Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Pałace, dwory » Pałace, dwory - Łódzkie




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 19 lis 2010, o 20:51 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:44
Posty: 3515
Lokalizacja: Kraków
Imię: Jarek
Drewniany dwór w Miłonicach (woj. łódzkie, pow. kutnowski) został wybudowany na początku XVIII wieku.
Mimo, że nie widać tego na zewnątrz, dwór zachował się dokładnie w pierwotnej postaci - jest zbudowany z bali modrzewiowych i posiada konstrukcję zrębową, wieńcową czy jak kto woli węgłową.
Dopiero w późniejszym okresie został pokryty deskami, które "zdobią" go do dzisiejszego dnia.
Drewniany dwór, pokryty łamanym dachem z facjatkami, cóż może być bardziej szlacheckiego i jednocześnie polskiego ... a jednak dwór, wpisany do rejestru zabytków w 1960 roku (kolejny wpis pochodzi z 1967 roku), niszczeje i dopiero niedawno znalazł się w kręgu zainteresowań konserwatora zabytków.
Wprawdzie po zakończeniu II wojny światowej dwór został wyremontowany, ale jak widać na poniższych zdjęciach zarówno okres PRL-u jak i III RP (w tym czasie dwór był własnością gminy Krośniewice) odcisnął sie bardzo niekorzystnie na jego wyglądzie, ale co ważniejsze, na jego stanie.
Jeszcze gorzej wygląda dawny park dworski z niegdysiejszą aleją, która dzisiaj już nie wygląda, bo praktycznie jej nie ma.
Jadąc do Miłonic byliśmy przekonani, że dwór jest nadal w rękach gminy, ale na miejscu, zupełnie przypadkowo (nie ma to jak zasięgnąć języka), natknąłem się na nowego właściciela dworu i okolicznych nieruchomości gruntowych.
Po krótkiej rozmowie właściciel zgodził się pokazać nam dwór od środka, uprzedzając, że obraz nie będzie należał do tych sielskich czy anielskich.
W trakcie oprowadzania opowiedział nam, że kupił zrujnowany dwór i okoliczne działki od gminy, wysiedlił (nie bez problemów) lokatorów budynku, czyli tak zwany "element" (pozostałości po nich będą widoczne na zdjęciach), a kiedy zabrał się za remont dworu, pojawił się niespodziewanie konserwator zabytków :mrgreen:
Mam wrażenie, że obecny właściciel, kupując dwór, miał blade pojęcie o nadzorze konserwatorskim i wynikających z tego obowiązkach, ale faktem jest, że w efekcie długiego sporu, decyzją tegoż konserwatora, dwór zostanie w całości przeniesiony ... i tutaj niespodzianka ... do Gniezna (czemu tam, nie wiem, może ktoś mi to wytłumaczy).
Mam nadzieję, że decyzja konserwatora nie napotka na kolejne przeszkody natury administracyjno-prawnej, bo za parę lat dwór najzwyczajniej w świecie się zawali i nie będzie już czego przenosić

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już parter dworu wzbudza wątpliwości

Obrazek

Obrazek

Chciałoby się powiedzieć "salon zielony"

Obrazek

Albo salon "pomarańczowy"

Obrazek

Ale to niestety dawne pomieszczenia urzędu gminy, czyli inaczej rzecz ujmując, najlepiej zachowana część dworu.
Dalej jest już tylko gorzej.

Obrazek

"Zatapetowany" kominek wpisuje się na trwałe w ten wątpliwej urody "krajobraz"

Obrazek

Obrazek

Jedynie "sołdat krasnoj armii" wygląda na wyraźnie zadowolonego

Obrazek

Na piętrze widać już tylko wiadra z wodą i napierający w kilku miejscach dach

Obrazek

Obrazek

Schodząc na dół ma się wrażenie, że za chwilę wszystko się zawali

Obrazek

Obrazek

Na koniec widok na dawną aleję parkową, której założeń możemy się już dzisiaj jedynie domyslać

Obrazek

_________________
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej"
Albert Einstein


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 19 lis 2010, o 21:48 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3108
Pochwały: 1
Jeszcze kilka moich zdjęć w konwencji "strasznego dworu" (jakoś tak ten wietrzno-deszczowy dzień mnie tak nastrajał). Dwór jest naprawdę przepiękny i mam nadzieję, że uda się go uratować...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ganek od środka

Obrazek

Zachowane ( :shock: ) podłogi, niestety w zamieszkiwanych pomieszczeniach parkiet był używany jako rozpałka...

Obrazek

I klamki(a)...

Obrazek

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 25 kwi 2011, o 21:18 
Offline

Dołączył(a): 28 gru 2010, o 19:59
Posty: 1142
Lokalizacja: Thorn Wpr.
Pochwały: 1
Imię: Tymoteusz
Byłem wczoraj dworu już nie ma ...


Załączniki:
IMG_6990.jpg
IMG_6990.jpg [ 82.2 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_6991.jpg
IMG_6991.jpg [ 81.34 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_6993.jpg
IMG_6993.jpg [ 79.74 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_6994.jpg
IMG_6994.jpg [ 72.07 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_6996.jpg
IMG_6996.jpg [ 55.43 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_6997.jpg
IMG_6997.jpg [ 54.53 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_7000.jpg
IMG_7000.jpg [ 71.23 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_7002.jpg
IMG_7002.jpg [ 83.97 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_7003.jpg
IMG_7003.jpg [ 59.7 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_7004.jpg
IMG_7004.jpg [ 61.87 KiB | Przeglądane 4852 razy ]
IMG_7005.jpg
IMG_7005.jpg [ 52.88 KiB | Przeglądane 4844 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 25 kwi 2011, o 21:25 
Offline
Muszkieter
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:16
Posty: 4851
Lokalizacja: Silesia
Pochwały: 1
Jak widać wszystko zostało zabrane z tego miejsca. Czyli dwór pojechał na wycieczkę? :D


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 25 kwi 2011, o 21:32 
Offline

Dołączył(a): 28 gru 2010, o 19:59
Posty: 1142
Lokalizacja: Thorn Wpr.
Pochwały: 1
Imię: Tymoteusz
Gazeta znaleziona w kominku:


Załączniki:
bez tytułu.JPG
bez tytułu.JPG [ 44.13 KiB | Przeglądane 4846 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 25 kwi 2011, o 22:04 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:44
Posty: 3515
Lokalizacja: Kraków
Imię: Jarek
Petrus napisał(a):
Jak widać wszystko zostało zabrane z tego miejsca. Czyli dwór pojechał na wycieczkę? :D

Tak jak pisałem wcześniej, dwór miał zostać przeniesiony i mam nadzieję, że ten stan to właśnie efekt decyzji konserwatora zabytków.
Jakoś tak mnie zabolało kiedy zobaczyłem tę kupę kamieni i resztkę kominka ...

_________________
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej"
Albert Einstein


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 15 sie 2011, o 18:24 
Offline

Dołączył(a): 28 gru 2010, o 19:59
Posty: 1142
Lokalizacja: Thorn Wpr.
Pochwały: 1
Imię: Tymoteusz
Dziś nie ma śladu po dworze:


Załączniki:
OD93FB~1.JPG
OD93FB~1.JPG [ 79.7 KiB | Przeglądane 4710 razy ]
Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 sie 2011, o 09:23 
Offline

Dołączył(a): 28 gru 2010, o 19:59
Posty: 1142
Lokalizacja: Thorn Wpr.
Pochwały: 1
Imię: Tymoteusz
Ciekawe :arrow: http://www.ekutno.pl/?kutno=0&y=1&zoom=11404


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 sie 2011, o 09:56 
Offline

Dołączył(a): 28 gru 2010, o 19:59
Posty: 1142
Lokalizacja: Thorn Wpr.
Pochwały: 1
Imię: Tymoteusz
zuraw1965 napisał(a):
Tak jak pisałem wcześniej, dwór miał zostać przeniesiony i mam nadzieję, że ten stan to właśnie efekt decyzji konserwatora zabytków.
Chyba niestety nie :sad:


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 sie 2011, o 11:49 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 21:24
Posty: 3108
Pochwały: 1
tymok1 napisał(a):
zuraw1965 napisał(a):
Tak jak pisałem wcześniej, dwór miał zostać przeniesiony i mam nadzieję, że ten stan to właśnie efekt decyzji konserwatora zabytków.
Chyba niestety nie :sad:

A może jednak tak...

Obrazek

Źródło: „Gazeta Lokalna Kutna i Regionu” z 28 lipca 2011 nr 116

_________________
MM


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 29 sie 2011, o 12:41 
Offline

Dołączył(a): 28 gru 2010, o 19:59
Posty: 1142
Lokalizacja: Thorn Wpr.
Pochwały: 1
Imię: Tymoteusz
Ta rzecz mnie bardzo cieszy .


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 sie 2011, o 16:42 
Offline

Dołączył(a): 13 cze 2009, o 14:20
Posty: 866
Wbrew temu co napisano w artykule, do gnieźnieńskiego skansenu dworek na pewno nie trafi, ponieważ ... w Gnieźnie nie ma skansenu :mrgreen:
Jak się domyślam, autorowi chodziło o Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach, a to oczywiście miejsce, do którego mam względnie blisko i z przyjemnością ów dworek kiedyś odwiedzę.
Osobiscie nie jestem wielką entuzjastką "wyrywania" zabytków z ich naturalnego otoczenia - budynków gospodarczych, starych drzew czy wreszcie ludzkiej pamięci. Mam jednak świadomość, że takie przenosiny do skansenu to czasem jedyna szansa na ocalenie zabytku. Zatem jeśli nie udało się go uratować na miejscu, niech stoi w WPE dla kolejnych pokoleń. :)


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 29 sie 2011, o 22:07 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:44
Posty: 3515
Lokalizacja: Kraków
Imię: Jarek
Cieszę się, że sprawa się wyjaśniła, bo już myślałem, że będę musiał wsiąść do samochodu i szukać tego dworu po całej Polsce :rotfl3:

_________________
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej"
Albert Einstein


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 21 mar 2012, o 18:18 
Offline

Dołączył(a): 21 mar 2012, o 18:03
Posty: 1
Imię: Wojtek
witam,
mój tata urodził se w tym dworze, który był własnością mojej rodziny. Tata jeszcze żyje i bardzo ubolewa nad tym co sie stało z jego domem rodzinnym.
Staraliśmy się przez wiele lat odzyskać ten przybytek ale bezskutecznie.
Ostatnio dano nam szanse go odkupić.
Tata powiedział, ze od paserów (państwa) nie bedzie odkupywał tego co do niego należy, ale ja miałem inne do tego podejście i chcialem ten dom kupić za owe 25.000 zł. Obawiałem się jednak, że nie będe w stanie wysiedlić mieszkających tam rodzin (raczej: "wegetujących"). byłem tez pewien, że nie sprostam wymogom konserwatora zabytków. Oceniałem, że na najprostsze mieszkania zastępcze bede musial wydać 200-300.000 zł, a tylko na podstawową renowację ok pół miliona. Tyle nie miałem.
Poza tym mieszkam pod Warszawą (także tata) i nie byłbym w stanie doglądać domu lub w nim zamieszkać.
Byłem w kontakcie z konserwatorem, gminą...
Nikt nie był zainteresowany zwrotem nieruchomości lub ratunkiem.
Teraz elementy domu leżą gdzieś pod Gnieznem. Nowemu właścicielowi dostarczylismy wszystkie zdjęcia i dokumenty ale coraz bardziej wątpię, że on z tym coś zrobi.
Najlepszy biznes zrobił kupiec, który nabył nieruchomość i potem sprzedał drewno za tyle samo ile go całość kosztowała. Ma pare hektarów parku za darmo.
jak ktoś jest zainteresowany losami dworu, mojego taty (Powstaniec Warszawski) lub zdjeciami to zapraszam: wkwkwk19@gmail.com.
Dzięki za zainteresowanie,
pozdrawiam,
wojtek 1967


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 21 mar 2012, o 19:13 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:44
Posty: 3515
Lokalizacja: Kraków
Imię: Jarek
Witaj Wojtku :D
Jesteśmy zainteresowani wszelkimi informacjami jak i archiwalnymi zdjęciami tego dworu i jeśli nie miałbyś nic przeciwko temu chętnie zobaczylibyśmy je na forum - niezależnie od tego piszę do Ciebie maila.

_________________
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej"
Albert Einstein


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 17 kwi 2012, o 10:42 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:44
Posty: 3515
Lokalizacja: Kraków
Imię: Jarek
Z pewnymi kłopotami, ale w końcu udało mi się odebrać przekazane mi przez Wojtka (wkwkwk) materiały do tyczące dworu w Miłonicach oraz osoby jego ojca, Pana Witolda Koneckiego.
Na początek dwa zdjęcia.

Przed dworem stoi dziadek Wojtka, Pan Stanisław Konecki (pierwszy z prawej) z dwoma nieznanymi osobami

Obrazek

Zdjęcie z karetą będącą obecnie eksponatem muzeum w Tułowicach.
Na zdjęciu widoczny Pan Garbowski (pierwszy z lewej), teść Pana Stanisława Koneckiego, Wanda Konecka z domu Garbowska (druga z prawej), żona Pana Stanisława oraz mały Witold Konecki na rękach niani.
Zdjęcie wykonano około 1930 roku.

Obrazek

A teraz garść wspomnień spisanych przez Pana Witolda Koneckiego, które otrzymałem od Wojtka i które pozwalam sobie zamieścić za zgodą obu panów.
Jest to fragment większej całosći. Jeśli ktoś będzie zainteresowany to zapraszam do lektury Wspomnień, które umieściłem w dziale "Pamiątki z przeszłości".

Przychylając się do prośby członków rodziny i licznych przyjaciół, postanowiłem wzbogacić moje „wspomnienia” o bardziej szczegółowy opis domu rodzinnego, który do roku 1939 był miejscem mojego dzieciństwa. Odtwarzam pamięć zakodowaną w umyśle dziecka. Proszę więc o wyrozumiałość i tolerancję przy czytaniu tych niedoskonałych, lecz prawdziwych opisów faktów sprzed ponad 70 laty, które najbardziej utkwiły w mojej pamięci.

Majątek ziemski Miłonice o powierzchni ca' 232 ha stanowił własność mojej Matki Cecylii Wandy, a położony jest 20 km od Kutna, 3 km od Krośniewic i 1 km od stacji PKP Krzewie. Do roku 1939 był wzorowo zagospodarowany i osiągał planowane dochody. Ziemia była bardzo żyzna, co pozwalało na zakładanie specjalistycznych plantacji objętych umowami kontrakcyjnymi, dotyczyły one uprawy malin (6 ha), drzew owocowych (8 ha), rzepaku (20 ha), buraków cukrowych 25 ha. Pozostałe obszary obsiewane były podstawowymi zbożami (pszenicą, żytem, owsem i jęczmieniem) oraz gryką i makiem. Ponadto na 6 ha zlokalizowano stawy rybne położone wzdłuż małej rzeczki w pobliżu łąk, które stanowiły pastwiska dla krów i owiec. W skład majątku wchodziła własna gorzelnia wyposażona w nowoczesną aparaturę zakupioną w 1937 roku. Gorzelnia przerabiała ziemniaki i jęczmień, wytwarzając rocznie ca' 300 tysięcy litrów spirytusu, który podlegał ścisłej akcyzie i monopolowi spirytusowemu. Gorzelnia zatrudniała 12 pracowników fizycznych oraz gorzelanego i kancelarystkę. Obok spirytusu gorzelnia dostarczała jako odpad poprodukcyjny tzw. wywar, który stanowił paszę dla krów własnych, a jego nadmiar był sprzedawany sąsiednim rolnikom. Gorzelnia dawała niewielkie zyski, ponieważ cena spirytusu nie rektyfikowanego była regulowana przez Państwo. W naszym majątku hodowano zarodowe mleczne krowy w ilości ponad 70 sztuk, które dostarczały mleko do mleczarni w Krośniewicach, której założycielem i prezesem był mój Ojciec - Stanisław. Ziemie uprawiano metodami tradycyjnymi za pomocą 40-tu koni podzielonych na 10 tzw. „fornalek” obsługiwanych przez wykwalifikowanych robotników rolnych zamieszkujących wraz z rodzinami w budynkach majątkowych. W roku 1936 Ojciec mój wybudował nowoczesną (na ówczesne czasy) dużą chlewnię, w której hodowano maciory zarodowe i ponad 120 tuczników tzw. „bekonów”, które były kontraktowane przez Zakłady Mięsne w Czerniewicach. Waga tych bekonów nie mogła przekraczać 100 kg. Matka moja kierowała hodowlą drobiu, szczególnie indyków i perliczek, które po odpowiednim utuczeniu sprzedawane były na eksport. Ubite ptaki były częściowo skubane i patroszone oraz pakowane w skrzynki, w ten sposób, aby głowy i nie oskubane skrzydła wystawały na zewnątrz i były widoczne dla handlarzy. W okresie zimowym w majątku naszym odbywało się duże polowanie z udziałem 15-20 myśliwych z psami i tyleż samo członków tzw. „nagonki”. Odstrzałowi podlegały głównie zające. Cały obszar majątku podzielony był na 2 obszary łowieckie, na których polowano przemiennie, co drugi rok. Polowano przy organizowaniu przez nagonkę tzw. „kotłów” z tym, że wolno było strzelać do zwierzyny tylko wtedy, gdy wybiegała ona poza „kocioł”. Etyka myśliwska nie pozwalała strzelać do zwierzyny zamkniętej w „kotle”. Polowano od godz. 8 do 13-tej. W tzw. „dobrych” latach ubijano ponad 200 zajęcy, które wieszano na specjalnych drabinach, w które zaopatrzone były wozy gospodarskie i odstawiano je do punktu skupu zwierzyny łownej. Po polowaniu łowczy ogłaszał króla polowania. Na polowaniu myśliwi przyjeżdżali z żonami lub osobami towarzyszącymi, które biesiadowały w naszym dworku goszczone przez Matkę i tam oczekiwały na powrót myśliwych. Potem był uroczysty obiad i często kolacja i tańce. Na kuropatwy i bażanty polowano jesienią w mniejszych składach myśliwskich, ograniczając odstrzał tych wspaniałych ptaków tylko do ilości z góry zaplanowanych, przestrzegając surowych reguł myśliwskich np. bażanty przebywające głównie w malinach wypłaszano na puste pola i strzelano tylko do samców. Natomiast kuropatwy były odstrzeliwane tylko wtedy, gdy ich ilość w stadzie przekraczała 10 sztuk. Warto dodać, że w naszym majątku były stada kuropatw, które liczyły ponad 30 sztuk. Stada niepełne podlegały ścisłej ochronie. W naszym majątku wszystkie zwierzęta łowne były systematycznie dokarmiane (szczególnie w zimie) i chronione przed kłusownikami. Na własne potrzeby Ojciec miał prawo polować indywidualnie, w tych polowaniach brałem udział również i ja, jako nosiciel ubitej zwierzyny. Ojciec, ja i pies Diana stanowiliśmy dobrany zespół, który przemierzał co tydzień wiele kilometrów po polach i łąkach, zdejmując zastawione przez kłusowników sidła, obserwując zwierzynę i kontrolując „paśniki”. Z dziecinnych lat utkwiły mnie w pamięci tzw. „dożynki”, które odbywały się po zebraniu plonów. Każda rodzina robotników rolnych przedstawiała swój mini program artystyczny, wręczała właścicielowi majątku polne wieńce zrobione z kłosów zbóż i polnych roślin. Piosenka ludowa „Plon niesiemy, plon, w gospodarza dom” otwierała i zamykała uroczystość. Potem były tańce i wspólna kolacją, a amatorska orkiestra grała do późnych godzin nocnych. Wszystkie koszty związane z uroczystościami pokrywali Rodzice. W dzień sylwestrowy odbywało się zebranie wszystkich robotników rolnych stanowiących głowę rodziny, na którym Ojciec oceniał ich całoroczną pracę oraz rozdawał nagrody, miał też prawo, (z którego przeważnie nie korzystał) do wręczania wymówień z pracy z dniem 31 marca. W naszym majątku zatrudnionych było ponad 30 pracowników rolnych i około 15 pracowników gospodarczych obsługujących obory, stajnie, chlewy i kurniki. Był też stangret, ogrodnik, szofer, mechanik, dozorca, rządca i włodarz, a ponadto lampiarz, kucharka z pomocą, pokojówka, wychowawczyni dzieci i ich nauczyciel.
Jako środka lokomocji używaliśmy karety znajdującej się obecnie w muzeum w Tułowicach, powozu, bryczki i tzw. „linijki”. W roku 1937 Ojciec zakupił mały samochód marki Ford, a w roku 1938 duży samochód marki Dodge. Mieliśmy 5 koni wyjazdowych, w tym 2 do powozu i karety, 2 wierzchowce dla Rodziców i 1 starą „siwkę” dla dzieci (pod siodło i jako zaprząg do „linijki”). Rodzice utrzymywali stałe stosunki towarzyskie z właścicielami sąsiednich majątków i czynnie udzielali się w Związku Ziemian Polskich. Byli też „dobrodziejami” dla miejscowej parafii Miłonice i kościoła znajdującego się na terenie majątku. Ksiądz proboszcz był stałym bywalcem naszego domu i korzystał z wszelkiej pomocy rolnej i organizacyjnej, szczególnie podczas wizyt biskupich. Proboszczem parafii był ksiądz Chojecki, a od roku 1937 ksiądz Majkowski - zamordowany w czasie okupacji przez Niemców w obozie koncentracyjnym.
Do stałych gości w naszym domu zaliczyć należy rodzinę Skotnickich, Zuchowiczów, Gałeckich, Szypowskich, Kosińskich Kozłowskich, Wyganowskich, Żakowskich, Wieszczyckich, Jeżmanowskich, Sławińskich, Konczkowskich i Konarzewskich.
W naszym majątku uroczycie obchodzono wszystkie święta kalendarzowe i rodzinne oraz wizytacje kościelne biskupów (ostatnio biskupa Szlagowskiego). Na tych przyjęciach obowiązywała specjalna etykieta dworska, która dyscyplinowała biesiady obfitujące w różnorodność potraw i trunków. W tych uroczystościach brała udział duża rzesza zaproszonych gości obu płci reprezentujących aktualną modę w zakresie ubiorów oraz strojów wieczorowych i dziennych. Brydż i preferans był stałym programem towarzyskich spotkań. Matka częstowała gości najbardziej wyszukanymi potrawami, trunkami i słodyczami, wszystko własnej produkcji, oraz przekazywała zainteresowanym paniom przepisy wykonawcze na te specjały, które najbardziej smakowały i stanowiły przedmiot wysokiej oceny smakowej i estetycznej. Do stołu usługiwały służące, które po zakończeniu wizyty ustawiały się wraz z kucharzem przy drzwiach wyjściowych i oczekiwały na sowite napiwki, których wysokość (według ich opinii) wyrażała szacunek dla ich pracy. Do dnia dzisiejszego jestem posiadaczem tzw. „kajetów” kucharskich mojej pra-Babci, Babci i Matki, do których wówczas wpisywano przepisy na najlepsze potrawy kulinarne. Dzień 8 maja to dzień imienin ojca Stanisława. Już o świcie fornale gromadzili się pod oknami sypialni Jaśnie Pana i bijąc z batów budzili go ze snu i jako pierwsi składali chórem zrymowane życzenia, a po otrzymaniu sowitych datków pieniężnych powracali do normalnych zajęć.
Pracownicy rolni zamieszkiwali tzw. „czworaki”, to jest parterowe murowane budynki wielorodzinne. Każda rodzina zajmowała co najmniej dwie izby, ponadto posiadała mały ogródek z komórkami gospodarczymi. Miała też prawo posiadać jedną krowę, która korzystała z „pańskiego” pastwiska. Wszyscy pracownicy mieli zabezpieczone lecznictwo podstawowe, a w miarę potrzeby również specjalistyczne. W specyficznych przypadkach korzystali z bezpłatnego leczenia sanatoryjnego w Wieńcu Zdroju. Fornalom wypłacano stosunkowo niewielkie miesięczne wynagrodzenie w gotówce, lecz otrzymywali oni przez cały rok tzw. „ordynarje”, to jest świadczenie w naturze obejmujące zboże, ziemniaki, owoce, opał, wywar z gorzelni (pasza dla krowy), pokrycie kosztów mieszkaniowych, tj. światła, wody i remontów. Mieli też możliwość hodowli drobnego inwentarza.
Członkowie rodziny fornali otrzymywali wynagrodzenie w gotówce i byli zatrudniani sezonowo w miarę potrzeb gospodarczych. Praca odbywała się od świtu do zmierzchu według zwyczajów obowiązujących na wsi. Rozpoczęcie i zakończenie pracy oznajmiał sygnał dźwiękowy powstający poprzez bicie przez włodarza młotkiem w lemiesz wiszący na drzewie.
Ogród obejmujący 7 ha składał się z części parkowo wypoczynkowej wraz ze stawami rybnymi oraz z części warzywno owocowej. Park był objęty szczególną troską Matki, która wraz z ogrodnikiem zajmowała się planowaniem i urządzaniem atrakcyjnych kompozycji z ozdobnych drzew i krzewów. Część owocowa ogrodu dostarczała jabłek, gruszek i czereśni na całoroczne potrzeby rodzinne. Maliny objęte były kontraktacją eksportową i przynosiły poważny dochód pieniężny. Część warzywna była stosunkowo niewielka, lecz gromadziła wszystkie podstawowe jarzyny dla własnych potrzeb.
Moje dziecinne pasje to jazda konna, wędkarstwo (do dnia dzisiejszego), modelarstwo i budownictwo z piasku, gliny i kamieni „potężnych stajni” gdzie dorosłymi końmi były kasztany, a źrebakami żołędzie. Przedmiotem moich wczesnodziecinnych zabaw były również figury wojskowe różnych formacji wykonane z ołowiu i malowane na różne kolory. Nade wszystko jednak jako dziecko kochałem wolność i swobodę oraz obcowanie z naturą, która wśród pól i łąk dostarczała mi wielu emocji i dziecinnych wzruszeń.
Rodzina Koneckich świadczyła dobrowolne usługi na rzecz parafii oraz Kościoła i cmentarza, obiektów, które znajdowały się na terenie majątku Miłonice. Dlatego też w dowód uznania, wdzięczności i szacunku była przez władze kościelne wyróżniana. Miała do własnego użytku ozdobną ławkę usytuowaną przy prezbiterium. Posiadała też wyłączność na przyjmowanie dostojników kościelnych, a więc biskupów, prałatów i kanoników, którzy po odbyciu czynności kościelnych chętnie gościli w naszym starym, modrzewiowym szlacheckim dworku stanowiącym zabytek kultury polskiej z XVIII wieku.
W roku 1939 zakończyła się nasza ziemiańska epoka, bowiem wojna na zawsze przerwała nasze życie na polskiej wsi, obfitujące w dobrobyt. W czasie wojny i po wojnie, w okresie PRL, wszystko zostało totalnie zniszczone, a ziemia rozdana okolicznym rolnikom. Pozostała jedynie opisana na początku niniejszych wspomnień grota z figurą Matki Boskiej, wykonana własnoręcznie przeze mnie i moją siostrę Teresę z polnych miłonickich kamieni pod kierunkiem naszego nauczyciela, Stefana Kozłowskiego. Ta grota, umieszczona niegdyś w murowanym ogrodzeniu parkowym stoi teraz samotnie wzdłuż drogi prowadzącej od wsi Zalesie do Jankowie. Widać na niej ślady dewastacji i przebudowy. Figura Matki Boskiej, skierowana niegdyś na nasz ogród i dwór, obecnie jest odwrócona w kierunku cmentarza, gdzie spoczywają prochy moich przodków, a więc pradziadków Garbowskich oraz rodzina Wieszczyckich i Zuchowiczów. Matka Boską, umieszczona w tej grocie, choć na odległość, chroniła w okresie wojennej tułaczki i nadal chroni całą rodzinę Koneckich od wszelkich nieszczęść i zgubnych poczynań. Ta figura jest ściśle związana z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, który od pięciu pokoleń jest w naszym posiadaniu. Ten obraz był zawsze otaczany głęboką czcią i szacunkiem i wymaga nadal troskliwej pielęgnacji.
Do Miłonic rodzice moi już nigdy nie powrócili, pozostała jedynie w ich pamięci tęsknota i żal. Ja moje rzadkie wizyty w Miłonicach ograniczam tylko do pobytu w odbudowanym po spaleniu kościele, cmentarzu, a nade wszystko do odwiedzin murowanej przeze mnie groty.
Stary dwór, gospodarcze budynki i gorzelnia, to już ruina, na którą nie mogę patrzeć. Dlatego też pragnę zachować w pamięci ich dawną świetność.
To są już wszystkie moje strzępy wspomnień z lat dziecinnych pisane z dużym zaangażowaniem emocjonalnym i dziecinnym wyborem zapamiętanych przeżyć.

Witold
12 listopad 2002.

_________________
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej"
Albert Einstein


Góra 
 Zobacz profil GG  
 
 Post Napisane: 17 kwi 2012, o 16:15 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 maja 2009, o 21:58
Posty: 3751
Lokalizacja: Jankowice
Pochwały: 1
Imię: Renata
Piękna opowieść i piękny dwór (był :( ). To musi być straszne oglądać szczątki swego dzieciństwa, marne resztki kwitnącego kiedyś majątku. I pomyśleć, że w Czechach oddają prawowitym właścicielom nawet pałace wraz z całym wyposażeniem (przykładem Nowe Mesto nad Metuji), a u nas trzeba odkupywać swoją własność nawet jeśli jest już wpół ruiną :face:


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 kwi 2012, o 23:51 
Offline
Przyjaciel
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 wrz 2009, o 00:48
Posty: 4062
Lokalizacja: Będzin/Sosnowiec/Łeba
Pochwały: 1
Imię: Beata
Zagłębiłam sie w ta relację...wielki żal, ale cieszę się, że p. Konecki opisał życie w Miłonicach.

_________________
(...)po co kończysz to piwo? Masz karabin zamiast gitary!...JA, KIESZENIE PEŁNE CZEREŚNI!! Pidżama Porno.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 cze 2012, o 13:07 
Offline

Dołączył(a): 17 cze 2012, o 13:00
Posty: 2
Imię: cezary
Witam
Przykro patrzeć na to co stało się z tym dworem.Ostatnio widziałem go 30 lat temu.Mój Ojciec mi go pokazał.W 1924 roku w nim przyszedł na


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 cze 2012, o 13:25 
Offline

Dołączył(a): 17 cze 2012, o 13:00
Posty: 2
Imię: cezary
Coś nacisnąłem nie tak i post niepełny wysłałem. W 1924 roku mój ojciec Andrzej Szypowski przyszedł na świat w tym właśnie dworku. W tym czasie dwór należał do jago dziadka Stanisława. Rodzice ojca byli właścicielami majątku Skrzynki koło Siedlca w powiecie łęczyckim. Kilka lat temu wydał wspomnienia pt. "Szlachcic w Peerelu". Niestety żadnych zdjęć dworku w Miłonicach nie posiadam.
Pozdrawiam
Cezary


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Dodaj do Gadu-Gadu Dodaj do Grono.net Dodaj do Twitter Dodaj do Blip Dodaj do Flaker Dodaj do Pinger Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook Wypowiedź dla Gwar Wypowiedź dla Delicious Wypowiedź dla Digg Wypowiedź dla Google Wypowiedź dla Reddit Wypowiedź dla YahooMyWeb Śledzik Dodaj do Kciuk.pl Dodaj do Spinacz.pl Dodaj do Yam.pl
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strona główna forum » Eksploracja » Pałace, dwory » Pałace, dwory - Łódzkie


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.229s | 16 Queries | GZIP : Off ]