rolki!!! :)

Obrazek

Dzieciaki większość czasu spędzają na dachu u Ady. Wreszcie mogą na wszystkich patrzeć z góry!

Obrazek

Obrazek

A! I dziś mamy pyszny obiad! A w ogóle to zaczęło się tak: byliśmy pod sklepem. Miejscowy zagadał Ziutę czy by nie chciała kupić szczupaka. Ziuta więc woła: “Buba bierzemy rybę na pół?”. Buby na rybe dwa razy namawiać nie trzeba. Ciekawe tylko ile koleś za rybę zawoła, jak zoczył frajerów z miasta. Tak sobie idę i rozmyślam, że z 50 zł na pół z Ziutą to będzie jeszcze ok, ale jak więcej to chyba bez jaj. I co mówi koleś? Że rybka za browara! :) Ziutka kupuje mu zgrzewke! Wszyscy się cieszą - i my, i wędkarz, no może ryba najmniej. Acz jej na tym etapie dnia to już chyba obojętne na jakim talerzu i w jakiej scenerii wyląduje ;)

No więc dzielna Ziuta patroszy i pitrasi rybkę. Ja też mam swój wkład w przyrządzanie posiłku, acz nieduży - jedynie rybę umyłam w jeziorze i zrobiłam jej sesji foto na różnych etapach przeobrażania się w kotleta :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeziorko nam pluska i pachnie wodorostem. Kąpiele więc oczywiście też zapodajemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczór mija przy ognisku, gdzie dzieciaki machają świetlistymi patykami, a iskry lecące ku niebu odbijają się w spokojnej tafli jeziora.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rano idziemy jeszcze odwiedzić inną “plażę”, taką przy malowniczo powalonym drzewie.

Obrazek

Kabak i Lilka mają fajną zabawę - łowią tonące ważki, po czym wykładają je na pniakach, aby wyschły do słońca. Dla ważek to chyba też zabawa, bo większość z nich, jak tylko wyschnie, to zaraz spowrotem daje nura do wody. I czeka na ratowanie przez małe łapki.

Obrazek

Obrazek

A tu kabak z nową zabawką :) Acz zabawka tylko pożyczona! Bo na codzień będzie zdobić Ziutowe ściany!

Obrazek

A my dziś żegnamy się z wesołą kompanią. Ada z rodzinką zostają wśród szumiących traw, Ziuta z Grzesiem jadą nad morze. A my definitywnie odkręcamy na południe - czyli można powiedzieć, że zaczynamy wracać do domu. Zajmie nam to zapewne jeszcze koło tygodnia, ale zawsze jest to smutny moment wyjazdu, gdy jednak ustawiasz się już twarzą do powrotu, a dystans do domu zaczyna się nieubłagalnie zmniejszać…

Ale czeka nas jeszcze całkiem sporo atrakcji!

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 3 lis 2020, o 08:08 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Z cyklu: migawki spod wiejskiego sklepu. Bytowo - mała wioska na skraju drawskiego poligonu. Pod sklepem zapoznajemy pana Tadzia. Miło się nam gawędzi o życiu - o polityce, pandemii i psich odchodach leżących w pobliżu krawężnika. Czas potrzebny na zjedzenie lodów na patyku mija nam więc przyjemnie i nie nudno. Ciepły, acz dość silny wiatr smaga nam twarze, a kabakowi jeden z jego podmuchów strąca również loda z patyka. Rozmowa z panem Tadziem będzie więc dłuższa niż myśleliśmy, bo trzeba kupić nowego loda. A nie ma już tych małych, zostały same lody giganty... Dziś daleko nie zajedziemy :)

Na odchodnym pan Tadzio mówi, że ma do nas jedną ogromną prośbę. Mam spore podejrzenie czego owa prośba może dotyczyć, biorąc pod uwagę rumiane oblicze pana Tadzia i dno w jego butelce z piwem, które się właśnie ukazało. Ale świat nie przestaje zaskakiwać. Pan Tadzio ciągnie mnie za rękę i prosi, aby zrobić dwa zdjęcia tej wioski i umieścić je w internecie. Aby świat dowiedział się o Bytowie...

Zatem tu poniżej - jest droga do sklepu. Ja widziałam ją raz. Lokalsi widzą ją codziennie, zmierzając po chlebek albo na porannego browara.

Obrazek

Kolejne zdjęcie jest jednym z chyba 30, które zrobiłam na prośbę miłego lokalsa. Bo tylko na nim flaga rozwiała się w odpowiedni sposób.

Obrazek

W ten oto sposób pan Tadzio osiągnął swój cel, a i mnie ta miejscowość jakoś wbiła się w pamięć i nie pomieszała z dziesiątkami innych, małych, podobnych wiosek zagubionych w zachodniopomorskich lasach..

Oddalając się kawałek od sklepu i innych, najbardziej fotogenicznych części wsi, wjeżdżamy w cienisty park. W parku siedzi pałac, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie czegoś odnowionego bądź jeszcze bardziej “w trakcie odnawiania”. Już, już nam się wydaje, że miłośnik miejsc opuszczonych, zapomnianych i porzuconych nie ma tutaj czego szukać. Że musi wykreślić to miejsce ze swych notatek i jechać dalej szukać szczęścia… Ale czekaj… Chwila! Farba elewacji wali po oczach bielą, stoją rusztowania.. ale wpasowany jest w to gęsty, rosochaty krzak dzikiego bzu! Roślina, która zawsze macha do nas zachęcająco z ruin wszelakich! Zaproszenie od dzikiego bzu nie może być chybione!

Obrazek

Podchodzimy bliżej.. Pusto. Gdyby nie niosące się w powietrzu gdakanie kur można by zapomnieć, że jesteśmy na obrzeżach wioski. Pałac jest po remoncie w stanie jakby surowym. I jest otwarty. Skrzypnięcie ciężkich, zarytych w piach drzwi i jesteśmy w środku.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza są ceglasto - drewniane i jakby zupełnie nowe! Łazimy więc w kółko po tych pustych, przestronnych wnętrzach i mamy poczucie nierealności. Przestrzeń wypełnia świergot ptactwa i zapach świeżego drewna, z którego wykonano kręcone schody. Kumkot żab niesie się znad pobliskiego stawu, jakby one chciały nam opowiedzieć najnowszą historie tego pałacu. Dlaczego ktoś zaczął ten remont, nagle przerwał go i zniknął w niebycie?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Reszty dowiedziałam się po powrocie. Acz też nie do końca, bo wciąż nie wiem kto i po jakiego diabła. Pałac po wojnie popadł w ruinę. Jeszcze w 2012 roku stały tylko niezadaszone ściany. A potem został nie tyle wyremontowany - co odbudowany. Nowe ściany, nowy dach. I z materiałów znalezionych w internecie wynika, że pałac został udostępniony do zwiedzania. Więcej o pałacu np. TU https://palacbytowo.info-net.com.pl/

Zwykle remonty takich obiektów zaczynają się od płotów, zasieków i kłódek na drzwiach. Wyremontowany obiekt automatycznie przestaje istnieć dla miłośników dzikiej eksploracji. Remont jest równoznaczny z walnięciem w niego bombą. A tu - jakby inny świat! Czy myśmy znaleźli tajny portal i trafili do jakiejś równoległej rzeczywistości? Wciąż więc nie mogę wyjść z szoku. Gdyby tak miały wyglądać remonty - to może byłabym nawet ich zwolenniczką?

Suniemy dalej, starając się wybierać jak najlepsze drogi :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak docieramy do Nętkowa. Ja już tu byłam, z rodzicami, w 2012 roku. Podobało mi się tu bardzo. Chce więc pokazać to miejsce toperzowi i kabaczkowi.

W centrum wsi stoi opuszczony kościół. No praktycznie ruina, ale wciąż są schody, którymi można wspiąć się na wieżę. Wszystko tonie w zielonościach! No i jest słońce. Za mojego, poprzedniego tu pobytu było szaro i mgliście. Dziś będą ładniejsze zdjęcia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed kościołem stoi krępy krzyż, z zadumanym Chrystusem bez nosa… Czy w czasach gdy miał jeszcze nos a kościół nie był ruiną - był tak samo zadumany?

Obrazek

I jeszcze zdjęcia wnętrz z mojego poprzedniego tu pobytu.

Obrazek

Obrazek

Pozostała zabudowa wsi jest również miła dla oka.

Obrazek

Obrazek

Niestety sklepik był nieczynny :( A miałam względem niego poważne plany!

Obrazek

A tu kilka nętkowskich wspomnień sprzed 8 lat! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stajemy pod sklepem w Lubieniowie. Fajne cieniste miejsce pod ogromnymi dębami!

Obrazek

Obrazek

W Kiełpinie napotykamy nietypowy budynek. Mieszkalny, wielorodzinny, a część parteru jest… kościołem! Że co??? :) I znów nie możesz się wyspać w niedziele bo sąsiad z góry napierdziela wiertarką a sąsiad z dołu śpiewa psalmy? Toperz twierdzi, że to się nazywa “budynek kompaktowy”. Z tyłu powinna być jeszcze knajpa! :D

Obrazek

Obrazek

A żeby nie było nudno zaraz obok jest jeszcze opuszczony dworek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek jest mocno zarośnięty, o zawalających się już wnętrzach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I spotkałam się tu z dużym wybuchem złości pewnej pary. Bo chyba im pokrzyżowałam szyki i namieszałam w działaniach. Nie, nie przybyli tu w celach klasycznych, w jakich zwykle parki przybywają w miejsca zarośnięte i opuszczone. Oni prowadzili “transmisje na żywo” dla swoich fanów na youtube. I właśnie ponoć coś opowiadali, że są w miejscu od lat nietkniętym stopą człowieka, zapomnianym przez boga i ludzi, gdzie ostatnie ślady bytności człowiekowatych przypadają na przełom lat 80 i 90 tych, czego potwierdzeniem miała być jakaś puszka trzymana w dłoni. Atmosfera napięta, okiennice skrzypią złowrogo, czasem zagrucha dziki gołąb.. a tu jeb! w kadr wchodzi buba i mówi “dzień dobry”. Jeszcze nigdy mi na powitanie nie odpowiedział taki stek przekleństw. Potem mi wyjaśnili, że swoim wtargnięciem zniweczyłam im internetową karierę i w ogóle będę potępiona na wieki. Niestety nie chcieli mi powiedzieć jak się nazywa ich kanał… niestety.. a myślę, że link do tego filmu byłby fajnym uzupełnieniem tej relacji ;)

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 6 lis 2020, o 19:14 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Na kolejne dwa noclegi zawijamy do Drawna. Do stanicy PTTK. To ośrodek nad jeziorem, taki z drewnianymi domkami. Domkami, które nie zmieniły się od ponad 30 lat. Takimi jak z najlepszych wspomnień z wczasów czy kolonii z dzieciństwa. Gdzie drewno pachnie bejcą, pomieszaną z aromatem patyny, balkonik czy próg jest nieraz nadpróchniały, a nocą może odwiedzić nas popielica. Gdzie podłoga dziwnie skrzypi nocami (mimo że nikt po niej nie chodzi), a rano budzi nas promień słońca, który się przedarł między z lekka rozeschniętymi deskami ściany.. Nie każdy jest miłośnikiem takich miejsc, ale ja akurat tak! :) Więc ów ośrodek w Drawnie bardzo polubiłam! Przyjechałam tu pierwszy raz z polecenia znajomego 8 lat temu. A teraz - przyszedł czas na powrót!

Domeczki

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Domkowe wnętrza.

Obrazek

Nasz ośmiołapy współlokator.

Obrazek

Przystań i dawna knajpa (teraz chyba od lat nieczynna)

Obrazek

Obrazek

Klimat łazienek z dawnych lat… W takich okolicznościach to co chwilę człowiek biegnie coś wyprać, aby znaleźć pretekst by dłużej tam pobyć! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jeden z ważniejszych aspektów ośrodków w takich klimatach. Ogniska nie są tu problemem. Sporo więc czasu spędzamy wpatrując się w magię pełgającego płomienia...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dziś jest akurat podwójnie fajnie! Urok ośrodka potęguje pustka. Jest niedziela.. Wieczór… Właśnie skończył się długi, czerwcowy weekend. Sznury samochodów pewnie ścigają się na autostradach albo stoją w niekończących się korkach na rogatkach wielkich miast… Koniec długiego weekendu w Polsce i ówczesne powroty do domu są zazwyczaj traumatyczne. Każdy koniec jest jednak również początkiem. Tym razem początkiem wyludnionych ośrodków, cichych jezior i zdziwionych lokalsów: “czemu wy tu teraz?”.

W stanicy PTTK jesteśmy sami. Po terenie włóczy się tylko obsługa, drawieńscy wędkarze i znudzona lokalna młodzież, która braku pomysłu na wolny czas nie może zabić ani obłokiem konopnego dymu, ani smartfonem utopionym w jeziorze, ani dzikimi rykami na dziecinnych huśtawkach.

Wypożyczamy sobie wodny rowerek. Moje dotychczasowe doświadczenia z tym środkiem transportu zakładały, że to taka poczciwa taradajka, która bełta się powoli i dostojnie. Pedałowanie to czysta sielanka i wygrzewanie się do słonka. Mieć solidne zakwasy przez tydzień od pływania rowerkiem? Nie móc ustać na trzęsących się nogach po wyjściu z takowego? To brzmiałoby dla mnie jak jakaś abstrakcja.. Do dzisiaj…

Obrazek

Pływamy najpierw owym rowerkiem po jednym jeziorze.

Obrazek

Obrazek

Ale gdy nam się to znudziło, postanawiamy się przedostać na drugie. Dwa lokalne jeziora łączy rzeczka (jak się nie myle oba jeziora są przepływowe i płynie przez nie Drawa - rzeczka nieduża, ale o bardzo silnym nurcie). Nad rzeką przerzucony jest most. I my pod tym mostem planujemy przepłynąć.

Obrazek

Za pierwszym razem sie nie udało. Prąd wyrzuca nas prawie na wędki łowiących tu miejscowych. Jak można się spodziewać nie są zachwyceni grubą, plastikową rybą, jaka się właśnie napatoczyła.. Ale dopingują nas podczas kolejnej próby. Pedałujemy jak najmocniej potrafimy, ale rowerek w ogóle się nie przesuwa. Mocne fale walą w burtę, my ciśniemy ile sił, a rowerek jak zaklęty stoi w miejscu… Znaczy trzeba przyłożyć większą siłę! Centymetr po centymetrze posuwamy się do przodu, ale każda, chociażby najmniejsza chwila odpoczynku czy rozkojarzenia, powoduje, że jesteśmy metr w tył.. Miejscowi tracą początkowy entuzjazm… Wołają, że kajaki to tu może i pływają, ale wybrać się walczyć z nurtem taką taradają - to trzeba mieć mocno nierówno pod sufitem. I nie może nam się ten idiotyzm udać.. I tylko im ryby straszymy, a i tak będziemy musieli zawrócić. Ale tamto jezioro jest takie piękne! Kabak zagrzewa nas do boju ochoczymi okrzykami. Ze ślimaczą prędkością, ale most zaczyna się przesuwać nam nad głowami..

Obrazek

Obrazek

Im dalej tym trudniej. Już, już wydaje się nam, że jednak nie starczy pary w nogach i cały wysiłek na darmo - gdy jakiś dziwny wir obraca naszym rowerkiem i wyrzuca nas na spokojne, jeziorne wody… Słychać tylko syk wody pod mostem i gwizdy wędkarzy.. Przed nami równa tafla jeziora, oświetlona ciepłym, wieczornym słońcem. Nogi jak z waty. Ale powrót będzie łatwiejszy. Trzeba tylko uważać, żeby nie rozwalić łba o most. Bo pewnie śmigniemy tam szybko, a nasze superniewzrotne pływadło nie da zbyt wielu możliwości manewrów..

Wygrzewamy się do ostatnich promieni słońca. Opływamy jeziorko, spotykając różne dziwy również jak my kołyszące się na niewielkich falkach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektórzy na nas solidnie nawrzeszczeli ;)

Śmigamy pod mostem z prędkością światła i…. mamy problem aby się wtarabanić na pomost.. Bo nogi postanowiły ostatecznie się zbuntować i odmówić posłuszeństwa. Wyrąbałam o pomost jak długa! Dobrze, że choć nie do wody! ;)

Wieczorem sympatyczny miejscowy przynosi nam ryby! Smażymy je w ognisku.. Chwilę później wjeżdżają na stół frytki i pierogi!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cieszymy się malowniczym zachodem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...i nocnymi światłami pełgającymi po tafli jeziora.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny dzień spędzamy snując się po miasteczku…

Obrazek

Obrazek

Podziwiamy murale..

Obrazek

Obrazek

I wyboiste podwóreczka kryte perforowaną płytą….

Obrazek

Zaglądamy w podwórka przez wyrwy w dechach…

Obrazek

Mijamy miłe sklepiki… Takie otwarte..

Obrazek

I pozamykane na głucho..

Obrazek

Włóczymy się uliczkami...

Obrazek

podwórkami...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

mostkami…

Obrazek

Czy podglądamy lokalne życie przez jezioro…

Obrazek

Obrazek

Wieża kościoła jakoś zmieniła się przez 8 lat.. Chyba coś z nią robią?

2012

Obrazek

Obrazek

2020

Obrazek

Fajne mają tu witraże!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tym wyjeździe sklepik w Drawnie to chyba pierwsza okazja nabycia pamiątek - więc robimy to z przytupem ;) Placówka Drawieńskiego PN oferuje m.in. tematyczne maskotki - wydry, dzikie kaczki i ryby! Bierzemy hurtowo, bo każdemu co innego przypadło do gustu i ciężko uzgodnić wspólną opcję.

Obrazek

Jesiotr i szczupak będą więc stałym wyposażeniem busia! :D Będą się majtać pod sufitem, a jak odpadną - to mogą posłużyć za poduszki!

Obrazek

A resztę wyjazdu spędzamy w większym towarzystwie! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 9 lis 2020, o 18:18 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Zajeżdżamy do Jagowa. Naszym planem jest odwiedzić tu pałac i wieżę. Już sama brama wjazdowa na teren dobrze rokuje!

Obrazek

Pałac wygląda na opuszczony, ale jest pozamykany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można się wślizgnąć jedynie przez wąską szczelinę międzyd deskami. Toperz utknie na bank. Ja na 50% ;) Ale warto spróbować...

Obrazek

Najpierw więc wsadzam głowę i łapę z aparatem. Co to wisi? Resztki starej firany?? Czy wyjątkowo dorodna pajęczyna??

Obrazek

Obrazek

Z jednej strony budynek przylega do czynnego gospodarstwa rolnego - i jak widać bardzo ludnego miejsca. Co próbuje jakoś się przymierzyć do najeżonego gwoździami i drzazgami otworu - to ktoś się zaczyna kręcić. Albo włóczą sie dzieci, oczywiście bacznie się przyglądając wioskowej atrakcji pod postacią nieznajomych. Albo jedzie traktor - i akurat na naszej wysokości musi zacząć coś naprawiać przy kole. Albo wjeżdża taksówkarz aby zabrać gdzieś jakąś panią z trzema pudłami. No żesz to kurcze. Po kilku próbach nam się nieco odechciewa. Może po prostu mamy tam nie wchodzić? Kabak z mądrą miną stwierdza: “Widać dzisiaj mamy iść gdzie indziej, np. tam”. A tam jest wieża. To idziemy do wieży. Widać los tak chciał!

Wieża jest ogromna i cholernie zarośnięta. Czy wspominałam już, że lato nie jest zbyt szczęśliwym czasem na zwiedzanie takowych miejsc?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W wieży, na wysokości 1 piętra siedzą jakieś banie. Tajna bimbrownia czy jak? ;)

Obrazek

Obrazek

Przypałacowe zabudowania, obecnie wykorzystywane do celów rolniczych.

Obrazek

A naprzeciw pałacu stoi sobie taki kościół.

Obrazek

Droga z Jagowa do Chrapowa jest pełna maków!

Obrazek

Obrazek

A z Chrapowa do Żydowa wiją się malownicze bruki.

Obrazek

W Karsku na zakręcie zwraca uwagę kamienica z niemieckimi napisami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy podchodzę do budynku mam poczucie jakiegoś niesamowitego, ogarniającego mnie smutku. Tak, właśnie tu, na tym zakręcie… Odczucie towarzyszy mi cały czas, gdy robię zdjęcia i zaglądam w zamglone patyną okienka. Dzień jest słoneczny i ciepły. My też nie mamy żadnych powodów do wpadania w zły nastrój (no może oprócz tego, że mieliśmy teraz być w Estonii ;) ) O co więc chodzi z tym miejscem? Czy może jest coś w jego historii, co mogłoby tłumaczyć moje niczym nieumotywowane, irracjonalne odczucia?

Piętro kamienicy jest zamieszkane, sklepik na dole opustoszał już chyba sporo lat temu. Zaczynają go porastać całkiem spore drzewka, a kraty oblepiła rdza…

Obrazek

Obiekt jest na sprzedaż. Wpadł mi do głowy pomysł, żeby zadzwonić pod podany numer, ale pytając o historię budynku usłyszałam jedynie pipipi, a przy kolejnych próbach nikt już nie odbierał połączenia…

Próbowałam też podpytać miejscowych. Jedna pani zbyła mnie ofuknięciem, że nie trzymam dystansu i zaczęła histerycznie machać rękoma. Inny pan wzruszył ramionami: “Kamienica jak kamienica. Co ja moge o niej powiedzieć?? Hmmm... Ja tu często sikam na rogu jak wracam od Bolka wieczorem. Zawsze w tym samym miejscu, od 30 lat. Jest już nawet zaciek na tynku. Mogę pani pokazać gdzie dokładnie!”

Czwartej próby więc nie podejmuję ;) Jedziemy sobie zwiedzać dalej!

Kawałek dalej, przy bocznej drodze, stoi sobie pałac. Opuszczony, zarośnięty, ale jednak o atmosferze totalnie nijakiej. Może przez porównanie z dziwną kamienicą na rogu? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ma bardzo dziwne okienka - jakoś jakby krzywo osadzone, mocno kopnięte kółka. Jak na nie dłużej się patrzy - to sie zaczyna z lekka kręcić w głowie...

Obrazek

W tym roku to maki rosną nawet na gruzowiskach i śmietnikach!

Obrazek

Obrazek

A jeszcze kawałeczek dalej, tam gdzie brukowana droga tworzy minirondo, stoją ruiny. Był to niegdyś zamek myśliwski, a przed wojną budynek był wykorzystywany jako gorzelnia. Za czasów PGRu zrobiono tu magazyn.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza podpierają solidne, żelazne kolumny. Widać, że jest to popularne miejsce imprezowe - sporo śladów po ogniskach czy tajna skrytka z flaszką i fajkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu znów trzęsiemy się brukami! :) Już zapomniałam gdzie to było dokładnie. Bo mogło być wszędzie. Nieodłączny element lubuskich tras.

Obrazek

A tu spełniamy marzenie kabaka - zrobić siku pod wielkim wiatrakiem.

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 10 lis 2020, o 19:32 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Miejsca na biwak dzisiaj znów dość długo szukamy. Nad jeziorem Grabino nie da się podjechać do wiatek, a na dodatek po terenie biegają luzem psy wielkości cieląt - co nam się bardzo nie podoba.

Jezioro Rak koło Mosiny dla odmiany wygląda rewelacyjnie. Tylko mocno pachnie tu nielegalnością, a busio to ani rozmiarem ani kolorem się za dobrze nie maskuje. Kurcze, na bank zaraz będziemy mieć na głowie leśnika.. Miejsce jak na polskie warunki jest po prostu za fajne! A nie ma żadnego znaku drogowego czy tabliczki, sugerującej, że można tu wjechać i spędzić miły wieczór bez konieczności użerania się ze służbami...

Obrazek

Obrazek

W końcu lądujemy nad jeziorem Wielkim koło Mościc. Miejsce bardzo ludne, ale jakoś nie mamy już siły ani co gorsze pomysłów gdzie szukać dalej.. Stajemy w jednej z zatoczek, rozwieszamy pranie na słoneczku i idziemy połazić.

Obrazek

Fajne sosnowe lasy, piaszczyste urwiska, powalone przez bobry drzewa i konary.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Korzeń jak pająk! I jeszcze ruch wody sprawia wrażenie jakby ten olbrzym się ruszał!

Obrazek

Ślady po ogniskach znaczone są węgielkami i rybią łuską. Dwie kobitki opalające się toples. Nasze wyłonienie się zza drzew tak je wystraszyło, że razem z kocykiem i torbą wskoczyły do jeziorami. Trzech kolesi z wytatuowanymi oczami i łapami pełnymi sznyt wcinają żelki, piją kubusie, a z ich rozmów wynika, że zamierzają sie zaczaić na jakieś odmiany puchaczy i je sfilmować..

Przy brzegu pływa butelka pod Finlandii, a wewnątrz szamocze się mała rybka. Za dużo alkoholu pożłopała i nie umie wrócić do domu? Próbuje ją uratować, ciągnąc butelkę kijem w stronę brzegu. Niezbyt mi to wychodzi - ja wpadam do jeziora po kolana i moczę buty, a butelka z rybka tonie… Acz może to dla rybki dobrze? Może będzie jej łatwiej wypłynąć gdy w butelce będzie pełno wody niż tylko pół? Szkoda, żeby rybka tak zdechła w butelce.. Fajnie by ją wypuścić albo zjeść! :)

Taaaak... Dzień i noc to często jednak dwa zupełnie inne światy (i nie chodzi tu wcale o kwestie oświetlenia ;))

Gdy popołudniem przybywamy nad owo jezioro przypominało ono miejską plaże, pełną ludzi, aut i wrzasku. Wokół brzegów krążyły stada pieskowców, zakochanych par i młodzieży z głośnikiem pod pachą.

Obrazek

Mamy więc sporo obaw co do dzisiejszego biwaku... Ale jedną noc jakoś chyba tu przetrwamy...

Gdy tylko słońce chowa się za lasem - miejsce pustoszeje. I to nie, że jakoś stopniowo, tylko cały tłum znika nagle i równocześnie, jakby opuszczając to miejsce pospiesznie i w popłochu. Ledwo zdążamy się rozejrzeć wokół siebie - a nie ma już nikogo… Tylko wygniecionie w piachu koleiny opon i siny dym ledwo zgasłych ognisk przypomina, że kiedyś byli tu ludzie… Zostajemy sami z równą, niezmąconą taflą jeziora, która w zapadającym zmierzchu przyjmuje barwę różowo-mleczną, która jednocześnie okazuje się nieprawdopodobnie ciepła i pełna aromatu ziół.. Do kolacji hukają nam sowy i szczekają sarny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem los potrafi zaskoczyć bardzo pozytywnie!

Obrazek

Rano jeszcze przekąpka...

Obrazek

...i suniemy dalej!

Jedziemy z Witnicy na prom w stronę Kłopotowa. Wszystko zdaje się być jak trzeba - drogowskazy na Lemierzyce, znaczek promu ze strzałką.. Miła droga wije się polami.. Tylko promu ni ma… tzn. stoi zacumowany po przeciwległej stronie, a tu zamknięty szlaban… Wszystko wokół wygląda na dłuższy już czas nieużywane…

Coś nie mamy szczęścia do tego promu… To nasze drugie podejście… 9 lat temu wracając z Woodstocku też próbowaliśmy tędy przekraczać Wartę.. Wtedy prom pływał - tylko skodusia okazała się zbyt niskopodłogowa aby pokonać zalaną drogę....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 lis 2020, o 18:06 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
W Radachowie płytowa droga doprowadza nas do ruin pałacu.

Obrazek

Szkielet budynku porastają gęste pnącza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A z przeciwległej strony - niespodzianka! Do ruin przykleiła się przybudówka! Tu ktoś chyba mieszka! Ciekawe jakie dźwięki dochodzą nocami zza ściany przytulonej do pustego gmachu?

Obrazek

Obrazek

Ludzie nieraz hodują roślinki w doniczkach stojących na parapetach. Jak widać można i bez doniczki! :D

Obrazek

A tutaj już chyba tylko ramy okienne trzymają ściany w kupie!

Obrazek

W Smogórach szukalismy pałacu, ale nie znaleźliśmy.

W Lubieniu szczęście nam dopisuje. Pałac jest solidny, z wieżyczką, położony na sporym zarośniętym terenie. Jak wszędzie w tym roku - maki oczywiście są!

Obrazek

Pod stopami trylinka, bruk lub malowniczo zarosły, stary asfalt...

Obrazek

Obrazek

Pałac jest opuszczony, ale wygląda, że ktoś całkiem niedawno próbował go remontować np. okna na parterze są wstawione nowe, plastikowe. Drzwi są zamknięte. Oczywiście za klamkę ciągniemy... No trudno...

Obrazek

Już wracamy, mając pewność, że ze zwiedzania wnętrz nici. Fajnie, że chociaż z zewnątrz go obejrzeliśmy. A tu się napatoczył miejscowy koleś. Miła gadka - i propozycja, że nam pokaże pałac w środku. Nam dwa razy powtarzać nie trzeba! Podchodzimy pod okno, przy którym byliśmy 5 minut wcześniej. Okazuje się, że okno nie jest wmurowane i sobie po prostu stoi na parapecie. Można go wystawić i wejść. Często nie znając lokalnych trików człowiek jest poszkodowany i od razu na straconej pozycji!

W środku są super sufity, kominki, schody.

Nasz przewodnik skrupulatnie opowiada o każdym pomieszczeniu, głównie gdzie kto ile wypił albo jakie miejscowe (lub przyjezdne) dziewczęta umilały chłopcom czas.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciemne, ścienne malowidło z koniem.

Obrazek

Obrazek

Zwiedzamy tylko parter. Lokalny miłośnik zabytków chce nam też pokazać wyższe piętra, ale na to brakuje już nam odwagi. Stropy zdecydowanie osiadają. W wielu pokojach są podparte belami - jak stemplami w kopalni, a mimo to nabierają niemiłych półkolistych kształtów…

Obrazek

Dopiero w domu, na zdjęciach, wypatrzyłam na tym malunku różne sceny myśliwskie! (na miejscu raczej skupiałam się na tym czy nic nie leci na łeb ;) )

Obrazek

W wiosce Wystok ruiny siedzą w niemożebnym chaszcu. Stwierdzenie, że był po szyje nie jest poetycką przenośnią. Sam budynek jest mało pałacowy. Bardziej przypomina starą szkołę..

Obrazek

Jest też orzęsione bajorko o betonowych brzegach…

Obrazek

I puste stajnie..

Obrazek

Obrazek

W Bielicach pałac jest zamieszkany - i nie on stanowi tu główną atrakcję dnia dzisiejszego..

Obrazek

Siadamy pod sklepem “Małgosia” … i jakoś tam wsiąkamy…

Obrazek

Zatapiamy się w lokalnym niebycie. Jest czasem taki stan półświadomości, gdzie człowiek jakby częściowo usypiał, przestawał ogarniać czas i plany. Tak jakby wszystko nagle zwalniało i robiło się nieco mgliste... Jakiś taki rodzaj odpoczynku, takiego “tu i teraz”. Stan bardzo chyba popularny w czasie podróży pociągiem, gdy człowiek wgapia się tępo w okno i myśli jakby gdzieś odpływały - a jednocześnie obserwowany obraz stawał się bardziej wyrazisty. I właśnie tu tak jest. Siedzimy, a przed naszymi oczami toczy sie zwykłe czerwcowe popołudnie… Żulik bawi się wydrą z kabakiem. W jednej ręce trzyma maskotkę a w drugiej browara. Coś mu się chyba pokiełbasiło, bo w pewnym momencie wsadził ogon wydry do gęby, wykonując klasyczny gest przechylania. Kabak dostał ataku śmiechu. Żulikowi zrobiło się głupio, nawiał za sklep, nawet niedopite piwo zostawił…
Dwóch kolesi stawia nad rzeźbą koło krzyża kratownicę na bluszcz. Przechodząca obok kobieta ich gani: “ To nie za dużo? Krzyż, ławki, rzeźba i jeszcze daszek? Nie nie nie! To będzie człowieka rozpraszać, nie da się tu potem modlić!”. Kolesie odnoszą kratownicę na jedno z podwórek…
Starsza pani jedzie rowerem ze sklepu. Potem krzyczy na jednego z żulików siedzących przy drodze: “Tylko się zaś nie nachlej jak świnia, bo będziesz na dworze spał. A dzisiaj ma być ochłodzenie!”. Sądząc po wieku to chyba jej syn.
Staruszka z laseczką siedzi na przyzbie. Na widok jadącej szosą cysterny zrywa się i biegnie truchcikiem. Bardzo dziarsko biegnie, tylko żwir zgrzyta pod butami i laską. Ma jakąś sprawę do kierowcy, który grzecznie hamuje, zjeżdża na pobocze i podejmuje rozmowę. O czym? Nie słychać... Za daleko..

Obrazek

Poza tym właśnie pod sklep zajechało auto na włoskich blachach. Kłęby dymu z gazowanego (nie wiedzieć czemu) ciągle silnika spowijają całe podsklepie, powodując, że kontury wszystkiego stają się krzywe i rozmyte. Muzyka zdecydowanie rodzima dudni z głośników i wszystko zagłusza. Kabak zaczyna tańczyć! Nam chyba Cyganie to dziecko podrzucili! ;) I ja, i toperz nie lubimy tańczyć! To chyba musi być po prababci!

Z dziwnego letargu wyrywa mnie głos toperza: “Chyba musimy jechać dalej, bo inaczej przyjdzie nam tu nocować”.

Ot… Zwykłe popołudnie i stek pozornie nieciekawych historyjek, którym jakoś od zawsze uwielbiam się przyglądać. Może to ta sama cecha, która ludzi motywuje aby oglądać seriale? Albo inne “reality show”? Widać ja też to lubie, ale wolę takie w 5D ;)

Przy drodze, nieopodal sklepu, stoją takie kamienne tablice. Okolica na każdym kroku przypomina nam w jakiej części kraju jesteśmy!

Obrazek

cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 21 lis 2020, o 21:44 
Offline
Przyjaciel

Dołączył(a): 29 lis 2010, o 23:14
Posty: 2989
Lokalizacja: Oława
Imię: paulina
Niedaleko Torzymia zawijamy nad jezioro Jasne, gdzie jest leśne pole biwakowe.

Obrazek

Pobyt zaczynamy od przekąpki - póki jeszcze jest trochę słońca.

Obrazek

Jezioro jest niezwykle aromatyczne. Jak płynę to z wody podnosi się oszałamiający zapach ziół. Taki jakby lekko cytrusowy? Poprzednie jeziora nie miały tego zapachu, więc chyba musi tu coś nietypowego kwitnąć? Pytam kabaka czy jej się podoba ten zapach. Kabak zdziwiony: “Zapach gumy? No taki jak i wczoraj!” Taaaa… Ja jej o ziołach a ona z nosem na flamingu ;)

Obrazek

Rozkładamy się koło ogromnej wiaty. Tutaj jest pusto. Na biwakowisku jest kilka aut i namiotów, ale oni wszyscy na kupie siedzą nad samą wodą. Przy wiacie stoi pewna wraża tabliczka, a na wjeździe na pole wisiał regulamin, więc idziemy go przeczytać. Wynika z niego, że wszystkie palone tu ogniska trzeba zgłaszać leśniczemu, jest podany numer, więc co szkodzi. Dzwonie. Leśniczy mówi, że spoko, ale wyłącznie w murowanym palenisku w wiacie, bo jest susza i żeby absolutnie nie palić na trawie. Właśnie ostrzymy sobie zęby na wiate więc nam pasuje.

Obrazek

Obrazek

Siedzimy więc sobie, smażymy kiełbaski...

Obrazek

...a tu nagle zjawia się ON. Samozwańczy stróż porządku. Niezrealizowany kapo. Jeden z biwakujących w przyczepie nad jeziorem. Wpada do wiaty i ani “dzień dobry”, ani me ani be ani kukuryku - tylko “prosze natychmiast zgasić to ognisko!!!” Mówimy mu, że ognisko palimy w miejscu do tego przeznaczonym i na pewno go nie zgasimy - no bo właśnie je rozpaliliśmy i zamierzamy przy nim posiedzieć do nocy. A jego - jakby był milszy pewnie byśmy zaprosili do kompanii. A skoro nie jest, to mu sugerujemy, aby się zajął swoimi sprawami - to wszyscy na świecie będą szczęśliwsi. Koleś nie odpuszcza, łazi wokół nas jak jakiś szakal i burczy pod nosem. Kabak sensownie ocenia sytuacje: “Tatusiu, a zamknąłeś dobrze busia? Bo ten pan mi się bardzo nie podoba!”. Staramy się kolesia ignorować, może się zmęczy, znudzi, pójdzie w cholere? Ale nie! Facet wpada w furię. Zaczyna machać rękami, przeklinać, straszyć - leśniczym, policją, sanepidem, strażą pożarną - nie wiem czy jest jakaś organizacja, której nie postanowił postawić na nogi ;) Ostatecznie macha nam przed nosami telefonem - że on już dzwoni do leśniczego i będziemy mieć przechlapane. Wykonuje chyba 50 połączeń pod rząd, ale leśniczy nie odbiera. Za pięćdziesiątym pierwszym się udaje. I sądząc po minie delikwenta - mam wrażenie, że leśniczy był wkurzony umulnością i natrętnością jegomościa i go z góry na dół obhuśtał. Nie wiem co dokładnie mu powiedział, ale chyba nic miłego, bo koleś więcej na nas nie spojrzał, podwinął ogonek pod siebie i truchcikiem udał się do swojej przyczepy. A my mogliśmy kontynuować miły wieczór w blaskach płomienia. Choć niestety smród zawsze jakiś czas się jeszcze utrzymuje, zanim rozwieje go wiatr i czas… Ech... Uroki polskich biwaków… I dobrze, że nas coś tknęło, żeby do tego leśniczego jednak zadzwonić…

Obrazek

Początkowo mam plan spać w wiacie w hamaku.

Obrazek

Obrazek

Noc jest ciepła a i komarów wyjątkowo nie ma wcale. Deszcz mi nie straszny pod takim solidnym dachem. Do busia mam 20 metrów, więc jak mnie zacznie coś straszyć to nie mam daleko. Nigdy nie spałam sama w lesie, więc odrobinę mi nieswojo.. Ale wyjątkowo mi dobrze w tym hamaku! W oddali słychać dźwięki wodnych ptaków, które na jeziorze zapodają jakieś pląsy i pogawędki. Jednak zasypiając, w takim półśnie, wkręcam sobie, że jednak tu po biwakowisku kręci się ta ludzka gnida. A jak w ramach zemsty będzie chciał mnie zadźgać w nocy?? Zdecydowanie była to osoba niezrównoważona psychicznie - a z wariatami to nigdy nie wiadomo! Zasypiając czasem można sobie wkręcić niestworzone rzeczy - a i w nocy strach ma większe oczy ;) Zwijam się więc do busia. Ale i tu nie śpie zbyt spokojnie. Budzę się często na każdy szelest, a i ukryty w kieszeni gaz pieprzowy trochę mnie uwiera… ;)

Rano robimy sobie leśne naszyjniki! :D Nosimy je z dumą do końca wyjazdu! :)

Obrazek

Obrazek

A nad pobliskim jeziorem Ciemnym bylo ciekawiej: https://www.newslubuski.pl/interwencje/ ... perow.html

Ale o tym dowiedzielismy sie dopiero kolejnego dnia, od miejscowych w Puszczy Lubuskiej, jak już zdążyliśmy stąd odjechać ;)


cdn

_________________
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

na wiecznych wagarach od życia...


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Strona główna forum » Eksploracja » Inne » Reportaż z podróży


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.173s | 15 Queries | GZIP : Off ]