Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Pamiątki przeszłości » Dawniej i dziś




Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 310 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 12, 13, 14, 15, 16
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 28 sty 2015, o 11:09 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
I jeszcze jedna, okupacyjna historia, w którą wtajemniczony był Franciszek Ciulemba.

Sydonja Reizman, nazywana „Sydzią” urodziła się w żydowskiej rodzinie, 5 kwietnia 1921 r w Krakowie. Miała młodszą siostrę Gustawę, ur 13 marca 1931 r w Kielcach. Ich rodzice Izaak i Rachela byli bogatymi gdowskimi Żydami, mieszkali na Wisielówce i prowadzili szynk. Ładna blondynka miała opinię dobrej dziewczyny, chodziła do gdowskiej szkoły i podobnie jak jej koleżanka Eleonora Liebenheimer, chętnie dzieliła się śniadaniem z polskimi dziećmi. Kiedy zakochała się w gdowianinie Władysławie Bednarskim, mimo sprzeciwu rodziców przechrzciła się i wyszła za niego.
Przebiegły „Bednara” namówił Sydzię by wykradła ojcu złoto i razem wyjechali na Kresy Wschodnie. Podobno Izaak Reizman obiecywał sowitą nagrodę za odnalezienie zięcia. Jesienią, po eksterminacji Żydów w 1942 r młodzi wrócili w okolice Gdowa, początkowo Sydzia ukrywała się w Zręczycach, na zagrodzie Bzdylów. Potem kiedy zaszła w ciążę, mąż „ulokował” żonę w piwnicy swojego spichlerza nad Rudą gdzie przez okres zimowy miała przetrwać trudny czas. Ukradkiem odwiedzała wtedy swoje koleżanki ze szkoły, pracujące w pobliskiej, mleczarni gminnej (obecny budynek UG). Wczesną wiosną 1943 r ktoś ją wydał, są różne wersje ale do końca nie wiadomo kto. W drodze do Myślenic wraz z kilkoma innymi aresztowanymi, została rozstrzelana przed Dobczycami, przez eskortujących ich Niemców. Ciała zakopano w pobliskich krzakach nad Rabą. Wówczas Władysław Bednarski zwrócił się do komendanta policji Franciszka Ciulemby, z prośbą by pomógł urządzić żonie katolicki pochówek. Komendant, człowiek głęboko wierzący, nie odmówił pomocy. W wielkiej tajemnicy, za zgodą proboszcza Smółki, kilku gdowian m. in. Obruśnik, Kąkol i Kuć, pod osłoną nocy pomogło Bednarskiemu wykopać i przewieść ciało zabitej Sydzi. W obawie przed niemieckimi represjami, nie urządzono oficjalnego pogrzebu. Czekano na najbliższy pochówek na parafialnym cmentarzu, by w kolejną noc, pod osłoną komendanta Ciulemby i zaufanego policjanta-Austriaka, złożyć ciało do świeżo wykopanego grobu. Taka okazja była dopiero po kilku dniach, przez ten czas zwłoki ukrywano w stodołach, przenosząc
z miejsca na miejsce.


Załączniki:
Sydonia Reisman.jpg
Sydonia Reisman.jpg [ 31.92 KiB | Przeglądane 1567 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 29 sty 2015, o 08:12 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
Społeczno-patriotyczna postawa komendanta Franciszka Ciulemby była obserwowana przez miejscową strukturę AK. Jej lokalny organizator, Tadeusz Stopa zaproponował komendantowi wstąpienie do podziemnego ruchu oporu i odebrał pierwsze ślubowanie. Kolejne, na początku listopada 1943 r Franciszek składał już przed dowódcą Julianem Oczko z Raciechowic, ps Podkowa. Na różne sposoby współpracował z miejscową organizacją, przekazał kilka sztuk broni, informował o swoich dyżurach, kiedy pełnił nocną służbę. Wówczas z łagodnym policjantem Austriakiem, przepuszczali wozy zza Raby wiozące towar do Krakowa. W dyskretny sposób, uprzedzał ludność o różnych, restrykcyjnych działaniach Niemców. Narażając się na niebezpieczeństwo, w rozmowach z podległymi policjantami, próbował namawiać ich by nie byli takimi służbistami. Szczególnie naciskał na Orlickiego ale ten nie słuchał, drwiąco odpowiadał że za niedługo będzie tu Wielka Rzesza a Polacy zostaną niewolnikami.

Po aresztowaniu przez gestapo w Mszanie Dolnej, dwóch członków organizacji AK, Władysława Drabika i Bieleckiego z Krakowa, Franciszek Ciulemba od maja do listopada 1943 r był pod dyskretną obserwacją Niemców. Komendant Żandarmerii w Myślenicach, nie podając prawdziwej przyczyny, pozbawił go zaraz stanowiska komendanta posterunku w Gdowie, przenosząc do tzw. sztyc punktu w Ruszczy a następnie do Wiśniowej, gdzie na posterunku policji, 22 listopada 1943 r został aresztowany. Przewieziony najpierw do Myślenic a następnie wraz z innymi aresztowanymi w tym czasie w Gdowie, Wiśniowej i Kalwarii znalazł się na Montelupich
w Krakowie. We wspomnieniach z 1974 r, szczegółowo opisał koszmarne warunki pobytu w więzieniu, choć jak stwierdził miał wyjątkowe szczęście gdyż nie był bity podczas przesłuchań. Do lipca 1944 r przebywał w celi nr 144, przesłuchiwany dwa razy, stanowczo powtarzał że nigdy nie był członkiem podziemnej organizacji AK i jest niewinny. Przyjął taką linię obrony, mimo iż Niemcy grozili wywozem żony i dzieci do obozu, posiadali też zeznania świadków Drabika i Daniela, którzy podczas śledztwa załamali się i wsypali organizację. Ponadto tłumaczył się, iż świadkowie zeznawali na niego z zemsty za to że służył Niemcom, a będąc komendantem otrzymywał anonimowe pogróżki. Tak uparcie zeznawał także w czasie rozprawy sądowej na ul Skawińskiej w Krakowie, 12 kwietnia 1944 r. Wiedział bowiem o zasadzie Niemców, jeśli oskarżony nie przyznawał się do winy, nie wierzyli do końca zeznaniom świadków. Mimo tego dostał wyrok śmierci, był to najczarniejszy moment w jego życiu i wielka rozpacz. Tym bardziej, że żona i sześcioro nieletnich dzieci pozostało bez środków do życia. Zaraz po aresztowaniu wstrzymano mu pobory i kartki żywnościowe dla rodziny, przeżyli tylko dzięki wsparciu i życzliwości gdowskich ludzi.

Na uprawomocnienie się wyroku przysługiwało 3 miesiące, w tym czasie żona Franciszka Ciulemby, Helena wniosła prośbę do Gubernatora Franka o ułaskawienie. Sąd ponownie wznowił rozprawę i przesłuchał Franciszka. Ale w związku ze zbliżającym się frontem Armii Radzieckiej, w lipcu 1944 r wszyscy więźniowie wywiezieni zostali do różnych obozów koncentracyjnych. Franciszek po 24 godzinach transportu, w krytym wagonie kolejowym, znalazł się w Gross-Rosen na Dolnym Śląsku. Na trzeci dzień, po umundurowaniu i przeszkoleniu o obowiązującym porządku, jako więzień nr 8920, z wyrokiem śmierci został przydzielony do brygady roboczej w kamieniołomie granitu. Trafił pod najpotworniejszego capo, radzieckiego jeńca Wasilija Siemionowicza, który w obozie miał zabić około 500 więźniów. Zaraz na początku przeprowadził więźniom karne ćwiczenia i przeklinając zaznaczył, ...” jebane wroty, ja bude widiet jak rabotacie” … „niech nikt nie myśli że został tu przysłany by wyjść na wolność”.

Franciszek Ciulemba we wspomnieniowym dokumencie, szczegółowo opisał sam obóz i koszmar więziennego życia. Na własne oczy widział więźniów, którzy z głodu jedli kawałki mięsa z ludzkich. Zawsze głęboko wierzył w opatrzność boską. Jeden z Litwinów, za wieczorną porcję chleba, podarował mu swój ryngraf Matki Boskiej Ostrobramskiej. Dodał przy tym „ jeśli wierzysz, to niech Cię uratuje, ale my i tak wszyscy zginiemy”.

Na prośbę Franciszka i żony, kiedy kończył się okres uprawomocnienia wyroku śmierci, sąd zawezwał Helenę do siebie, by niezwłocznie złożyła, w języku niemieckim, prośbę o wznowienie rozprawy. Żona tłumaczyła sędziemu, iż nie jest w stanie napisać prośby bo nie zna języka, została z szóstką małych dziećmi, najmłodszego syna urodziła zaledwie miesiąc temu, jest bez mieszkania i pieniędzy. Dodała też, „jeżeli mąż nie zostanie ułaskawiony to proszę również rozstrzelać mnie i wszystkie dzieci”. Poruszony tym Niemiec, sam podyktował tłumaczowi treść pisma i przyjął dokument, na koniec pocieszył by była spokojna gdyż mąż prawdopodobnie zostanie uniewinniony.

28 października 1944 r wezwano Franciszka Ciulembę na II Wydział Polityczny, bał się, bo panowała opinia że stamtąd wysyłają więźniów tylko do komina. Na kolejnej rozprawie sądowej, na pytania sędziego stanowczo odpowiadał jak na poprzednich, że jest niewinny. Bardzo dobrze bronił go obrońca i po krótkiej naradzie ogłoszono wyrok uniewinniający. Doznał wtedy ogromnego wzruszenia i łez szczęścia, pierwszy raz po 14-tu miesiącach koszmarnego więzienia. Poprosił też sąd, o rychłe zwolnienie z obozu gdyż był bardzo wycieńczony. Znajomy lekarz z izby chorych, dr W. Papka z Krakowa przyjął go do szpitala z powodu opuchniętych do kolan nóg oraz chorych palców u rąk, pozbawionych całkowicie paznokci. Po dwóch tygodniach został przeniesiony do oddzielnego bloku wypoczynkowego.
Wieczorem, 7 stycznia 1945 r został zawiadomiony, że wychodzi na wolność. Ogromnie się cieszył, nie mógł zasnąć w nocy. Nie wierzył do końca bo zdarzały się przypadki że z bramy zawracano niektórych więźniów. Na drugi dzień, po załatwieniu wszelkich formalności i podpisaniu oświadczenia, że nie ma żadnych pretensji do obozu, wraz trzema innymi, został zwolniony. Przed opuszczeniem, zastępca komendanta pouczył ich groźnie, zabronił chwalić się o stosunkach panujących w obozie i urządzeniach. Dodał, „kto ciekawy niech sam tu przyjdzie” i na koniec krzyknął „raus”.

Przy spotkaniu z najbliższą rodziną, radości i wzruszeniom nie było końca. Wiedział że miał wyjątkowe szczęście, po prostu stał się cud, do końca wierzył, że uratuje go opatrzność boska. Wspomniał taką drobnostkę, jeszcze przed aresztowaniem w Wiśniowej, stary Cygan wywróżył mu, iż czeka go straszne niebezpieczeństwo ale wyjdzie z tego, i tak też się stało.

To nie był koniec gehenny Franciszka Ciulemby, bo na drugi dzień, po wkroczeniu do Gdowa „naszych isbawitieli”, zatrzymany został przez NKWD pod ciężkim zarzutem, służenia Niemcom w czasie okupacji. Wraz z innymi odwieziony został do Myślenic, w czasie przesłuchania znowu tłumaczył o swojej niewinności i pobycie w obozie koncentracyjnym z wyrokiem śmierci, domagał się też polskiego sądu. Na to radziecki oficer powiedział z uśmiechem, „na co sąd, pojedziesz i poznasz nasz kraj, trochę popracujesz i wrócisz”. Po niedługim czasie, kiedy nazbierano okoł0 30-tu Polaków, takich „przestępców” jak Franciszek i około 500 rozbrojonych Niemców, odstawili wszystkich piechotą do nowosądeckiego więzienia. Podróż trwała 3 dni, wycieńczony z obozu Franciszek ledwo doszedł na miejsce. W czasie badania, rosyjska lekarka uznała jego i nieznanego Żyda ze Skawiny za chorych. Odłączono ich i przydzielono do rannych Niemców. W więzieniu znalazł się też adwokat z Gdowa, Tadeusz Zastawniak, ale po miesiącu starań, obaj zostali zwolnieni. Niebawem ruszyły z Nowego Sącza na wschód, transporty z pozostałymi aresztowanymi.

Franciszek Ciulemba mając czyste sumienie, w przeciwieństwie do innych granatowych policjantów, pozostał w Gdowie. Cieszył się szacunkiem i uznaniem, między innymi był długoletnim kierownikiem gdowskiego kina Promyk. Będąc członkiem ZBoWiD-u, w 1964 r zwrócił legitymację związkową, na znak protestu, kiedy przewodniczącym został Mieczysław Moczar. Znał bowiem dobrze jego kontrowersyjną przeszłość polityczną. Do końca pozostał wierny szlachetnym ideałom, dożył sędziwego wieku, zmarł w 1993 r.


Załączniki:
F. i H.Ciulembowie.jpg
F. i H.Ciulembowie.jpg [ 67.22 KiB | Przeglądane 1550 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 3 lut 2015, o 15:20 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
Mała parcelka budowlana nr 333 oraz niewielki ogród, położone pod kościołem, przy łapanowskiej drodze, w 1884 r należały do Jakuba Pareckiego. Stała tu stara chałupa pod nr 56, którą z częścią ogrodu w 1892 zakupił piekarz Abraham Weitzenhof. Zaraz wybudował nową chałupę nr 331 i w niej żydowska rodzina do 1942 r, prowadziła piekarnię. Wykaz rzemieślników z 1907 r wymienia Abrahama jako jednego z trzech, gdowskich piekarzy, handlował także drobnymi towarami. W 1917 r dokupił od sąsiadów, Salomona i Anny Löffenholzów, kawałek ogrodu i dobudował z tyłu część gospodarczą.
Po Abrahamie Weitzenhofie piekarnię przejął jego syn Izaak. Do dziś gdowianie pamiętają, że rudy piekarz miał bardzo dobre wyroby. Poślubił Rozalię a ich dzieci: Szymon ur w 1921, Salomon w 1922 i Arnold w 1925, uczęszczały do powszechnej szkoły w Gdowie.


Załączniki:
szkic z 1892 r.jpg
szkic z 1892 r.jpg [ 161.21 KiB | Przeglądane 1515 razy ]
szkic z 1917r.jpg
szkic z 1917r.jpg [ 231.48 KiB | Przeglądane 1515 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 3 lut 2015, o 15:51 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
Pod koniec 2014 r, drewniany budynek został rozebrany, na strychu znaleziono instrukcję z 1893 r, podpisaną przez zwierzchnika gminy, wójta Wincentego Kaczmarczyka. Dotyczyła ona zasad przestrzegania higieny przy wypieku chleba. Zachowało się też w dobrym stanie, kilka żydowskich ksiąg, może ktoś pomoże odszyfrować ich treść ?


Załączniki:
k1.JPG
k1.JPG [ 186.37 KiB | Przeglądane 1514 razy ]
k2.jpg
k2.jpg [ 99.59 KiB | Przeglądane 1514 razy ]
k3.jpg
k3.jpg [ 112.89 KiB | Przeglądane 1514 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 3 lut 2015, o 15:56 
Online
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:40
Posty: 6207
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Imię: Leszek
Markot Roman napisał(a):
Zachowało się też w dobrym stanie, kilka żydowskich ksiąg, może ktoś pomoże odszyfrować ich treść ?


O to chyba najlepiej zwrócić się na PM do Slava, do tego wątku może nie zajrzeć.

_________________
— Patrz, Kościuszko, na nas z nieba! —
raz Polak skandował
i popatrzył nań Kościuszko,
i się zwymiotował.
K.I.Gałczyński


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 13 lut 2015, o 19:02 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
Daniel Kempler, wnuk Chaima Kemplera właściciela przedwojennego zajazdu, gdowskiego wyjaśnił co zawierają odnalezione księgi.

Pierwsza zwana CHOK LEISRAEL, co znaczy Prawo dla Izraela jest tłumaczeniem Księgi Wyjścia, odpisana od dodatku do drugiej księgi mojżeszowej „Exodus”, przez rabina Izaaka Barucha, od Chaima Witala, wydrukowana została we Lwowie w 1874 r.
Druga książka pt. PELE JOEZ co znaczy "cudowne rady", daje wskazówki na zachowanie wśród ludzi, napisana jest przez Izaka Hamburgera z Krakowa.
Trzecią jest Księga Rodzaju czyli pierwsza księga mojżeszowa BERESZIT, z dwunastoma tłumaczeniami wydrukowana we Lwowie w 1878 r.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 26 lut 2015, o 15:02 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
Jedna ze strategicznych dróg z Krakowa w kierunku południowo-wschodnim, od wieków prowadziła przez Gdów. Widać to na poniższej mapie sprzed 1780 r, kiedy nie było jeszcze cesarskiego gościńca. Zaznaczona jest brązową, grubszą linią od pozostałych dróg lokalnych. Biegła od Grzybowej, dzisiejszą ul. Wiedeńską i nie dochodziła do ul. krakowskiej, tylko wcześniej skręcała na prawo, tuż obok dawnego cmentarza kościelnego, kierując się w dół, w stronę Zagaja. Ta stara mapa, chociaż jest bardziej obrazkiem niż mapą, gdyż nie ma kartometryczności, wyjaśnia skąd powstał dzisiejszy nieco „kopnięty” układ, głównego skrzyżowania w Gdowie. Naniesiono na niej czerwonym kolorem, projektowany przebieg drogi cesarskiej wraz ze skrzyżowaniem w kierunku Wieliczki.


Załączniki:
Gdów 1779 r.jpg
Gdów 1779 r.jpg [ 143.53 KiB | Przeglądane 1409 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 26 lut 2015, o 18:53 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
Ten znaczny prostokącik w centrum starego Gdowa, na prawo od krzyżówki to zajazd dworski wybudowany jeszcze za Lubomirskich w 1761 r. Wspomina o nim w 1960 r, kronikarz Gdowa Tomasz Buda, ...”w centrum, tuż prawie obok kościoła znajdowały się karczmy na karczmie z dworskiej arendy. Jedna z nich nosiła na swoim stragarzu zabytkową datę 1761 rok. W karczmie tej zapili sprawę krakowscy powstańcy w 1846 r, pozostawieni luzem przez swego dowódcę”.

Zachowane zdjęcie z dwudziestych lat poprzedniego stulecia, potwierdza iż zajazd powstawał na raty. Najpierw drewniana część pod dachem krytym papą z dwoma kominami, a potem mniejsza, murowana od zachodu pokryta już dachówką, kiedy wybudowano gościniec w stronę Wieliczki. Jak na razie nie udało mi się dociec odkąd zajazd stał się własnością Liebenheimerów. Przypuszczam że gdowski protoplasta tej rodziny Izaak nabył go na własność w latach 1830-40 i dobudował narożną część.


Załączniki:
zajazd Liebenheimerów.jpg
zajazd Liebenheimerów.jpg [ 23.37 KiB | Przeglądane 1399 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 26 lut 2015, o 19:18 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
W czasie zaboru austriackiego, drogę z Gdowa do Biecza nazywano zakliczyńską, bowiem prowadziła przez Łapanów, Muchówkę, Tymową do Zakliczyna. Był to gościniec rządowy i w związku z planowanym uruchomieniem codziennej jazdy pocztowo-posłańczej między Gdowem a Bieczem, Namiestnictwo Galicji w latach 1869-70 przeprowadziło na całym odcinku tej drogi, generalny remont i wybudowało nowe mosty na Rabie. Do tej pory stał jeden niski, drewniany bez najazdowych grobli, ciągle remontowany po licznych powodziach. W marcu 1868 r, ogłoszono przetarg na usypanie długiej grobli od strony Podolan i budowę dwóch mostów. Jednego głównego nad korytem rzeki, o długości 68 sążni i drugiego tzw. powodziowego, długiego na 10 sążni. Powodziowy most miał za zadanie przepuszczać wielką wodę w czasie powodzi by nie uszkodziła nasypu. Licytacja odbyła się 3 kwietnia 1868 w urzędzie powiatowym w Bochni. Dokumentacja zawierała trzy plany z wymiarami i kosztorysy, oddzielne dla mostów i grobel. Postawienie głównego mostu wyceniono na 7304 złotych reńskich i 10 krajcarów, natomiast usypanie grobli drogowej z wynagrodzeniem gruntu, jak zapisano „za rżnięcie darni”, kosztowało 5990 złr i 74 kr. Mosty i groble były gotowe już na jesieni 1869 r.
Namiestnictwo galicyjskie ogłaszało także przetargi na konserwację drogi zakliczyńskiej w czasie eksploatacji. Np. w 1869 r potrzebny był materiał kamienny w ilości 340 pryzm po 54 sześciennych stóp w cenie 758 zł 80 kr.


Załączniki:
Most ma Rabie 1861-64.jpg
Most ma Rabie 1861-64.jpg [ 23.44 KiB | Przeglądane 1396 razy ]
Dwa mosty 1875 r.jpg
Dwa mosty 1875 r.jpg [ 86.1 KiB | Przeglądane 1396 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gdów
 Post Napisane: 26 lut 2015, o 19:43 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2013, o 10:17
Posty: 214
Imię: Roman
We wrześniu 1931 r, po kilkudniowych opadach deszczu wylała Raba. Wodowskaz przy gdowskim moście wskazywał 416 cm ponad normalny stan wody. Zerwany został wtedy most powodziowy a główny uszkodzony. Odbudował go jesienią 1932 r, sapersko-wodny oddział Związku Strzeleckiego. Zachowały się w NAC, liczne zdjęcia z samej budowy i przekazania do eksploatacji małego mostu. Natomiast główny most zachował się do września 1939 r, kiedy wysadziło go wycofujące się wojsko polskie.


Załączniki:
w trakcie budowy.jpg
w trakcie budowy.jpg [ 64.35 KiB | Przeglądane 925 razy ]
poświęcenie mostu przez ks.J. Smółkę.jpg
poświęcenie mostu przez ks.J. Smółkę.jpg [ 40.82 KiB | Przeglądane 925 razy ]
odbudowany most.jpg
odbudowany most.jpg [ 35.15 KiB | Przeglądane 925 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 310 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 12, 13, 14, 15, 16

Strona główna forum » Eksploracja » Pamiątki przeszłości » Dawniej i dziś


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.126s | 18 Queries | GZIP : Off ]